fot. AGO ROGUE

Trymbi: Wiosną przez chwilę myślałem nawet o rzuceniu Ligi Legend

Już w najbliższy wtorek AGO ROGUE oraz 7more7 Pompa Team zainaugurują swoją kampanię w fazie pucharowej czwartego sezonu Alior Bank Ultraligi, czyli krajowych mistrzostw w League of Legends. Obie drużyny są już spokojne o przepustkę na European Masters, dzięki czemu swój debiut na międzynarodowym turnieju wkrótce zaliczy Adrian „Trymbi” Trybus. Nadwiślański wspierający podczas długiej i treściwej rozmowy z naszą redakcją przyznał, iż jego głównym celem w najbliższych tygodniach będzie właśnie podbój Starego Kontynentu. Supporta AGO ROGUE zapytaliśmy także o doświadczenie zebrane podczas trwających rok zagranicznych wojaży, współpracę z Pawłem „Woolitem” Pruskim, a także wiele, wiele więcej. Jest co czytać, a zatem przed startem lektury radzimy zaopatrzyć się w filiżankę ulubionej kawy czy herbaty. A może i nawet w dwie.


Marcin Gabren: Minął już ponad rok, odkąd opuściłeś Ultraligę i ruszyłeś na podbój Europy. Czego nauczyły cię te dwa splity spędzone w Hiszpanii i Niemczech? Czym różnił się wracający niedawno do Polski Trymbi od Trymbiego jeszcze z czasów PRIDE? 

Adrian „Trymbi” Trybus: Trymbi rok temu dopiero zaczynał swoją przygodę i tak naprawdę nie wiedział nic o tym, jak gra się w Ligę Legend. Był szarą myszką, która mechanicznie grała całkiem okej i próbowała dawać z siebie wszystko. Za granicą, zwłaszcza w Hiszpanii, nauczyłem się, jak współpracować z drużyną i jak w ogóle drużyna działa od środka. Zrozumiałem, że podczas gry dzieje się dużo więcej niż tylko to, co widzisz na ekranie. To wszystko dość mocno pomogło mi dojrzeć w League of Legends i spojrzeć na grę nieco inaczej niż wcześniej. Dalej mam wprawdzie te same poglądy na temat rozgrywki, co Trymbi z zeszłego roku, ale teraz trochę bardziej dojrzale na wszystko patrzę i próbuję zwracać większą uwagę na zespół niż na siebie.

Na pewno potrzebowałem tych splitów. Uważam, że split w SK dużo mi pomógł, mimo że wyszło jak wyszło. Pomógł mi zrozumieć, że nikt nie jest perfekcyjną osobą i to, że wyszedł ci poprzedni split, wcale nie oznacza, że kolejny nie będzie masakryczny. Pomógł mi zrozumieć, że musisz zawsze dawać z siebie wszystko, nawet jeśli wcześniej uważałeś się za dużo lepszego albo wydaje ci się, że twoja aktualna drużyna nie jest najlepsza. To nic nie zmienia; nadal musisz dawać z siebie wszystko. To, że uważasz siebie za dobrego gracza, nie znaczy absolutnie nic. Nic ci to nie da – bez względu na wszystko cały czas musisz pokazywać, na ile cię stać. 

Z jakim nastawieniem wchodziłeś w offsezon po nieudanej wiośnie w akademii SK? Na co tak w głębi serca liczyłeś?

Mój kontrakt był na tylko jeden split, choć mogłem zostać w Niemczech i latem raz jeszcze spróbować swoich sił razem z SK. Zdecydowałem się jednak opuścić formację. Sezon trwał dość długo, bo koło nawet trzech miesięcy. W jego trakcie miałem dużo refleksji, przez chwilę myślałem nawet o rzuceniu Ligi Legend. Stwierdziłem, że może nie jestem za dobry; że może już na mnie czas, mimo że przecież wtedy na scenie byłem bardzo krótko, dopiero rok. Oferta od Rogue mocno mnie jednak zmotywowała, choć przez cały offsezon liczyłem na otrzymanie jak najlepszej propozycji. Prawdę mówiąc, dostawałem całkiem przyjemne oferty, ale to AGO ROGUE było najlepszym wyborem.

