STS

Bezprzewodowe, bezproblemowe. Recenzja słuchawek CORSAIR HS80 RGB Wireless

Gamingowe słuchawki to rzecz z jednej strony trywialna, a z drugiej niezwykle ważna. Wszak to w dużej mierze od jakości naszych słuchawek zależy, czy będziemy w stanie usłyszeć przeciwnika wcześniej niż on nas zobaczy. Ważne więc, by sprzęt nas nie zawiódł, a jednocześnie prezentował wysoką jakość. Jeżeli więc szukacie czegoś takiego, to mam dobrą informację […]

Gamingowe słuchawki to rzecz z jednej strony trywialna, a z drugiej niezwykle ważna. Wszak to w dużej mierze od jakości naszych słuchawek zależy, czy będziemy w stanie usłyszeć przeciwnika wcześniej niż on nas zobaczy. Ważne więc, by sprzęt nas nie zawiódł, a jednocześnie prezentował wysoką jakość. Jeżeli więc szukacie czegoś takiego, to mam dobrą informację – po kilku tygodniach testów jestem przekonany, że CORSAIR HS80 RGB Wireless powinno spełnić wasze oczekiwania.

Specyfikacja

Słuchawki:

  • Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 40 kHz
  • Impedancja: 32 omy
  • Czułość: 109 dB (± 3 dB)
  • Przetworniki: 50 mm z magnesami neodymowymi
  • Waga: 367 g
  • Rodzaj połączenia: przewodowo i bezprzewodowo
  • Złącze ładowania: USB typu C
  • Kompatybilność: PC / Mac / PlayStation 4 / PlayStation 5

Mikrofon:

  • Pasmo przenoszenia: 100 Hz – 10 kHz
  • Czułość: -40 dB (± 3 dB)
  • Typ mikrofonu: wszechkierunkowy

Cena:

  • Sugerowana cena: 689 zł

Zawartość pudełka

Pierwszy kontakt z pudełkiem to klasyka, którą znać możemy już z innych produktów firmy CORSAIR. Mieszanina czerni oraz wściekłego żółtego nieodmiennie kojarzy się z producentem z Kalifornii, ale tym razem jest nieco inaczej. Mianowicie owe barwy nosi tylko obwoluta właściwego pudełka, które prezentuje się świetnie. Z zewnątrz minimalistyczna czerń z błyszczącymi elementami takimi jak logo CORSAIR. W środku zaś wieko pokryte gąbką, dzięki czemu umieszczony w plastikowym stelażu sprzęt ma pewną dozę amortyzacji od wstrząsów. Pod owym stelażem znajdziemy natomiast małe kartonowe pudełeczko z kablem od zasilania, adapterem USB oraz papierologią.

Właśnie, skupmy się na zawartości. Jak zostało już wspomniane, we wnętrzu boksu znajdziemy danie główne, czyli HS80 RGB Wireless, a ponadto kabel do ładowania zakończony z jednej strony wtyczką USB typu A, a z drugiej USB typu C, adapter USB typu A i m.in. instrukcję. Ta niestety nie posiada polskiej wersji językowej, co dla niektórych może być sporym minusem. Producent zaopatrzył nas natomiast w dodatkową wkładkę informującą o tym, że słuchawki wspierają technologię Dolby Atmos. To właśnie z niej dowiemy się, jak pobrać odpowiednie oprogramowanie Dolby Acces i już teraz zapewniam, że warto to zrobić.

Budowa i jakość wykonania

Same słuchawki zdecydowanie mają rzucający się w oczy, charakterystyczny wygląd. I nie chodzi tutaj nawet o diody LED na nausznikach, bo ich przecież i tak nie widzimy na dobrą sprawę w działaniu. Bardziej dotyczy to samego designu, na który zdecydował się producent, a który jest nietypowy, ale jednocześnie bardzo estetyczny. Całość wykonano z matowego czarnego plastiku wysokiej jakości, dzięki czemu sprzęt prezentuje się bardzo solidnie i mając go w rękach nie ma się wrażenia, że wystarczy jeden nieuważny ruch, a przypadkiem coś połamiemy. Ciekawym rozwiązaniem jest też umieszczony pod pałąkiem materiałowy pasek, na którym słuchawki opierają się o czubek naszej głowy. Ten jest regulowany, dzięki czemu można go dopasować do różnych wielkości w miarę potrzeb.

Pewną nowością było dla mnie wyłożenie muszli, bo dotychczas miałem do czynienia wyłącznie ze słuchawkami, których obicie wykonano ze skóry lub czegoś podobnego. CORSAIR w wypadku modelu HS80 RGB Wireless postawił jednak na zwykły materiał i ma to zarówno swoje plusy, jak i minusy. Do plusów na pewno należy zaliczyć fakt, że pod owym materiałem nasze uszy „oddychają”, co szczególnie latem będzie z pewnością rozwiązaniem korzystnym. Gracze wiedzą wszak, że nie ma nic gorszego niż granie na słuchawkach przy 30-stopniowym upale – w tym wypadku zastąpienie skóry materiałem może dać pewną ulgę. Z drugiej strony skóra jest „odporna” na wszelkiego rodzaju kurz i inne podobne zabrudzenia. Z materiałem tak nie jest. Wystarczyło odstawienie słuchawek na dwa dni, by znaleźć na nich pewną wartę kurzu, którzy bardzo trzyma się powierzchni i nie chce wcale tak łatwo odchodzić.

