STS
fot. Riot Games/Yicun Liu

COFNIJCIE, NIE GOŃCIE! – czyli dlaczego Fnatic przegrało pierwsze dwie gry w LEC

Starsi fani LoL-a na pewno pamiętają tytułowy cytat z Parszywej Piątki Veggiego, czyli programu, który był prowadzony przez Fryderyka Kozioła dobre kilka lat temu. Jak jednak mogliśmy się przekonać w minionej kolejce League of Legends European Championship, metody szkoleniowe byłego już trenera legendarnego Teamu ROCCAT mogłyby się sprawdzić nawet teraz w najlepszej europejskiej lidze. Fnatic w spotkaniach z Misfits Gaming oraz Rogue miało naprawdę niezłą sytuację, jednakże w kluczowych momentach zabrakło okrzyku „COFNIJCIE, NIE GOŃCIE” przez co ostatecznie mecze te zostały przegrane. Dzisiaj wezmę pod lupę oba spotkania i pokażę wam, dlaczego gry ostatecznie przebiegły po myśli rywali pomarańczowo-czarnych.

Outscalujemy? Co z tego, WALCZYMY!!!!

Zacznijmy od przeanalizowania obu kompozycji. Tak wyglądał draft w grze, którą omawiamy:

Ogólnie po tym, co tu widzimy, można śmiało stwierdzić, że w późniejszych teamfightach nie powinno być większego problemu. Zarówno Viktor jak i Kai’Sa po trzecim przedmiocie zaczynają być niesamowicie silni, a poke od Zoe nie powinien być ogromnym problemem, gdyż Fnatic ma sporo narzędzi do wejścia. Leona, Hecarim czy Gragas mogą na zawołanie zaatakować w rywali, a doskakująca do tego Kai’Sa i Viktor z backlane’u mogą dokładać tony obrażeń.

Problemem może być jednak wczesna faza gry. Jak wiadomo Renekton jest dosyć opresyjny na niższych poziomach, jednakże Gragas powinien „sprowadzić go do parteru”. Co prawda, sam na tej linii nie jest w stanie za wiele zdziałać, ale wyjście równo z Krokodylem to prawie jak wygrana. Na midzie również Viktor potrzebuje ewolucji oraz kilku przedmiotów, żeby zacząć coś działać w teamfightach, natomiast na linii nie powinien mieć większego problemu.

Dolna alejka jest wyrównana, chociaż ogólnie wiadomo, iż Xayah jest całkiem niezłym matchupem w Kai’Sę, a Leona nie jest fenomenalnym wyborem w Galio. Biorąc jednak pod uwagę, że Taliyah będzie chciała grać na samym początku pod Renektona, to prawdopodobnie Upset i Hylissang będą dyktowali warunki na tej linii i grozili gankiem od Selfmade’a. Oba duety skalują się bardzo podobnie. Pozostała nam dżungla, w której to Taliyah szybciej farmi i ma łatwiejszy setup do ganków, chociażby na topie, jednakże Hecarim na dwóch przedmiotach może z łatwością wejść w rywala i świetnie współgra z Kai’Są.

Wiedząc to, musimy omówić plan na grę obu formacji. Misfits na pewno będzie chciało rozpędzić Renektona i wraz z nim dominować wczesne fazy gry. Dodatkowo Xayah i Galio są nieco mocniejsi we wczesnych etapach, co oznacza, że powinni podejmować pierwsze dwa smoki. Fnatic za to nie powinno mieć problemu z oddaniem ich. Owszem, wzięcie takiego drake’a byłoby super biorąc pod uwagę, jak bardzo ta kompozycja się skaluje, ale walka wymagana będzie dopiero na trzecim smoku, kiedy Kai’Sa i Viktor będą mieli ewolucje, a Hecarim i Gragas pierwsze przedmioty.

