STS
fot. Riot Games

Dziesięć transferów, które wstrząsnęły sceną League of Legends

Na scenie League of Legends trwa offseason: rozgrywki regionalne i globalne zakończone, drużyny przygotowują się do kolejnego roku rywalizacji. Wszyscy skupiają się zatem na transferach oraz transferowych plotkach. Oczy całego LoL-owego świata skupione są aktualnie na dwóch osobistościach, Luce „Perkzie” Perkoviciu i Martinie „Rekklesie” Larssonie. Pierwszy z nich oficjalnie opuścił G2 Esports, a drugi Fnatic, […]

Na scenie League of Legends trwa offseason: rozgrywki regionalne i globalne zakończone, drużyny przygotowują się do kolejnego roku rywalizacji. Wszyscy skupiają się zatem na transferach oraz transferowych plotkach. Oczy całego LoL-owego świata skupione są aktualnie na dwóch osobistościach, Luce „Perkzie” Perkoviciu i Martinie „Rekklesie” Larssonie. Pierwszy z nich oficjalnie opuścił G2 Esports, a drugi Fnatic, czyli zespoły, które reprezentowali od kilku lat.

Póki co nie ma oficjalnej informacji na temat tego, gdzie w przyszłości będziemy obserwować Perkza i Rekklesa, chociaż wiele wskazuje na to, że trafią oni kolejno do Cloud9 i G2. Faktem jest, że nieważne gdzie skończą obaj Europejczycy, ich transfery zostaną zapamiętane jako jedne z największych w historii. Zanim jednak to dojdzie do skutku, przyjrzałem się innym ogromnym transferom w dziesięcioletnim żywocie profesjonalnego LoL-a.

Caps – z Fnatic do G2 Esports

Chyba każdy do dzisiaj pamięta zaskoczenie, jakie czuł, kiedy Caps został ogłoszony nowym członkiem Samurajów w 2018 roku. Fnatic przecież zakończyło sezon rekordowym osiągnięciem, jakim było dojście do finału Mistrzostw Świata. Był to pierwszy finał Worlds dla zachodniej drużyny, odkąd w turnieju zaczęły brać udział ekipy z Azji. Poza tym pomarańczowo-czarni zdobyli w tym sezonie dwa mistrzostwa Europy. No i co najważniejsze, G2 posiadało przecież Perkza, który wówczas grał na środkowej alejce. Nikt nie spodziewał się, że stanie się on strzelcem zespołu, żeby ustąpić młodemu Duńczykowi miejsca. Do tego jednak doszło, a reszta to historia. Cztery tytuły Starego Kontynentu, triumf na MSI, finał i półfinały Worlds. G2 z okresu 2019-2020 stało się najlepszą formacją, która kiedykolwiek rywalizowała w LEC/EU LCS.

Rekkles – Fnatic do Alliance

Szwed najprawdopodobniej niedługo zasili szeregi G2, tworząc pewnego rodzaju superteam na 2021 rok. Mało kto jednak pamięta, że takiej próby podejmowali się już włodarze Alliance w 2014 roku. Miejsce dla Rekklesa zrobił Erik „Tabzz” van Helvert, który pożegnał się z formacją po nieudanych Worldsach. Niedługo potem zespół przeszedł rebranding i w 2015 znany był jako Elements. Beznadziejny spring split, który drużyna zakończyła na siódmym miejscu, nie kwalifikując się do play-offów, sprawił, że Larsson od razu wrócił do Fnatic, którego barwy reprezentował jeszcze do ostatniego poniedziałku.

