Faker, SKT, SK Telecom T1
fot. Riot Games

T1, FunPlus Phoenix, Cloud9 i inni. Kogo nie zobaczymy w nadchodzących Mistrzostwach Świata League of Legends?

Już za kilka dni rozpoczną się tegoroczne Mistrzostwa Świata League of Legends. To prawdziwe esportowe święto, które każdej jesieni przynosi nam mnóstwo niesamowitych emocji, zapewnianych przez najlepszych graczy z całego świata. Co roku historię Worldsów piszą kolejni zawodnicy i drużyny, które wspinają się na wyżyny swoich umiejętności, by sięgnąć po upragniony puchar. Jestem pewny, że i tegoroczna edycja pozostanie w naszej pamięci na długo, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Worldsy 2020 będą… puste.

Po pierwsze puste z najbardziej pragmatycznego powodu – to pierwsze Mistrzostwa Świata, które odbędą się bez udziału publiczności. Brak okrzyków radości i żywiołowych reakcji z pewnością pozbawi rozgrywki pewnego czaru, ale do tego zdołaliśmy już przywyknąć przez ostatnie dwa splity rozgrywek na szczeblu regionalnym. Worldsy będą puste przede wszystkim z powodu „wielkich nieobecnych” – chodzi o drużyny, bez których nie wyobrażaliśmy sobie Mistrzostw Świata jeszcze kilka miesięcy temu.

Mistrzom świata mówimy „nie”

Naszą podróż rozpoczynamy od Państwa Środka. Chińska League of Legends Pro League wysyła do Szanghaju cztery zespoły: JD Gaming, Top Esports, Suning i LGD Gaming. Niestety, w tym zacnym gronie nie znaleźli się ani obrońcy tytułu z FunPlus Phoenix, ani mistrzowie świata z 2018 roku, Invictus Gaming.

Drużyna Kima „Doinb” Tae-sanga miała naprawdę nieudaną drugą połowę roku. Do fazy play-off LPL weszła z ostatniego premiowanego awansem, ósmego miejsca, po czym odpadła w pierwszej rundzie w meczu z rewelacją sezonu, Victory Five. Kolejną szansę na zakwalifikowanie się na Worldsy FPX dostało w turnieju Regional Finals, ale i tam nie miało szczęścia. 2:3 przeciwko IG zakończyło marzenia zespołu o obronie tytułu. Swoją drogą Invictus też nie nacieszyło się sukcesem długo – w kolejnej, ostatniej rundzie Regional Finals przegrało z LGD 1:3. Co ciekawe, nie był to pierwszy raz w tym sezonie, kiedy drużyna Hana „Peanuta” Wang-ho wyrzuciła IG z drabinki turniejowej. Wcześniej w LPL-owych ćwierćfinałach ich pojedynek zakończył się wynikiem 3:0.

Oznacza to, że Worldsy 2020 nie zobaczą czempionów z dwóch ostatnich sezonów. Nie zobaczą też tego, który przez wiele lat był głównym faworytem do zdobycia mistrzowskiego tytułu, choć ostatecznie nigdy po niego nie sięgnął. Nieobecność Jiana „Uzi’ego” Zi-Hao, bo to o nim mowa, zaskoczeniem żadnym nie jest, bo ten zakończył karierę gracza już dobre parę miesięcy temu, ale z kronikarskiego obowiązku z pewnością warto ją odnotować. Absencja strzelca odbiła się zresztą na wynikach jego ukochanej formacji, RNG, która nie była w stanie nawet wywalczyć sobie awansu do ligowych play-offów.


Wszystko o Worlds 2020:


Ale że bez Fakera?

Tym samym opuszczamy Chiny, ale nie oddalamy się od nich przesadnie daleko, bowiem teraz zatrzymamy się na chwilę w Korei. I choć tamtejsza liga League of Legends Champions Korea w ostatnim czasie straciła trochę ze swojej legendy, to wciąż produkuje niezwykle niebezpieczne zespoły, które z pewnością będą w stanie powalczyć o tytuł Mistrza Świata. Przed Worldsami najwięcej mówi się o dwóch formacjach – zwycięzcach letniego sezonu z Damwon Gaming i o… T1, które nie zdołało zakwalifikować się na najważniejszy turniej tego roku.

