STS
MSI 2021, grupa A
Wykorzystano zdjęcia należące do Riot Games oraz Riot Games/David Lee

Faworyt, czarny koń (z rogiem) i wielka niewiadoma. Przedstawiamy grupę A na MSI

Proszę Was o wzięcie głębokiego oddechu przez nos i przytrzymanie go przez kilka minut, mając w pamięci występ polskich drużyn na European Masters sekund. Czujecie ten zapach? Nie, to nie perfumy ani wyczekiwana przez wielu prawdziwa wiosenna aura – tak pachnie zbliżający się wielkimi krokami Mid-Season Invitational. Zapach nie dość, że prawie zapomniany (bo od ostatniej edycji MSI minęły prawie dwa lata), to w dodatku nieco inny niż wcześniej, patrząc na szatę graficzną oraz format rozgrywek.

Mimo że jeszcze nie dobiegło końca nieszczęsne dla polskich formacji EU Masters, to tuż za rogiem jest już kolejna edycja turnieju śródsezonowego. Do startu pozostało raptem kilka dni, które wypełnimy Wam przybliżeniem sylwetek wszystkich uczestników, jak również innymi artykułami poświęconymi właśnie MSI. A zaczynamy od grupy A, żeby nie podawać w wątpliwość sensu nauki alfabetu od najmłodszych lat.

Mało nas, mało nas, do pieczenia chleba…

Pierwsze, co rzuca się w oczy po szybkim zerknięciu na listę drużyn w tym zbiorze, to dość mała ich liczba (drużyn, nie oczu). Tych, którzy nie przykuwali uwagi do wydarzeń około emesajowych, informujemy teraz – początkowo w grupie A miały znaleźć się cztery drużyny, ale w związku z trudnościami w przemieszczaniu się do i z Wietnamu, mistrzowie tamtejszej ligi musieli wycofać się z udziału w MSI. Więcej informacji znajdziecie w poniższym artykule.

CZYTAJ TEŻ:
Zmiana na liście uczestników MSI 2021! Jedna z drużyn nie może wziąć udziału w turnieju

A ponieważ grupy MSI były znane już wcześniej + po wycofaniu się GAM Esports pozostało jedenaście uczestników, zmiana formatu nie była opcją (poza jedną modyfikacją, o której za moment). Zamiast tego o awans z grupy oznaczonej pierwszą literą alfabetu powalczą tylko trzy ekipy – a więc zamiast dwóch wyeliminowanych, z rozgrywkami pożegna się tylko jedna. Jednak, aby nie zmieniać w większym stopniu harmonogramu i liczby meczów podczas poszczególnych dni, zdecydowano się rozszerzyć zmagania do aż czterech rund w systemie kołowym (czyli każdy z każdym rozegra po cztery starcia, dając łącznie i tak 12 spotkań tak, jak w przypadku innych grup. Just math things).

Wschodni, wschodniejszy, najwschodniejszy (?)

Wiemy już, kogo nie zobaczymy, więc czas przejść do bardziej konkretnych wieści, czyli kto zagra. Do Islandii wszyscy trzej uczestnicy przybyli niczym biblijni Mędrcy – ze wschodu. Ich nie prowadziła jednak Gwiazda Betlejemska, a sama wieść o MSI-jaszu i wszyscy trzej zamiast rozmaitych podarunków zabrali złoto, wywalczone na przestrzeni ostatnich miesięcy w boju w ramach swojego regionu.

Czy królewska drużyna odzyska kolejną koronę?

Pierwszym z nim jest dawny król Chin, który po latach odzyskał koronę i na nowo będzie jedynym reprezentantem Państwa Środka na arenie światowej. Mowa tu o Royal Never Give Up, które dla wielu chińskich fanów przez lata było główną drużyną do obserwowania. Wówczas w dużej mierze przyczyniła się do tego legenda tamtejszej sceny, Jian „Uzi” Zi-Hao, ale nawet mimo braku swojego ikonicznego strzelca RNG zdołało wrócić na tron.

Nazwę Royal Never Give Up z pewnością kojarzą fani globalnych rozgrywek League of Legends, zwłaszcza z roku 2018, kiedy to zespół ten po raz pierwszy mógł świętować triumf w turnieju rangi światowej. I choć w porównaniu do mistrzowskiego składu sprzed trzech lat zmieniło się sporo (pozostało tylko dwóch graczy), to spośród wszystkich uczestników tej edycji MSI jest to jedyny zespół, który ma szansę odzyskać tytuł mistrza. Pozostali będą walczyli tylko o pierwszy triumf na tych prestiżowych zawodach. a większość z nich i tak ma na to nikłe szanse.

