STS
HyperX Pulsefire Haste

HyperX Pulsefire Haste vs CS:GO. Dobre wrażenia, jeszcze lepsze efekty

W przeszłości miałem już okazję zmierzyć się z testowaniem HyperX Pulsefire Haste. Wówczas moje wrażenia były jak najbardziej pozytywne, ale od tego czasu minęło już wiele miesięcy. Przez moje ręce przeszło sporo myszek, rynek poszedł do przodu, a oczekiwania mogły się zmienić. Jak więc gryzoń od firmy HyperX spisuje się obecnie? By to ocenić, postanowiłem podejść do tematu nieco inaczej niż zwykle i skupiłem się na testowaniu go w tylko jednym tytule. Ale za to dłużej i dokładniej. Zacznijmy jednak od podstaw.

Specyfikacja

  • Wymiary: 124,4 × 66,8 × 38,2 mm
  • Waga: 59 g
  • Sześć przełączników
  • Połączenie: USB 2.0
  • Kabel: 1,8 m
  • Podświetlenie: RGB
  • Sensor optyczny: Pixart PAW3335
  • DPI: do 16 000
  • Częstotliwość próbkowania: 1000 Hz
  • Oprogramowanie: HyperX NGENUITY
  • Gwarancja producenta: 2 lata
  • Sugerowana cena: 269 zł

Zawartość pudełka i budowa myszki

A więc od rozpakowania sprzętu, który dotarł do mnie w klasycznym, czerwono-białym pudełku od HyperX. Daniem głównym w tym wypadku jest niewątpliwie sama myszka, ale w środku poza nią znajdziemy też inne rzeczy warte wspomnienia. I nie chodzi tutaj tylko o klasyczną papierologię w postaci skróconej instrukcji (także w języku polskim) czy też kartki zachęcającej nas do korzystania z pomocy technicznej. Producent dostarczył nam bowiem także zestaw dodatkowych ślizgaczy oraz taśmy antypoślizgowych. Te ostatnie możemy nakleić na bokach gryzonia oraz na obu głównych przyciskach. Co ważne, taśmy te pokryte są wzorem imitującym plaster miodu, co powinno zaspokoić potrzeby większości użytkowników wymagających odpowiedniej przyczepności.

HyperX Pulsefire Haste

Jeżeli zaś chodzi o samą mysz, to ta od razu zwraca na siebie uwagę nietypowym designem. Mowa tutaj o licznych otworach w kształcie sześcianu, co oznacza, że są one spójne ze wspomnianym już plastrem miodu na taśmach antypoślizgowych. Ale otwory to nie wszystko, bo Pulsefire Haste generalnie odznacza się naprawdę niewielkim ciężarem – mysz waży zaledwie 59 gramów. Wyposażona została ona w sześć programowalnych przycisków, przy których wykorzystano złote pyłoodporne mikroprzełączniki TTC. Na spodzie sprzętu znajdziemy z kolei cztery ślizgacze PTFE oraz czujnik optyczny Pixart 3335. Całości dopełnia zaś niespełna dwumetrowy kabel HyperFlex USB, któy wykonano z materiału używanego do produkcji linki spadochronowej. Całą mysz pokryto matowym czarnym plastikiem i w tym elemencie wyróżnia się jedynie rolka, którą dla ochrony przed poślizgiem i dla większej wygody pokryto gumą.

Wrażenia z użytkowania

Testem dla mojego Pulsefire Haste miał być sam Couter-Strike: Global Offensive, czyli absolutna legenda jeżeli chodzi o sieciowe gry FPS. Produkcja wymagająca precyzji, w której dużo zależy od gracza, ale i sprzęt, z którego tenże korzysta, ma znaczenie. I cóż mogę powiedzieć, mysz od HyperX bynajmniej nie należy do tych najtańszych modeli na rynku, ale owa cena jest w pełni rekompensowana, bo z pozycji przeciętnego użytkownika mogę o gryzoniu wypowiedzieć się tylko pozytywnie. Po ponad miesiącu dość regularnego grania nie natrafiłem na coś, co w szczególnie dużym stopniu obrzydziłoby mi korzystanie z tego produktu albo sprawiło, bym chociaż zaczął rozważać powrót do mojej poprzedniej myszki. Za pomocą Pulsefire Haste grało się po prostu przyjemnie, bo dobrze leży ona w dłoni, a na dodatek zapewnia odpowiednią kontrolę nad wydarzeniami na serwerze i trudno w tej materii się do czegoś przyczepić. Zwłaszcza w związku z naprawdę dobrze reagującym na nawet najmniejsze ruchy sensorem optycznym.