To, że T1 nie przebrnęło przez fazę play-off i późniejsze finały regionalne nie zdziwiło przesadnie tych, którzy bacznie śledzili w tym sezonie LCK, ale dla większości fanów LoL-a na świecie porażka wielokrotnych mistrzów świata była prawdziwym szokiem. Hasło „Worldsy bez Fakera to nie Worldsy” wielokrotnie przetaczało się przez social media, za każdym razem wywołując mocne reakcje internautów.

Z dużej chmury (9) mały deszcz

Szerokim echem w polskim internecie odbiły się też wyniki amerykańskiego League of Legends Championship Series, które przyniosły nadzwyczaj dużo zaskoczeń. Przede wszystkim zdziwienie budził triumf Team SoloMid, który w ostatnich latach z dominatora ligi przedzierzgnął się w zwykłego średniaka. Jednak ten tekst nie jest o tych, którym się udało, a o tym, którym nie wyszło, więc zostawiamy drużynę Sorena „Bjergsena” Bjerga w spokoju i przechodzimy do obozu Cloud9, które po raz pierwszy w historii organizacji nie pojawi się na Worldsach. To doprawdy niezwykły obrót spraw, biorąc pod uwagę to, jak wyglądała większość sezonu w wykonaniu Jespera „Zvena” Svenningsena i spółki. Spójrzcie zresztą sami:

Faza zasadnicza na wiosnę – pierwsze miejsce (17 wygranych i jedna porażka).
Wiosenne play-offy – pierwsze miejsce (3:0 w finale).
Faza zasadnicza w lecie – drugie miejsce (13-5).

Cały ten piękny obrazek zburzony został pod koniec letniego splitu. C9 grało słabo, straciło pewność siebie i w najważniejszym momencie poniosło bolesną porażkę. W play-offach najpierw uległo FlyQuest w drabince wygranych, po czym w decydującej o awansie na Worldsy serii z TSM przegrało 1:3. Zdruzgotani zawodnicy nie byli w stanie uwierzyć w to co się stało, a wieloletni trener formacji, Bok „Reapered” Han-gyu podał się do dymisji.

CZYTAJ TEŻ:
5 pytań przed Worlds 2020 – póki co bez jasnej odpowiedzi

Umarł król, niech żyje król

Niech o jakości „wielkich nieobecnych” świadczy fakt, że gdyby z wszystkich tych drużyn ułożyć jedną Worldsową grupę, to wyglądałaby ona świetnie (dla tych, którzy chcieliby narzekać na seeding – czwartym zespołem w grupie mogłoby być chociażby japońskie DetonatioN FocusMe, które już nie raz pokazywało się na Worldsach, a tym razem zostało zdetronizowane przez V3). Musimy pamiętać, że wielkie marki i wielkie nazwiska przyciągają widzów i nadają meczom rangę i prestiż. I choćby nie wiem jak mocno JD Gaming czy Suning by się starało, to dla zwykłego widza i tak większą wartość stanowiłoby T1 lub Invictus Gaming na ich miejscu, ze względu na osiągnięcia z przeszłości i historie poszczególnych graczy tych formacji.

Chcąc niechcąc tegoroczne Mistrzostwa Świata będą przełomowe. Wykształcą nowe gwiazdy, wyniosą kolejne drużyny na piedestał i mają szansę zmienić sposób, w jaki patrzymy na poszczególne regiony. To w końcu 2020 rok, inny niż wszystkie lata w XXI wieku, więc i niech te Worldsy będą wyjątkowe.

Mistrzostwa Świata w League of Legends startują w piątek, 25 września. Polskojęzyczna transmisja Mistrzostw Świata League of Legends – Worlds 2020 będzie dostępna na kanałach Polsat Games na YouTube oraz Twitchu. Anglojęzyczną transmisję prowadzić będzie natomiast oficjalny kanał Riot Games na Twitchu. Szczegółowe informacje na temat zawodów znajdziecie w relacji tekstowej.

Śledź autora na Twitterze – Piotr Barański

Tagi: , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Liquid było blisko transferu duetu z Evil Geniuses?

Historia esportu pełna jest niedokonanych transferów. Transferów, o których się mówiło, a które pozostały tylko w sferze plotek. Transferów, których f...