fot. ESL/Adam Łakomy

minirox: mhL to wybitny gracz, ale ostatnimi czasy wkładał w grę mniej pracy niż zazwyczaj

We wrześniu polska społeczność CS:GO po raz kolejny miała okazja przyglądać się poczynaniom w pełni rodzimej formacji w ESL Pro League. x-kom AGO po dłuższej przerwie powróciło do europejskiej czołówki, lecz nie zagościło w niej na długo, żegnając się z rozgrywkami już po fazie grupowej. Dziś, zaledwie kilka dni po ostatnim strzale oddanym w Pro Lidze, Jastrzębie ogłosiły drugą w tym roku restrukturyzację sekcji. Zespół definitywnie opuścił jego dotychczasowy prowadzący, Oskar „oskarish” Stenborowski, podczas gdy Miłosz „mhL” Knasiak na co najmniej miesiąc wylądował na ławce rezerwowych, skupiając się w najbliższych tygodniach na jakże istotnej edukacji szkolnej. Powstałe w drużynie wakaty zajmą członkowie drugiego składu organizacji – NEST, Eryk „leman” Kocęba oraz Brajan „DGL” Lemecha. Cały proces roszad rozłożyliśmy na czynniki pierwsze w rozmowie z trenerem AGO, Mikołajem „miniroxem” Michałkowem.

CZYTAJ TEŻ:
Niespodziewane zmiany w AGO – oskarish i mhL poza składem!

Marcin Gabren: Rok temu we wrześniu zaprezentowaliście Polsce sześcioosobowy skład CS:GO. Pół roku później w wyjściowej piątce wymieniliście dwóch graczy, a teraz, po kolejnych sześciu miesiącach, znów zdecydowaliście się na roszady. To przypadkowa zależność czy w AGO rzeczywiście cierpliwości starcza na właśnie pół roku?

Mikołaj „minirox” Michałków: Myślę, że to nie jest przypadkowa prawidłowość. Tym samym stwierdzamy trochę fakt, że sześć miesięcy jest wystarczającym okresem, by dowiedzieć się, czy dana kompozycja się klei i ma rację bytu. W dalszym ciągu poszukujemy lepszych rozwiązań i wypatrujemy tego, o czym napisaliśmy w oświadczeniu, czyli stabilności gry, która przełoży się na jakość, a nie jednorazowe wyskoki. Mimo że wyniki były całkiem dobre, Sidneya i lemana zastąpiliśmy nowymi twarzami, ponieważ chcieliśmy spróbować czegoś świeżego. Wiedzieliśmy, że wyciągnęliśmy z ówczesnego składu jego maksimum, więc zdecydowaliśmy się na pierwszą zmianę, wprowadzając oskarisha i F1KA. Teraz dotarliśmy do etapu, w którym uznaliśmy, że coś w naszym zespole szwankowało, że nadszedł czas, by poszukać czegoś atrakcyjniejszego. Zobaczymy, jak potoczą się następne miesiące.

Co było pierwszym impulsem do rezygnacji z Oskara? Przebieg starć w Pro Lidze z europejską czołówką czy może już wcześniej w waszych głowach pojawiły się wątpliwości?

Jeśli chodzi o Oskara, to gościowi nie można nic zarzucić. Pod względem etyki pracy i sumienności to naprawdę klasowy zawodnik. Już po dwóch, trzech miesiącach współpracy zauważyliśmy jednak wspólnie ze sztabem trenerskim, że nie wszystko w naszym zestawieniu działa tak, jak powinno. Nie za bardzo byliśmy w stanie wskazać konkrety, ale było widać, że drużyna nie jest jedną ręką, tylko oddzielnymi palcami różnych kończyn. Trudno było wytworzyć chemię zespołową, a nasze wyniki w internetowych turniejach pokroju Malta Vibes czy HomeSweetHome były… nie powiem, że jak rzut kostką, bo źle to brzmi, ale opierały się na losowości. Jednego dnia wstawaliśmy i rozgrywaliśmy fajne zawody, a nazajutrz budziliśmy się i graliśmy jak totalnie inny zespół.

