Snax StarLadder Virtus.pro
fot. StarLadder

MaPet Show: Nowy rok, nowy ja

„Nowy rok, nowy ja” to standardowa dewiza ludzi, którzy obiecują sobie, że zmiana daty z 31 grudnia na 1 stycznia w magiczny sposób odmieni ich życie. Zerwanie z nałogiem, zakup karnetu na siłownię, bycie po prostu lepszym człowiekiem – opcji jest mnóstwo, a że najczęściej te wewnętrzne deklaracje są warte tyle, co nic, nie trzeba nikomu przypominać. Pytanie tylko czy podobnie będzie z Virtus.pro, które wraz z nadejściem 2019 roku postanowiło sobie „Chcę być lepsze niż w roku 2018”. I w sumie ma ogromną szansę, by akurat to postanowienie doprowadzić do skutku, bo trudno będzie mu być gorszym.

W nowym składzie ostało się tylko dwóch zakontraktowanych dotychczas graczy, czyli Michał „snatchie” Rudzki i Michał „MICHU” Müller. I jest to na pewno dobry wybór, bo to właśnie dwa Michały w ostatnich miesiącach wyróżniały się najbardziej, co na tle słabo grających starszych kolegów aż tak trudne nie było. Niemniej zarówno snatchie, jak i MICHU to młodość i talent, czyli coś, czego wbrew pozorom na polskiej scenie CS:GO aż tak dużo obecnie nie ma. Jeden i drugi to także spore pieniądze, jakie VP musiało wydać, by wykupić ich odpowiednio z AGO Esports i Teamu Kinguin, nic więc dziwnego, że rosyjscy włodarze nie mieli zamiaru tak szybko rezygnować z ich usług. Bo chociaż nie zbawili oni ekipy tak, jak wszyscy po nich oczekiwali, to ich wpływu na grę nie da się zbagatelizować – obaj dali Virtusom nieco pazura, nieco werwy, ale tak naprawdę dopiero teraz powinniśmy mieć szansę sprawdzić czy naprawdę udźwigną oni ogrom oczekiwań, bo w teorii „młokosy” wreszcie dostały odpowiednich dla siebie partnerów. Nie nieco skostniałe legendy, a nadal względnie młodych zawodników, którzy mają jeszcze coś do udowodnienia, zwłaszcza po ostatnich zakrętach.

Weźmy np. Janusza „Snaxa” Pogorzelskiego, który w krótkim odstępie czasu z jednego z najlepszych graczy świata spadł do poziomu kuli u nogi, której mousesports pozbyło się bez cienia żalu. Zagraniczna przygoda Polaka była równie udana, co przejęcie Wisły Kraków przez Vanna Ly i ostatecznie zakończyła się z podobnym skutkiem – tzn. rozczarowaniem. Gdy Pogorzelski opuszczał latem VP, wszyscy zakładali, że dopiero uwolniony od Filipa „NEO” Kubskiego czy Jarosława „pashyBicepsa” Jarząbkowskiego pokażę pełnię zapomnianego nieco potencjału. Teraz natomiast wielu zakłada, że powrót do ojczyzny, do dobrze sobie znanej organizacji pomoże Snaxowi wrócić na właściwe tory. Niemniej co byśmy nie sądzili, w tym wypadku 25-latek będzie w o tyle uprzywilejowanej pozycji, że będzie mógł w lepszym stopniu przydzielać sobie zadania na mapie, bo przecież będzie współprowadzącym. O problemach podobnych, jak w mouz, nie powinno więc być mowy. Tutaj to Pogorzelski powinien błyszczeć m.in. pewnością siebie, przez brak której ostatnimi czasy nie trafiał najprostszych nawet fragów. No ale pozostali członkowie VP na szczęście tym razem będą rozumieli też w języku polskim, więc porozumiewanie się po angielsku nie będzie konieczne.

Ciekawie potoczyły się z kolei losy Pawła „byaliego” Bielińskiego, którego we wrześniu wszyscy żegnaliśmy, jakby odchodził na zawsze. A okazało się to pożegnanie przedwczesne, bo nie minęło nawet pół roku, a 24-latek znowu przywdział trykot z białym niedźwiedziem na przedzie. W międzyczasie natomiast zapełniał sobie czas grą w miksowej MIKSTURZE, która dotarła do wielkiego finału PLE, a także awansowała do zamkniętych eliminacji do europejskiego Minora. Co prawda plotkowało się, że Bieliński jest potencjalnym kandydatem do mousesports, ale to chyba możemy włożyć między bajki – wszak Snax nie miał tam nigdy takiej pozycji, która pozwalałby mu ściągnąć do drużyny rodaka, a tym bardziej takiego rodaka, za którego trzeba by zapewne słono zapłacić. Tak czy inaczej, pochodzący z Polic zawodnik przez ostatnie miesiące nie próżnował i do VP powraca jako stale czynny gracz. Czy można było wybrać lepiej? Zapewne tak, bo przecież mamy m.in. Dominika „GruBego” Świderskiego, ale ten już raz Virtusom odmówił, więc niewykluczone, że zrobiłby to ponownie. A byali był cały czas pod ręką, bo jego umowa z organizacją nigdy nie przestała obowiązywać.

