STS
fot. Riot Games/Lance Skundrich

Jeśli zaskoczenia, to tylko pozytywne. Najlepsze transfery w sezonie 2021 w LoL-u

Sezon 2021 w League of Legends oficjalnie dobiegł końca już jakiś czas temu. Mistrzostwa świata za nami, ale również transferowa karuzela zwalnia. Składy uczestników czołowych lig świata są już w większości znane i pozostaje tylko czekać na start wiosennych splitów. Dziś jednak zamiast najgłośniejszym transferom ostatnich tygodniu uwagę poświęcimy roszadom, które okazały się strzałami najbliżej […]

Sezon 2021 w League of Legends oficjalnie dobiegł końca już jakiś czas temu. Mistrzostwa świata za nami, ale również transferowa karuzela zwalnia. Składy uczestników czołowych lig świata są już w większości znane i pozostaje tylko czekać na start wiosennych splitów. Dziś jednak zamiast najgłośniejszym transferom ostatnich tygodniu uwagę poświęcimy roszadom, które okazały się strzałami najbliżej tarczy – albo i w jej sam środek. Kto mimo mało obiecującej przeszłości albo ogólnych wątpliwości nie zawiódł oczekiwań? Które ruchy okazały się tymi najbardziej trafnymi?

Cinkrof ➤ Karmine Corp

fot. ESL/Adam Łakomy

Zaczynamy od transferu najlżejszego kalibru – aczkolwiek dla samego zawodnika, o którym mowa, był to pewnie jeden z najlepszych ruchów w karierze. Możecie kojarzyć krótki i dość odległy epizod Jakuba „Cinkrofa” Rokickiego w europejskich rozgrywkach najwyższego szczebla. Blamaż Origen w sezonie 2017 zakończył się odpadnięciem z EU LCS, a Cinkrof rozpoczął poszukiwania nowego domu. I choć od tamtego momentu miał kilka razy okazję zagrać na European Masters, to dopiero w minionym roku na nowo rozwinął skrzydła. Mimo nieudanego roku 2020 w barwach EURONICS Gaming polski leśnik został włączony do składu Karmine Corp. Wówczas nikt nie spodziewał się jeszcze, że będzie to najlepsza formacja w ERL-ach, ale wraz z upływem kolejnych miesięcy znajdował się coraz bardziej w centrum uwagi. Aż wreszcie dotarł do finału EU Masters i wygrał całe zawody.

Nawet mimo późniejszego odejścia Adama „Adama” Maanane (o którym powiemy więcej później) KCORP wciąż było jedną z największych sił na europejskiej scenie drugiego szczebla. I dokonało czegoś, czego żadna ekipa w przeszłości nie zdołała – obroniła tytuł mistrza EUM. Raz moglibyśmy mówić o łucie szczęścia, ale zatriumfować dwa razy z rzędu? Karmine Corp było czołową drużyną ERL-ów, nawet mimo ostatecznej porażki na lokalnej, francuskiej scenie. A dla samego Cinkrofa może okazać się to biletem powrotnym do europejskiej czołówki, bo od jakiegoś czasu mówi się o jego transferze do debiutującego w League of Legends European Championship Teamu BDS. Wciąż czekamy jednak na oficjalne ogłoszenie formacji na wiosenny split europejskich rozgrywek.

Caedrel LEC

fot. Riot Games/Michał Konkol

A skoro o LEC mowa, przenieśmy się tam, jednak zanim porozmawiamy o najlepszych ruchach tylko między graczami, kilka słów o Marcu „Caedrelu” Lamoncie. Nie ma co się łudzić, że jego kariera nie była jedną z najbardziej udanych. Zamiast wielu sukcesów Brytyjczyk znacznie częściej musiał żegnać się z szansami na play-offy europejskiej ligi, o udziale na Worlds już nie wspominając. I choć próbował w różnych klubach i na różnych pozycjach, efekt w 90 procentach był ten sam – porażka. Cóż więc zrobił Caedrel? Odwiesił myszkę i klawiaturę na kołek i dołączył na stałe jako analityk i komentator LEC. Jakkolwiek bolesna decyzja by to nie była z perspektywy walki o marzenia profesjonalnego gracza, okazała się i tak strzałem w dziesiątkę. Na anglojęzycznych transmisjach LEC pojawił się powiew świeżości, a błyskotliwe uwagi z okazjonalną szczyptą humoru przypadły do gustu wielu widzom. Niestety, biorąc pod uwagę ostatnie posty 25-latka na Twitterze, całkiem prawdopodobne jest to, że już go nie zobaczymy w roli komentatora, chociaż kto wie – nic jeszcze nie jest wyryte w kamieniu.