Wróćmy jednak do grupy A pierwszej fazy MSI. Patrząc na ostatnie wyniki drużyn z Chin, jak również na RNG podczas wiosennego splitu LoL Pro League, trudno nie stawiać zespołu Li „Xiaohu” Yuan-Hao w roli jednego z faworytów nawet do ostatecznego triumfu. Sam awans do drugiej fazy grupowej wydaje się być wyłącznie formalnością – i to nie tylko ze względu na mniejszą liczbę drużyn w grupie A. Nawet gdyby GAM Esports zagrało na MSI, i tak głównym faworytem do wyjścia z tego koszyka, a być może wręcz do zanotowania perfekcyjnego bilansu, byłoby Royal Never Give Up. A bez reprezentantów Wietnamu zadanie RNG będzie tylko łatwiejsze.

Duża w tym zasługa zarówno wspomnianego Xiaohu, jak i Shi „Minga” Sen-Minga, czyli dwóch zawodników, którzy razem z m.in. Uzim w 2018 mogli świętować mistrzostwo MSI. Co prawda obaj musieli dostosować się do nowych sytuacji – Ming do nowego botlanera, Xiaohu zaś do całkiem nowej roli, ale obaj poradzili sobie fantastycznie na przestrzeni ostatnich miesięcy i to właśnie w ich kierunku napłynęło najwięcej pochwał po sukcesie RNG. Teraz wracają – już z nowymi kompanami – na arenę globalną, ale cel jest ten sam.

Niby taki jednorożec, a jednak koń. Czarny koń

Powstrzymanie RNG przed awansem będzie niezmiernie trudnym zadaniem i trudno nie odnieść wrażenia, że główna walka odbędzie się między dwoma pozostałymi uczestnikami o drugą premiowaną awansem lokatę. Jednym z nich będzie Unicorns of Love, które wieloletnim fanom europejskich rozgrywek kojarzy się zapewne z Kissem „Vizicsacsim” Tamasem na topie, Zdravetsem „Hylissangiem” Galabovem na pozycji wspierającego czy też Fabianem „Sheepym” Mallantem w roli szkoleniowca. I choć ten ostatni wciąż piastuje swoje stanowisko, to w zasadzie na tym podobieństwa do UOL sprzed lat się kończą. Od wprowadzenia franczyzy do Europy, Jednorożce walczą już w głównej lidze Wspólnoty Niepodległych Państw, gdzie radzą sobie – nie ma się co oszukiwać – wręcz idealnie.

Na cztery jak dotąd rozegrane splity Unicorns of Love zawsze kończyło na samym szczycie, będąc reprezentantem LoL Continental League na światowych rozgrywkach. Co ciekawe, w każdym z finałowych starć podopieczni Sheepy’ego mierzyli się z innym rywalem, ale w każdym z tych meczów to UOL było górą. Powstrzymać Jednorożców nie było w stanie ani Vega Squadron, ani RoX, ani nawet Gambit Esports, czyli ikona esportowej sceny w Rosji. Dominacji UOL nie zatrzymała nawet wyjątkowo słaba faza zasadnicza minionego splitu, w której zespół ten zajął dopiero czwartą lokatę – w play-offach ekipa niemieckiego szkoleniowca zwyciężyła najpierw Gambit, a później CrowCrowd, zdobywając czwarte mistrzostwo LCL z rzędu.

Mówiąc o Unicorns of Love nie sposób przejść obojętnie wobec składu tej formacji, który na przestrzeni ostatnich dwóch lat dokonał łącznie tylko trzech zmian – i wszystkie trzy dotknęły dolną linię. Vladislav „BOSS” Fomin, Kirill „AHaHaCiK” Skvortsov oraz Lev „Nomanz” Yakshin od samego początku działalności UOL na rosyjskiej scenie są częścią tego zespołu i razem z nią od lat niepodzielnie rządzą w regionie CIS. Do tego dochodzi Aleksandr „SaNTaS” Lifashin, który choć wcześniej walczył ramię w ramię z tymi zawodnikami jeszcze pod banderą Vega Squadron, to dopiero jako gracze UOL kwartet ten miał okazję pokazać się na mistrzostwach świata. Podczas ostatniej edycji Worlds udało się nawet wywalczyć awans do głównego turnieju – warto dodać, że jako jedyna drużyna reprezentująca tzw. wildcard, czyli dawniej ligi niższego szczebla.

