„Chcemy przetrzeć szlaki – esport to przyszłość”. Rozmawiamy z działaczami PGE Turowa Zgorzelec

PGE Turów Zgorzelec dołączył do grona polskich klubów sportowych, które zdecydowały się wkroczyć do środowiska wirtualnej rywalizacji. – Intencje są dosyć proste. Jesteśmy obecnie klubem odbudowującym się, jeśli chodzi o zakres sportowy koszykówki, ale chcemy rozwijać się nie tylko na tym polu, ale też na wielu innych. Cały czas pojawiają się nowe technologie i możliwości, a esport jawi się nam na horyzoncie jako kierunek naprawdę ciekawy – tłumaczą w rozmowie z Cybersportem działacze dolnośląskiej formacji. Piotr Borowy (prezes) oraz Leszek Grzyb (menedżer) opowiedzieli nam również o swoich planach na rozwój sekcji, a także o celach przyświecających całemu projektowi. 

CZYTAJ TEŻ:
PGE Turów Zgorzelec otwiera sekcję esportową i przejmuje skład los kogutos

Marcin Gabren: PGE Turów Zgorzelec wchodzi w świat esportu. Jakie intencje stoją za tą inwestycją?

Leszek Grzyb: Intencje są dosyć proste. Jesteśmy obecnie klubem odbudowującym się, jeśli chodzi o zakres sportowy koszykówki, ale chcemy rozwijać się nie tylko na tym polu, ale też na wielu innych. Cały czas pojawiają się nowe technologie i możliwości, a esport jawi się nam na horyzoncie jako kierunek naprawdę ciekawy. U nas dzieci trenują koszykówkę nawet już od trzeciego roku życia i często dzieje się tak, że kończą przygodę ze sportem zawodowym w wieku lat piętnastu czy szesnastu. My jako klub nie mamy oferty dla tych dzieci, żeby dalej je ze sobą trzymać, żeby budować z nimi relację, żeby zaproponować im dziedzinę, w której mogłyby dalej się kształcić. Nie robimy nic, by aktywne życie sportowe było ważną częścią ich dorosłości. Esport, w który wchodzi się w wieku 15-16 lat, daje nam możliwość przedłużenia więzi z kibicem, dzieckiem, wychowankiem, rodzicem. Pozwala nam budować dla społeczności lokalnej i dla marki PGE jako sponsora przyszłościową relację.

Kluby piłkarskie na esportowej mapie Polski nie są już niczym dziwnym, natomiast z przedstawicielami świata koszykówki nie mieliśmy jeszcze do czynienia, nie licząc działającego od niedawna na własną rękę Marcina Gortata. Czują się Panowie pionierami w swoim środowisku?

Grzyb: Myślę, że pionier to za dużo powiedziane, aczkolwiek chcemy przetrzeć szlaki i pokazać innym, że to jest przyszłość, a esport nie jest konkurencją dla sportu konwencjonalnego, tylko uzupełnieniem oferty, jaką klub może zaproponować dziecku i rodzicowi.

Piotr Borowy: Wbrew pozorom jesteśmy nowym klubem, działamy w Zgorzelcu od dwóch lat. Wprawdzie kontynuujemy koszykarskie tradycje miasta, niemniej chcemy zbudować klub całkowicie na bazie młodzieży. Tak jak kolega wspomniał, pierwsze kroki to działania w kierunku ogólnorozwojowym dla dzieci, później rzeczywiście jest już styczność z koszykówką, która po piętnastym roku życia nie w każdym przypadku jest jednak kontynuowana. Część dzieci będzie mogła nadal prowadzić karierę sportową, a dla części zabraknie niestety miejsca, bo w tym wieku trzeba już wybrać osoby mające predyspozycje do sportu. Esport otworzy nam możliwość przedłużenia zainteresowania koszykówką w grupie, która odpadła, ale sam w sobie również jest wartością. Tak jak Pan mówi, ta branża pokazuje się w Polsce, niektóre kluby prowadzą już swoje działania i my chcemy do nich dołączyć. Natomiast gdy popatrzymy na Europę, w zachodnich klubach obecność esportu to już praktycznie standard; ta gałąź jest tam mocno rozwijana i kultywowana.

Z pańskich wypowiedzi nasuwa się prosty wniosek: esport to element długofalowej strategii klubu, a nie spontaniczny ruch.

Borowy: Tak, już od dwóch lat interesujemy się tą branżą i przygotowywaliśmy się do naszej inwestycji. Dziś następuje kulminacja naszych działań i pierwszy krok w kierunku prawdziwego esportu. 