Awansując do ESL Pro League, pokazaliśmy się z dobrej strony, lecz decyzja o rozstaniu z oskarishem podejmowana była na przestrzeni dłuższego okresu. Nie patrzyliśmy jedynie na EPL-a, ale też na przebieg całego półrocza. Wiadomo, że pierwsze dwa, trzy miesiące to czas na budowę drużyny, ale kolejne trzy, cztery już nas weryfikowały pod kątem zespołowym. Zdecydowaliśmy więc na bazie całokształtu, ale bynajmniej nie chodzi o to, że Oskar był słaby i dlatego został wyrzucony. Po prostu uważamy, że nie pasował do naszej aktualnej kompozycji. Tylko tak mogę wytłumaczyć tę roszadę, bo pod względem innych aspektów oskarish prezentuje najwyższy poziom.

Skoro to już ustaliliśmy, to zatrzymajmy się na moment przy Pro Lidze. Za wami rozczarowujące występy czy wręcz przeciwnie?

Może nie jesteśmy rozczarowani, ale zadowoleni też nie. Trudno mi znaleźć słowo, które wpasuje się pomiędzy. Uważam, że zagraliśmy w porządku, ale w niektóre mecze nie trafiliśmy właśnie z dyspozycją dnia, o czym mówiłem przed chwilą. Przykładem był pojedynek z OG, w którym dostaliśmy mocne baty. Podobnie było przeciwko ENCE, na pierwszej mapie poszło nam świetnie, a na dwóch kolejnych nie wiadomo dlaczego zebraliśmy bęcki do czterech czy pięciu. Niestety nie byliśmy w stanie określić, z czego to wynika. 

Biorąc pod uwagę całokształt, uważam, że w EPL-u fajnie się pokazaliśmy. Myślę, że nasi rywale podchodzili do nas lekceważąco, że to jakieś nieznane AGO, pionki do bicia, szybkie trzy punkty i elo, a tak naprawdę w każdym meczu oprócz tego z OG udowodniliśmy, że mamy pazur i potrafimy walczyć. Nasz końcowy rezultat to 2-5, ale moim zdaniem mogliśmy uzyskać bilans 4-3 i zakręcić się nawet w okolicach awansu do play-offów. Nie ma zatem dużego rozczarowania, ale wynik mógł być lepszy.

Pod dowództwem oskarisha dobra gra zespołu na treningach nie przekładała się na oficjalne występy. Jesteś w stanie wskazać źródło tego problemu?

Treningi rządzą się oczywiście swoimi prawami i wydaje mi się, że jakbyś zadał to samo pytanie członkom innych polskich ekip, to większość z nich mogłaby powiedzieć, że są w stanie nawiązać walkę z lepszymi składami. Jak przychodzi jednak do oficjalnego meczu, to perspektywa nagle staje się inna i dzieje się coś niedobrego. Trudno powiedzieć, z czego to wynika. Ja to zawsze argumentuję w ten sposób: albo drużyny z tieru 1 szukają sparingów ze słabszymi składami, by sprawdzać świeżo dodane taktyki czy spełnić określone założenia treningowe, albo grają z mniejszym zaangażowaniem. Wydaje mi się, że tak właśnie jest w przypadku Astralis. Często zdarza się tak, że sparing z Duńczykami rozpoczynamy dobrym wynikiem, np. 5-2 czy 6-3, ale nagle wrzucają wyższy bieg i wchodzą na poziom dla nas obecnie nieosiągalny. Mimo wszystko uważam, że nie byliśmy w stanie odpowiednio przełożyć treningów na gry o stawkę. Choć z drugiej strony nie jest pewne, jak było rzeczywiście: czy to przeciwnicy nie grali na maksimum swoich możliwości, czy może to po naszej stronie w oficjalnych spotkaniach zawodził jakiś czynnik.

Czyli odpowiednią recepturę będzie można odkryć dopiero po dołączeniu na stałe do grona najlepszych.

