wykorzystano fot. będące własnością StarLaddera, Astralis i Teamu Envy

Ile dałbym by zapomnieć transfery te… Najgorsze ruchy w CS:GO w 2020 roku

W 2020 roku egzystowaliśmy w innym esportowym świecie, świecie definiowanym przez pandemię, świecie bez turniejów lanowych. Nie zmieniła się za to jedna rzecz, czyli transfery. Jak zawsze, możemy pogrupować je według dwóch kategorii. Dziś na warsztat weźmiemy takie ruchy, które zainteresowany zawodnik lub organizacja chcieliby wycofać, gdyby wehikuł czasu nie był tylko wytworem wyobraźni.

Ważna uwaga: zestawienie jest całkowicie subiektywne, a kryteria wyboru w niektórych przypadkach nie są stuprocentowo związane z wynikami drużyny tudzież indywidualną dyspozycją gracza.

Markus „Kjaerbye” Kjærbye

wolny zawodnik FaZe Clan

Działacze FaZe Clanu to taki typ ludzi, których teoretycznie stać na obiad w gustownej knajpie, ale jednak udają się do najbliższego fastfooda i mają złudne nadzieje na porównywalne doznania smakowe. Mówiąc już zupełnie poważnie, w trakcie przerwy wakacyjnej organizacja miała na talerzu Alexa „ALEXA” McMeekina, prowadzącego, który być może rozwiązałby odwieczny problem z dowodzeniem. Niemniej klub, nie po raz pierwszy, skosztował dania klasy budżetowej, tym razem w postaci Markusa „Kjaerbye” Kjærbye, co dla mnie jest dosyć symptomatyczne. FaZe chciało ALEXA, brytyjski zawodnik był gotowy poprowadzić drużynę, a kwota jego wykupu z Teamu Vitality mieściła się w granicach rozsądku. Mimo to McMeekin nigdy do FaZe nie dołączył, podczas gdy Kjaerbye, tak jak przypuszczano, nie zbawił międzynarodowego zespołu. Żeby nie było: nie winię za to tylko Duńczyka. 22-latek nie mógł przecież powiedzieć Nikoli „NiKo” Kovačowi i spółce, że nie zaakceptuje oferty i radzi im spróbowanie z kimś innym. Triumfator Majora przez ostatnie dwa lata pożegnał się ze statusem topowego gracza na świecie, wobec czego nie mógł pozwolić sobie na przepuszczenie takiej okazji. Pytanie tylko, jak można było wybrać go ponad ALEXEM. FaZe to FaZe, tego nie zrozumiesz.

Jakob „JUGi” Hansen

wolny zawodnik Astralis

Z nie każdego darmowego wzmocnienia można wyciągnąć sportowe i materialne korzyści. Astralis wyszło świetnie na transferze Patricka „es3taga” Hansena, czego nie powiemy już o Jakobie „JUGim” Hansenie. Angaż byłego snajpera m.in. North, OpTic Gaming czy Heroic przez czołową drużynę globu był na swój sposób historyczny, bo oznaczał rozszerzenie złotego składu o dodatkową osobę. Niedługo po zakontraktowaniu 23-latka Astralis otrzymało dwa bolesne policzki kadrowe, gdyż na urlop medyczny w krótkim odstępie udali się Lukas „gla1ve” Rossander oraz Andreas „Xyp9x” Højsleth. JUGi nadspodziewanie szybko został zatem wezwany na serwer, rozgrywając w sumie 15 map w trykocie z czerwoną gwiazdką na przełomie maja i czerwca. I na tej wartości licznik się zatrzymał, ponieważ przed kolejnym turniejem na rozkładzie Astralis, sierpniowym ESL One Cologne, Hansena już w organizacji nie było. Okej, w zasadzie czterokrotni mistrzowie Majora nie nadwyrężyli swojego budżetu na ściągnięciu snajpera, aczkolwiek nie łapię, dlaczego w ogóle dali mu szansę, jeśli został zwolniony po niecałych trzech miesiącach. Wydaje mi się, że przy otwieraniu sześcioosobowej kadry Duńczycy nie do końca wiedzieli, jakie kryteria powinni spełniać wybrańcy i jak zarządzać rezerwowymi. I tak w sumie to do dzisiaj tego nie wiedzą…

