To miał być projekt, który na dłużej zagości w czołówce naszego regionu, jednak wszystko wskazuje na to, że Barcząca Esports po cichu znika z esportowej mapy, zamykając za sobą drzwi w atmosferze niemałego skandalu. Jeszcze niedawno zarząd klubu stanowczo ucinał wszelkie plotki o wycofaniu się z rozgrywek po rozczarowującym splicie, serwując nam standardową, uspokajającą nowomowę. Dziś jednak fakty mówią same za siebie – na jednej z facebookowych grup biznesowych pojawiła się oferta zbycia całej spółki, co wywołało lawinę niezwykle słonych, acz w pełni uzasadnionych komentarzy wśród weteranów rodzimej sceny League of Legends.

Cmentarzysko polskiego LoL-a, do którego dołącza Barcząca Esports

Bądźmy ze sobą szczerzy – polska społeczność esportowa cierpi na swego rodzaju pokoleniową traumę. Zjedliśmy zęby na obserwowaniu "wielkich, długoterminowych projektów", które wchodziły na rynek z pompą, obiecując gaming house'y i podbój Europy, by zwinąć manatki po zaledwie jednym przegranym splicie, lub gdy nagle kończyło się kieszonkowe od sponsora. W 2025 roku, gdy wysłużona Ultraliga odeszła do lamusa i ustąpiła miejsca nowemu formatowi rozgrywek – Rift Legends, obiecywano nam stabilność biznesową i koniec ery franczyzowych wydmuszek.

Mieliśmy wejść na wyższy poziom profesjonalizmu, a tymczasem wracamy do punktu wyjścia. Zaledwie rok po rebrandingu ligi obserwujemy, jak organizacja z najwyższego szczebla ląduje na wirtualnym straganie obok ogłoszeń o sprzedaży myjni samochodowych i kebabów. Trudno dziwić się narastającemu cynizmowi i ironii w komentarzach widzów. My po prostu widzieliśmy ten sam odcinek serialu o polskim esporcie już kilkadziesiąt razy.

Czerwcowe obietnice a PR-owa katastrofa Barcząca Esports

Rozdźwięk między wizerunkiem budowanym w social mediach a realnymi działaniami jest w tym przypadku wręcz karykaturalny. Jeszcze 3 czerwca Kamil Zieliński (@Wichers_) opublikował w serwisie X oficjalne stanowisko, w którym kategorycznie zaprzeczał plotkom. Komunikat jasno wskazywał, że organizacja nigdzie się nie wybiera, a drużyna znajduje się jedynie w trakcie "przebudowy struktur".

Jak widać, w słowniku zarządu przebudowa oznaczała przygotowanie pakietu sprzedażowego i ewakuację. Wypuszczanie takich oświadczeń na miesiąc przed próbą pozbycia się całego interesu w mediach społecznościowych to policzek wymierzony w resztki zaufania lokalnych fanów.

Co kryje biznesowa oferta? Slot w lidze, B klasa i leasing na kółkach

Najwięcej kontrowersji, a zarazem gorzkiego uśmiechu politowania, budzi forma i treść samego ogłoszenia, które 7 lipca trafiło na facebookową grupę "Sprzedam Biznes / Kupię Firmę". Oferta dotyczy przejęcia spółki z o.o. założonej w 2024 roku, pod którą podlega nie tylko dywizja esportowa, ale również tradycyjny klub piłkarski.

  • Miejsce w mistrzostwach: Ogłoszenie wprost kusi "drużyną e-sportową grającą na najwyższym poziomie polskich rozgrywek". W praktyce to klasyczna próba spieniężenia cennego slota w Rift Legends, co jasno pokazuje, że same wyniki i kibice byli tu wartością drugorzędną wobec potencjalnego zwrotu z inwestycji.
  • Piłkarska weryfikacja: Oferta brutalnie weryfikuje również sportową rzeczywistość sekcji piłkarskiej. Zamiast budowanej w kuluarach aury profesjonalizmu, dowiadujemy się, że doinwestowany KS Orzeł Barcząca występuje w... lokalnej B klasie.
  • Optymalizacja podatkowa z logo: Prawdziwym, ironicznym symbolem tej transakcji jest dołączone do pakietu luksusowe Porsche Taycan. Samochód w leasingu od Alior Leasing (z ratą 4700 zł netto miesięcznie do 2030 roku) zareklamowano jako "gotowe rozwiązanie do optymalizacji podatkowej". Trudno o lepszą puentę dla stanu rodzimej branży.

Polska społeczność, reprezentowana w tej sprawie m.in. przez bezlitosny wpis @StyyxQueen, nie zamierza po cichu akceptować takich praktyk. Głośne wytykanie hipokryzji i oznaczanie w dyskusji internetowych autorytetów (takich jak Nervarien) to dowód na to, że kibice stracili resztki naiwności. Pozostaje mieć nadzieję, że jeśli ktokolwiek przejmie to nieszczęsne Porsche i miejsce w lidze, przynajmniej zatrudni kogoś kompetentnego do obsługi PR-u.