STS
Karmine Corp, LFL
fot. David Nouy (instagram.com/d_nouy)

Na przekór wszystkim

Od momentu pojawienia się Karmine Corp było wiadome, że zespół ten został stworzony po to, aby wygrywać. Podczas pierwszego roku organizacja weszła w rozgrywki z buta i całkowicie je zdominowała, bijąc po drodze kolejne rekordy. Po przyzwyczajeniu fanów do samych sukcesów nadszedł czas na zmiany, czego pokłosiem był nieco gorszy okres. Czy faktycznie ostatni split w wykonaniu przedstawicieli francuskiego zespołu można spisać na straty?

Wygrywamy i nic nas nie powstrzyma

Cofnijmy się jednak do początku. Karmine Corp rozpoczęło swoje wojaże od przejścia kilku gruntownych zmian w strukturze organizacji. Po zmianie nazwy z Kameto Corp zespół wykupił slota w najwyższej klasie rozgrywkowej w La Ligue Française de League of Legends. Od tego momentu było już wiadomo, że coś jest na rzeczy, a właściciele drużyny mają większe plany na rozwój swojego projektu. Jedyne co pozostało jeszcze zrobić to skompletować skład. Toplaner formacji był znany od początku, gdyż Adam „Adam” Maanane jako jedyny ostał się ze składu rywalizującego jeszcze w drugiej dywizji LFL-a. Resztę układanki wypełnili Lucas „SAKEN” Fayard, Matthew „xMatty” Coombs, Raphaël „Targamas” Crabbé oraz nasz rodak Jakub „Cinkrof” Rokicki.

Początkowo nie do końca byliśmy pewni, czego spodziewać się po tej ekipie. Wszak znajdowało się w niej kilka interesujących pseudonimów, jednak jako kolektyw był dość trudny do rozgryzienia. Jak się później okazało, wszelkie obawy dotyczące tego zespołu były bezpodstawne, a polski dżungler i jego kompani zaczęli swoją drogę na szczyt.

Cinkrof BDS LEC
fot. Riot Games/Michał Konkol

Postawa KCorp w pierwszej połowie 2021 roku była czymś, czego dosłownie wszystkie drużyny, zarówno te nowe, jak i te dłużej działające, mogły pozazdrościć. Beniaminek rozgrywek zdobył wszystko, o czym można było pomyśleć. Cinkrof i spółka triumfowali podczas fazy zasadniczej LFL-a, następnie w bardzo dobrym stylu wygrali play-offy ligi, a na koniec zdobyli jeszcze mistrzostwo European Masters. Niemal tak samo wyglądała druga część minionego roku w wykonaniu KC. Wówczas raz jeszcze udało się zakończyć etap wstępny na szczycie tabeli oraz dopisać kolejne mistrzostwo EUM. Jedyną różnicą było dwukrotne ustąpienie Misfits Premier w klasyfikacji francuskich potyczek: raz podczas play-offów, a raz podczas końcoworocznych finałów.

Na przestrzeni tych kilkunastu miesięcy drużyna zaskarbiła sobie sympatię przeogromnej rzeszy widzów, stając się jedną z największych społeczności na mapie LoL-a. Kibice znaleźli w tej organizacji to, czego nie mogli znaleźć w żadnej innej – zaufanie. Fani mogli w końcu utożsamić się z formacją, w której w trakcie całego roku zmienił się zaledwie jeden gracz. Nie musieli się oni przy tym procesie bać o wyniki sportowe, gdyż te były niemal zawsze na najwyższym poziomie. Oczywistym było jednak, że ten sen nie będzie trwał wiecznie, a tak wybitnym zespołem (lub przynajmniej jego częścią) w końcu zainteresuje się ktoś z LEC.

Głośny transfer powodem do kpin

Nie inaczej się też stało wraz z końcówką zeszłego roku. 15 listopada świat obiegła informacja o pożegnaniu się z organizacją trzech graczy, którzy mieli zasilić szeregi Teamu BDS w najwyższej klasie rywalizacji w Europie. Jak się natomiast można było spodziewać, zarząd Karmine Corp po tak wybitnych miesiącach nie miał zamiaru przeistoczyć się w ligowego średniaka i jeszcze tego samego dnia doszło do jednego z największych transferów w historii Starego Kontynentu. Oficjalnie potwierdzono plotki traktujące o przejściu Martina „Rekklesa” Larssona z G2 Esports na poziom Europejskich Regionalnych Lig właśnie pod skrzydła Blue Wall.