Odpowiedź pojawi się, gdy zaczniemy wygrywać z czołówką. Nie da się stwierdzić, czy rezultaty sparingów mają jakiekolwiek odzwierciedlenie. Przychodzi mecz, przychodzą emocje, nie grasz już na pełnym luzie. Na treningu przy wyniku 0-13 nie czujesz żadnej presji, robisz swoje, ale w oficjalnym spotkaniu przy 0-6 w głowie pojawiają się czarne myśli. Przegrywamy, trzeba zareagować, trzeba zacząć kombinować, zaczyna się strach. Dlatego wyniki w meczach nieoficjalnych zawsze będą korzystniejsze.

Wracając jeszcze na moment do oskarisha, relacja IGL-trener to istotny element każdego zespołu. Ty powiedziałeś już, że nie możesz Oskarowi nic zarzucić, to zapytam może, czy podczas współpracy zdołał cię on czymś zaskoczyć?

Nigdy wcześniej nie pracowałem z prowadzącym, który poświęcałby tyle czasu poza grą na rzeczy ściśle związane z trenerką. Oskar potrafił obejrzeć każde demo po przegranym meczu, potrafił wypisać sam z siebie analizę, zaproponować dany kształt kolejnych działań. W tym aspekcie był to dla mnie ogromny szok, bo jeszcze nie spotkałem się z dowodzącym, który chciałby tak mocno wgłębiać się w planowanie i prowadzenie treningów. Dzięki temu mogliśmy się łatwo dogadywać, wspólnie ustalaliśmy, co chcemy robić i to realizowaliśmy.

Razem z Oskarem wygraliście ESL MP, awansowaliście do Pro Ligi, lecz były to pojedyncze sukcesy, bo dobrych wyników brakowało. Mam wrażenie, że skład z Sidneyem i lemanem nie osiągnął tak wysokiego peaku, ale był zdecydowanie bardziej stabilny.

Jeśli miałbym porównać te dwie ekipy, to powiedziałbym, że z Sidneyem i lemanem rzeczywiście mieliśmy większą stabilność. Wyniki, które osiągaliśmy, nie były jednak tak jakościowe, jak w ostatnim zestawieniu personalnym. Wygrywaliśmy mniejsze turnieje, ale nie udało się zostać mistrzami Polski, polegliśmy w WESG, a w starciach z przedstawicielami czołówki w zamkniętych kwalifikacjach do IEM Katowice pokonaliśmy Heroic i przegraliśmy z G2 oraz ENCE, z tego co kojarzę. Oczywiście w Pro Lidze rozegraliśmy więcej gier, więc trudno to bezpośrednio porównywać. Faktycznie teraz brakowało równej formy, ale powtórzę to, co mówiłem już wcześniej: razem z Sidneyem i lemanem dotarliśmy do ściany, więc nadszedł w końcu czas na roszady. Tutaj problemem był brak stabilności, bo gdybyśmy byli w stanie utrzymywać formę z większości EPL-a, to moglibyśmy zagościć nawet w top 20 globu.

oskarish zaraz po transferze do AGO zdradził, że oferta spłynęła do Illuminar dzień czy dwa po tym, jak wylądował na ławce rezerwowych. Chciałem więc zapytać, czy z perspektywy czasu nie działaliście zbyt gwałtownie, ale z twoich wypowiedzi jasno wynika, że absolutnie tak nie było.

Dokładnie. Na polskim rynku z prowadzącymi jest dość kiepsko, nie da się tego ukryć, a wtedy pojawiła się okazja, by przetestować nowego gracza na tej pozycji i zobaczyć, jak by to wyglądało. Spróbowaliśmy, widzimy, jak wyszło. Nadal poszukujemy więc optymalnych rozwiązań i pracujemy dalej.

Uporządkujmy chronologię: co stało się wcześniej? Odsunięcie od składu oskarisha czy prośba mhL-a z o przesunięcie do rezerwy, by mógł nadrobić braki w szkole? Te dwa wydarzenia mają jakiś bezpośredni związek czy są od siebie całkowicie niezależne?