Początkowo miałem też pewne wątpliwości w kwestii mikrofonu. Ten jest bowiem w pełni sztywny i ledwo minimalnie da się go zagiąć w stronę naszych ust. Generalnie jednak możemy przesunąć go albo w górę (co zresztą odpowiada za jego tymczasowe wyciszenie), albo w dół, ale to tyle jeżeli chodzi o konkretniejsze możliwości ustawiania. Początkowo zresztą miałem spory problem z jego skonfigurowaniem, bo, mimo że zarówno w systemie, jak i dołączonym oprogramowaniu głośność mikrofonu była maksymalna, tak dźwięk, który rejestrował, był zaskakująco cichy. I trudno w sumie powiedzieć, jak się to naprawiło. W międzyczasie co prawda pojawiła się aktualizacja oprogramowania ze strony producenta, więc może to rozwiązało problem. Tak czy inaczej, obecnie na mikrofon nie mam już co narzekać. Narzekać nie można również na samą jakość dźwięku, bo ta jest po prostu bardzo dobra.

Na tylnej części lewej muszli znajdziemy przyciski odpowiadające za funkcjonowanie słuchawek. Mamy tutaj włącznik, ale również i pokrętło, dzięki któremu możemy regulować głośność. Kiedy chcemy wprawić owo pokrętło w ruch, to na początku trzeba się nieco „nasiłować”, ale potem chodzi już sprawnie, a skoki pomiędzy poszczególnymi programi są wyczuwalne. Co warte wspomnienia, pełni ono również funkcję dodatkowego przycisku – po jego naciśnięciu możemy przełączać profile korektora. To także w lewej muszli, a dokładniej w jej dolnej części, zamontowano wejście USB typu C, do którego podpisanym dołączony do zestawu kabel ładowania.

Podłączenie, zasięg działania, bateria, oprogramowanie

Początek przygody z omawianymi słuchawkami był bezproblemowy. Oprogramowanie iCUE, o którym nieco więcej za chwilę, miałem już zainstalowane wcześniej, toteż zaraz po podłączeniu adaptera i włączeniu słuchawek wszystko szybko się skonfigurowało, a słuchawki były od razu gotowe do działania. Warto zaznaczyć, że mowa tutaj o działaniu bezprzewodowym, z którego korzystałem przez większą część trwania testów, aczkolwiek zdarzyło mi się również funkcjonować przewodowo. Również i w tym wypadku samemu działaniu nie mogę niczego zarzucić – słuchawki spełniały swoje zadanie, a przy okazji ładowały akumulatory.

A skoro już o akumulatorach mowa, to muszę pochwalić ich działanie, bo wspomniane przez producenta 20 godzin funkcjonowania to bynajmniej nie mrzonki. Szkoda tylko, że wskaźnik poziomu baterii nie jest bardziej czytelny. Ten zastosowany w iCUE co prawda informuje nas, czy sprzęt jest naładowany do pełna, jako tako czy też zaraz się wyłączy, ale brakuje precyzyjnego wskaźnika stanu akumulatorów. Te ładujemy za pomocą wspomnianego już przewodu, bo producent w tym modelu nie przewidział implementacji ładowania indukcyjnego, co dla niektórych może być pewnym minusem. Innym natomiast, tak jak mi, nie zrobi to większej różnicy.

Producent na opakowaniu wspomina również o zasięgu na poziomie 18 metrów i w tym wypadku również nie mija się z prawdą. Moje mieszkanie nie należy co prawda do największych, bo pensja jest, jaka jest, i określiłbym je bardziej mianem przeciętnego. Tak czy inaczej, komputer znajduje się w rogu salonu, kuchnia zaś po skosie. I dopiero w owej kuchni przy zbliżeniu się do końcowej ściany sygnał zanikł, co wydaje się być dobrym wynikiem. Także sama komunikacja bezprzewodowa jest naprawdę w porządku – stabilna, nie ma problemów z przerwami w połączeniu czy też uciekającymi słowami. Dopóki znajdowałem się w zasięgu, połączenie utrzymywane było stale.

Nieco rozczarowany jestem natomiast możliwościami oprogramowania iCUE. W przypadku myszek czy klawiatur oferowane przez ten soft możliwości wydawały się naprawdę rozbudowane, tym razem zaś były… przeciętne. Skromny equalizer, możliwość modyfikowania podświetlenia LED, aktualizowanie oprogramowania i w gruncie rzeczy tyle. Zresztą, wspomniany equalizer i tak przestaje mieć znaczenie, jeżeli zainstalujemy Dolby Acces, bo wtedy właśnie to oprogramowanie odpowiada za jakość i formę dźwięku wydobywającego się ze słuchawek. Na plus należy natomiast zaliczyć fakt, że dał nam możliwość podłączenia do dołączonego do HS80 RGB Wireless adaptera większej liczby urządzeń, dzięki czemu zwolnimy dodatkowe wejścia USB, których przecież nigdy dość.