Czy pandemia miała jakiś wpływ na to, że akurat teraz projekt ujrzał światło dzienne? Świat esportu ucierpiał wszakże znacznie mniej niż środowisko sportowe.

Borowy: Nie, pandemia nie wpłynęła na naszą decyzję. Tak jak wspomniałem, to proces dwuletni, w którego trakcie nasza znajomość zagadnienia urealniła się na tyle, że jesteśmy już gotowi, by podjąć wyzwanie i się z nim zmierzyć.

“Turów Zgorzelec zamierzam prowadzić jak przedsiębiorstwo, a na tym się doskonale znam – zanim wydam jakiekolwiek pieniądze, będę mocno analizował zasadność tego wydatku.” – to pańskie słowa z kwietnia tego roku. Na czym w takim razie według Pana polega zasadność inwestycji w esport? W Polsce na esporcie przecież się nie zarabia.

Borowy: Cyfry w ekonomii pokazują, że esport coraz bardziej wchodzi w nasze życie. Niedawno czytaliśmy artykuły, które mówią, że wartość branży w 2019 roku wyniosła około miliarda złotych, w 2020 ma wynieść dwa miliardy, a prognoza pokazuje, że w 2021 powinny wyjść trzy miliardy. Tak jak Pan cytuje moje słowa, tak ja je dalej potwierdzam. Patrzymy na klub pod kątem ekonomicznym i uważamy, że esport będzie się rozwijał. Nie sądzę wprawdzie, by miał on przynieść nam jakiekolwiek zyski, ale inwestujemy swój kapitał dla młodych ludzi. Jesteśmy klubem, który chce umożliwić im własny rozwój i wierzymy, że esport na to pozwoli. To oczywiście nowa dziedzina, trudno prorokować, czy klub będzie wyciągał z niej korzyści materialne, niemniej jednak chcielibyśmy budować go na tyle nowocześnie, by dawał różnym dzieciom różne możliwości. W esporcie upatrujemy drogi do rozszerzenia naszej oferty dla młodzieży ze Zgorzelca i okolic.

Czy tożsamość esportowej sekcji Turowa będzie ściśle związana ze Zgorzelcem?

Grzyb: Nie posiadamy lokalnie wystarczająco silnego zaplecza, by samemu skonstruować drużynę, powiedzmy, z terenu powiatu. Jest wprawdzie reprezentant Zgorzelca w League of Legends, Jactroll, ale jeśli chodzi o lokalnych zawodników, to zgodnie z moją wiedzą nie są to gracze, którzy byliby gotowi reprezentować nas na wyższym poziomie. Dlatego posiłkujemy się zawodnikami z całej Polski, ale nie zależy nam jedynie na graczach. Pragniemy dać młodym ludziom szansę na stanie się nie tylko zawodnikami, ale też menedżerami, fizjoterapeutami, trenerami, analitykami czy specjalistami od kontaktów z mediami. Jest mnóstwo nowych rejonów, w których można znaleźć swą niszę i związać z esportem swoje życie. Postać zawodnika to zazwyczaj cyngiel, który uruchamia zainteresowanie obserwatorów tematem. Im ten gracz jest ciekawszy – a nie musi być wcale lokalny, choć wiadomo, że tacy budzą najcieplejsze emocje – tym mocniej przyciąga młodzież. A im więcej jej jest, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś zostanie w branży na stałe i odnajdzie w niej swoją drogę życiową.

Jak wyobrażają sobie Panowie działalność i aktywność esportowej sekcji Turowa, nie licząc wspomnianego już stawiania na młodzież? Czy będzie kładziony nacisk na dobre wyniki profesjonalnej drużyny lub być może drużyn, jeśli takowe pojawią się w większej liczbie?

Grzyb: Startujemy z ekipą Counter-Strike’a, przyszłościowo chcielibyśmy mieć więcej dywizji. Tytułów esportowych jest na rynku kilka, więc istnieje przestrzeń na wzrost. 

Tak jak już mówiłem, dobrzy zawodnicy i dobre wyniki zawsze bardzo ułatwiają marketing w postaci sprzedaży produktów i pozyskiwania sponsorów, aczkolwiek my nie stawiamy na robienie rezultatów na siłę, ale na rozwój organizacji i budowanie marki naszej oraz sponsora. 

Jak będzie nazywać się esportowa sekcja klubu? Czy projekt wspierać będzie także PGE i czy pojawią się przy nim dodatkowi sponsorzy?