Markoon & Advienne EXCEL ESPORTS

fot. Riot Games/Michał Konkol

Zostajemy w klimatach EXCEL, aczkolwiek podchodzimy z nieco innej strony. Po odejściu Caedrela brytyjska organizacja musiała pomyśleć o jego następcy i ostatecznie tym na start sezonu 2021 został pozyskany z akademii Fnatic Daniel „Dan” Hockley. W dalszym ciągu jednak wyniki były dalekie od oczekiwań, jednak zamiast kolejnych roszad w dżungli organizacja postanowiła nanieść zmiany na środkową aleję, żegnając się z Pawłem „Czekoladem” Szczepanikiem i w jego miejsce sprowadzając Erlenda „Nukeducka” Holma. Start letniego splitu w dalszym ciągu nie napawał jednak optymizmem – po trzech pierwszych tygodniach EXCEL na siedem rozegranych meczów miało tylko dwie wygrane.

Wtedy też zdecydowano się na kolejne zmiany – nie tylko w dżungli, ale też na pozycji wspierającego. Miejsca należące do Dana i Tore „Tore” Eilertsena zajęli odpowiednio Mark „Markoon” van Woensel oraz Henk „Advienne” Reijenga, którzy otrzymali promocję z drużyny akademii. Nowy duet szybko udowodnił, że zasługuje na miejsce w wyjściowej piątce, bo razem z nim EXCEL pokonało G2 oraz Team Vitality w ramach czwartego tygodnia letniego splitu. Później przyszedł kolejny dołek, ale XL i tak realnie liczyło się w walce o play-offy do samego końca. Ostatecznie musiało – po raz kolejny – obejść się smakiem, ale teraz pozostaje pytanie: co gdyby Markoon i Advienne pojawili się w wyjściowej piątce nieco wcześniej? Oczywiście to tylko dywagacje, jednak obaj będą mieli okazję pokazać, na co ich stać po raz kolejny. Tym razem z nowym toplanerem.

Adam Fnatic, Bwipo

fot. Riot Games/Michał Konkol

Zapowiedziałem, że powiemy o Adamie nieco więcej i słowa dotrzymuję. W tym przypadku zacznijmy jednak od końca – tak, rozstanie Francuza z Fnatic było dość burzliwe, a młoda i nieokiełznana dusza Maanane przyniosła mu chyba więcej szkody niż pożytku. Odsuwając jednak dramę z Eliasem „Upsetem” Lippem na bok i patrząc tylko na wyniki czarno-pomarańczowych nie można nie oprzeć się wrażeniu, że był to jeden z najlepszych ruchów transferowych minionego sezonu – zwłaszcza biorąc pod uwagę wstępne oczekiwania wobec gry Gabriëla „Bwipo” Raua w dżungli. Belg sprowadził na ziemię wszystkich sceptyków, udowadniając, że w lesie też potrafi sobie radzić świetnie.

Z jednej strony możemy mówić, że piąte miejsce na koniec fazy zasadniczej LEC 2021 Summer to wynik słaby, z drugiej – od lidera dzieliły przecież tylko dwa zwycięstwa, a przez niemal cały ten split Fnatic znajdowało się w ścisłej czołówce i przez pewien czas dzieliło fotel lidera z Rogue. Zresztą, prawdziwą siłę FNC pokazało w play-offach, które musiało zacząć w drabince przegranych, a mimo to wygrało cztery mecze z rzędu. Oczywiście najważniejszym było trzecie spotkanie tej fazy, w którym naprzeciw podopiecznych Jacoba „YamatoCannona” Mebdiego stanęło G2 Esports. Stawka tego legendarnego pojedynku była tym większa, bo do zgarnięcia było ostatnie wolne miejsce na Worlds 2021. Po pełnej serii BO5 sukces mogli świętować zawodnicy Fnatic, później pokonali oni Rogue 3:0 i dopiero w finale ich sprint po mistrzostwo został powstrzymany przez MAD Lions. Reszta… reszta jest milczeniem.

