fot. ESL/Patrick Strack

QuickScope: I’m coming home

Rozbrat Janusza „Snaxa” Pogorzelskiego z polską sceną trwał niecałe pół roku. Po nieudanej przygodzie w mousesports 25-latek zdecydował się powrócić na stare śmieci i podjąć próbę przywrócenia Virtus.pro do światowej czołówki. W dzisiejszym felietonie między innymi przyjrzę się ostatnim miesiącom w wykonaniu zawodnika z Krakowa.

Zacznijmy od początku. Dlaczego popularny Dzik opuścił szeregi organizacji, z którą był związany od początku 2014 roku? Złożyło się na to kilka czynników, a przede wszystkim ogromny kryzys najpopularniejszej rodzimej formacji. Pogorzelski pragnął kolejnych triumfów, zaś trwająca od dłuższego czasu przeciętna forma Virtusów nie zapowiadała ich nadejścia w najbliższej przyszłości. Strzelec postanowił poszukać nowych wyzwań i przyjął ofertę ze strony mousesports. Choć Polak nie był pierwszym nazwiskiem na liście życzeń organizacji, to fiasko negocjacji w sprawie kwoty wykupu Dana „apEXa” Madesclaire’a z G2 Esports niejako zmusiło włodarzy do sięgnięcia właśnie po niego. Aczkolwiek zgodnie ze słowami menedżera VP, Romana Dvoryankina, FaZe Clan również złożył zapytanie na temat potencjalnych przenosin Pogorzelskiego. Tak więc nawet gdyby transfer do mouz spełznął na niczym, to gracz miał do wyboru alternatywną opcję.

Trzeba sobie powiedzieć jasno, że rozstanie Snaxa z Virtus.pro było potrzebne samemu zainteresowanemu. Zawodnik mógł wreszcie na własnej skórze przekonać się z czym wiąże się występowanie w międzynarodowej drużynie, a przede wszystkim otrzymał szansę na odbudowanie swojej indywidualnej dyspozycji, która spadała współmiernie do dyspozycji całej nadwiślańskiej piątki. Dołączenie do mousesports miało być wyciągnięciem z marazmu, jednak na dobrą sprawę było wyłącznie jego przedłużeniem. Pod względem liczb, gracz z Krakowa przeważnie prezentował się najgorzej na tle kolegów, zaś tylko na jednym z sześciu turniejów lanowych w barwach Myszy udało mu się zanotować rating powyżej 1,00. Co stało za takim stanem rzeczy? Po odsunięciu od składu typowego supporta w osobie Martina „STYKO” Styka jego obowiązki przejąć miał właśnie Snax. A wszyscy dobrze wiemy, że 25-latek jest stworzony do innych zadań i najlepiej odnajduje się w warunkach, w których ma swobodę w poruszaniu się po mapie.

Wszystkie turnieje offline Snaxa w mousesports
Rozgrywki Rating 2.0 Najgorszy w drużynie
ESL One Cologne 2018 0,94 Snax (0,94)
ELEAGUE Premier 2018 0,97 chrisJ (0,92)
DreamHack Masters Stockholm 2018 0,98 Snax (0,98)
FACEIT Major 2018* 0,69 Snax (0,69)
ESL One New York 2018 1,04 ropz (1,02)
 StarSeries i-League Season 6 0,78   Snax (0,78)
* Faza Nowych Legend

Piąty najlepszy gracz 2016 roku otwarcie wyznał, iż jego potencjał w nowej drużynie nie był wykorzystywany w odpowiedni sposób. Europejska czwórka przyzwyczaiła się do nawyków z przeszłości i nie zamierzała dostosować swojego stylu do stylu Polaka. Lider mousesports, Chris „chrisJ” de Jong, w jednym z wywiadów wypowiedział następujące słowa: – Wydaje mi się, że biorąc go dokonaliśmy po prostu złego wyboru i nie chodzi tu o to, że on jest złym graczem, bo lubiłem razem z nim grać, ale on po prostu do nas nie pasował. Nie wierzę, iż przed parafowaniem umowy z niemiecką organizacją Snax nie wiedział, jaką rolę miałby pełnić w nowej ekipie. Zastanawiające jest to, dlaczego krakowianin nie poczekał na propozycję od innej formacji, w której mógłby być jedną z gwiazd, a nie wspierającym, którym zresztą jak sam mówi, nie umie być. – Ja po prostu nie pasuje do tego, żeby kłaść co rundę bomby, rzucać granaty. Być może w innych okolicznościach 25-latek święciłby większe sukcesy, zarówno na płaszczyźnie drużynowej, jak i indywidualnej.