Oferta od AGO ROGUE była dla ciebie niespodzianką? A może darem od niebios? Twój transfer trudno przecież odbierać jako krok w tył – jeśli już, to raczej w przód, biorąc pod uwagę dotychczasowe wyniki akademii Rogue.

Jasne, chyba nikt się nie spodziewał, że coś takiego może wyniknąć. Nie miałem pojęcia, że do takiego ruchu może dojść; to wszystko było dla mnie nagłe. Byłem mile zaskoczony informacją o zainteresowaniu ze strony AGO.

Pewnie nie musiałeś się już dalej zastanawiać…

Zastanowić się na pewno się zastanowiłem. Myślałem nad inną opcją, bo przejście do AGO ROGUE przez moment nie było pewne. Należało jednak podjąć decyzję i stwierdziłem, że fajnie będzie wrócić do Polski i ponownie powalczyć na scenie, na której zaczynałem swoją karierę. Zobaczyć, na co mnie stać. Popracować nad swoją pewnością siebie, którą w niemałym stopniu straciłem w SK, bo po prostu trudno było ją utrzymać. To, co wypracowałem sobie w G2 Heretics, w Niemczech zostało nadszarpnięte. Z perspektywy czasu powrót do ojczyzny zdecydowanie był dobrym pomysłem.

Czyli początkowo byłeś gotowy zostać za granicą? Czy może druga rozważana oferta też pochodziła z Polski?

Druga oferta przyszła z zagranicy. Uważam, że jakbym nie dostał propozycji od AGO ROGUE, to postawiłbym właśnie na nią. Patrząc na to, że aktualnie ta drużyna radzi sobie dobrze i prawdopodobnie dostanie się na EU Masters, to też nie byłby dla mnie krok w tył. Może nie byłem w 100% pewien tej opcji, ale w tamtym czasie uważałem ją za najlepszą, naturalnie dopóki nie skontaktowało się ze mną Rogue.

Zatem nie kładłeś nacisku na powrót do Polski, nawet mając w pamięci pandemię koronawirusa i wszystkie jej skutki?

Raczej nie. Pandemia oczywiście trochę zepsuła mi plany, bo po sezonie przez jakiś czas nie mogłem wrócić do Polski i siedziałem w mieszkaniu w Kolonii przez większość offsezonu. Bez wątpienia chciałem wrócić na wakacje do rodziny i spędzić z nią czas, ale nie rozpatrywałem mojej sytuacji tak, że na 100% muszę grać w Polsce. Miałem inne możliwości i bez żadnych problemów mogłem zostać za granicą, jeżeli tylko bym tego chciał.

Będąc zmuszonym do pozostania w Niemczech po sezonie, miałeś do wyboru albo solo Q, albo gapienie się w ścianę. To nie mogło być przyjemne.

Trudno było zmotywować się nawet do codziennej gry w solo kolejce. Miałem przecież za sobą trzy miesiące ciągłej rywalizacji. Ta cała sytuacja była więc bardzo wyczerpująca mentalnie. Jakoś jednak to przeżyłem i nie uważam, by był to stracony czas.

W AGO udało ci się odetchnąć?

Tak, udało się też wrócić do domu na jakiś czas, co było dla mnie super. Mogłem się zresetować przed podjęciem kolejnego wyzwania i zacząć walkę od nowa w kolejnym splicie.

fot. AGO ROGUE

Jesteś jedynym nowym graczem w składzie obrońców tytułu, którzy w dodatku mają za sobą bardzo udane EU Masters. Oczekiwania wobec zespołu bez wątpienia nie są więc małe. Czy odczuwasz w związku z tym dodatkową presję?