Kluczowy teamfight

Przenieśliśmy się szybko do 14. minuty gry, kiedy to wstał drugi ze smoków. Jak możemy zobaczyć, Fnatic ma na swoim koncie już jednego potwora, przez co nie musi się martwić o wczesną stratę duszy. Tak naprawdę Upset mógłby w tym momencie zgarniać za darmo złoto z topa, a gdyby poszedł tam kilkadziesiąt sekund wcześniej, to miałby do swojej dyspozycji także plate’y, bowiem 14. minuta dopiero wybiła. Powtórzę: Fnatic absolutnie nie musi tego smoka brać.

Zerknijmy na przedmioty – Renekton jest w swoim najmocniejszym punkcie, bowiem złożył Goredrinkera, natomiast Gragas jeszcze w zasadzie niczego nie ma. Taliyah oraz Hecarim stoją bardzo podobnie, jednakże jeżeli drużyna czerwona nie zoneshotuje kogokolwiek w teamfighcie, to później dużo bardziej użyteczna będzie Taliyah, która po prostu będzie trzymała rywali na dystans. Jeżeli chodzi o środkową alejkę, to również jest całkiem podobnie, jednakże na tym etapie gry zdecydowanie faworyzowałbym Zoe, bowiem Viktor nie ma jeszcze kluczowych przedmiotów, a dodatkowo Vetheo ma 5 stacków na Dark Sealu, co niewątpliwie zwiększa mu możliwości i siłę poke’u.

Dolna alejka to trochę trudniejszy temat. Kai’Sa co prawda nie ma jeszcze przedmiotu, jednakże zwróćmy uwagę, że Noonquiver, Pickaxe oraz Serrated Dirk dają jej dostęp do wyewoluowanego Q, co jest dla niej ogromnym powerspikiem. Z drugiej jednak strony podobnie pierwszy powerspike osiągnęła Xayah, która ma już Galeforce’a i Berserker’s Greaves. Jestem przekonany, że na ten moment Fnatic może kogoś wyłapać, ale jeżeli walka potrwa dłużej, to zdecydowanie poke Zoe i Taliyah, Renekton używający kilka razy Goredrinkera, a także Xayah mogąca wyrzucić wiele piórek okażą się silniejsi.

Fnatic udało się wyłapać Vetheo, jednakże stojący w dobrej i bezpiecznej pozycji Razork chwilę później posłał do grobu Selfmade’a. Po tej wymianie oraz drugiej próbie wejścia przez Fnatic sytuacja wygląda w ten sposób:

Wszyscy możemy się zgodzić, że Fnatic może bezproblemowo w tej chwili się wycofać. Po tym jednak, co robi Gragas, ewidentnie widzimy, jakie ma zamiary. Za moment wejdzie body slamem w Renektona i umrze w mgnieniu oka. Czy było to potrzebne? Oczywiście, że nie. Co sobie myślał? Nie wiem. Może nie wiedział, w którym miejscu stoi Taliyah? Może zakładał, że jest bardziej tanky? W obu przypadkach powinien się spodziewać, co się zaraz stanie. Walka zakończyła się ace’em na konto Misfits, które później nie wypuściło już przewagi trzech tysięcy złota i pewnie triumfowało w spotkaniu. A wszystko przez tę jedną, niepotrzebną inicjację ze strony Bwipo. Jest to jednak pierwszy znak, że we Fnatic w tym momencie nie ma tego gracza, który krzyknie „COFNIJCIE, NIE GOŃCIE!”, przez co z nieznanych mi przyczyn pomarańczowo-czarni wolą sflipować grę niż zagrać poprawnie.

Smok? A po co mi to

Pomyślicie, że sytuacja z meczu z Misfits to wypadek przy pracy. Czasem się zdarza, prawda? Kto kiedykolwiek był członkiem jakiejkolwiek drużyny, ten wie, że podczas scrimów zdarzają się takie gierki, gdy gracze chcą się bić cały czas. A że LEC jest w tym momencie rozgrywane z domów, to pomarańczowo-czarni może poczuli się jak podczas sparingu i zdecydowali, że chcą się, mówiąc kolokwialnie, „walić”.

Ta teoria może i miałaby sens, gdyby nie to, co wydarzyło się dzień później. Bo, uwaga, stało się dokładnie to samo. Zanim przejdę do omówienia całej sytuacji, to najpierw przedstawię wam draft i plan na grę obu formacji.