Odoamne & Trymbi Rogue

fot. Riot Games/Lance Skundrich

W roku 2020 mogło się wydawać, że kariera Andreia „Odoamne” Pascu ma się ku końcowi. W końcu był to pierwszy rok od dawna, kiedy rumuński toplaner był bliski braku miejsca w play-offach w obu splitach. Latem jego Schalke 04 rzutem na taśmę wywalczyło miejsce w fazie pucharowej w ramach tzw. miracle run, ale i tak Odoamne mógł mieć wątpliwości dotyczące swojej przyszłości. Te jednak zostały skutecznie rozwiane po transferze do Rogue, który okazało się zbawieniem dla Pascu. Aczkolwiek nie tylko dla niego, bo razem z nim do drużyny został dokooptowany również Adrian „Trymbi” Trybus, wcześniej grający w akademii Łotrzyków.

Odświeżony skład Rogue wszedł przebojem na europejskie salony. Ciągła walka o fotel lidera zarówno w splicie wiosennym, jak i letnim, a do tego finał z MAD Lions wiosną. W rozmowie z Laure „Bulii” Valée po finale drabinki przegranych Odoamne nie krył wzruszenia i trudno mu się dziwić – w końcu był to jego pierwszy finał LEC w ciągu jego siedmioletniej kariery. Ostatecznie jego zespół był naprawdę o włos od wygrania trofeum, ale Lwy wydarły Łotrzykom puchar z gardeł, wygrywając po reverse sweepie. Lato nie było już tak udane, bo Rogue zajęło dopiero trzecie miejsce, ale i tak awansowało na Worlds. Z mistrzostwami świata zespół pożegnał się niestety już w fazie grupowej. Mimo to ani Odoamne, ani Trymbi nie mogą sobie pluć w brody nie tylko z powodu wyboru Rogue, ale też przez przebieg całego sezonu. Szczególnie ten drugi, dla którego był to przecież pierwszy, a mimo to niezwykle bogaty w sukcesy rok w rozgrywkach najwyższego szczebla.

Armut & Elyoya  MAD Lions

fot. MAD Lions

Pozostając w temacie europejskich gigantów – czas na samych mistrzów, czyli MAD Lions. Tu, podobnie jak w przypadku kilku wcześniej wymienionych drużyn, doszło do dwóch zmian, a mianowicie na topie i w dżungli. Szeregi zespołu zasilili İrfan Berk „Armut” Tükek oraz Javier „Elyoya” Prades Batalla, którzy wcześniej z LEC styczności nie mieli. I choć byli nowymi twarzami w składzie MAD Lions, szybko zgrali się z resztą składu, nie tylko na Rifcie. Wieczny spokój, zabawna atmosfera, ciągłe uśmiechy – tym wszystkim Lwy zarażały również samych widzów europejskich rozgrywek. Ale, co najważniejsze, za tym szły również świetne wyniki. Tak świetne, jak tylko fani ekipy mogli sobie wyobrazić. Pierwszy mistrzowski tytuł LEC dla MAD Lions. Pierwsza obrona mistrzowskiego tytułu LEC. Pierwsza faza grupowa oraz ćwierćfinał Worlds.

Ten rok bez cienia wątpliwości należał do Lwów. Pytanie tylko, czy uda się podtrzymać zwycięską passę. O to łatwo nie będzie, bo z drużyną pożegnali się obaj prowadzący, czyli Marek „Humanoid” Brázda oraz Matyáš „Carzzy” Orság. Niemniej omijanie MAD Lions szerokim łukiem w nadchodzącym sezonie LEC będzie zakrawać na grzech ciężki. Kto wie, czy za rok w podobnych okolicznościach nie pojawią się w tym zestawieniu Steven „Reeker” Chen wespół z Williamem „Unforgivenem” Nieminenem.