Zacznijmy od tego, że sam wyznaczyłem sobie pewne wymagania. Kiedy wchodziłem w AGO w buty poprzedniego supporta, ekipa była uznawana za najlepszą w kraju, przynajmniej jeśli chodzi o Ultraligę, bo na EU Masters to K1ck poradziło sobie troszkę lepiej. Nie czułem większej presji, zastępując Mystiquesa, osobę darzoną wielką sympatią na polskiej scenie. Chciałem samemu wyznaczyć sobie dany cel i zaprezentować, do czego jestem zdolny. Ze strony społeczności nie czułem absolutnie żadnej presji. Jeśli już, to chciałem pokazać swoim kompanom z drużyny, że jestem w stanie grać równie dobrze, a może nawet lepiej. Mój trener już na samym początku stwierdził, że nie powinienem czuć żadnej presji, wchodząc na czyjąś pozycję. Że mam po prostu grać swoje i nieważne, jak będzie nam szło we wstępnej fazie rozgrywek. Ważne, abyśmy grali na swoim najwyższym poziomie podczas play-offów i na EU Masters, rzecz jasna.

Jesteś zadowolony ze swojej dyspozycji indywidualnej w fazie zasadniczej?

Nie uważam, że były to najlepsze tygodnie w moim życiu. Pojawiło się kilka błędów, miałem lepsze i gorsze momenty. Czasami czułem, że idzie mi dobrze, ale bywały również mniej udane dni, zarówno pod kątem mechanicznym, jak i pod kątem współpracy z drużyną. Niemniej forma idzie do przodu – i ja, i cały zespół na pewno gramy coraz lepiej. Wydaje mi się, że w play-offach pokażemy pełnię naszego potencjału, mimo że jeszcze sporo zostało nam do przetrenowania. Liczę jednak, że swoje najlepsze oblicze pokażemy dopiero na EU Masters, a nie w play-offach Ultraligi.

Uważasz, że nie musicie być w swojej topowej dyspozycji, by zostać mistrzami Polski?

Wydaje mi się, że w finale pasowałoby być w swojej najlepszej formie, żeby sprawdzić się w boju. Myślę jednak, że możemy wygrać Ultraligę, nie grając na 100% swoich możliwości. Oczywiście przeciwnicy mogą nam zagrozić, ale to, czy sięgniemy po tytuł mistrzowski, czy nie, nie ma aż tak wielkiego znaczenia, dopóki EU Masters nie będzie tak satysfakcjonujące, jakbyśmy tego chcieli. A chcielibyśmy je wygrać. Ja bym wolał przegrać Ultraligę i zatriumfować na EU Masters, a nie odwrotnie. Mój skład myśli raczej podobnie, mimo że cała organizacja wolałaby oczywiście, żebyśmy wszystko wygrywali. Tak też byłoby fajnie – wszystko zależeć będzie od nas i od tego, jak się pokażemy.

Który z pozostałych w grze zespołów może Twoim zdaniem sprawić wam najwięcej problemów w Ultralidze?

Gdy graliśmy ostatnio z Pompą, poszło nam dość łatwo. Nie sądzę jednak, że rywale byli wtedy w szczycie swojej formy. Przyszłotygodniowe BO5 pokaże nam prawdziwy potencjał Pompy. Wtedy będę mógł powiedzieć coś więcej na temat tej ekipy.

Obecnie największe obawy mam w stosunku do K1ck, którego forma wyraźnie rośnie. Przyjemnie byłoby spotkać się na przykład w finale i zobaczyć, kto jest lepszy, ale najpierw musimy wygrać mały finał.

CZYTAJ TEŻ:
Alior Bank Ultraliga: Harmonogram, wyniki, transmisja

Nie dziwię się, że wskazałeś K1ck. Podopieczni delorda nie mają wprawdzie za sobą idealnego sezonu zasadniczego, ale niedawny mecz z iHG w play-offach to już kompletnie inna sprawa. W fazie pucharowej na minus zaskoczyło za to H34T, a ty sam przed momentem stwierdziłeś, że limity Pompy są dla ciebie niewiadomą. Jak poważnie mamy więc traktować rezultaty BO1 z fazy ligowej?