A tak w połowie października ubiegłego roku Snax trafił na ławkę rezerwowych mousesports. Czwarty zespół światowego rankingu uderzył się w pierś i przywrócił STYKO do składu, tym samym przyznając się do popełnionego kilka miesięcy wcześniej błędu, jakim było zainwestowanie w Polaka aż 290 tysięcy dolarów. Bez tego wydarzenia najprawdopodobniej nie byłoby tak szybkiego powrotu Pogorzelskiego na krajowe podwórko. Przechodząc dalej, idę o zakład, że „warunkiem” powrotu do szeregów Niedźwiedzi była zmiana pokoleniowa, odejście „starszyzny”. Trudno bowiem było wyobrazić sobie obecność strzelca w jednej ekipie z weteranami: Filipem „NEO” Kubskim oraz Jarosławem „pashąBicepsem” Jarząbkowskim. Nie jest żadną tajemnicą, że pomiędzy wspomnianym duetem a Snaxem istniały pewne niesnaski. Odpadnięcie Virtusów w zamkniętych kwalifikacjach do Minora przelało czarę goryczy oraz było ostatnim gwoździem do trumny ówczesnej piątki. Stało się jasne, że przyszedł czas na rewolucję kadrową, która mówiąc szczerze powinna mieć miejsce dużo wcześniej.

Sformowanie rosteru powierzono podobno właśnie Snaxowi. Będąc zupełnie szczerym, nowo utworzony skład był praktycznie najlepszym możliwym. Niektórzy poddają w wątpliwość to, czy Mateusz „TOAO” Zawistowski będzie odpowiednim liderem, a także czy pozostawienie Jakuba „kubena” Gurczyńskiego w roli szkoleniowca to właściwa decyzja. Zalecałbym dokonywanie osądów dopiero po kilku tygodniach wspólnych treningów oraz pierwszych oficjalnych pojedynkach. Na papierze odświeżony zespół prezentuje się okazalej aniżeli poprzedni, głównie biorąc pod uwagę czyste umiejętności strzeleckie. Nowe rozdanie generuje nowe pokłady nadziei. Nadziei, której polskim kibicom akurat nigdy nie brakowało, nawet w najtrudniejszych momentach. Ogłoszenie piątki zostało przyjęte ze zrozumianym entuzjazmem, bo właściwie posiada ona wszystko co potrzebne, aby nie tyle stać się numerem jeden w Polsce, ale również wskoczyć do czołowej dziesiątki rankingu HLTV. A już od dawna nie było w niej żadnej drużyny znad Wisły.

Snax ma wiele do udowodnienia nie tylko kibicom, ale również i samemu sobie. 2018 z pewnością był najgorszym rokiem w jego profesjonalnej karierze. Teraz zawodnik powraca do, jak to sam ujął, „kochanego domu” i zapewnia, że jego kompani są żądni zwycięstw. Od jego postawy na serwerze w dużej mierze będzie zależało powodzenie całego projektu. Czy na ekranach naszych monitorów będziemy mieli okazję oglądać starego dobrego Dzika, czy może Pogorzelski nadal będzie cieniem samego siebie z najlepszych lat? Pozostało mieć nadzieję, że tegoroczna dyspozycja 25-latka przyczyni się do jego powrotu do zestawienia 20 najlepszych zawodników globu, a Virtus.pro z nim na pokładzie przynajmniej nawiąże do czasów swojej świetności.


Wszystkie felietony z cyklu „QuickScope” można znaleźć pod tym adresem. Kolejny tekst już w następną środę w godzinach wieczornych.

Śledź autora tekstu na Twitterze – Tomasho
Tagi: , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

North bez szans! Windigo blisko awansu do play-offów Minora

Za nami ostatni pojedynek w trybie bo1 europejskiego Minora. Windigo Gaming zmierzyło się w meczu na Overpassie z North, które dość niespodziewanie ni...