fot. ESL/Adam Łakomy

Pozamykane drzwi

Nie minął nawet tydzień od spektakularnego sukcesu Complexity Gaming w fazie grupowej BLAST Premier Spring Series, a na międzynarodową formację zdążył już spaść morderczy cios. Podopieczni amerykańskiej organizacji z kretesem polegli w otwartych kwalifikacjach do europejskiego Minora, choć na przestrzeni trzech tur aż dwukrotnie udało im się dotrzeć aż do meczu o wszystko. Ostatecznie do pełni szczęścia trochę jednak zabrakło i marzenia o awansie na Majora trzeba odłożyć co najmniej o pół roku. Krótko mówiąc: witamy w Europie, krainie mlekiem i miodem płynącej! To właśnie tu nawet zespoły z najlepszej trzydziestki na świecie nie mogą być pewne swego, to właśnie tu za każdym rogiem czeka niebezpieczeństwo w postaci mocnego rywala. No niestety, takie życie – zawsze można było zostać w spokojnym regionie ojczystym, gdzie awans na samego Minora, a może i jeszcze dalej, byłby pewnie formalnością. A tu klops – na Starym Kontynencie w siną dal odjechały nawet zamknięte eliminacje.

Dla fanów Juggernauta mam jednak i radosną nowinę – Complexity awansowało już przecież na wiosenne finały BLASTA, Complexity zagra także w zbliżającym się wielkimi krokami 11. sezonie ESL Pro League. O cenne punkty do rankingów ekipa Jasona Lake’a w najbliższym czasie nie będzie musiała się więc martwić. Śmiem zatem twierdzić, iż w kolejnym cyklu Majorowym coL w otwartych eliminacjach już po prostu nie zobaczymy.

***

Inaczej sprawa ma się w przypadku głównych bohaterów tego tekstu. No bo przecież nie myśleliście chyba, że będę sobie rozmyślał o jakimś Complexity zaledwie dzień po kolejnej bolesnej weryfikacji obecnego stanu polskiej sceny CS:GO.

Przyznam szczerze, że całkowite niepowodzenie rodzimych drużyn nieco mnie zaskoczyło, szczególnie mając w pamięci niedawną walkę o IEM Katowice, w której nasi odegrali znaczącą rolę.

Nadal zastanawiam się, jakim cudem awansu do zamkniętych kwalifikacji nie wywalczyło sobie takie x-kom AGO. Jeszcze w trakcie trzeciej tury chwaliłem Jastrzębie za robiącą wrażenie regularność, która miała przynieść wkrótce upragniony efekt. A potem nadeszło spotkanie z Pompa Teamem i szlag wszystko trafił.

Albo weźmy taki Actina PACT. “Ale throw na Illuminar”, “Dużo niefortunnych rund”, “Niewykorzystane sytuacje się mszczą” – tak występy swojej drużyny podsumowywał Dawid “lunAtic” Cieślak, który zapewne doskonale zdaje sobie sprawę, iż mimo nie tak dawnej roszady kadrowej awans był w zasięgu ręki. Zabrakło jednak skutecznego wykończenia, które zdaje się być jednym z największych utrapień wszystkich rodzimych formacji. Ile to już razy nie udało się postawić tej kropki nad i? Ile to już razy wypuszczono z rąk „bezpieczną przewagę”? Pojedyncze przebłyski to zdecydowanie za mało.

***

Jeszcze dwa tygodnie temu największą nadzieję pokładaliśmy w Illuminar Gaming, niemniej formuła tej ekipy wyczerpała się w najgorszym możliwym momencie. Wracanie do pierwszych trzech tur eliminacyjnych nie ma już większego sensu – sama formacja oceniła swoją formę, stawiając wszystko na jedno kartę i wymieniając dwóch graczy.

Uważam, że nie ma też co komentować występu iHG w czwartej próbie. Po pierwsze dlatego, że wciąż nie mamy pewności co do finalnego wyglądu nowego zespołu ESL Mistrzów Polski, a po drugie dlatego, że wbrew pozorom Copenhagen Flames nie jest byle jaką piątką złożoną z przypadkowych graczy. Oczywiście w normalnych warunkach od najlepszej ekipy w kraju oczekiwalibyśmy pewnego zwycięstwa, ale proszę, nie lekceważmy aspektu zgrania oraz gry drużynowej.

***

Tylko co dalej? Major, a nawet Minor, ponownie nie dla nas. ESL Pro League nie dla nas. W 2020 turnieje z cyklu ESL Pro Tour jak dotąd nie dla nas.

Mamy dopiero połowę lutego, a spora liczba drzwi związanych z imprezami w pierwszej połowie roku już została zamknięta. Okej, dziś ruszają wymagające zamknięte kwalifikacje do FLASHPOINT. Trwa ESEA MDL. Niedługo powinniśmy poznać szczegóły BLAST Showdown, na który PODOBNO będzie można się zakwalifikować. To jednak mało możliwości, by się wybić, prawda? Najbliższy turniej z cyklu DreamHack Open dopiero w lipcu…

Boję się. Boję się, że przez kolejne długie miesiące polski CS nie wygrzebie się z odmętów LOOT.BETÓW, Kalashnikov Cupów czy Polskiej Ligi Esportowej. Boję się, że znów nie zostaną wyciągnięte wnioski z klęski na trasie na Majora. I za kilka miesięcy nadejdą kolejne otwarte eliminacje do Minorów. Ale wtedy nie zdziwi mnie już nic.

Choć w sumie jakby się dłużej zastanowić, to jednak niektóre jednostki czegoś się już nauczyły na błędach własnych i kolegów. Tylko że ich już nie ma w kraju.

Śledź autora na Twitterze – Marcin Gabren
Tagi: , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Google zapłaciło Activision Blizzard ponad 160 milionów dolarów za wyłączne prawa do transmisji?

Pod koniec stycznia okazało się, że esportowe rozgrywki spod szyldu Activision Blizzard opuszczą Twitcha. Firma nawiązała bowiem współpracę z Google,...

>