STS

Plac budowy bez terminu oddania do użytku

21 stycznia 2018 – Virtus.pro po porażce z Cloud9 odpada z ELEAGUE Major Boston 2018 i po raz pierwszy w historii traci status Legendy

Kilka dni temu minęło równo pół roku od tego fatalnego i brzemiennego w skutkach wydarzenia. To właśnie wtedy legenda Virtus.pro sięgnęła dna i trudno było choćby łudzić się, że Polacy będą w stanie wreszcie sami wyjść z tego potwornie głębokiego kryzysu. Konieczne więc były zmiany, ale raczej mało kto spodziewał się, że na przestrzeni minionych sześciu miesięcy zobaczymy ich aż tyle. Bo już teraz wiemy, że VP ten rok dokończy z co najwyżej dwoma zawodnikami, z którymi go rozpoczynało.

Odejście Wiktora „TaZa” Wojtasa było, co by nie mówić, oczywiste, bo doświadczony gracz od dawna już odstawał poziomem od swoich kolegów i rzadko kiedy dawał drużynie tyle, co kiedyś. Paradoksalnie jednak 32-latek spadł na cztery łapy i obecnie osiąga wraz z Teamem Kinguin wyniki lepsze niż VP. Kilka miesięcy po rozstaniu z Wojtasem na Virtusów spadł jednak ogromny cios – Janusz „Snax” Pogorzelski postanowił kontynuować swoją karierę poza granicami kraju i związał się z mousesports. Już tamto wydarzenie wydawało się być nie do pomyślenia, a tymczasem w piątek zakończenie współpracy z organizacją potwierdził drugi z dokooptowanych kilka lat temu do Złotej Piątki graczy, Paweł „byali” Bieliński, który zostanie wolnym zawodnikiem zaraz po zakończeniu FACEIT Major London 2018.

I tu dochodzimy do sedna sprawy – z uwagi na mijający czas jeszcze na początku roku wydawało się, że z czasem ekipa będzie się co prawda wykruszać, ale pas powiedzą Filip „NEO” Kubski, Jarosław „pashaBiceps” Jarząbkowski czy też wspomniany już TaZ, czyli najstarsi członkowie składu, który już przekroczyli trzydziestkę albo też zaraz to zrobią. W tej sytuacji to właśnie w okół Snaxa i byaliego budowane miało być nowe Virtus.pro, a tymczasem już za kilka tygodni w drużynie nie będzie żadnego z nich. Nie tak to miało wyglądać i można odnieść wrażenie, że przyczyną takiego stanu rzeczy był nie tylko brak wyników, chociaż to już tylko czyste domysły. No dobrze, ale co dalej? Mimo wszystko NEO i pasha starzeją się nadal i oczywistym jest, że ich kariery coraz bardziej zbliżają się do końca. Co będzie więc dalej?

Trudno powiedzieć, tym bardziej, że już teraz odejście byaliego nastręcza ogromnego problemu w postaci poszukiwań jego następcy. A możliwości, wbrew pozorom, nie ma zbyt wielu. Oczywiście, wśród kibiców i medialnych ekspertów pada wiele propozycji – może posiadający międzynarodowe doświadczenie Paweł „innocent” Mocek? A może będący ostatnio w fantastycznej formie Damian „Furlan” Kisłowski? Albo jeszcze ktoś inny? Istnieje tu jednak jedna, dość znacząca kwestia, czyli kwota wykupu. Lwia część proponowanych przez wszystkich kandydatów posiada obecnie ważne kontrakty, co oznacza, że za ich pozyskanie trzeba byłoby zapłacić. A to może być znaczące, bo co prawda samo Virtus.pro stać, wszak niedawno organizacja zapłaciła dość znaczące pieniądze za Michała „snatchiego” Rudzkiego, ale nie wiadomo czy Rosjanie będą skłonni, by kolejny raz wyłożyć na stół znaczącą kwotę, skoro cały projekt pod nazwą „polski skład” jest tak niepewny. Spójrzmy prawdzie w oczy – Virtusi nie gwarantują obecnie żadnych rezultatów i jakiekolwiek dokładanie do tego interesu może wiązać się ze sporym ryzykiem straty. Zwłaszcza, że wraz z kolejnymi ubytkami graczy, który w 2014 roku wygrywali Majora, potencjał marketingowy całej drużyny również spada.

Zagadką jest także przyszłość byaliego. Czy 24-latek zdecydował się na odejście, bo ma już ugadaną posadę w innej formacji? A może po prostu chciał odejść i dopiero teraz rozpocznie poszukiwania? W tym drugim przypadku warto byłoby się zastanowić jaka konkretnie przyszłość czeka Polaka. Powrót do kraju nie wchodzi w grę, tym bardziej, że żadna rodzima organizacja nie zagwarantuje mu warunków choćby zbliżonych do tych, które miał w VP. Czyli kierunek zagraniczny? To też problematyczne, bo pomijając już kwestie czysto językowe warto zwrócić uwagę na jeden fakt – Bieliński od dawna już kojarzony jest jako gracz chimeryczny, który owszem, potrafi zagrać fenomenalnie, ale wielokrotnie zdarza mu się też słabo zacząć i w następstwie przejść całkowicie obok spotkania. I chociaż po wrześniowym Majorze czekać nas będzie kolejna „szufla”, to czy naprawdę w czołówce znajdzie się ktoś, kto będzie chciał zaryzykować i postawić na tak niepewnego zawodnika?

Najbliższe tygodnie będą niewątpliwie burzliwe, bo wszyscy będą z zapartym tchem śledzić doniesienia na temat przyszłości Virtus.pro oraz samego byaliego. I o ile sam gracz pewnie w końcu i tak znajdzie dla siebie jakieś miejsce, tak w wypadku VP sprawy nie wyglądają już tak kolorowo. Niezależnie od tego, czy do składu trafi ktoś, za kogo trzeba będzie zapłacić, czy np. będzie to Piotr „morelz” Taterka, to pewne problemy pozostaną. Po pierwsze (i najważniejsze) skład będzie tak czy inaczej prezentować się przeciętnie i mało prawdopodobne, by był w stanie wbić się do czołówki, w której obecnie rządzą takie ekipy, jak FaZe Clan czy Natus Vincere. Po drugie zaś już teraz możemy być pewni, że to nie koniec roszad, bo przyjdzie taki czas za rok, pół roku a może mniej, że do widzenia powie kolejny z członków zespołu. Wygląda więc na to, że prośby kibiców o rychłe zmiany, które pojawiały się już w ubiegłym roku, zostały wreszcie spełnione i to z nawiązką, przez co drużyna przypomina teraz plac budowy bez wyraźnego terminu oddania do użytku.

Tagi: , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Okrągła dycha – odliczamy dni do FACEIT Major London

Ależ ten czas zasuwa! Od FACEIT Major London 2018 dzieli nas zaledwie 10 dni, co oznacza, że preparacje do imprezy wychodzą na ostatnią prostą. Dbając...