Czy to koniec pewnej ery? Riot Games właśnie odpaliło bombę informacyjną, która może sprawić, że kultowy, wielki i czasami (no dobrze, bardzo często) toksyczny klient League of Legends nagle schudnie. I to drastycznie! Czy to oznacza, że gra straci miliony użytkowników? Spokojnie, wyciągnijcie ręce z emotki płaczu – nikt nikogo nie usuwa. Nadchodzi bowiem TFT standalone client, który na zawsze odmienią losy "Ligi" i jej strategicznego brata.

Dlaczego League of Legends miałoby „stracić” tylu graczy?

Zacznijmy od twardych faktów i odrobiny klikbajtowej matematyki. Według oficjalnych danych Riot Games, w TFT co miesiąc zagrywa się ponad 33 miliony aktywnych graczy. Do tej pory, aby odpalić Pingwina i rzucić kostką w poszukiwaniu trzygwiazdkowego Yasuo na PC, trzeba było uruchomić ten sam potężny program, w którym Twoi znajomi właśnie przegrywają serię do Platyny.

Oficjalny komunikat deweloperów (w najnowszym Dev Update) przynosi jednak jasną deklarację: TFT oficjalnie odłącza się od pępowiny League of Legends! Jeszcze w tym roku, w trakcie trwania nadchodzącego Setu 18, na komputery osobiste trafi całkowicie samodzielny klient TFT.

Oznacza to, że miliony fanów auto-battlera nie będą już musieli nawet dotykać launchera LoL-a. Z perspektywy statystyk sieciowych, te 33 miliony "autonomicznych" taktyków mogą przestać być liczone jako tradycyjni gracze League of Legends. Prawdziwy rozwód roku!

Czym jest nowy TFT standalone client i kiedy się pojawi?

Riot Games nie ukrywa, że TFT powstało w 2019 roku jako szybki eksperyment, „doklejony” naprędce do silnika i klienta League of Legends. Gra jednak urosła do takich rozmiarów, że wspólne dzielenie kodu zaczęło przypominać mieszkanie z dorosłym rodzeństwem w jednym pokoju – deweloperzy LoL-a musieli uważać, by ich nowe postacie nie psuły aren w TFT, i na odwrót.

Oficjalne stanowisko Riotu: „Dzięki temu damy więcej przestrzeni naszym przyjaciołom z League of Legends na rozwijanie ich własnej technologii, bez martwienia się o to, jak wpłynie to na systemy w Teamfight Tactics.”

Kiedy możemy spodziewać się tej rewolucji? Przejście na nową technologię rozpocznie się wraz z Setem 18 (który zastąpi kosmiczny Set 17 motywem tętniącej życiem dziczy). Samodzielny klient PC ma zadebiutować kilka patchy po premierze setu, czyli jeszcze w drugiej połowie tego roku.

Co oznacza zmiana silnika na Unreal Engine dla zwykłego gracza?

Trzymajcie się krzeseł, bo to druga faza rewolucji. TFT porzuca stary, wysłużony silnik Hextech i całkowicie przesiada się na Unreal Engine. Cały zespół Riotu – od programistów, przez grafików, aż po dział QA – spędził ostatnie dwa lata na potajemnym szkoleniu się z nowych narzędzi.

Jakie zmiany w TFT odczujemy od razu?

  • Większy download na PC: Pierwsza łatka Setu 18 w nowym środowisku zmusi nas do pobrania większej paczki danych niż zwykle.
  • Nowa aplikacja na telefonach: Gracze mobilni nie muszą niczego odinstalowywać, ale system automatycznie podmieni starą aplikację TFT na zupełnie nową, napędzaną przez Unreal Engine.
  • Wizualnie bez szoku (na początku): Twórcy uspokajają – to nie jest "TFT 2". Na starcie gra ma wyglądać i działać tak samo, aby przejście było jak najbardziej płynne.

Jak deweloperzy sami przyznają, pełen potencjał Unreal Engine w TFT zobaczymy dopiero za kilka setów. Nowy silnik pozwoli im jednak w końcu wyciągnąć z szuflady te wszystkie szalone pomysły, na które stary kod LoL-a reagował wyłącznie panicznym błędem krytycznym.

Jak zmiany w TFT wpłyną na przyszłość gry?

Dla społeczności to genialna wiadomości. Koniec z bugami wynikającymi z tego, że nowa aktualizacja w LoL-u psuła mechanikę portali w TFT. Samodzielny klient to także gigantyczna ulga dla graczy ze słabszymi komputerami – launcher nie będzie obciążony zasobami potrzebnymi do obsługi Summoner's Rift i trzech nowych trybów rocznie.

Czy League of Legends na tym ucierpi? Wizualnie w tabelkach popularności – być może. W rzeczywistości jednak obie gry zyskają niezależność, na którą zasługiwały od dawna. Riot zatrzymuje u siebie wszystkie 33 miliony graczy, po prostu daje im ładniejszy, własny dom. I tylko deweloperzy wiedzą, ile potu kosztowało ich przepisanie tysięcy Małych Legend, aren i wybuchów na nowy silnik.