Abbedagge  100 Thieves

fot. 100 Thieves

Zostawiamy Europę i przenosimy się za wielką wodę, aczkolwiek pozostajemy w klimacie mistrzów. I to mistrzów z Europy – tak, jak my przenosimy się za ocean, tak również w drugiej połowie kwietnia na to samo zdecydował się Felix „Abbedagge” Braun. Po pięciu splitach w LEC Niemiec postanowił zmienić środowisko i zasilił szeregi 100 Thieves, gdzie miał okazję spotkać się ze starymi znajomymi z Royal Bandits, czyli Canem „Closerem” Çelikiem oraz Alešem „Freezem” Kněžínkiem. Na Starym Kontynencie największym osiągnięciem był najniższy stopień podium latem 2019 roku, natomiast już w debiutanckim splicie w League of Legends Championship Series zdobył on tytuł mistrza.

Łatwo nie było, bo choć Złodzieje byli jedną dwóch z najlepiej rozstawionych formacji w LCS Championship, to już w pierwszym meczu sporo problemów sprawili im Evil Geniuses. Ostatecznie udało się wygrać to starcie i mimo porażki z Teamem Liquid w kolejnym meczu, 100T wzięło rewanż w wielkim finale, zwyciężając 3:0. I tak oto zespół z nowym midlanerem stał się największą nadzieją fanów z Ameryki Północnej na Worlds. Przygoda z MŚ nie trwała jednak szczególnie długo, bo ekipa Abbedagge odpadła już w fazie grupowej, ale wcześniej pokonała dwa razy DetonatioN FocusMe, a także raz Edward Gaming – tak jest, późniejszych mistrzów świata. Rzecz jasna marne to pocieszenie, gdy pora pakować manatki, ale patrząc teraz na letni split Braun raczej nie ma powodów do niezadowolenia.

Wei Royal Never Give Up (RNG) Royal Never Give Up, Xiaohu

fot. Riot Games/Lance Skundrich

Europa Europą, Ameryka Północną Ameryką Północną, a co tam na wschodzie, sąsiedzie? Tam też było kilka wartych uwagi transferów, aczkolwiek zaczniemy nie od transferu w klasycznym tego słowa znaczeniu, tylko od roszady. Na tę zdecydowało się bowiem Royal Never Give Up oraz Li „Xiaohu” Yuan-Hao. W efekcie wieloletni midlaner RNG przeniósł się na górną aleję i choć była to jedna wielka niewiadoma ze sporą dawką sceptycyzmu… to Xiaohu pokazał się z naprawdę świetnej strony. Do tego stopnia, że nowi widzowie mogli mieć wątpliwości na wieść, że do niedawna był to nominalny midlaner.

Świetna gra świetną grą, ale ta nie znaczyłaby wiele, gdyby nie sukcesy jego formacji. Tu warto też wspomnieć o jeszcze jednej roszadzie w szeregach RNG, a mianowicie na pozycji dżunglera. Do drużyny dołączył bowiem grający wcześniej w eStar Yan „Wei” Yang-Wei. Ten powiew świeżości był czymś, czego potrzebowało Royal Never Give Up. Wreszcie obok nazwy tej drużyny zaczął na nowo pojawiać się złoty kolor – RNG było najlepszą drużyną zarówno w fazie zasadniczej, jak i play-offach wiosennej rundy, a do tego zdobyło mistrzostwo Mid-Season Invitational 2021. Lato okazało się już znacznie gorsze w wykonaniu ekipy Xiaohu, jednak udało się jej zakwalifikować na Worlds, gdzie w ćwierćfinale RNG było blisko pokonania Edward Gaming. I kto wie, może w alternatywnej rzeczywistości, gdzie RNG wygrało to spotkanie, to właśnie Wei i spółka podnieśli Puchar Przywoływacza? Niemniej i tak obaj zaprezentowali się z bardzo dobrej strony… aczkolwiek dla Xiaohu to był pierwszy i pewnie ostatni rok na górnej alei. W przyszłym ponownie będzie bronił mida, a jego następcą na topie został Chen „Bin” Ze-Bin.