HyperX Pulsefire Haste

A jeżeli miałbym wskazać jedną rzecz, której jestem absolutnym fanem, to bez wątpienia jest to kabel. A niech to, nie wiem, czy faktycznie jest on wykonany z tego samego materiału, co linki spadochronowe, bo nigdy ze spadochronem nie skakałem, a redaktor naczelny nie chciał na potrzeby tej recenzji dać mi takiej możliwości. Niemniej nie spotkałem się jeszcze z tak wygodnym przewodem, którego niemal nie czuć. Nie przesadzam – zero oporu, lekkość poruszania się i ogólna wygoda. HyperX, robicie to dobrze! Tego samego nie mogę niestety powiedzieć o waszym oprogramowaniu. Na temat NGENUITY wypowiadałem się już wielokrotnie i cóż – nadal uważam, że w porównaniu do konkurencji soft ten prezentuje się bardzo przeciętnie. Z jednej strony wcale nie tak duża liczba funkcji, a z drugiej wysoka awaryjność. Szkoda, że w tym wypadku największą zaletą jest obecność języka polskiego, bo chyba nie tak powinno być.

HyperX Pulsefire Haste

Ale wróćmy do wrażeń z grania za pomocą Pulsefire Haste w CS:GO. W niektórych modelach, które miałem okazję testować w przeszłości, zdarzało się, że przypadkowo naciskałem jeden z przycisków, bo nie trzeba było przyłożyć zbyt dużej siły do jego aktywacji. Wystarczył lekki skurcz w palcu i bum – nasz awatar wystrzeliwał salwę w ścianę, informując przeciwników, w której części mapy się znajdujemy. I całą konspirację trafiał szlag. Tutaj takich problemów nie było, bo przełączniki TTC reagują w oczekiwany sposób. Z jednej strony nie ma więc mowy o przypadkowym naciśnięciu, a z drugiej nie musimy przykładać nie wiadomo jak dużej siły, by w końcu wykonać pożądaną przez nas akcję. Tyczy się to także dwóch przycisków bocznych, chociaż, jeśli mam być szczery, mogłyby one być nieco większe. Jeden z nich odpowiadał u mnie w CS:GO za komunikację głosową i wygodnie byłoby móc naciskać go paliczkiem kciuka, ale dla mnie było to niewykonalne.

HyperX Pulsefire Haste

Z kolei przycisk do zmiany DPI „w locie” umiejscowiony jest nieco z tyłu, w większym odstępie od scrolla, co również nie jest przesadnie wygodnym rozwiązaniem. Oczywiście czułości nie zmieniamy ciągle, ale znam modele, w których tę kwestię rozwiązano w sposób wygodniejszy. W takim Counter-Strike’u nie widzę możliwości, by zmodyfikować DPI w sposób na tyle szybki, by nie ucierpiała na tym nasza dynamika. Zamiast tego musimy się chwilę zastanowić, co oznacza, że skorzystanie z przycisku możliwe jest raczej tylko w tych spokojniejszych momentach rozgrywki. Ale żeby nie kończyć tak negatywnie, wrócę do wspomnianego już scrolla. Rolka mimo upływu czasu zachowała bowiem swoje właściwości, co bynajmniej nie jest oczywiste. Przeskoki pomiędzy kolejnymi stopniami są płynne, ale jednocześnie odczuwalne. I cóż, ja korzystałem z niej tylko do zmiany broni, ale są i tacy, którzy używają scrolla do skakania. I oni powinni być zadowoleni.

HyperX Pulsefire Haste

Podsumowanie

Cóż mogę powiedzieć – chociaż minęło sporo czasu, to nadal uważam HyperX Pulsefire Haste za mysz godną polecenia. Tym bardziej że z tego, co udało mi się zauważyć w sieci, gryzonia tego można już dostać za ok. 160 zł, czyli o wiele mniej niż wynosi cena sugerowana przez producenta. Jednocześnie jak na mysz typowo gamingową nie byłby to przesadnie duży wydatek, a otrzymalibyśmy naprawdę dobry sprzęt bez żadnych znaczących wad. Ze swojej strony mogę zapewnić, że entuzjaści Counter-Strike’a w wersji Global Offensive powinni być zadowoleni, chociaż nie wątpię, że mysz HyperX z powodzeniem sprawdzi się także w innych dynamicznych produkcjach. Szybko reagujący sensor Pixart 3335 w połączeniu z naprawdę dobrą jakością wykonania oraz niemal niewyczuwalnym w użyciu przewodem sprawiają, iż tak jak pół roku temu, tak i teraz z czystym sercem radzę, by przynajmniej zainteresować się tym modelem.

HyperX Pulsefire Haste

Tagi: ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close
Nitro Nitrozyniak Pompa Team

Nitro w Hejt Parku. Były właściciel Pompa Teamu gościem Kanału Sportowego

Esportowe oblicze Nitra Ano na Sergiusza "Nitro" Górskiego. 25-latek popularność zdobył jako youtuber, ale w świecie elektronicznej rywalizacji obecn...