To ostanie zdanie może być najlepszym dowodem na to, że jeśli mamy już wskazywać jakąś drużynę jako „czarnego konia” turnieju, to w gronie tym na pewno Unicorns of Love znaleźć się musi. Jedyną różnicą w porównaniu do zeszłorocznego składu, który mogliśmy oglądać na Worlds, jest botlaner… a w zasasdzie botlanerzy, bo do Islandii polecieli zarówno Stanislav „Lodik” Kornelyuk, jak i Antonio „Frappii” Botezatu. Ponieważ na przestrzeni całych play-offów i ostatnich kilku meczów fazy zasadniczej to Rosjanin był wyjściowym marksmanem, możemy przyjąć, że to on będzie pierwszym wyborem przy kompletowaniu głównej piątki. Niezależnie jednak od tego, kto zagra, to właśnie strzelcy Jednorożców będą największymi niewiadomymi podczas tego turnieju – przynajmniej jeśli chodzi o dyspozycję UOL.

Odwróćcie tabelę, Pentanet.GG na czele?

W kwestii jeszcze większych niewiadomych na MSI 2021 daleko nie musimy szukać. Wystarczy, że spojrzymy na trzecią drużynę w grupie A, czyli Pentanet.GG. Reprezentanci nowych rozgrywek Australii i Oceanii co prawda walczyli już o mistrzostwo tego regionu jeszcze w ostatnim roku działalności Oceanic Pro League, ale wówczas nie udało im się zająć choć miejsca na podium play-offów, nie wspominając o możliwości reprezentowania na arenie globalnej. W ich przypadku powiedzenie „do trzech razy sztuka” okazało się prawdziwe – wreszcie udało im się wywalczyć slota na turnieju, gdzie będą reprezentować swój cały kontynent.

To „wreszcie” tyczy się nie tylko samej organizacji, ale również – a może i przede wszystkim – zawodników. Poza Brandonem „BioPantherem” Alexandrem, który jeszcze w 2018 roku jako zawodnik Dire Wolves zagrał na Worlds, żaden z graczy nie miał okazji wystąpić na prestiżowych zawodach rangi co najmniej równej MSI (owszem, Rift Rivals i All-Star nawet nie zamierzamy próbować stawiać na równi, bo to chyba podpada pod herezję). Ba, tylko wspierający formacji, Daniel „Decoy” Ealam, może pochwalić się zajęciem miejsca na podium australijskiej ligi (poza, rzecz jasna, wspomnianym BioPantherem). Pozostała trójka częściej walczyła o same play-offy, albo wręcz musiała bronić się przed spadkiem z ligi.

Zbierzmy to wszystko do kupy – zawodnicy w większości bez doświadczenia na arenie międzynarodowej, grający razem dopiero jeden split (choć duet top-strzelec od półtora roku, a tercet top-dżungler-strzelec od roku, to na pewno na plus), reprezentujący region, który pięknej historii na scenie globalnej zdecydowanie nie ma. Próba stawiania Pentanet.GG jako potencjalnego zagrożenia dla RNG może zakończyć się pojmaniem przez służby zdrowia, ale nawet w porównaniu do Unicorns of Love PGG wypada blado. I tak jak w przypadku ekipy z Chin trudno sądzić, że absencja GAM Esports miałaby wpływ na ich dominację w tej grupie, podobnie sprawa ma się z szansami Pentanet.GG na awans. Są matematycznie większe, ale dalej prezentują się marnie.

Grupa A na MSI okiem ekspertów

Tyle ode mnie, oddaję głos do studia w Warszawie. Yyy, to znaczy do naszych ekspertów z Polsat Games (i nie tylko), których poprosiliśmy o komentarz dotyczący zbioru A.


fot. YouTube/Polsat Games
Wieść o absencji drużyny z Wietnamu sporo namieszała w odbiorze grupy A. Oczywiście, pierwsze miejsce jest z góry obsadzone – wątpię, żeby Royal Never Give Up spektakularnie powinęła się noga, ale pojedyncze mapki mogą pooddawać. A komu? Spośród Unicorns of Love i Pentanet.GG, rosyjska formacja wygląda na bardziej poukładaną – utrata Gadgeta i zastąpienie go dosyć „akuratnym” Lodikiem bardzo mocno wygładziła UOL, które pamiętamy choćby z Mistrzostw Świata. Co do PGG, niestety nie będę obiektywny – bardzo lubię australijską scenę i zawsze w reprezentantach regionu szukam underdogów, którzy mogą utrzeć nosa. Trzeba jednak powiedzieć, że ani skład Pentanetu nie jest jakoś po brzegi wypakowany talentem, ani region nie przyniósł Australijczykom dobrego przygotowania. Ostatecznie typuję następująco: RNG, UOL, PGG.