Regularny split za dużo nie daje. Wszyscy zapamiętają play-offy i to w nich musisz dać z siebie wszystko. K1ck po prostu obudziło się na fazę pucharową i dopiero teraz gra swoje. Różnicę widać też po innych formacjach – np. H34T miało świetną fazę zasadniczą, ale jedno BO5 pokazało, że nie jest na tyle dobre, by konkurować choćby z Gentlemen’s Gaming. Jeśli uda ci się awansować do play-offów, to potem sezon ligowy nie ma już żadnego znaczenia. Jego rolą jest przygotowanie cię do gry w pucharowej drabince. Możesz przetestować, jak wpłynie na ciebie presja i jak wiele kompozycji będziesz w stanie przygotować na play-offy. Przeważnie to obszar pracy na scrimach, ale zawsze można też w oficjalnym BO1 sprawdzić, co wypali, a co nie. 

My jako AGO od czasu do czasu graliśmy niestandardowe, dość kontrowersyjne kompozycje, które czasami wychodziły, a czasami nie. To paradoksalnie zwiększyło naszą pewność siebie, bo mamy świadomość, co może zadziałać w kluczowych spotkaniach, a co raczej nie. Z ligowej części zmagań można zatem wyciągnąć coś przydatnego, ale BO5 to kompletnie inna zabawa. Przygotowanie do takiej serii jest dużo cięższe niż do BO1, gdzie możesz wygrać dzięki jednej wymyślonej strategii, na którą nikt akurat nie będzie gotowy. Play-offy mają odmienną strukturą i jako gracz podchodzisz do nich w zupełnie inny sposób. To one mówią, jak dobry jest dany zespół.

W kilkuczęściowych potyczkach istotna staje się adaptacja do warunków proponowanych przez rywala. Czy w tym szukać waszej przewagi przed meczem z Pompą, drużyną bez dwóch zdań znacznie mniej doświadczoną?

Aktualnie w Lidze Legend ważne są nie tylko drafty i kompozycje, ale też to, jak dobierzesz je do swoich graczy. Doświadczenie oczywiście pomaga w BO5, bo w takich meczach odpowiednie podejście i pewność siebie sporo dają. Nigdy przecież nie wiesz, co się stanie. Możesz przegrać dwie pierwsze gry i nieograna ekipa w takiej sytuacji pewnie wywiesi na trzeciej mapie białą flagę, a doświadczeni gracze będą ciągle wierzyć w reverse sweep. 

Czy mamy przewagę nad Pompą? Jeśli chodzi o supportów, to – z tego co kojarzę – Pyrka może pochwalić się dłuższym stażem ode mnie, także jeśli chodzi o liczbę rozegranych BO5. Nie sądzę, jednak bym miał być gorzej nastawiony do pojedynku niż on. Jako drużyna jesteśmy na lepszej pozycji, pamiętając o przebiegu naszej ostatniej bezpośredniej batalii. To Pompa wkroczy na serwer jako underdog, co może jej nieco pomóc. Rywale nie będą czuli większej presji, którą my moglibyśmy czuć. Osobiście jestem jednak spokojny. Chcę zagrać tak dobrze, jak tylko będę w stanie. Pragnę się sprawdzić, bo dawno nie miałem okazji zagrać w BO5. Ostatni raz zdarzyło się to jeszcze w ubiegłym roku i niestety nie udało się wtedy zwyciężyć Origen.

fot. AGO ROGUE

Porównałeś się z Pyrką, ale wiesz – z drugiej strony on nie ma obok siebie Woolite’a, który na polskiej scenie jest bestią. Jak przebiega wasza współpraca w porównaniu do twoich poprzednich partnerów z dolnej alejki?

Woolite to zdecydowanie najlepszy botlaner, z jakim miałem przyjemność współpracować. Naturalnie miewamy lepsze i gorsze chwile. Czasami trudno nam się dogadać, ale to normalne, bo nigdy wcześniej wspólnie nie graliśmy. Paweł jest niezwykle doświadczony, łączył wcześniej siły już z prawie każdym rodzimym supportem, ale akurat ze mną nie. Próbujemy więc odnaleźć się jako botlane. Uważam, że na ten moment radzimy sobie dość dobrze. Powoli staramy się odkryć swój styl w aktualnej mecie, dowiadujemy się, w czym tkwią nasze największe zalety. Mamy już przygotowane pewne postacie, ale do EU Masters i najważniejszych meczów w Ultralidze jeszcze sporo czasu, więc nadal prowadzimy też testy.

