Stephen „Mortdog” Mortimer to nazwisko, którego nie trzeba przedstawiać żadnemu fanowi Teamfight Tactics. Niestety, dla wielu sympatyków produkcji nadszedł smutny dzień, ponieważ po zakończeniu urlopu sabatycznego oficjalnie potwierdzono, że Mortdog odchodzi z Riot Games. W swoim bardzo emocjonalnym oświadczeniu na platformie X (dawniej Twitter), deweloper podsumował niemal 10 lat spędzonych w firmie. Choć sam przyznał, że spodziewał się znacznie dłuższego stażu, nadszedł czas na zmiany. Odejście głównego wizjonera popularnego auto-battlera wywołało lawinę komentarzy, a gracze i eksperci esportowi z żalem oraz niepewnością przyjęli tę wiadomość.

Mortdog odchodzi z Riot Games: Historia i największe osiągnięcia w TFT

Przez ostatnie siedem lat Mortdog był niekwestionowanym filarem i sercem Teamfight Tactics. Jego rola wykraczała daleko poza standardowe, techniczne obowiązki na stanowisku Głównego Projektanta (Lead Game Designer). Mortimer nie tylko na bieżąco projektował i balansował kolejne, ukazujące się co kwartał rotacje, ale także przewodził zespołowi i aktywnie uczył graczy nowych mechanik. W swoim pożegnalnym wpisie wspomniał, że kończy swoją przygodę na wprowadzeniu nowości takich jak nowy system "Unlock" dla zawartości kosmetycznej, odchodząc z firmy z poczuciem ogromnej dumy. Jego wkład w rozwój TFT sprawił, że gra nieustannie ewoluowała. Doskonałe wyczucie w odświeżaniu formatu, adaptowanie uniwersum League of Legends na szachownicy oraz udane eksperymenty sprawiły, że tytuł po siedmiu latach wciąż przyciąga przed ekrany miliony zadowolonych graczy na całym świecie.

Z jakich projektów wywodzi się Mortdog i dlaczego był twarzą gry?

Zanim Mortimer dołączył do twórców z Los Angeles, szlifował swoje deweloperskie umiejętności w zupełnie innym, legendarnym środowisku. Mortdog wywodzi się z firmy Nintendo, gdzie przez wiele lat pracował jako projektant poziomów, a z czasem również reżyser gier. Odpowiadał przede wszystkim za rozwój znanej serii gier logicznych Mario vs. Donkey Kong (pełnił funkcję dyrektora m.in. przy Minis on the Move oraz Tipping Stars). A dlaczego to właśnie on, po przejściu do Riotu, stał się główną twarzą TFT? Odpowiedź tkwi w jego niespotykanej w branży transparentności. Mortdog regularnie streamował na Twitchu (gdzie zebrał ponad 300 tysięcy obserwujących), publikował wideo ze szczegółowym omówieniem nadchodzących aktualizacji (Patch Rundowns) i z ogromną cierpliwością tłumaczył społeczności skomplikowane decyzje projektowe. W erze, gdzie deweloperzy często odcinają się od graczy dla własnego spokoju, on z własnej woli był na pierwszej linii frontu. Słuchał, żartował, przyjmował bezpośrednią krytykę i budował most zaufania, co uczyniło go prawdziwym "głosem" Teamfight Tactics.

Reakcja społeczności i plany na przyszłość

Wiadomość, że Mortdog odchodzi z Riot Games, natychmiast wywołała na platformach takich jak Reddit ogromne poruszenie. Większość społeczności dziękuje mu za wkład w grę, nazywając jego odejście wielką stratą. Część graczy zauważa, że twórca od dawna mierzył się z narastającym wypaleniem zawodowym (na co skarżył się już we wcześniejszych miesiącach, krytykując hejt ze strony społeczności). Inni spekulują o braku zgody na nową wizję korporacyjną Riotu, co prawdopodobnie skłoniło go do wzięcia urlopu, z którego już nie powrócił.

Mimo tych trudności, przyszłość zasłużonego projektanta zapowiada się bardzo interesująco. Czym twórca zajmie się teraz?

  • Własna gra indie: Będąc na urlopie sabatycznym, Mortdog nie potrafił usiedzieć w miejscu i zaczął tworzyć swój niezależny tytuł. Po około dwóch miesiącach pracy produkcja jest ukończona w 20-30%, a deweloper ma ambicję wydać ją jako pełnoprawną grę.
  • Rozwój w nowym studiu: Z wypowiedzi wynika, że twórca jest otwarty na nowe horyzonty i prowadzi już rozmowy o dołączeniu do innych zespołów deweloperskich.
  • Tworzenie treści (Content creation): Mortimer chce pozostać w sieci, aby w nowym, spokojniejszym środowisku dzielić się z widzami swoją ekspercką wiedzą o tym, jak powstają i działają gry wideo.

To, że Mortdog odchodzi z Riot Games, to zdecydowanie koniec najważniejszego rozdziału w historii Teamfight Tactics. Gra traci swojego ambasadora, jednak branża gier indie może na tym zyskać niesamowicie utalentowanego dewelopera. Pozostaje nam życzyć mu spokoju w realizacji własnych, niezależnych marzeń.