fot. ESL/Patrick Strack

Bóg CS-a, który szybko zgasł

Dla mnie i dla wielu moich rówieśników czynnikiem, który w największym stopniu przyciągnął nas do piłki nożnej, był Ronaldinho. Prawdziwy magik, który pod względem liczby nie osiągnął nigdy pułapu Leo Messiego czy Cristiano Ronaldo, ale wyczyniane przez niego czary w pełni to rekompensowały. Zresztą – niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto oglądał poczynania Brazylijczyka w Barcelonie i nigdy na betonowym boisku na osiedlu nie próbował powtórzyć któregoś z szerokiej gamy trików latynoskiego gwiazdora. Ze sporą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że w CS:GO kimś takim, jak Ronaldinho, był Olof „olofmeister” Kajbjer. Szwed w szczytowym momencie swojej kariery również robił na serwerze rzeczy magiczne. Niestety jego gwiazda, tak jak i gwiazda brazylijskiej dziesiątki, zgasła nagle i po rozczarowująco krótkim okresie.

W mojej głowie olofmeister i Tec-9 są nierozłączne. Ale nie może być inaczej, gdy przypomnijmy sobie, co szwedzki strzelec wyczyniał podczas ESL One Katowice 2015. Mój Boże, co on tam wtedy robił, jak masakrował przeciwników.

Wiadomo, człowiek był wtedy młodszy, więc z rozrzewnieniem wspomina tamte czasy, ale prawda jest taka, że Olof był wtedy bogiem Counter-Strike’a. Miał też wokół siebie nie mniej utalentowanych kolegów, z którymi świetnie się uzupełniał, ale to on był tym czynnikiem X, który warunkował sukcesy Fnatic. Sukcesy, których w okresie prime’u mu nie brakowało – półka Kajbjera musiała się uginać pod ciężarem pucharów, które Szwed dokładał do swojego dorobku szybciej niż mój niedawny redakcyjny kolega, Adam Suski, dodawał kolejne wpisy na Twitterze.

Tytuł dla najlepszego gracza 2015 roku był więc tylko formalnością. Niestety w roku 2016 rozpoczęły się problemy zdrowotne, które wyeliminowały olofmeistera na dwa długie miesiące. Po powrocie nie był on już tym samym zawodnikiem – co prawda nadal zdarzały mu się mecze wybitne, ale coraz częściej były one przeplatane występami przeciętnymi albo nawet słabymi. Ratunkiem miał być transfer do FaZe Clanu, gdzie Szwed miał być kolejną gwiazdą na nieboskłonie gwiazdami naszpikowanym. Jak dziś wiemy, 28-letni strzelec nigdy już nie odzyskał dawnej formy. Po części przyczyniła się do tego też rola, którą pełnił w FaZe. Nie był on już typowym starplayerem, który mógł skupiać się na fragowaniu. Coraz częściej można było zobaczyć Olofa jako gracza z cienia, który nie błyszczy statystykami i nie robi na mapie 30 fragów, bo do jego obowiązków należą inne kwestie. A do tego wszystkiego doszły kolejne problemy.

Sporą część 2018 roku szwedzki zawodnik spędził poza grą, targany problemami o niewyjaśnionej do dziś naturze. Ale musiały być one spore, skoro zdarzyło mu się nawet odwlec w czasie zapowiadany wcześniej powrót. Powrót, który niewiele zmienił i tak pozostało aż do maja 2020 roku. To właśnie wtedy Kajbjer kolejny raz ustąpił ze składu FaZe, bo tak jak kilku innych CS-owców w ostatnim czasie musiał odpocząć do rywalizacji. O ile jednak nie mamy raczej co martwić się tym, czy Andreas „Xyp9x” Højsleth i Lukas „gla1ve” Rossander po naładowaniu baterii znowu wskoczą w wir rywalizacji, tak w przypadku legendy Fnatic sprawa nie jest tak oczywista.

Za pół roku olofmeister świętować będzie 29 urodziny. Nie jest to wiek, który zachęci największe organizacje do postawienia na doświadczonego Skandynawa, który od kilku lat nie potrafi znaleźć formy. W FaZe też raczej nie będzie dla niego miejsca – tym bardziej że ostatnie ruchy organizacji pozwalają domniemywać, że zamierza ona raczej odmłodzić swój zespół. Co więc dalej? Może powrót do Fnatic, bo przecież Olof odchodząc zapewniał, że chciałby jeszcze raz przywdziać charakterystyczny czarno-pomarańczowy trykot. Zresztą w obliczu ostatniego kryzysu, w jakim znaleźli się podopieczni ów formacji, roszady w najbliższej przyszłości są przecież możliwe. Tylko znowu – czy ekipa zdecyduje się postawić na gracza będącego prawie po drugiej stronie rzeki? I najważniejsze – czy sam zainteresowany ma w ogóle jeszcze chęci i motywację, by grać, nawet jeżeli miałoby to oznaczać grę na niższym niż przez wiele lat poziomie.

Ronaldinho i olofmeister. Pierwszy, jak to Brazylijczyk z zamiłowaniami do samby, prowadził raczej hulaszczy tryb życia, natomiast profesjonalizm drugiego nigdy nie był poddawany pod wątpliwość. Niemniej obaj zawodnicy u szczytu swoich karier grali jak nie z tej Ziemi – Ziemi, na której później boleśnie wylądowali. Co było potem? Były reprezentant Canarinhos czas zapełniał sobie występami w reklamach popularnego polskiego piwa, a jeszcze do niedawna przebywał w paragwajskim więzieniu. Kajbjerowi ani jedno, ani drugie raczej nie grozi, może by więc tak… nie wiem, jeszcze jedna, ostatnia próba powrotu na szczyt? Może bóg znowu będzie bogiem?

Śledź autora na Twitterze – Maciej Petryszyn

Tagi: ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Król czerwo raz jeszcze zawitał do Ultraligi

Trzeci i czwarty tydzień Alior Bank Ultraligi to była istna dominacja niebieskiej strony – zarówno pod względem procentu wygranych, jak i najważniejsz...