Wracając do samego Woolite’a – nigdy dotąd nie spotkałem się z tak agresywnym kompanem. Czuję się jak ten stary Trymbi, który tak o przyszedł sobie na profesjonalne podwórko, gra czasami zbyt agresywnie, o niczym nie myśli. Woolite jest w stanie mną pokierować, zdarza się też, że to ja mu pomogę. Dzięki temu staję się lepszym graczem, nakierowanym bardziej na drużynę. Próbuję wracać do swojej dawnej gry, bo w SK nie mogłem grać tak agresywnie, jak bym chciał. W AGO ROGUE nie mam takiego problemu. 

Przeglądając statystyki graczy z fazy zasadniczej Ultraligi, zwróciłem uwagę, że możesz „pochwalić się” najniższym vision scorem ze wszystkich supportów. Jasne, po pierwsze – statystyki są zdradliwe, po drugie – nie bez wpływu na pewno było szybkie tempo, w którym często zmierzaliście w kierunku przeciwnego Nexusa, po trzecie – np. Yuumi i wreszcie po czwarte – może styl AGO jest po prostu taki, że razem z Woolitem starasz się trzymać swojej alejki. Dochodząc wreszcie do pytania – do czego dążycie na dolnej linii? 

Jeżeli chodzi o liczby, to nie lubię na nie patrzeć. Sam fakt, że mój vision score nie zachwyca, jest słaby, ale z drugiej strony ta statystyka dziwnie działa. Ja na przykład czasami oddaję wardy kolegom i to się raz naliczy, a raz nie. W każdym razie wolę oddać złoto mojemu ADC lub nawet dżunglerowi. Znaczenie mają też różne runy oraz oczywiście Yuumi, na której raczej zbyt często nie stawiasz wardów czy np. Senna, którą częściej grywał Woolite. 

Nie uważam, byśmy jako zespół cały czas grali pod bota, mimo że może to tak wyglądać, patrząc na kompozycje z choćby Threshem czy Apheliosem. Staram się być wielowymiarowy. Nie skupiam się tylko i wyłącznie na własnej linii, choć razem z Woolitem dążymy do tego, by niszczyć oponentów w 2 na 2 i próbować wyciągać z tej bezpośredniej rywalizacji tyle, ile tylko się da, żeby drużynie grało się prościej. Mimo tego próbuję grać różnymi stylami. Nawet mając u swego boku Woolite’a, próbuję też współpracować z leśnikiem czy nawet prowadzić grę wokół mida. Wydaje mi się, że wychodzi to dobrze. Jesteśmy w stanie grać wieloma kompozycjami, które nie będą obracać się tylko wokół bota. Dotąd nie pokazywaliśmy tego w pełnej krasie, choć na Yuumi akurat biegałem głównie z Zanzarahem. 

Wracając jeszcze do vision score’a – jestem osobą, która woli aktywnie działać na mapie i mimo że nie powinno tak być, to dość późno zdobywam dodatkowe wardy z itemów. Czasami tak wychodzi, trudno. W statystykach będę troszeczkę gorszy i to tyle. 

Jakbym miał podsumować jednym słowem obecną grę AGO, to chyba wskazałbym płynność – czy to w przechodzeniu z wczesnej fazy gry do jej późniejszych etapów, czy to w poruszaniu się po arenie. Jak to się dzieje? 

Mam wrażenie, że po prostu próbujemy być aktywni jako drużyna. Staramy się sprawić, żeby każdy kierował się tym samym tokiem myślowym, żeby każdy rozumiał, jaki jest nasz cel w danym momencie. Wzajemnie próbujemy umożliwiać innym osobom grę w gierkę. Chcemy tworzyć swojej drużynie swego rodzaju sposobności – zadanie to spoczywa głównie na barkach moich i Zanzaraha. W ten sposób gra się przecież w Ligę Legend. U nas wygląda to płynnie, bo jesteśmy jako zespół jednością, tak bym to określił. Oczywiście przeważnie wchodzimy w mecz, wypracowując sobie sporą przewagę już w early. Wynika to z tego, że indywidualnie jesteśmy chyba najlepsi w swoich rolach, choć niektóre osoby z innych piątek są równie dobre. My obecnie jesteśmy jednak też mocni, jeśli nie najmocniejsi, pod kątem mechanicznym, dzięki czemu łatwiej nam uciekać rywalom i nie dawać się dogonić. 

