fot. Riot Games

Czego więcej potrzebuje gra, żeby odnieść sukces na rynku FPS-ów?

W poprzedni weekend miałem okazję przetestować najnowszą produkcję Riot Games, a więc taktycznego FPS-a o nazwie VALORANT. Do tej pory nie spodziewałem się, że jakakolwiek strzelanka poza klasykiem gatunku, czyli CS-em, może wciągnąć mnie na dłużej, ale po krótkim okresie testów gry od producentów League of Legends zwyczajnie chcę więcej. Dlaczego?

Mechanika strzelania

Kiedy po raz pierwszy uruchomiłem VALORANTA, to mniej więcej wiedziałem, czego mogę się spodziewać po zastosowanej w nim mechanice strzelania – wszak już od dłuższego czasu znane esportowe osobistości, takie jak Henry „HenryG” Greer czy Piotr „izak” Skowyrski, zapewniały, że w strzelance Riotu uświadczymy mechanik stworzonych niczym na wzór Counter-Strike’a. I faktycznie, każda z broni posiadała swój własny wzór odrzutu podczas oddawania długiej serii i dało się poczuć, że to gracz ma tutaj największą kontrolę nad tym, co robi dana pukawka, a nie tick-rate, serwery czy inne czynniki. Niezmiernie cieszyło mnie również to, że odrzut oraz celność odpowiednio rosły oraz malały w momencie, gdy w trakcie strzelania biegaliśmy. Wówczas trafienie rywala naprawdę będzie oznaczać, że mamy po prostu farta – nieważne, z jakiej broni byśmy nie korzystali.

Bronie

A skoro już o broniach wspomniałem, to opowiem pokrótce, jak wygląda asortyment w VALORANCIE. Każdy z zespołów ma do dyspozycji ten sam ekwipunek, czyli siedemnaście różnych broni oraz dwa rodzaje pancerza – lekki oraz ciężki. Nie możemy zatem mówić o tym, że dana strona ma łatwiej, bo jeden z dostępnych dla niej karabinków jest zwyczajnie mocniejszy. Nie. W VALORANT wszyscy mają równe szanse i to widać pod każdym względem. Wracając jednak do samych broni, nowa produkcja Riot Games oferuje pięć pistoletów, dwa SMG, dwie strzelby, dwie snajperki, dwa cięższe karabiny oraz cztery karabinki automatyczne. Najpopularniejsze w trakcie testów wydawały się trzy opcje – Phantom, Vandal i Operator, czyli dwa karabiny automatyczne oraz snajperka przypominająca znane z CS-a AWP.

Vandal został zbudowany na bazie znanego wszystkim z gier typu FPS AK-47 i podejrzewam, że każdy, kto kiedykolwiek grał w Counter-Strike’a, bez problemu poradzi sobie z kontrolowaniem tej broni. Jej odrzut oraz wygląd jest bardzo podobny do tego, który widzimy w CS-ie, dlatego też już przy pierwszym kontakcie z Vandalem udało mi się porządnie zagrozić rywalom, a wcale nie należę do najlepszych strzelców w redakcji. Popularnym wyborem oraz świetną alternatywą dla Vandala jest Phantom, który działa mniej więcej na tej samej zasadzie, jednakże radzi sobie lepiej na krótkich oraz średnich dystansach i może poszczycić się nieco lepszą szybkostrzelnością. Mamy zatem inne opcje wyboru, które rzeczywiście mają sens, bo dostajemy coś za coś i według mnie cały asortyment VALORANTA został stworzony wedle tej zasady. A jeżeli chodzi o Operatora, to faktycznie jest to najbardziej śmiercionośna broń w grze, bo zadaje największe obrażenia, ale w tym przypadku również możemy mówić o dobrym wyważeniu sił, bo Operator kosztuje naprawdę sporą kwotę i nie widzimy go w akcji w każdej rundzie.

CZYTAJ TEŻ:
Wszystko, co musisz wiedzieć o broniach

Mimo że trzy wspomniane wyżej bronie zdecydowanie cieszyły się ogromną popularnością, to nie oznacza to, że pozostała artyleria w VALORANCIE nie ma prawa bytu. Każda z broni wydaje się naprawdę dobrze przemyślana i wyważona tak, aby miała swoje mocne strony w danych warunkach oraz prezentowała się słabiej w innych. Nie powinno zatem nikogo dziwić, gdy w trakcie rozgrywki zostanie wyeliminowany za pomocą SMG, strzelby czy innego ciężkiego karabinu, bo bronie te z pewnością znajdą swoją niszę.