We wrześniu kończy się kontrakt Oskara, a wiadomo też, że Miłosz obecnie uczy się w klasie maturalnej i po wakacjach wrócił do szkoły. Od razu okazało się, że jego nauczyciele chcą nadrobić braki wynikające z pandemii, więc mhL wyszedł z inicjatywą taką, że jest mu ciężko po pierwszym tygodniu i czuje, że czeka go ogrom nauki, więc prosi nas o przesunięcie na ławkę. Jeśli chodzi o oskarisha, to już na początku września powiedzieliśmy sobie, że dogramy Pro Ligę i potem będziemy decydować co dalej. Ostatecznie rozstaliśmy się na bazie wygasającej umowy, a w międzyczasie Miłosz przeszedł na ławkę, żeby móc w spokoju ogarnąć sprawy szkolne.

To nie pierwszy raz, gdy mhL tymczasowo odsuwa CS-a na drugi plan i skupia się na edukacji. Byłeś przygotowany na prośbę Miłosza czy mimo wszystko była ona dla ciebie pewnym zaskoczeniem?

Z jednej strony byłem trochę zaskoczony, bo też chodziłem przecież do szkoły i wiem, jak wyglądają zajęcia w pierwszych tygodniach roku szkolnego. Nieco się więc dziwiłem, ale po rozmowach, które odbyliśmy z Miłoszem, który przedstawił nam punkt widzenia swoich nauczycieli, zrozumieliśmy jego decyzję. Dodatkowo wiedzieliśmy przecież, że on będzie się uczył do matury i prędzej czy później będzie musiał się na tym skupić. Dlatego stworzono projekt NEST, dlatego od dawna sygnalizowaliśmy, że chcemy mieć w organizacji zmiennika na każdej pozycji. Dzięki temu w losowej sytuacji, takiej jak ta, mamy gracza gotowego do wejścia na serwer. Nie musimy przeglądać rynku, bo mamy już sprawdzonego zawodnika, którego możemy wprowadzić na wyższy poziom i zobaczyć, jak sobie poradzi. Miłosz teraz ma miesiąc pauzy, nadrobi zaległości w szkole, a potem będziemy się zastanawiać. Możliwe, że DGL będzie sprawował się lepiej od niego i na dłużej zagości w składzie, a jak nie, to porozmawiamy i w końcu podejmiemy decyzję.

fot. x-kom AGO/Krystian Pilawa

Na bieżąco przyglądałeś się rozwojowi NEST czy gdy zaistniała potrzeba, wkroczyłeś do działania?

Byłem w kontakcie z Sidneyem, jest jeszcze maden, który pełni rolę menedżera drugiego zespołu i spędza z nim dużo czasu. Z Arkiem łączą nas dobre relacje, sporo gadamy o obu zespołach, więc mniej więcej wiedziałem, co dzieje się u NEST. Nie siedziałem wprawdzie w środku projektu, nie brałem udziału w większości treningów, ale jeśli tylko miałem wolną chwilę, to starałem się obserwować ich poczynania w oficjalnych starciach, żeby posłuchać, jak wygląda komunikacja i jak się dogadują. Informacje zbierałem jednak głównie od Arka i Sidneya.

Co dalej z NEST? Awansowaliście do głównego składu nie tylko DGL-a, ale też lemana.

Na razie musimy pogadać z Sidneyem, jak to widzi. To właśnie on jest głównym koordynatorem, jeśli chodzi o graczy. Albo dobierzemy dwóch zawodników, których będziemy starali się rozwijać, albo na jakiś czas zamkniemy projekt, np. do momentu, w którym Miłosz będzie mógł wrócić do gry, czy to w pierwszym, czy to w drugim zespole.

Między wierszami można wyczytać, że na angażu dwóch graczy NEST poszukiwania najlepszej możliwej wersji AGO mogą się nie skończyć. Wiemy, że DGL zastępuje mhL-a, a jak wygląda sytuacja lemana? To permanentny transfer?

Nie wchodziłbym w takiego nazewnictwo, jak definitywny transfer czy niedefinitywny. Na razie chcemy zobaczyć, jak ta kompozycja będzie działać. Czas pokazuje, że kogo nie weźmiemy, to i tak osiągamy dość dobre wyniki, tylko brakuje kropeczki nad i, żeby wszystko dopełnić. Czy to z Sidneyem i lemanem, czy to z Oskarem i F1KIEM weszliśmy do najlepszej czterdziestki na świecie. W każdym składzie osiągamy więc to, co osiągalne, ale żeby wejść półkę wyżej, potrzebujemy innych rozwiązań. Zobaczymy, czy leman zagości w drużynie na stałe, trudno jest mi się dziś określić.