Głosy ludu były wówczas bardzo podzielone. Ludzie zainteresowani profesjonalnymi rozgrywkami podzielili się na dwa obozy: jeden z nich był niezwykle podekscytowany przyjściem topowego strzelca do jakby nie patrzeć najlepszej organizacji w ERL, drugi natomiast jedynie zacierał ręce na powinięcie się nogi nie tylko całego kolektywu, ale i samego Szweda. Podczas wszelkich dywagacji na temat pojawienia się na niższym szczeblu byłego Samuraja, KCORP dobrało do swoich szeregów Julesa „Hanterę” Bourgeoisa oraz Doğukana „113” Balcıego.

G2 Rekkles LEC
fot. Riot Games/Michał Konkol

Jak powszechnie wiadomo, początki bywają trudne i właśnie tak było też podczas debiutu nowej odsłony KC. Drużyna falstartem weszła w rywalizację w lidze francuskiej i w najgorszym momencie plasowała się na przedostatniej lokacie stawki. To w porównaniu z innym zespołami, które również przeszły zmiany, było, delikatnie mówiąc, słabym wynikiem. Kilka meczów wystarczyło, aby w internecie powstała tona memów związanych z aktualną formą KCorp oraz samego Rekklesa. Ten mimo wszystko nie zawsze był w stanie dominować swoich rywali, co stanowiło pożywkę dla przeciwników transferu. Z czasem jednak formacja grała coraz lepiej i lepiej i ostatecznie część zasadniczą zakończyła na drugiej lokacie.

Organizacja po lekko nadszarpniętej reputacji wśród swoich zwolenników miała okazję zatrzeć ślady po kilku niespodziewanych wybrykach dobrą postawą w play-offach. Niestety faza pucharowa okazała się być absolutną tragedią dla podopiecznych Yanisa „Strikera” Kelli. Ci już na starcie zmagań musieli uznać wyższość LDLC po dość jednostronnej serii. Kibice nadal jednak wierzyli, że Karmine podniesie się i już w półfinale bez problemu awansuje do decydującej batalii, aby znów zawalczyć o triumf. Nic takiego natomiast nie miało miejsca, bowiem to ekipa Tobiasza „Agresivoo” Ciby zdołała poskromić faworyzowane KC, wyrzucając je z wyścigu o puchar.

KCorp koniec końców i tak dowozi

Po wyeliminowaniu najlepszej drużyny 2021 roku już w półfinałach LFL-a fani byli w rozsypce. Nigdy wcześniej nie mogli poczuć takiego ciosu, gdyż Karmine Corp przyzwyczaiło ich do dowożenia rezultatów i do całkowitej dominacji. Wówczas zaufanie zostało jeszcze bardziej zszarpane i wielu dotychczasowych miłośników organizacji skończyło wspierać byłą już ulubioną gromadę. Odmienne nastroje panowały natomiast w gronie hejterów, którzy byli zadowoleni z najgorszego wyniku formacji w jej historii. Ci mogli w końcu wyżyć się w mediach społecznościowych, kwestionując sens off-sezonowych zmian. Nie trzeba oczywiście mówić już o kolejnej porcji wyśmiewających obrazków, upokarzających zespół.

Zawodnicy oraz wszyscy ludzie związani z KC musieli natomiast to wszystko przełknąć i skupić się na najbliższych zawodach, czyli wiosennej edycji European Masters. Nie wszystko przecież było stracone, wszak trzecie miejsce francuskich rywalizacji nadal upoważniało ekipę do pojawienia się na turnieju. Co prawda ten musiał zostać rozpoczęty od fazy play-in, ale grunt to sama możliwość pojawienia się na imprezie.