Optymalizacja

Już w pierwszych chwilach testów VALORANTA odczułem, że gra jest znakomicie zoptymalizowana, mimo że do premiery wciąż pozostaje parę dobrych miesięcy. Deweloperzy zapewniali każdego z testujących, że dawali z siebie wszystko, aby móc dotrzeć do jak największej liczby graczy na świecie również za pomocą dobrej optymalizacji. I moim zdaniem mają na to sporą szansę, bo VALORANT wydaje się świetnie dopracowany pod tym względem. Mój komputer swoje lata świetności ma już za sobą, ale bez problemu potrafił uciągnąć grę na najwyższych ustawieniach graficznych, a licznik FPS-ów cały czas wskazywał na ponad 250 klatek na sekundę. Nawet podczas nagrywania materiałów z gry na tych samych ustawieniach mojemu komputerowi udało się wyciągnąć stałe 144 FPS. W trakcie mojej zabawy z VALORANTEM nie doznałem także żadnych ścinek lub innych błędów wynikającej ze słabej optymalizacji produkcji Riotu. A trzeba przyznać, że grafika oraz wszelkie detale robią ogromne wrażenie. Poniżej załączam jeszcze tabelę z wymaganiami sprzętowymi, które według mnie nie są w żaden sposób przekłamane.

Minimalne wymagania (30 FPS) Zalecane wymagania (60 FPS) Zalecane wymagania (ponad 144 FPS)
System: Windows 7/8/10 64-bitowy
Procesor: Intel i3-370M
Karta graficzna: Intel HD 3000
Pamięć RAM: 4 GB
System: Windows 7/8/10 64-bitowy
Procesor: Intel i3-4150
Karta graficzna: GeForce GT 730
Pamięć RAM: 4 GB
System: Windows 7/8/10 64-bitowy
Procesor: Intel Core i5-4460 3,2 GHZ
Karta graficzna: GeForce GTX 1050 Ti
Pamięć RAM: 4 GB

Mapy

W trakcie testów VALORANTA mieliśmy do dyspozycji co prawda tylko dwie mapy, ale już wtedy dało się zauważyć, że poświęcono na nie naprawdę ogrom czasu. Wszystkimi projektami zajmował się Sal „Volcano” Garozzo, który współtworzył w CS:GO mapę Cache i nie sposób było nie odczuć, że mapy te są najzwyczajniej w świecie dopieszczone. Gra wciąż jest w trakcie przygotowywania i oczywiście dało się znaleźć pewne miejsca, na które nie powinno dać się wskoczyć itd., ale te błędy z pewnością zostaną wyeliminowane w najbliższym czasie.

Jedna z map – Haven – posiada aż trzy bombsite’y, co może wydawać się jakąś abstrakcją dla graczy CS-a. Kto to widział, żeby rushować C… Ale jednak w VALORANCIE będzie to normalne, a wszystko to dlatego, że projektanci gry stwierdzili, że środek mapy będzie tak ważny, że stanie się osobnym bombsitem. Wielu z Was pewnie zacznie się zastanawiać, jak to w ogóle możliwe, by w piątkę bronić aż trzy oddzielne BS-y, ale jednak po spędzeniu wielu godzin na testowaniu tej mapy nie doświadczyłem problemów z wyważeniem sił poszczególnych stron. Atakujący faktycznie mają więcej możliwości, ale strona broniąca zyskuje na tym poprzez łatwiejsze skracanie jeszcze przed utraceniem BS-a oraz wiele więcej dróg, które pozwolą na odbijanie z kilku różnych pozycji równocześnie.

Druga z kolei pomimo posiadania tylko dwóch bombsite’ów początkowo budziła we mnie spore obawy. Lęki te były spowodowane tym, że na Bind, bo tak brzmi angielska nazwa lokacji, znajdują się dwa jednokierunkowe teleporty. I tak dzięki nim możemy błyskawicznie przenieść się z bombsite’u A do B oraz na odwrót. Oczywiście, jeśli wejdziemy w portal, to nie możemy wrócić tą samą trasą, a każde przejście przez teleport będzie wiązało się z wytworzeniem doskonale słyszalnego dźwięku, przez co znajdujący się w pobliżu rywale na pewno zorientują się, co jest grane i będą tylko czekać na otwarcie drzwi, aby wyeliminować wykorzystującego dodatki na mapie delikwenta. Teleporty mogą zatem być używane do szybkiego przenoszenia się na drugi BS, jeśli Spike (bomba) został podłożony w innym miejscu niż oczekiwaliśmy, ale nie jest to jedyna możliwość. Oprócz tego możemy tworzyć znakomite fejkowe wejścia pod dany BS, aby błyskawicznie przenieść się pod drugi za pomocą teleportu. Możliwości taktycznych jest sporo i na pewno gracze wymyślą ich jeszcze od groma.