Bjergsen – z Ninjas in Pyjamas do TSM-u

W 2013 roku na europejskiej scenie pojawił się ewenement w postaci Bjergsena. Duńczyk prędko wywalczył sobie tytuł najbardziej uzdolnionego gracza na Starym Kontynencie. Jego koledzy z zespołu nie dorównywali mu jednak poziomem, a sam midlaner nie potrafił udźwignąć ciężaru każdej gry na własnych plecach, co skończyło się nie za dobrymi rezultatami. Słabo poradził sobie również TSM na Worlds, odpadając już na etapie fazy grupowej. W amerykańskim zespole powstała luka na środkowej alei, którą wypełnił właśnie Bjergsen. Zaczęło się niewinnie, od mało profesjonalnego filmiku z ogłoszeniem, który do dziś jest memem w społeczności LoL-a. Skończyło się… no w sumie każdy wie jak. Na wielu trofeach LCS, wielu udziałach drużyny w kolejnych Mistrzostwach Świata i kilku tytułach MVP dla Bjergsena. Duńczyk to dzisiaj największa legenda TSM-u i raczej nikt mu tego tytułu za szybko nie odbierze.

Doublelift – z CLG do TSM-u

Skoro już o TSM-ie mowa, organizacja Andy’ego „Reginalda” Dinha od zawsze potrafiła przyciągać największe nazwiska na scenie. Bjerg był jedynie pierwszym z wielu. Jednym z najpopularniejszych do dzisiaj pozostaje Doublelift, który przez cztery lata reprezentował barwy CLG. Po niezbyt udanym 2015 roku przeszedł on do największego rywala ówczesnego zespołu, czyli do wspomnianego TSM-u. Pomimo braku większych międzynarodowych osiągnięć w jego barwach, organizacja ponownie stała się najmocniejszą w swoim regionie. Peng natomiast zapisał się w historii jako główny bohater pierwszego w Ameryce tak wielkiego transferu.

Uzi – ze Star Horn Royal Club do Oh My God

Mało kto kojarzy legendę chińskiej sceny w innych barwach niż biało-złote. I słusznie, wszak Uzi przez niemalże całą swoją karierę był członkiem RNG, wcześniej znanego jako Royal Club czy Star Horn Royal Club. W 2014 roku w Państwie Środka gigantem można było także nazywać Oh My God, które wówczas regularnie występowało na Mistrzostwach Świata i dosyć daleko na nich zachodziło. Chęć zbudowania chińskiego superzespołu skłoniła Uziego do dołączenia do ówczesnego nemesis RNG. Jak się jednak okazało, formacja nie zdołała osiągnąć oczekiwanych rezultatów, przez co Zi-Hao ponownie przywdział złoto-biały trykot, który nosił aż do przejścia na emeryturę w tym roku.

Smeb – z ROX Tigers do KT Rolster

W połowie tego dziesięciolecia KOO/ROX Tigers było istną potęgą w Korei, która rywalizowała nawet o fotel lidera LCK z SK Telecom T1. Obie formacje zmagały się ze sobą także na międzynarodowym gruncie, na przykład w pamiętnym półfinale Mistrzostw Świata w 2015 roku. W każdej kampanii Tygrysów Smeb był gwiazdą drużyny. Pasmo niepowodzeń w walce o międzynarodowe tytuły sprawiło jednak, że przeszedł on w 2016 roku do KT Rolster, które wtedy kompletowało kolejny z superteamów. Widmo braku sukcesów za granicą podążyło jednak za Koreańczykiem, gdyż w składzie KT również nie zdołał zatriumfować w międzynarodowym turnieju, choć był faworytem m.in. na Worlds 2018.

Mata – z Samsung White do Vici Gaming

Mistrzostwa Świata w 2014 roku były polem bitwy tak naprawdę dwóch siostrzanych zespołów, czyli Samsung White oraz Samsung Blue. Koreańczycy wkroczyli na turniej w roli niekwestionowanych faworytów, chociaż to skład występujący pod nazwą „White” prezentował się odrobinę lepiej, co zresztą udowodnił. Mata i spółka rozgromili Blue w półfinale 3:0, a następnie pokonali ekipę Uziego w finale, sięgając po tytuł. Wówczas transfery Koreańczyków do Chin nie były na porządku dziennym i śmiało można powiedzieć, że świeżo ukoronowany mistrz świata zainicjował ten trend, przechodząc w listopadzie do Vici Gaming. Tam jednak trudno było o pozytywne wyniki, przez co po roku odszedł z VG, szukając szczęścia w RNG.