No i na koniec nowy lider, Mateusz „TOAO” Zawistowski. Brzmi to nieco zabawnie, gdy uświadomimy sobie, że Virtus.pro ściągnęło do siebie kogoś, kto w AGO Esports był tylko rezerwowym. Nie dajmy się jednak zwieść, bo o posadzeniu 22-letniego prowadzącego nie przesądziły raczej względy czysto sportowe, takie jak jego forma strzelecka czy też niedociągnięcia w jego IGL-owym warsztacie. TOAO przez cały spędzony w AGO okres niejednokrotnie udowadniał, że jest bardzo mocnym punktem ekipy, a clutche to jest właśnie to środowisko, w którym czuje się najlepiej. Prawdę mówiąc trudno byłoby znaleźć w kraju innego prowadzącego, który pasowałby do tej układanki. Mówimy bowiem o VP, gdzie siła ognia w teorii znajduje się na bardzo wysokim poziomie, potrzebny był więc ktoś, kto będzie mógł skupić się na kwestiach taktycznych i to one będą jego głównym zmartwieniem. Nie powinno więc być powtórki z kilku ostatnich miesięcy, gdy każda kolejna osoba, która przejmowała w zespole rolę prowadzącego, ewidentnie męczyła się z tą funkcją i pełniła ją z czystego przymusu.

A, no tak… Została jeszcze najbardziej drażliwa kwestia, czyli posada trenera. Tę nieoczekiwanie zachował Jakub „kuben” Gurczyński, co zaskakuje z kilku powodów. Przede wszystkim zadziwia fakt, że na ponowną współpracę z kubenem zdecydowali się Snax i byali, którzy całkiem niedawno krytykowali szkoleniowca w prywatnych rozmowach. Mimo to według oficjalnej wersji to m.in. ich glosy przesądziły o tym, że kuben zachował swoje stanowisko, bo przecież komunikat VP jasno mówił, iż była to wspólna decyzja całej drużyny. Czy tak było naprawdę? Możemy tylko teoretyzować czy wpływ na to wszystko miała np. niemożność zakontraktowania kogoś innego, a może inny czynnik. Niemniej tym razem Gurczyński nie będzie miał aż dwóch lat, by spróbować doprowadzić drużynę do ładu – nowy projekt VP jest czymś, co ma zaskoczyć szybko, niemalże od razu, więc jeśli początkowe wyniki dalekie będą od oczekiwań, to niewykluczone, że i ostatni członek „starej gwardii” definitywnie opuści formację, tak jak wcześniej NEO i pasha, którzy do tejże formacji go przecież ściągali.

Nowy rok, nowe Virtus.pro. Ale czy lepsze? Pod wieloma względami na pewno. O wiele mniejsza różnica wieku oznacza podobne podejście do gry, a to może mieć zbawienny wpływ na ogólną postawę drużyny. Nie ma jednak co popadać w hura optymizm, bo istnieje także wiele znaków zapytania. Niewiadomą pozostaje forma Snaxa, nie jest do końca pewne jak do nowych warunków zaadaptuje się byali, który jedną nogą był już poza VP, a i przed TOAO stać będzie największe w dotychczasowej karierze wyzwanie. Na papierze wygląda to nieźle i można powiedzieć, że organizacja postawiła w niemal każdym przypadku na najlepszych graczy w Polsce. Teraz pozostaje kwestia poskładania tego do kupy i znalezienia odpowiedniego bilansu, który pozwoli Virtusom powrócić do szeroko pojętej dyskusji. Już teraz wiele osób pyta czy nowy skład będzie w stanie nawiązać do sukcesów składu starego. A ja zapytałbym inaczej – czy gdy już opadnie pierwsza ekscytacja, to nowy skład otrzyma od swoich kibiców kredyt zaufania i nie będzie nagminnie porównywany z VP z NEO, pashą i TaZem – minęło już wiele czasu, zmienił się CS i zmieniła się scena. Niech to więc będzie lepsze VP – lepsze, bo bardziej nowoczesne i skrojone pod obecne potrzeby.

Śledź autora na Twitterze – MaPetCed
Tagi: , , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close
Worlds 2018, finał

Jak zmieniało się League of Legends? Rozgrywka podczas minionych dwóch lat w liczbach

Kolejny rok profesjonalnych rozgrywek League of Legends zbliża się do końca. Drużyny zamiast rozpamiętywać minione miesiące koncentrują się w pełni na...