Ekonomia

W VALORANCIE jedna rozgrywka trwa nieco krócej niż w Counter-Strike’u, bo maksymalna liczba rund w regulaminowym czasie potyczki to 24, a nie 30. Wobec tego maksymalna kwota, którą możemy posiadać w kieszeni to 12 000 sztuk wirtualnej waluty, a nie 16 000, jak w przypadku CS-a. Jednakże podobnie, jak w poczciwym „kanterze”, również w produkcji Riotu musimy uważać na to, jak zarządzamy naszymi finansami. W grze jesteśmy sprawiedliwie nagradzani oraz karani za osiągane przez nas rezultaty czy nawet grę indywidualną. Mimo wszystko ekonomia VALORANTA nie jest aż tak rozbudowana i przede wszystkim zagmatwana, jak w przypadku CS-a. Nie dość, że w menu sklepu widzimy, o ile wzbogacimy się w następnej rundzie, nawet jeśli ją przegramy, to dodatkowo w tabeli wyników widzimy, jakimi pieniędzmi dysponują rywale na początku rundy. To oczywiście eliminuje problem liczenia i zastanawiania się, czy przeciwnicy grają eko, czy mogą pozwolić sobie na coś mocniejszego. Generalnie oceniłbym ten aspekt gry, jako dobrze dopracowany i świetnie dostosowany do tego, że gra się do 13, a nie do 16 punktów.

CZYTAJ TEŻ:
CS:GO vs VALORANT – porównujemy ekonomię obu gier

Umiejętności

Największa obawa entuzjastów CS-a. Komentarzy na temat bezsensu umiejętności nie sposób zliczyć, ale jeśli tylko uda Wam się zagrać chociaż kilka gier w VALORANT, to zrozumiecie, że umiejętności agentów nie są niczym strasznym, ba, są nawet niesamowicie użyteczne. I nie, nie zabijają „na strzała”, tylko rzeczywiście wspomagają aspekty taktyczne w grze, w której zwyczajnie nie ma granatów. Dzięki umiejętnościom możemy zatem dobrze zaplanować wejście na bombsite, odciąć drogi rywalom lub zaskoczyć ich, zajmując niecodzienną pozycję. Możliwości, podobnie jak w przypadku teleportów, jest wiele, więc ograniczać będzie nas tylko kreatywność. Tak czy inaczej, najważniejsze w VALORANCIE będzie strzelanie, a skille to tylko lub aż dodatek taktyczny.

Podsumowanie

W ostatnich paru latach pojawiało się wiele gier, które miały zagrozić Counter-Strike’owi nie tylko jako grze, ale także jako dyscyplinie esportowej. Mieliśmy PUBG, Fortnite’a, Apex Legends, Overwatcha, Battalion 1944 i jeszcze kilka innych, o których dziś już nikt nie pamięta. Po spędzeniu kilku dni na testowaniu VALORANTA odniosłem jednak wrażenie, że jest to FPS, któremu tak naprawdę niczego nie brakuje. Jest w nim coś z Overwatcha, coś z Counter-Strike’a i co najważniejsze sporo z Riot Games, czyli firmy, która wie, jak robić esport. VALORANT ma wszystko, czego trzeba, aby stworzyć globalną rywalizację, która przed ekrany monitorów przyciąga miliony graczy oraz widzów. Świetny design, znakomita mechanika strzelania, serwery 128 tickrate, specjalnie opracowany własny system anti-cheat oraz technikalia, które zapewnią wszystkim niski ping. Czego chcieć więcej?

KOMPENDIUM WIEDZY O VALORANT:
VALORANT w pigułce. Co wiemy po testach?
Tagi: , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

VALORANT: Deweloperzy opowiadają m.in. o rankedach, broniach i antycheacie

Podczas wirtualnego bootcampu zorganizowanego przez Riot Games w celu przeprowadzenia testów VALORANTA wszyscy uczestnicy mieli okazję zadać pytania t...