Jak działa AGO ROGUE w czasie pandemii? Wiemy tyle, że polska część zespołu pracuje z Warszawy, natomiast zagraniczna z własnych domów. 

Koronawirus sprawił nam dość duże problemy. Nie warto było sprowadzać do Polski jednej czy dwóch osób – wątpię, by obecność np. Szygendy i Sharkza przy absencji np. Zanzaraha miała większy sens. Dodatkowo ogłoszono, że play-offy zostaną rozegrane online, co ułatwiło podjęcie decyzji. Oczywiście na samym początku Ultraligi chcieliśmy ściągnąć cały zespół na miejsce, ale z wiadomych powodów skończyło się tak, że siedzimy w Warszawie tylko w trójkę, czasami nawet w dwójkę, bo Woolite mieszka na co dzień w stolicy i zdarza mu się po prostu pójść do domu na kilka dni. Najczęściej jednak całym trio gramy z biura.

Jak w tych warunkach współpracuje ci się z Sharkzem? Miałeś z nim już styczność w Hiszpanii, a wiosną w podcaście Rajona i Lewusa mówiłeś, że szkoleniowiec ten mocno na ciebie wpłynął, nie tylko w aspektach związanych bezpośrednio z LoL-em.

Nadal uważam, że Sharkz jest najlepszym trenerem, z jakim miałem przyjemność pracować. Może nie pomaga mi teraz aż tyle, co za czasów G2 Heretics, bo wtedy byłem tylko prostym grajkiem komputerowym. Alex zwraca mi jednak uwagę na kwestie, o których zapomniałem, grając w SK Prime i dzięki niemu jestem w stanie dążyć do tego, do czego chce dążyć każdy gracz, czyli oczywiście LEC. Jestem obecnie na dobrej drodze, a szkoleniowiec próbuje mi zawsze uświadamiać, co powinienem robić. Oczywiście nie podchodzi do mnie tak, jak kiedyś, gdy byłem taką żabką. O pewnych rzeczach muszę myśleć już sam, ale Sharkz jest osobą, do której mogę napisać w jakiejkolwiek sprawie, niekoniecznie dotyczącej LoL-a, i on mi pomoże. To świetny gość. 

fot. AGO ROGUE

Skoro sam przywołałeś temat LEC – gdzie widzisz największą przestrzeń do rozwoju, tak abyś dzień po dniu zbliżał się do najważniejszej europejskiej ligi?

Jedną z dróg do LEC jest bycie mechanicznym kocurem. Dzięki temu niektóre młode talenty grają obecnie na najwyższym poziomie rozgrywkowym. A co jeszcze może ułatwić awans? Na pewno powinno się być osobą wokalną oraz kreatywną, bo bez tej kreatywności trudno będzie dostać się do LEC. Ja już z natury nigdy nie byłem wokalny. Byłem słuchaczem, a nie osobą mówiącą i wiodącą – czy to w grze, czy to poza serwerem. To rzecz, nad którą powinienem się zawsze skupiać. Powoli próbuję dążyć do poprawy, choć czasami jest trudno. Nieraz nie mam w głowie żadnego pomysłu na grę – z czasem będę musiał się nauczyć szukać nowych rozwiązań i prowadzić swoją drużynę. W AGO ROGUE mam wprawdzie Zanzaraha oraz innych zawodników potrafiących dowodzić, ale czasami ja też muszę się odpalić i powinienem robić to tak dobrze, jak tylko mogę. Jeżeli chcę znaleźć się w LEC, to właśnie nad tym muszę pracować. 