Saken
fot. Riot Games

Tę KCorp rozpoczęło wyśmienicie. Co prawda grupa D, do której została dopisana formacja, nie była szczególnie wymagająca, ale komplet punktów z pewnością mógł dać kibicom promyk nadziei na dobry wynik. Po play-inach na SAKENA i spółkę czekało już nieco większe wyzwanie w postaci zbioru B. W nim, oprócz trzeciej siły Francji, znaleźli się jeszcze mistrzowie Greek Legends League, Northern LoL Championship oraz Prime League. Jak Team Phantasma z góry był skazany na pożarcie, tak wszystkie trzy pozostałe ekipy mogły realnie walczyć o awans. Tym razem ponownie gracze Strikera pokazali klasę, kończąc grupy na pierwszym miejscu, po wygranej dogrywce z X7 Esports.

Play-offy były już jednak prawdziwym sprawdzianem formy Karmine Corp, które mimo niezłej dyspozycji nadal nie było stawiane w roli faworyta do końcowej wygranej. Pierwsza potyczka z Unicorns of Love Sexy Edition przebiegła raczej po myśli tej ekipy. Co prawda jednej mapy straty można było uniknąć, ale najważniejsze jest przejście dalej. W półfinale obrońcom mistrzowskiego tytułu przyszło zmierzyć się z Vitality.Bee. Kto oglądał wspomniany mecz, ten wie, jak ogromnym był on rollercoasterem. W pewnym momencie wydawałoby się, że KC będzie musiało pakować walizki już po tym spotkaniu, gdyż Pszczoły wysunęły się na prowadzenie 2:0. Ekipa Rekklesa z nożem na gardle wrzuciła jednak szósty bieg i dokonała czegoś nieprawdopodobnego, odwracając losy serii i ostatecznie triumfując.

Finalnie w decydującej batalii zeszłoroczni triumfatorzy musieli podjąć fenomenalne LDLC OL, które na przestrzeni całego turnieju nie przegrało nawet mapy. Zarówno faza grupowa, jak i ćwierćfinały oraz półfinały zostały zakończone przez Madsa „Dossa” Schwartza i jego sojuszników z czystym kontem. Biorąc pod uwagę jeszcze ostatnie bezpośrednie starcie obydwu zespołów w drugiej rundzie play-offów LFL-a mało kto typował Karmine Corp do wygrania zawodów. Jak bardzo pomylił się każdy (w tym i ja), kto uważał, że fotel króla zostanie odbity. W zawodników organizacji Kamela „Kameto” Kebira wszedł nowy duch, który poprowadził ich do zwycięstwa. Efektem było trzecie z rzędu mistrzostwo w rękach graczy tej formacji.

Ostateczny werdykt

Zbierając teraz wszystkie wyniki zespołu w całość i wyciągając z nich wnioski, mamy złe wieści dla wszystkich krytyków drużyny. Ta bowiem w ostatecznym rozrachunku może zaliczyć kolejny split do udanych. Oczywiście, droga do wszystkich osiągnięć była zdecydowanie bardziej kręta, niż ta, którą przebyła poprzednia odsłona organizacji. Na sam koniec dnia liczy się natomiast wynik, a ten bez dwóch zdań jest naprawdę solidny. Czy zatem możemy powiedzieć, że zmiany w szeregach ekipy i angaż Rekklesa były dobrym wyborem? I tak, i nie. Znaleźć można argumenty opowiadające się zarówno za jedną jak i drugą stroną. Niemniej nie należy rozpatrywać minionych miesięcy w wykonaniu Karmine Corp w kontekście katastrofy. Co więcej, istnieją spore szanse, że na lato formacja ta zgra się już na tyle, że synowie marnotrawni będą mogli wrócić z podróży.

Śledź autora na Twitterze – Dawid Laskowski

Tagi: , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close
Xiaohu, Royal Never Give Up, MSI 2022

RNG blisko awansu, drugie miejsce stoi otworem. Dziś rozstrzygnięcia w grupie B MSI

Mistrzowie Chin idą po pewny awans Szczyt klasyfikacji w zbiorze B prawdopodobnie zostanie zdobyty przez Royal Never Give Up. Ekipa Li "Xiaohu" Yuan-...