Michał „myha” Francuz

MSI pod pewnymi względami wydaje się być turniejem nawet bardziej wymagającym niż Mistrzostwa Świata. Wszak mamy tylko po jednym reprezentancie każdego regionu, więc w obecnym systemie naturalnie to przedstawiciele czołówki będą faworytami. Nie inaczej zapowiada się sytuacja grupy A, gdzie sprawy skomplikowała także pandemia, która uniemożliwiła udział reprezentantów Wietnamu. Ci z pewnością powalczyliby o drugie miejsce, zaraz po RNG.

W przypadku ekipy z LPL warto jednak podkreślić, że jest to zespół całkowicie chiński, bez zawodników „importowanych” z Korei. Niewątpliwie trzeba też zwrócić na Xiaohu, który nie jest może indywidualnie najlepszym toplanerem na świecie, ale przymusowa zmiana roli na skutek nieudanego okienka transferowego okazała się błogosławieństwem, które przyniosło także powiew świeżości weterana składu. Reprezentanci Państwa Środka z pewnością są nie tylko mocnym faworytem w grupie, ale mogą także powalczyć o czołowe lokaty turnieju.

Ciekawsza będzie z pewnością walka o drugie miejsce, w której zmierzy się Pentanet.GG z Oceanii oraz rosyjskie Unicorns of Love, do których obecności coraz bardziej przyzwyczajamy się na międzynarodowych wydarzeniach. W przypadku przedstawicieli LCO warto zwrócić uwagę na junglera Pabu, znanego m.in. z drugiego miejsca w turnieju 1 vs. 1 gdzie pokonał Fakera czy Rookiego, ale także z kolorowych włosów i równie barwnej osobowości. Graczem, który także zasługuje na nieco więcej renomy jest Praedyth, kontynuujący tradycję niezłych strzelców Oceanii. Jednakże wydaje się jednak, że to raczej Unicorns of Love z legendarnymi już Nomanzem i AHaHaCiKiem na czele będzie mocniejszym kandydatem do wyjścia z okrojonej grupy.

Tomasz „TheFakeOne” Milaniuk


fot. Ultraliga/Radosław Makuch
fot. Ultraliga/Radosław Makuch Zacznijmy od tego, że mogę się założyć, że nie będziecie w stanie (bez sprawdzania) wymienić ani jednego nicku z ligi LCO. Tak, Australia po utracie ligi OPL podupadła, stracili wszystkich swoich renomowanych graczy. Chociaż powstały rozgrywki od ESL, to Pentanet.GG będzie skazane na pożarcie w tej grupie. Unicorns of Love to stara, sprawdzona formuła z drobną zmianą na bocie, a RNG wygrało monstrualne play-offy LPL. Niczego tu nie poszukamy, go next.

Michał „Avahir” Kudliński

Royal Never Give Up pochodzi z najbardziej skillowego regionu na świecie. Nie widzę opcji, by ktokolwiek ugrał przeciw tej drużynie chociażby mapę. Unicorns of Love lubię i kibicuję Nomanzowi, bo grałem z nim w Rosji jeszcze w 2017 roku. Co do Pentanet.GG – szczerze trudno cokolwiek mi powiedzieć na temat tej drużyny. Ostatecznie stawiam RNG > UOL > PGG.

Paweł „delord” Szabla


fot. Ultraliga/Radosław Makuch

Nie chcę Wam odradzać oglądania rozgrywek albo sugerować, że powinniście robić coś bardziej pożytycznego w momencie transmisji, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi (głosy ekspertów należą do tych drugich) sugerują, że zaciętej rywalizacji nie mamy co się spodziewać. Royal Give Up bardzo pewnie na pierwszej lokacie, Unicorns of Love przekonująco na drugiej lokacie, Pentanet.GG może próbować, ale cudów nie ma co oczekiwać.


Pierwsze mecze w ramach grupy A czekają nas 6 maja o godzinie 17:00. Na inaugurację zmagań w tym zbiorze Royal Never Give up podejmie Pentanet.GG, a następnie reprezentanci Australii zmierzą się z Unicorns of Love. Pełny harmonogram i więcej informacji dotyczących Mid-Season Invitational 2021 zapraszamy do naszej relacji tekstowej:

fot. Riot Games
Tagi: , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Świetni KEi i Snax, czyli droga Anonymo na Flashpointa w liczbach

Sześć spotkań, czternaście map i niezliczona dawka pozytywnych emocji – oto zarys występu Anonymo Esports w zamkniętych kwalifikacjach do Flashpointa...