Wrażenia z użytkowania

Jak więc spisują się nowe słuchawki spod szyldu CORSAIR? W skrócie – bardzo dobrze. I na tym mógłbym zakończyć, bo, szczerze mówiąc, po trzech tygodniach testów nie znalazłem niczego, do czego mógłbym się przyczepić bez bycia posądzonym o czepialstwo. Tak czy inaczej, sprzęt był testowany głównie w grach sieciowych pokroju Counter-Strike’a: Global Offensive oraz PUBG: Battleground, czyli tytułach, w których jakość dźwięku jest szalenie istotna. I cóż, spisał się świetnie. W trakcie rozgrywki nie miałem żadnych problemów z oceną, skąd dobiegały strzały czy kroki. HS80 RGB Wireless robiło więc świetnie to, co powinny robić słuchawki gamingowe pod względem detekcji dźwięku itp.

Słuchawki bardzo dobrze spisywały się przy zwykłej pracy, np. podczas oglądania filmów oraz słuchania muzyki. Zarówno niskie, jak i wysokie tony prezentowały się zadowalająco, chociaż te pierwsze nieco gorzej. W gruncie rzeczy trzeba mieć nadal na uwadze, że mówimy tutaj o sprzęcie dla graczy, a nie audiofil i gdy będziemy mieć to w pamięci, to zgodnie możemy uznać, że jest naprawdę nieźle. Cieszył mnie natomiast fakt, że produkt CORSAIR bardzo dobrze tłumił dźwięki otoczenia i nie trzeba było nawet szczególnie głośnych dźwięków, by móc odciąć się od odgłosów dochodzących z zewnątrz. Nie zdarzyło mi się również, by z wnętrza słuchawek wydobywał się niepożądane szumy, a z własnego doświadczenia wiem, że nie jest to wcale takie oczywiste.

Jak już wspomniałem, pewnych początkowych problemów nastręczył mi mikrofon, ale tutaj spokojnie mogę mówić w czasie przeszłym. W momencie pisania tej recenzji wszystko było już w porządku, a rejestrator sprawdzał się też w tych intensywniejszych momentach rozgrywki, gdy ważne jest, by twoich koledzy dokładnie słyszeli to, co masz im do powiedzenia. W wypadku HS80 RGB Wireless wszystko było wyraźne i słyszalne, bo sama jakość mikrofonu jest naprawdę wysoka. Chyba w żadnych słuchawkach, które miałem okazję do tej pory używać, rejestrowany dźwięk nie był tak czysty, aczkolwiek miło byłoby, gdyby w mniejszym stopniu narażony on był na odgłosy związane np. z wypuszczaniem z ust powietrza.

Co ciekawe, słuchawki mają dwa sposoby informowania nas o tym, że np. właśnie wyciszyliśmy albo odciszyliśmy słuchawki. Z jednej strony przy mikrofonie zamontowano diodę LED, która świeci na biało, gdy rejestrator jest aktywny i na czerwono, gdy aktywny nie jest. Przy okazji w muszlach słyszymy wówczas kobiecy głos, który mówi nam, że „mic on” albo „mic off”. Miłe i w sumie przydatne. I tylko dopełnia ogólnie dobrego wrażenia, jakie wyniosłem po kilku tygodniach testów.

Podsumowanie

Te kilka tygodni upłynęło szybko, bo dziś korzystam z CORSAIR HS80 RGB Wireless już na co dzień. Bardzo solidne wykonanie połączone z działaniem na wysokim poziomie – trudno tutaj narzekać. Bo i narzekać nie ma na co. Po trzech tygodniach dosłownie nie ma rzeczy, która byłaby na tyle poważnym problemem, bym uznał za zasadne o niej wspomnieć. Sprzęt bardzo dobrze sprawdzał się więc w graniu, a i przy słuchaniu muzyki oraz oglądaniu filmów prezentował kompetentną jakość. Tym samym jest to produkt, który mogę spokojnie polecić tym, którzy właśnie poszukują gamingowego zestawu dla siebie. Wydaje mi się, że nikt nie powinien być zawiedziony. Co prawda gdyby cena była niższa np. o 100 zł, to byłaby to oferta z gatunku tych nie do odrzucenia, ale nawet za pełną wycenę spokojnie można zakup HS80 RGB Wireless rozważyć.

Tagi: ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close
MICHU Evil Geniuses

MICHU i spółka po udany start, debiut nowego składu Fnatic. Rusza kolejna grupa EPL-a

Zapadły ostateczne rozstrzygnięcia w kolejnej grupie 14. sezonu ESL Pro League. Ostatecznie na szczycie zbioru B znaleźli się Mateusz "mantuu" Wilczew...