STS
fot. ESL/Adam Łakomy

Polska scena CS:GO podzielona

Podział na polskiej scenie CS:GO panował już od pewnego czasu. Dotychczas jednak tylko jedne rozgrywki były „jego ofiarą”, dzięki czemu drugie i tak były okazją, by obejrzeć w akcji całą krajową czołówkę. Ale to już przeszłość, bo nadchodzący jesienny sezon będzie stać znakiem podziałów tak dużych, jak jeszcze nigdy dotąd. Podziały obecne od lat W […]

Podział na polskiej scenie CS:GO panował już od pewnego czasu. Dotychczas jednak tylko jedne rozgrywki były „jego ofiarą”, dzięki czemu drugie i tak były okazją, by obejrzeć w akcji całą krajową czołówkę. Ale to już przeszłość, bo nadchodzący jesienny sezon będzie stać znakiem podziałów tak dużych, jak jeszcze nigdy dotąd.

Podziały obecne od lat

W poprzednich latach zdarzało się oczywiście, że niektóre formacje odpuszczały sobie Polską Ligę Esportową, bo z uwagi na brak podłączenia ligi pod jakikolwiek ekosystem uchodził ona za tę drugorzędną. ESL oferowało natomiast awanse na znaczące turnieje. To DreamHack Open, to znowu ESL European Championship, a w końcu przede wszystkim bilet na samo Intel Extreme Masters Katowice. Gra była zdecydowanie warta świeczki i nie zmieniał tego nawet fakt, że to PLE płaciło lepiej od ESL Mistrzostw Polski. Bo w ESL MP i tak każdy chciał grać i każdy grał – często także kosztem konkurencji, którą w przeszłości szerokim łukiem omijały np. nieodżałowany Team Kinguin, a ostatnio również Anonymo Esports oraz x-kom AGO, czyli absolutna nadwiślańska czołówka.

Trend ten zmienił się tej jesieni, gdy oficjalnie poinformowano, że w najbliższym sezonie mistrzostw Polski od krajowego oddziału ESL na pewno nie wystąpią Izako Boars, Illuminar Gaming i wspomniane już AGO. Trzy bolesne ciosy zadane prestiżowym rozgrywkom i to w momencie, gdy nadal są one najbardziej realistyczną przepustką na IEM-a. Strata ESL MP jest jednak zyskiem PLE, bo przecież zarówno Dziki Izaka, jak i iHG potwierdziły, że to właśnie na tej lidze zamierzają skupić się w drugiej połowie roku. Ta przecież zyskała nieco na znaczeniu dzięki temu, że podpięto ją pod cały cykl BLAST Premier i obecnie stanowi ona coś na wzór eliminacji do eliminacji do eliminacji do finałów BLASTA.

Żebyśmy się dobrze zrozumieli – nie deprecjonuję tutaj w żadnym wypadku PLE. Ba, włodarzom trzeba oddać, że zdawali sobie sprawę z oczekiwań i włączyli swoje rozgrywki do istniejącego już ekosystemu. Trudno zresztą nie odnieść wrażenia, że tak naprawdę współpraca z BLASTEM w obecnym kształcie z uwagi na stosowany format była jedną możliwą. Nie jest to oczywiście nadal bilet na IEM-a, ale to krok w zdecydowanie dobrą stronę, który w połączeniu z dużą jak na nasze standardy pulą nagród może faktycznie być magnesem dla formacji pokroju Illuminar, które faworytami ESL MP bynajmniej by nie były.

Dwóch mistrzów w jednym stało kraju

Jedni grają więc tutaj, a inni tam. Dobrze to czy nie dobrze? Z jednej strony taka rywalizacja oczywiście może mieć swoje plusy, bo przecież obaj organizatorzy zrobią zapewne wiele, by to właśnie u niego grała jak największa liczba przedstawicieli polskiego topu. A konkurencja może wyjść wszystkim tylko na dobre, zmuszając ich do wytężonej pracy i ciągłego rozwoju. Na tym wszystkim traci jednak sama rywalizacja oraz widz. Widz, który zapewne chciałby oglądać zmagania najlepszych z najlepszymi, ale nie będzie mieć takiej szansy, bo ESL MP i PLE się nie krzyżują. Nie ma żadnego superpucharu Polski, który wyłoni ten faktycznie najmocniejszy zespół w Polsce. Nie będzie miarodajnej odpowiedzi.

Najbardziej jednak na tym wszystkim powinny skorzystać zespoły, dla których normalnych okolicznościach w prestiżowych krajowych rozgrywkach miejsca by nie było. Wszak już w ostatnim sezonie PLE regularnie w szranki z najlepszymi stawały m.in. Creative AVEZ i PGE Turów Zgorzelec, a w najbliższej edycji ESL MP takich ciekawych, nieoczywistych drużyn będzie jeszcze więcej. The Lycans, M1 EDEN czy też Ungentium to składy, które od dłuższego czasu obecne były w Rankingu Cybersportu, ale których prawdopodobnie w mistrzostwach Polski by nie było, gdyby nie decyzje innych organizacji. Z drugiej strony o ile lepiej wyglądałoby, gdyby awansowały one nie dlatego, że nie ma kogoś wyżej notowanego, a mimo to?

Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby zapomniany już dziś projekt ELIGA (nadal czekamy na zapowiedziane na listopad 2018 efekty reorganizacji), faktycznie wystartował z własną ligą tak, jak to pierwotnie zapowiadał. Rozdrobnienie mogłoby być jeszcze większe. Na szczęście nie jest, ale marne to pocieszenie w sytuacji, w której jesteśmy obecnie, gdy niewykluczone, że taki krajowy klasyk, jak mecze x-komu AGO z MAD DOG’S PACT zobaczymy najprawdopodobniej jedynie w ESEA Premier.

Śledź autora na Twitterze – Maciej Petryszyn

Tagi: , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close
Fnatic LEC

"Jestem jednym z najlepszych midlanerów w Europie". Nisqy pewny siebie po zwycięstwie z G2

Wczorajszy triumf Fnatic nad G2 Esports zaskoczył wielu widzów League of Legends European Champonship. Nie można się dziwić, że pozytywnie zaskoczeni...