fot. DreamHack/Adela Sznajder

Liquid ma swojego Mojżesza. Tylko czy to dobrze?

Eric „adreN” Hoag na stanowisku trenera Teamu Liquid wytrzymał dwadzieścia miesięcy. Długo to czy krótko – można spojrzeć na to w różny sposób. Fakty są jednak takie, że pod wodzą Amerykanina zespół już od dawna stał w miejscu i zmiana na fotelu szkoleniowca wydawała się być tylko kwestią czasu. No więc w końcu do niej doszło i wszyscy spodziewali się, że jeżeli TL po kogoś sięgnie, to będzie to bezrobotny ostatnio kassad. Serb zresztą sam zdawał się krzyczeć „weźcie mnie!”, w jednym z wywiadów sugerując, że chciałby poprowadzić jeszcze jakiś duży projekt, nim pożegna się z trenerką. A tutaj klops, bo na czele zespołu stanął ktoś, kogo nie spodziewał się chyba nikt.

Jeżeli ktoś z was, czytających ten tekst, obstawiał, że trenerem Liquid zostanie Jason „moses” O’Toole, to gratuluję – macie zadatki, by wygryźć z branży wróżbitę Macieja. Niemniej dla nas wszystkich, którzy nie posiedli tajemnej wiedzy przewidywania przyszłości, ruch ten był zaskakujący, zatrważający, a przede wszystkim nielogiczny. Na rynku, poza kassadem, dostępne są przecież takie opcje, jak valens, Rambo, zakk czy też JamezIRL. To znaczy, może niekoniecznie są, bo nie wiemy, czy faktycznie byliby oni chętni do objęcia sterów w TL, ale każdy z nich wydaje się być na papierze lepszym kandydatem niż moses. Bo O’Toole nie ma tego, co mają pozostali wymienieni przeze mnie – doświadczenia. To oczywiście trzeba zacząć kiedyś zdobywać, tylko trzeba pamiętać, że komentator rzuca się na naprawdę głęboką wodę. Tutaj nie dostanie wielu miesięcy na przyuczenie się do zawodu, bo zmian dokonano po to, by przyszły wyniki.

Ruch Liquid jest o tyle zaskakujący, że przecież już wcześniej zaryzykowano z debiutantem, stawiając na adreNa i ruch ten się teoretycznie opłacił. Zespół przez pewien czas był najlepszym składem globu, który raz po raz zbierał kolejne skalpy ze światowej czołówki. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że Hoag przyszedł nieco na gotowe. To znaczy, w momencie gdy przejmował on drużynę, ta już wyglądała dobrze i tak naprawdę nie trzeba było w niej wcale wiele zmieniać. Bo przecież dokonane wówczas zmiany nie wynikały z jakichś problemów – po prostu brazylijski duet w osobach zewsa i TACO postanowił wrócić do ojczyzny. Sytuacja mosesa jest zupełnie inna, bo teraz Liquid znajduje się w kryzysie i to właśnie on był powodem, dla których zdecydowano się na roszady. Tym razem nie można po prostu zostawić rzeczy tak, jak były, bo wszystko działa. Teraz trzeba pokombinować więcej, by znaleźć rozwiązanie.

Skąd ten pesymizm, zapytacie? Cóż, przykłady innych casterów, którzy chcieli czegoś więcej i poszli w bardziej praktyczną stronę związków z CS-em nie nastrajają optymistycznie. Weźmy takiego Robina „Fifflarena” Johanssona, który od stycznia odpowiedzialny jest za wyniki Dignitas. I na razie doprowadził owe Dignitas do 44. miejsca w rankingu HLTV – dość rozczarowujące jak na zespół naszpikowany nazwiskami tego kalibru. I nawet osiągnięcia takiego Janko „YNk” Paunovicia, który od dwóch lat znajduje się na szkoleniowej karuzeli, na kolana nie powalają i nijak mają się do ambicji, które mogą mieć włodarze MIBR oraz FaZe Clanu. Na naszym rodzimym podwórku mamy natomiast przykład Jędrzeja „bogdana” Rokity, który swoją osobą nie odmienił oblicza AVEZ Esport. Po sześciu miesiącach trudno uznać, by prowadzony przez 22-latka skład poczynił szczególnie znaczący progres.

Niewykluczone więc, że z mosesem może być podobnie, bo co innego być teoretykiem, a co innego przekuwać rzeczy w praktyce. W sensie Amerykanin oczywiście był graczem i na scenie występował przez kilka lat, ale błyskotliwe uwagi czy spostrzeżenia, którymi dzielił się jako komentator, niekoniecznie muszą mieć przełożenie na rzeczywistość. Bo albo nie da się ich wdrożyć, albo zwyczajnie nie zadziałają.

Jak więc wspomniałem, jest to ruch ryzykowny i to dla każdej ze stron. Z jednej strony mamy Liquid, które bardzo chciałoby wyjść na prostą, by w momencie, gdy pandemia się skończy i wrócą lany mieć już zespół gotowy do rywalizacji na najwyższym poziomie. Jeżeli to się nie uda, to będzie oznaczać, że organizacja straci kolejne miesiące, nie zyskując przy tym żadnych efektów – tak właśnie wyglądały ostatnie miesiące pod wodzą adreNa. Ale i sam moses też postawił na szali swoją karierę. Znamienne są przykłady ze świata piłki nożnej, gdzie dwaj legendarni piłkarze, Thierry Henry oraz Gary Neville, długo pełnili rolę ekspertów stacji Sky. Gdy jednak Francuz i Anglik sami zaczęli pracować jako trenerzy, okazało się, że komentowanie z wygodnego fotela to jedno, a samodzielne odpowiadanie za postawę drużyny to co innego. W efekcie ich reputacja znacznie spadła, a komentarze, które wygłaszali już po zakończeniu nieudanych trenerskich epizodów, spotykały się częściej z pogardliwym prychnięciem niż jakimkolwiek uznaniem. Jeżeli O’Toole sobie nie poradzi, może go spotkać podobny ostracyzm.

Oczywiście możliwy jest też scenariusz pozytywny, w którym moses przeprowadzi Liquid przez trudne czasy niczym biblijny Mojżesz przeprowadził Izraelitów z Egiptu do ziemi obiecanej. Tak byłoby w idealnej sytuacji, ale te rzadko kiedy się zdarzają. A biorąc pod uwagę okoliczności, zwyczajnie trudno patrzeć na sprawę inaczej niż ze sceptycyzmem.

Śledź autora na Twitterze – Maciej Petryszyn

Tagi: , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close
Larssen, Rogue, LEC 2020 Spring Split

Czy pewność siebie zgubi Rogue?

Bądźmy ze sobą szczerzy, kto po zakończeniu wiosennej rundy League of Legends European Championship pokładał wiarę w Rogue? Jestem pewien, że gdyby za...