Czemu akurat leman, a nie np. Sidney czy jeszcze ktoś inny z NEST?

lemana znamy i wiemy, na co go stać. Uznaliśmy, że w zestawieniu, w którym będziemy potrzebować nieco więcej siły ognia, przyda nam się właśnie on. Zastanawialiśmy się jeszcze nad azizzem, ale koniec końców padło na lemana, bo wierzymy, że tak będzie po prostu lepiej. Z azizzem musielibyśmy poznawać się od podstaw, a tak do nowego środowiska wchodzi tylko DGL. Odpowiadając na pytanie dotyczące Sidneya: po prostu chcemy, żeby Furlan raz jeszcze spróbował swoich sił w roli IGL-a. Patrząc wstecz, najlepsze wyniki pod kątem stabilności i jakości notowaliśmy, gdy Kisiel prowadził grę i dlatego zdecydowaliśmy się na taki ruch.

Od kogo wyszła inicjatywa dotycząca powrotu Furlana do roli dowodzącego?

Od sztabu szkoleniowego. Spotkaliśmy się, przedstawiliśmy mu swoje zdanie. Damian natychmiast powiedział, że nie ma problemu, że da z siebie wszystko i zobaczymy, jak to się skończy.

Czyli pierwsza reakcja Furlana była jak najbardziej pozytywna.

Myślę, że on był już przygotowany mentalnie, że kiedyś wróci do prowadzenia gry. Wiadomo, że przez cały okres testów staraliśmy się budować zespół pod niego, by odciągnąć go od IGL-owania, żeby nie miał zaprzątniętej głowy i mógł się w pełni skupić na strzelaniu. Po roku doszliśmy jednak do wniosku, że to nie prowadzenie mu przeszkadza, a coś innego, o czym nie chcę mówić. W każdym razie uważamy, że tak będzie najlepiej.

Nie ma zatem obaw o dyspozycję indywidualną.

W żadnym wypadku.

Wróćmy jeszcze na chwilę do mhL-a. Przeglądając wasz terminarz, zaznaczyłem sobie jedynie ESL MP. Pro Liga już się skończyła, a DreamHackowe eliminacje do Majora uciekły. Z tego punktu widzenia utrata Miłosza nie jest aż tak bolesna. Możesz się ze mną zgodzić czy na siłę staram się szukać pozytywów?

Uważam, że przed nami najlepszy okres, bo nie będzie wielu gier oficjalnych i wszystko wpasuje się do naszego planu. Miłosz poprosił o przerwę, żeby zająć się szkołą, a my nie mamy natłoku meczów, więc to teoretycznie idealny moment na taki ruch. Mamy dwóch nowych graczy, przez ten miesiąc postaramy się zbudować naszą grę, zrobimy wszystko, by każdy zaadaptował się do naszego środowiska. Brak spotkań o stawkę jest więc dla nas plusem, jedno BO2 tygodniowo to naprawdę niewiele. Dzięki temu będziemy mogli się skupić na wdrażaniu podstaw w nowej drużynie. Ja widzę same pozytywy w takim rozwoju sytuacji. Znacznie gorzej byłoby, gdyby podczas gąszczu gier okazało się, że mhL nie daje rady, wtedy mogłoby być ciężko.

Miłosz to bez wątpienia wielki talent, ale nadal młody gracz, co wiąże się z pewnym ryzykiem. Ty opiekujesz się nim już ponad rok. Zauważyłeś jakieś niepokojące sygnały czy proces rozwoju mhL-a idzie tak, jak wszyscy byśmy tego chcieli?

