fot. DreamHack

Tego dnia… Virtus.pro sięga po triumf w DreamHack Masters Las Vegas 2017

Końcowy okres istnienia polskiego składu Virtus.pro nie był naznaczony zbyt wieloma sukcesami. Tak naprawdę ostatnie naprawdę znaczące osiągnięcie rodzimej piątki miało miejsce 20 lutego 2017 roku. To właśnie tego dnia Filip „NEO” Kubski i jego koledzy mogli wznieść w górę puchar, który otrzymali za zwycięstwo w DreamHack Masters Las Vegas 2017.

Polacy przyjeżdżali do świątyni światowego hazardu z poczuciem niedosytu, jaki pozostał im po pechowo przegranym finale ELEAGUE Major Atlanta 2017. Cel był jeden – poprawić tamten wynik i sięgnąć tym razem po wygraną. Jednocześnie graczom znad Wisły zależało na rewanżu na Astralis, które pokonało ich w decydującym meczu Majora, a które potem skierowało w stronę Virtusów kilka niewybrednych komentarzy. – To była trudna do przełknięcia porażka. Kjaerbye stwierdził, że jego drużyna zagrała poniżej swoich możliwości. Z tego miejsca obiecuję ci – na kolejnych zawodach was zmiażdżymy. Proszę, zagrajcie wtedy na odpowiednim poziomie – mówił jeszcze przed startem zawodów Wiktor „TaZ” Wojtas. I, jak się później okazało, słowa dotrzymał.

A jeszcze w fazie grupowej nic nie zapowiadało, że to właśnie polska piątka sięgnie po końcowy triumf. Na inaugurację VP niemiłosiernie męczyło się z Misfits Gaming, by potem ponieść porażkę w starciu z Gambit Esports. Awans do play-offów podopieczni Jakuba „kubena” Gurczyńskiego zapewnili sobie dopiero w ostatnim spotkaniu, pokonując 2:0 dogorywający powoli skład Fnatic. Potem przyszła ćwierćfinałowa wygrana nad mousesports, a następnie to, na co wszyscy czekali – możliwość odegrania się na Astralis. Oczywiście Polacy skrzętnie z niej skorzystali, a po wszystkim TaZ stwierdził tylko: – Cóż mogę dodać, mówiłem wam, że do tego dojdzie.

Ostatnim rywalem nadwiślańskiego składu miało być mocarne SK Gaming, które nie najlepiej weszło w 2017 rok, ale mimo to nadal było groźne. Brazylijczycy udowodnili to zresztą później w wielkim finale, tocząc z VP naprawdę wyrównany i trzymający w napięciu bój. Zresztą, pierwsza mapa tego pojedynku, Cobblestone, padła łupem właśnie latynoskiej ekipy. Na szczęście potem punktowali już tylko Virtusi. Najpierw na Trainie, a potem na Mirage’u. Na tej drugiej mapie początkowo nie wiodło im się najlepiej – po teoretycznie łatwiejszej stronie ugrali zaledwie siedem rund. Z tego powodu bliżej sukcesu było właśnie SK, które w pewnym momencie pochwalić się mogło już wynikiem 12:8, ale piorunująca końcówka w wykonaniu Virtus.pro sprawiła, że nad ranem polskiego czasu to właśnie TaZ, NEO, pashaBiceps, Snax i byali mogli świętować swoje ostatnie, jak się później okazało, tak wielkie zwycięstwo.

Dzięki temu zwycięstwo Virtusi sięgnęli po główną nagrodę w wysokości 200 tysięcy dolarów. Niestety krótko po zakończeniu amerykańskiej imprezy rozpoczął się upadek polskiej formacji, która w kolejnych miesiącach nic znaczącego już nie wygrała, a nierzadko nie potrafiła nawet wyjść z grupy. W tamtym momencie, gdy cała Polska świętowała ten ogromny sukces VP, mało kto spodziewał się, jak potoczą się losy nadwiślańskiej formacji i że rok później Wiktor „TaZ” Wojtas, jeden z ojców tej wygranej, zapłaci wysoką cenę za fatalne wyniki i znajdzie się poza podstawowym składem.

Tagi: , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Color zakontraktowany przez Team Vitality! Kolejny Polak w akademii LEC

Nie da się ukryć, że krótka przygoda z AGO ROGUE pozwoliła Sebastianowi "Colorowi" Czyżykowi udowodnić swoją wartość. Zmiennik akademii Rogue zaprezen...