Grzyb: Nazwa drużyny to PGE Turów Zgorzelec, nie wprowadzamy żadnych zmian. PGE będąc naszym partnerem będzie oczywiście także partnerem sekcji, to mechanizm naczyń połączonych. Nie robimy tego bez wiedzy i aprobaty sponsora, bo on też przygląda się esportowi. W spółce pracują ludzie, którzy znają się na liczbach i oni również widzą skalę rozwoju i ogromny potencjał branży. PGE to duży gracz na rynku energii, a powiązanie samego esportu z energią jest niezaprzeczalnie silne.

Panowie będą aktywnymi postaciami w życiu organizacji czy będą śledzili projekt z boku?

Grzyb: Obecnie nie czujemy się jeszcze na siłach, by prowadzić projekt samemu, więc jest kilka osób, które nam pomagają. Niemniej chcemy troszkę się poduczyć, chcemy złapać know-how i w przyszłości budować organizację w swój sposób. Na razie jeśli chodzi o podstawy, to posiłkujemy się wsparciem osób obecnych w branży od dawna. 

Borowy: Wprawdzie przygotowywaliśmy się do tego przez dwa lata, ale ten rok i tak potraktujemy jeszcze typowo doświadczalnie. Będziemy mogli dotknąć esportu, zapoznać się z jego kuluarami. Myślę, że po naszym pierwszym sezonie będziemy już bogatsi o wiedzę merytoryczną, dzięki czemu zaczniemy wprowadzać swoje podejście. To projekt długofalowy i mamy swoje autorskie pomysły, lecz nie chcę na razie o nich mówić, bo poprzemy je czynami. Najbliższe miesiące pokażą, jakie są nasze możliwości, czy my esport w ogóle rozumiemy, czy będziemy dobrze czuli się w branży i czy w przyszłości będziemy w stanie prowadzić cały projekt w takiej formie, w jakiej byśmy chcieli. 

Jakie zaplecze klub już teraz jest w stanie zapewnić swoim graczom?

Grzyb: Mamy PGE Turów Arenę, czyli jeden z najnowocześniejszych obiektów sportowych w Polsce. Z zapleczem socjalnym w Zgorzelcu też nie ma żadnego problemu, jeśli chodzi o zakwaterowanie graczy, aczkolwiek z racji między innymi problemów pandemicznych daleko nam jeszcze do momentu, w którym będziemy ściągać zawodników na miejsce. Prowadzimy rozmowy ze sponsorem, chcielibyśmy jak najszybciej zakupić profesjonalne komputery, lecz trudno nam powiedzieć, kiedy będziemy w stanie sfinalizować transakcję. Zaprosiliśmy do współpracy sporo partnerów, choć wielu z nich musimy jeszcze przekonać, że esport to dla nich ciekawy kierunek i warto mocniej zaangażować się w klub oraz promocję w mediach esportowych. 

Borowy: Naszym zdaniem bardzo dużym plusem klubu jest przede wszystkim hala. Do tego dochodzi jeszcze ciekawe położenie geograficzne, bo znajdujemy się na styku trzech granic: polskiej, niemieckiej i czeskiej. Zgorzelec to według nas odpowiednie miejsce do realizacji naszego programu. 

Na razie Turów zakontraktował testowo na pół roku skład CS:GO, który może i walczy obecnie w najważniejszej lidze w kraju, ale nadal jest młody i mało doświadczony. Od czego zależeć będzie przyszłość sekcji po tych sześciu miesiącach?

Borowy: Od zadowolenia obu stron. My chcemy namacalnie dotknąć esportu i zobaczyć, jak nasz projekt będzie się rozwijał. Jeśli zespół będzie zadowolony ze współpracy z nami, jeśli dwie ręce się złożą, to współpraca będzie dobrze funkcjonowała.

Grzyb: Chcemy głośno powiedzieć, iż osiągane przez drużynę wyniki sportowe na pewno nie będą determinantem tego, czy my będziemy chcieli dalej z nią działać, czy nie.

Borowy: Powtórzę raz jeszcze: bardzo mocno stawiamy na pracę z młodzieżą. Klub, który reprezentujemy, też na niej całkowicie bazuje. Chcemy kształtować młodych ludzi, chcemy dać im możliwość rozwoju poprzez różne instrumenty w postaci np. esportu i koszykówki. Młodzi ludzie muszą mieć u nas i wybór, i możliwość realizacji swojej pasji.

Tagi: , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Illuminar rozstaje się z Warszim

Mimo że walka o tytuł mistrza świata League of Legends dopiero przed nami, to regionalne rozgrywki dawno dobiegły końca i zdecydowana większość drużyn...