Khan  DWG KIA

fot. Riot Games/Colin Young-Wolff

Stare (chyba) piłkarskie porzekadło mówi, że zwycięskiego składu się nie zmienia. Czasem jednak zmiany są nieuniknione i ktoś nowy musi postarać się podtrzymać serię wygranych – albo nawet i zdobytych trofeów. Tak jak musiał dokonać tego Kim „Khan” Dong-ha, który w zeszłym roku po raz drugi z rzędu zasilił szeregi drużyny broniącej tytułu mistrza świata. Epizod z FPX był daleki od zadowalającego, ale w tym roku było już znacznie lepiej. Co prawda gra u boku takich zawodników jak Heo „ShowMaker” Su czy Kim „Canyon” Geon-bu może być prosta sama w sobie, ale nie wolno też lekceważyć wkładu Khana w sukcesy swojej drużyny w sezonie 2021.

A sukcesów tych trochę było – szczególnie na lokalnym, południowokoreańskim podwórku. Po raz kolejny żadna z drużyn nie była w stanie podjąć rękawicy i tak oto DWG KIA zdobyło dwa kolejne mistrzostwa LCK, wcześniej wygrywając obie fazy zasadnicze. I choć droga w letniej była znacznie bardziej wyboista, to w play-offach nie było już większych złudzeń, że to ekipie Khana najbardziej należy się mistrzowski tytuł. To również DK było wymieniane w gronie głównych faworytów do wygranej na Worlds i – w przeciwieństwie do poprzedniej drużyny 25-latka – oczekiwań tych nie zawiodło. Dla samego Koreańczyka też był to ważny okres, w końcu jeszcze przed startem MŚ wiele razy mówiło się o zbliżającej się wizji końca kariery i podjęciu obowiązkowej służby wojskowej. To była dla Khana dodatkowa motywacja i podczas samych mistrzostw świata nikt już nie miał wątpliwości, że zasługuje on na miejsce w DWG KIA. Tym większa szkoda, że ostatecznie nie udało mu się zdobyć trofeum, jednak i tak Kim Dong-ha może patrzeć na swój ostatni rok z podniesioną głową.

Flandre & Viper  Edward Gaming

fot. Riot Games/Lance Skundrich

Zestawienie kończymy (co raczej nie będzie niespodzianką) transferami o wadze mistrzowskiej. W porównaniu do składu z sezonu 2020 w barwach Edward Gaming doszło do dwóch zmian – na górnej linii pojawił się Li „Flandre” Xuan-Jun, na pozycji botlanera zaś Park „Viper” Do-hyeon. Szczególnie transfer tego drugiego był dość interesujący, bo był to pierwszy raz, kiedy Viper grał poza rodzimymi stronami. O żadnej presji jednak nie mogło być mowy, bo już w pierwszym splicie jego drużyna zajęła drugie miejsce po fazie zasadniczej, a sam Koreańczyk stał się ważną częścią formacji. Z czasem mówiąc o EDG mówiło się głównie właśnie o duecie Parka Do-hyeona z Tianem „Meiko” Ye.

I choć wiosna zakończyła się „tylko” najniższym stopniem podium, to lato należało już do Edward Gaming. A szczególnie play-offy, gdzie mimo wczesnej porażki z Teamem WE w dolnej drabince EDG nie miało już sobie równych, eliminując wszystkich trzech rywali z FPX na czele i zgarniając trofeum. Na mistrzostwach świata początkowa forma graczy nie napawała optymizmem, szczególnie patrząc na górną aleję i dżunglę. Opinia nie zmieniała się wraz z upływem czasu i gdy wydawało się, że EDG nie będzie w stanie sprostać wyzwaniu narzuconemu przez DWG KIA, prawdziwą siłę wreszcie pokazał Flandre, absolutnie deklasując Khana na topie wespół ze swoim dżunglerem. Może i długo trzeba było czekać na pokaz umiejętności w wykonaniu Flandre, ale na pewno było warto – kto wie, czy z innym toplanerem udałoby się zdobyć Puchar Przywoływacza.


To pierwsza część podsumowania ruchów transferowych na scenie League of Legends, których efekty mogliśmy oglądać w tym roku. Za tydzień do tej beczki miodu dolejemy kilka łyżek dziegciu, serwując najgorsze ruchy na sezon 2021.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close
ibo, k1ck

Z Francji do Niemiec. iBo nowym toplanerem akademii Unicorns Of Love

Kolejny Polak ze sceny League of Legends zmienił drużynę przed nadchodzącym sezonem rozgrywek. Tym razem mowa o Marcinie "iBo" Lebudzie, czyli byłym r...