Tutaj sytuacja wygląda podobnie, jak w poprzednim starciu. W skrócie: Rogue chce we wczesnych fazach gry wraz z użyciem globalnych ultów wyprowadzić do przodu czy to Renektona, czy Kai’Sę i potem bić się o duszę. Ze względu na silniejszego dżunglera we wczesnym etapie rozgrywki oraz midlanera, który ma kontrolę nad linią, to właśnie Łotrzyki powinny brać pierwsze smoki. Pomarańczowo-czarni mogą śmiało bić się na trzecim smoku, jednakże pełną siłę osiągają po zdobyciu przez Apheliosa trzech przedmiotów. Kiedy ten będzie miał Kraken Slayera, Ruunan’s Huriccane oraz Infinity Edge, to Rogue w zasadzie nie ma na niego żadnej odpowiedzi i Upset będzie miał możliwość bezproblemowego wykluczania przeciwnika za przeciwnikiem.

Game state w obecnej chwili jest tym, co zakładaliśmy przed rozpoczęciem gry. Co prawda Fnatic straciło trochę za dużo, próbując zanurkowania na bocie, jednakże gra wcale nie jest skończona. Dodatkowo, zgodnie z planem, pomarańczowo-czarnym udało się zabić Inspireda, co gwarantuje im darmowego smoka. Zgadnijcie jednak co Upset i spółka postanowili zrobić. Dokładnie tak – gonili swoich rywali. Po co? Może znowu myśleli, że mogli ich zabić i pewnie rzeczywiście mogli, grając dobrze, ale po co?

Jest to bardzo ryzykowne zagranie, kiedy w rzeczywistości można po prostu wziąć smoka, zresetować, naprawić wave na topie i bezproblemowo skalować się do trzeciego przedmiotu Apheliosa. Jak się jednak okazało, Fnatic postanowiło po raz kolejny sflipować gierkę, co wyszło drugi raz na niekorzyść reprezentantów legendarnej organizacji, którzy stracili dwóch kompanów, smoka oraz wieżę pierwszego poziomu na środku. Po tej walce Rogue ma 3000 złota przewagi, a najwięcej golda jest wpakowane w Larssena i Hans Samę, czyli dokładnie tam, gdzie Łotrzyki by chciały. To właśnie tylko te dwa herosy mają jakiekolwiek podejście do Apheliosa w późniejszej fazie gry.

Po tym teamfighcie przewaga Łotrzyków była co prawda całkiem spora, ale nic nie było rozstrzygnięte, jednakże trzy minuty później gracze Fnatic podjęli walkę w zasadzie o nic, przez co zginęli, stracili Nashora i przegrali grę.

Brak Rekklessa i Nemesisa = hulaj dusza?

Nie wiemy jak wygląda komunikacja w szeregach Fnatic. Przyjaciel Nemesisa, LS, wspomniał raz na swojej transmisji, że w szeregach tej ekipy nie ma teraz gracza, który będzie głosem rozsądku mówiącym kilkukrotnie wcześniej wspomniane „cofnijcie, nie gońcie”. Nie wiemy, czy zostało to powiedziane bardziej w żartach, czy na poważnie, jednakże na pewno po pierwszym tygodniu możemy stwierdzić, iż wicemistrzowie Europy mają z tym problem. W kolejnym meczu z Schalke co prawda Upsetowi i spółce udało się niczego nie forsować i wygrali mecz outscalując.

Zobaczymy, czy w tym tygodniu będzie w tym aspekcie lepiej. Dzisiaj Fnatic podejmie Team Vitality, a jutro zmierzy się z MAD Lions. Szczegółowe informacje o LEC 2021 Spring znajdziecie w naszej relacji tekstowej:

Tagi: , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Od 2:0 do 2:2 – ostatnia szansa HONORIS na awans w Snow Sweet Snow

Z nieba do piekła – tak w skrócie można opisać drogę HONORIS w drugiej fazie Snow Sweet Snow. Rodzima formacja CS:GO rozpoczęła zmagania od dwóch zwyc...