Lucas „Bubzkji” Andersen

MAD Lions Astralis

… na co dowodem może być Lucas „Bubzkji” Andersen. Już w czerwcu pojawiły się szokujące plotki, że 22-latek jest na wylocie z MAD Lions. Oczywiście, nie chodziło raczej o powody czysto sportowe, wszak Bubzkji do spółki z Frederikiem „acoRem” Gyldstrandem byli głównymi twarzami Lwów. To, co zostało przekazane w doniesieniach, spełniło się miesiąc później – MAD Lions potwierdziło exodus Andersena, zaś Astralis jednocześnie poinformowało o nabyciu zawodnika. W tamtym momencie kreowała się tylko jedna sensowna wizja sprowadzenia Bubzkjiego przez utytułowaną formację. Mianowicie taka, że Andreas „Xyp9x” Højsleth i/lub Lukas „gla1ve” Rossander nie wrócą już nigdy do wyjściowej piątki Astralis. Trudno było bowiem uwierzyć, że były reprezentant MAD Lions miałby przystać na bycie tylko szóstym lub siódmym graczem. Nie wiemy, jakie dokładnie ustalenia zapadły między stronami, ale prawda jest taka, że Astralis schowało duńską armatę do składziku i tylko od święta wystawia ją na plac boju. Od sierpnia Bubzkji zagrał dla nowego klubu dokładnie 15 map… tyle samo co swego czasu JUGi, tyle że jemu zajęło to trzy tygodnie, a nie parę miesięcy. Na miejscu Andersena szczerze zastanowiłbym się, czy nie pójść drogą es3taga. Obecna sytuacja absolutnie działa na szkodę jego kariery. 

Elias „Jamppi” Olkkonen

wolny zawodnik ENCE

Gdy Jamppi, ku zaskoczeniu wszystkich, w kwietniu został częścią ENCE, skala oczekiwań wobec jego osoby zbudowana na podstawie występów na poziomie tier 3 i gier w FACEIT Pro League była przeogromna. Według mnie społeczności delikatnie odbiło. Jasne, losy Fina układały się w podobny sposób, co Mathieu „ZywOo” Herbauta – też był on zwyczajnie o klasę lepszy od wszystkich przeciwników, z którymi mierzył się pod banderą SJ Gaming. Niemniej, obu Panów różnią dwie fundamentalne kwestie: po pierwsze, Team Vitality i ENCE to jak niebo i ziemia, po drugie, Herbaut nie musiał dostosowywać się do innej roli. Powiedzieć, że ENCE nie jest wymarzonym miejscem dla nastoletniej perły do ruszenia w świat, to kolosalny eufemizm. Szczególnie dziś, kiedy jesteśmy już mądrzejsi o problemy i kwasy w ekipie. Nie będę ganił Jamppiego za mizerne liczby, choć na pewno mógł dać z siebie więcej. Nie mogę natomiast nie przytaszczyć głazu do ogródka ENCE, które zamiast zidentyfikować wąskie gardła, chwyciło się wschodzącego gracza i na dodatek kazało mu odejść od tego, co umie robić najlepiej. Całe szczęście, że ten cyrk na kółkach kierowany przez Aleksiego „allu” Jalliego najprawdopodobniej zniknie nam z oczu. 

Michał „MICHU” Müller

wolny zawodnik Team Envy

Polscy kibice mogli zastanawiać się, czy rodzimy skład CS:GO zwolniony przez Virtus.pro będzie trzymał się razem. Wszelkim rozważaniom kres położył MICHU, który na początku stycznia poinformował o opuszczeniu drużyny. Zawodnik z Grudziądza od dłuższego czasu intensywnie pracował nad językiem angielskim, aby być przygotowanym na podjęcie międzynarodowego wyzwania. Müller, niczym wybitny szachista, czuł pismo nosem i przewidział rozpad VP. Wiatr poniósł go aż za ocean, do Teamu Envy – wielkim orędownikiem podpisania umowy z naszym rodakiem był nowo mianowany szkoleniowiec ekipy, Nikola „LEGIJA” Ninic. Amerykański sen? Prędzej amerykański koszmar, zarówno dla MICHA, jak i dla nas, osób życzących 22-latkowi jak najlepiej. Polak i Buğra „Calyx” Arkın momentami stawali na rzęsach, żeby Envy wygrywało mapy lub całe spotkania. Niestety, kij w szprychy Envy swoimi „popisami” wkładali Ryan „ryann” Welsh i Kaleb „moose” Jayne, zwłaszcza ten pierwszy. W sierpniu, ku uciesze wszystkich, hamulcowi wylądowali poza składem, ale powrót LEGIJI do roli gracza nie zwiastował lepszych dni dla zespołu. Generalnie ten rok dla Envy i samego MICHA był rokiem straconym. Miejmy nadzieję, że w 2021 organizacja sięgnie głębiej do portfela celem stworzenia konkurencyjnej piątki, adekwatnej do potencjału Müllera czy Arkına, wszak długoterminowe prowadzenie dywizji w obecnym kształcie mija się z celem ponad wszelką wątpliwość. 

Tagi: , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Mistrz świata z 2016 roku zasila szeregi KT Rolster

Karuzela transferowa w League of Legends powoli dobiega końca. Dokładniej mówiąc, w zachodnich regionach okienko się już praktycznie zakończyło. Inacz...