Wiem, że do końca splitu jeszcze szmat czasu, ale mogę już nie mieć okazji na zadanie tego pytania. Czy w ogóle liczysz na awans do LEC pod banderą AGO ROGUE, zwłaszcza patrząc na wyniki pierwszego składu? W którą stronę byłbyś bardziej skłonny pójść w przypadku niepowodzenia – raz jeszcze walczyć o mistrzostwo Polski i grę na EUM, czy szukać nowej zagranicznej drużyny w nadziei na łatwiejszy awans do LEC?

Nikt nie jest w stanie przewidzieć, co się stanie w offsezonie. Czy będziemy w ogóle szukać lepszych ofert, jeśli po żadnego z nas nie zgłosi się nikt z LEC? Zobaczymy. Na ten moment musimy skupić się na play-offach Ultraligi i EU Masters. A nuż uda nam się wygrać. Tak czy inaczej, dopiero po wszystkim będziemy mogli pozwolić sobie na refleksję. 

Nie wiem, czy uda mi się w tym roku dostać do LEC. Oczywiście chciałbym, każdy by chciał, ale jestem realistą i obecnie sporo supportów prezentuje wysoki poziom. Musiałbym zagrać niemal perfekcyjnie na EU Masters, by móc z nimi rywalizować. Nie jest to jednak niemożliwe, szansa zawsze jest. Nie przywiązuję natomiast zbyt dużej wagi do ligi, w której gram. Najważniejsze i tak jest EU Masters. Trzeba mieć też trochę szczęścia. To, że zagrałeś wymarzony split, nie oznacza wcale, że trafisz do LEC.

To dla ciebie trzeci split z rzędu w akademii jednej z drużyn z LEC. Czy jesteś w stanie wskazać jakieś znaczące różnice w funkcjonowaniu każdej z nich? 

Każda akademia poza grą skupia się na nieco innych aspektach. Dwie z organizacji, dla których gram lub grałem, łączyły w dodatku siły z innymi podmiotami – teraz Rogue z AGO, wcześniej G2 z Heretics. Jeśli chodzi o odbiór, to wiele zależy od tego, gdzie pracowałem. Grając w akademii G2, mieszkałem w Hiszpanii, a główny skład przebywał gdzie indziej, tak samo jest w AGO ROGUE. W SK natomiast mieliśmy swoje biuro w tym samym miejscu, gdzie znajduje się kwatera główna całej organizacji, więc mogłem na własne oczy zobaczyć wszystkie osoby odpowiedzialne za funkcjonowanie formacji. Ale czy to robi jakąś wielką różnicę? Wydaje mi się, że nie. Nie czuć większych różnic między organizacjami. Każda z nich robi wszystko, by jej akademia mogła konkurować z każdym przeciwnikiem. W żadnej drużynie nie czułem się gorzej, żadna też nie wyróżniła się na plus. Wszystkie świetnie dają sobie radę i zawsze czułem się komfortowo. 

A jak wyglądają tudzież wyglądały relacje twoich zespołów z ekipami grającymi w LEC? Też wszędzie mówimy mniej więcej o tym samym?

To zależy od wielu czynników. Na przykład w G2 Heretics miałem możliwość grania scrimów z głównym składem, ale relacje między drużynami są raczej podobne w każdej organizacji. Nie jest oczywiście tak, że codziennie mogę pogadać na TeamSpeaku z zawodnikiem z wyjściowej piątki, ale to normalne, bo trudno budować jakąś więź, gdy pracujecie w dwóch różnych miastach i w prawdziwym życiu praktycznie ze sobą nie rozmawiacie. Nie ma więc rozbudowanych relacji, ale te relacje mimo wszystko istnieją. Mogę porozmawiać z osobami z wyższych sfer, tak to ujmijmy, i nie zostanę opluty. 

Śledź rozmówcę na Twitterze – Adrian „Trymbi” Trybus

Śledź autora na Twitterze – Marcin Gabren

Tagi: , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Zapowiedziano Red Bull Flick Invitational, wśród uczestników czterech graczy HONORIS

Counter-Strike to nie tylko klasyczne turnieje 5v5 – to również organizowane rzadziej, ale będące niemniej ciekawe imprezy 2v2. Właśnie tego typu even...