Piglet – z SKT T1 do Curse

Początki SK Telecom T1 w League of Legends są naprawdę przepiękną historią. Organizacja znikąd pojawiła się w rozgrywkach najwyższego szczebla w Korei w 2013 roku, wygrywając ich letnią rundę, a następnie kwalifikując się na Worlds 2013. Tam w świetnym stylu pokonała ona najniebezpieczniejszych rywali z własnego podwórka, NaJin Black Sword, a następnie Royal Club. Każdy z piątki SKT pokazał się z wyśmienitej strony, dlatego też tak bardzo dziwił następny rok, w którym Piglet i spółka nie dostali się na MŚ. To spowodowało natychmiastowe przetasowania w szeregach SKT, efektem czego była rezygnacja z usług Gwang-jina. Prędko dostał on zaproszenie do Curse, które następnie zmieniło się w Team Liquid. Był to jeden z pierwszych transferów graczy LCK do Ameryki Północnej, a Pigleta można uznać za jednego z pionierów tego trendu.

Impact – z SKT T1 do Teamu Impulse

Piglet nie był jednak jedynym ex-członkiem SKT, który znalazł dom w Kalifornii. Krótko później w jego ślady poszedł Impact, który mimo że kojarzony jest dzisiaj głównie z Cloud9 i Liquid, swoje pierwsze kroki w Ameryce stawiał w barwach Teamu Impulse i NRG Esports. Niezbyt dobra forma obydwu zespołów nie przekładała się na indywidualne rezultaty samego toplanera, który błyszczał na Summoner’s Rifcie, zwłaszcza w play-offach. To sprawiło, że zainteresowało się nim C9, z którym ponownie odwiedził Worlds, a następnie Liquid, z którym zdobył pierwsze trofea na amerykańskiej ziemi.

GorillA – z Kingzone DragonX do Misfits Gaming

Wymieniając najpopularniejsze duety w historii LoL-a, nie można nie wspomnieć o Gorilli oraz Kimie „PraYu” Jong-inie. Dwójka Koreańczyków przez ponad pięć lat grała razem na dolnej alejce. Mało kto potrafił dorównać ich umiejętnościom, przez co para nieraz poprowadziła swoje formacje po różne sukcesy, chociaż nigdy po ten najważniejszy, czyli Puchar Przywoływacza. Czara goryczy przelała się w 2018 roku, kiedy Kingzone DragonX nie zdołało nawet wywalczyć miejsca na Mistrzostwach Świata i pozwoliło swoim zawodnikom na szukanie opcji w innych drużynach. GorillA stwierdził, że to najwyższa pora, by spróbować sił na innym kontynencie i w ten oto sposób stał się częścią Misfits, a jednocześnie jednym z niewielu graczy LCK, którzy przenieśli się do Europy. Ten epizod okazał się jednak jeszcze większą porażką, gdyż skład kompletnie nie umiał ze sobą współpracować, dlatego Beom-hyun po dziewięciu miesiącach powrócił do swojej ojczyzny.


Wszystko wskazuje na to, że tworząc podobną listę w kolejnym roku będzie można już wspomnieć o angażu Perkza i Rekklesa w składy Cloud9 i G2 Esports. Na chwilę obecną są to jednak spekulacje, a więcej na temat wszystkich plotek jak i oficjalnych ogłoszeń przeczytacie w naszej relacji.


Tagi: , , , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Nadchodzi europejski The Blitz Cup w World of Tanks Blitz, w puli 50 tysięcy dolarów

Fani czołgów powinni już teraz zaznaczyć sobie w kalendarzu najbliższy piątek oraz sobotę. To wtedy właśnie rozegrana zostanie bowiem europejska edycj...