Czy zauważyłem? Uważam, że Miłosz to naprawdę wybitny gracz, ale ostatnimi czasy, a nawet jeszcze przed wakacjami, wkładał w grę mniej pracy niż zazwyczaj, choć zawsze było mu tłumaczone, że na samym talencie długo nie pociągnie. Wydaje mi się więc, że w ostatnim okresie nieco opuścił się, jeśli chodzi o nakład pracy indywidualnej. W związku z tym może przyjść gorszy czas, w którym nie będzie w stanie zabijać i nawet nie będzie wiedział, z czego to wynika. Początkowo z mhL-em pracowało się spoko, dogadywaliśmy się, niemniej gdy zaczęliśmy osiągać dobre rezultaty, efektywność jego nie tyle samej gry, co pracy indywidualnej spadła. Podchodził do tematu tak, że ja już nie muszę, bo i tak zabijam. Trochę się obawiam, że na dłuższą metę może być przez to mniej skuteczny. Przez najbliższy miesiąc poukłada sobie pewne rzeczy, potrenuje indywidualnie, a my go nie porzucimy, będziemy w kontakcie. Liczę na to, że nie zaprzepaści sobie talentu.

Wynika z tego, że i drużynie, i mhL-owi bardzo przydałyby się dobre występy DGL-a. Powstałaby zdrowa rywalizacja o pozycję snajpera.

Na to liczymy.

Jak byś porównał obu snajperów pod kątem charakterystyki?

Nie mogę powiedzieć zbyt wiele o DGL-u. Śledząc od czasu do czasu tylko komunikację na serwerze, można wyciągnąć tyle, co nic. Wczoraj miałem z nim jednak spotkanie, to bardzo pozytywny gość i cieszę się, że do nas dołącza, bo ja uwielbiam, gdy zawodnicy są szczęśliwi i chętni do pracy. Miłosz natomiast z charakteru jest osobą cichą. To oczywiście ma swoje plusy i minusy, wiadomo. Poznając DGL-a, odczułem, że to żywy chłopak, ale więcej będę mógł powiedzieć, jak już wspólnie pogramy przez kilka dni.

Jak wygląda ścieżka AGO, na której końcu znajduje się stabilna forma?

Ciągła praca, rozwój, rozmowa, wyciąganie wniosków i chęć bycia lepszym, chęć wyjścia poza strefę komfortu, a jej często u zawodników brakuje. Lubią grać w sposób, który wychodzi i nie chcą się rozwijać ze strachu przed niepowodzeniem. Dodatkowo jeszcze atmosfera w drużynie. Jeśli jedna osoba z ekipy nie będzie chciała pracować, to będzie to oddziaływało na innych. Na całość składa się więc naprawdę wiele elementów – od atmosfery przez stosunki prywatne do wkładu pracy. Sukces osiąga się dzięki pracy, ale także dzięki rozmowie. W AGO współpracujemy z trenerami mentalnymi, staramy się, by pomagali nam oni przy budowie zgrania. Wierzymy, że wszystko pójdzie w dobrym kierunku.

Na koniec, już na luzie – niedawno wasi koledzy z LoL-a, z którymi zdarza się wam dzielić Gniazdo, wygrali EU Masters. Triumf AGO ROGUE zwiększył twój głód sukcesów?

Nie odebraliśmy tego tak, że, kurczę, oni wygrali coś wielkiego, a my nie. Na pewno fajnie byłoby jednak odpowiedzieć podobnym sukcesem, żebyśmy mogli sobie wbijać mniejsze czy większe szpileczki. Teraz po biurze chodzą takie kozaki, chwalą się, że wygrali prestiżowy turniej, a my co, nadal ostatnie miejsca… (śmiech) 

Bardzo się cieszymy z ich wyniku. Jak my wygrywaliśmy mistrzostwa Polski, to oni nam towarzyszyli, teraz my byliśmy z nimi, istnieje więc w AGO fajna, rodzinna atmosfera.

To w takim razie życzę wam, żebyście mogli jak najprędzej odpyskować kumplom z Ligi Legend.

Na to liczymy!

Śledź rozmówcę na Twitterze – Mikołaj „minirox” Michałków
Śledź autora wywiadu na Twitterze – Marcin Gabren
Tagi: , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Riot ogłasza nowe turnieje w VALORANTA

Seria turniejów Ignition Series w VALORANTA okazała się sporym sukcesem, zatem nie można się dziwić, że Riot Games ogłosiło kolejny ciekawy projekt dl...