fot. DreamHack

Tego dnia… TaZ zostaje odsunięty od składu Virtus.pro

O tym, że Virtus.pro nie jest w najlepszej formie, wiadomo było od dawna, ale dopiero wydarzenia z początku 2018 roku możemy określić mianem prawdziwego upadku. To właśnie wtedy bowiem rodzima ekipa po raz pierwszy w historii swoich występów na Majorze pod banderą VP nie zdołała zapewnić sobie statusu legendy. Wtedy też stało się jasne, że zmiany, o które kibice prosili już od wielu miesięcy, są tylko kwestią czasu. I wreszcie stało się – 6 lutego 2018 roku Wiktor „TaZ” Wojtas znalazł się poza składem, ustępując miejsca o wiele młodszemu od siebie Michałowi „MICHOWI” Müllerowi. W tamtym momencie pewien etap w historii dobiegł czasu.

Ostatni wygrany turniej w czerwcu 2017 roku, kilkukrotnie pożegnanie z najważniejszymi imprezami na scenie już po fazie grupowej oraz szereg upokorzeń – to wszystko musiało się tak skończyć, zaś TaZ był idealnym celem. Był najstarszy, najczęściej bywał na świeczniku, a także od pewnego czasu prezentował się zwyczajnie najsłabiej, padło więc na niego. – Mogę szczerze powiedzieć, że rozmowa z Wiktorem podczas styczniowego Majora w Bostonie była jednym z najtrudniejszych dni w moim życiu, a na pewno w mojej karierze w VP. Ludzie naprawdę płakali, prawie wszyscy będący wtedy przy stole – mówił wiele miesięcy później generalny menadżer Virtus.pro, Roman Dvoryankin. Ale trudno się dziwić, bo Wojtas był ogromną częścią historii całej organizacji. To on doprowadził ją do największych sukcesów, to on przyczynił się do kilkunastu triumfów, zawsze pełniąc rolę tego, który motywuje resztę do jeszcze lepszej gry. Był głośny, był charakterystyczny i lubiany lub też nie, bo na pewno nie dało się obok niego przejść obojętnie.

Drużyna zadecydowała, że nie wpisuję się w ich koncepcję przyszłości. Szanuję tę decyzje i chciałbym życzyć chłopakom powodzenia w nadchodzących turniejach! Czuję że jest to zmiana na lepsze dla obydwu stron. Zmiany są potrzebne w życiu i dlatego patrzę optymistycznie na nadchodzące wyzwania. To nie jest ostatnie słowo jakie ode mnie usłyszycie. Mogę wam jedynie powiedzieć już teraz – nigdy nie byłem bardziej szczęśliwy i zmotywowany – tymi słowami TaZ pożegnał się z byłymi już kolegami. Dopiero pół roku później w rozmowie z dziennikarzami podczas DreamHack Open Montreal 2018 opowiedział szerzej o swoich odczuciach, odnosząc się m.in. do fatalnej postawy VP na londyńskim Majorze. – To był najgorszy Major w moim życiu, kiedy wstawałem, oglądałem mecz i wiedziałem, że nie mogę tam być. Nie obchodzą mnie naklejki i wszystko pozostałe. Oglądanie VP beze mnie i nieuczestniczenie w tych wydarzeniach naprawdę łamało mi serce. Co tu dużo mówić, Virtus.pro za mało trenowało. Nie wiem też, co działo się wewnątrz drużyny, ponieważ nie rozmawiałem z chłopakami od dawna. Cóż… nie dbam już o ich wyniki – przyznał szczerze.

Wracając jednak do lutego 2018 – tak mocny cios wymierzony w nienaruszalny, zdawałoby się, rdzeń zespołu miał być jednocześnie impulsem do swoistego nowego startu. Zwłaszcza że nowy nabytek, MICHU, był po prostu Virtus.pro przeznaczony, a tak się przynajmniej zdawało. Chrzest bojowy pierwotnie wypożyczony z Teamu Kinguin zawodnik przeszedł podczas Intel Extreme Masters Katowice 2018, gdzie nie uchronił zespołu przed kolejnym rozczarowaniem. I na dobrą sprawę tak wyglądała też jego kariera w VP w kolejnych miesiącach, gdyż z czasem został on rzecz jasna wykupiony. W odwrotnym kierunku powędrował natomiast TaZ, któremu powierzono zadanie stworzenia nowego, lepszego Kinguin. W kolejnych miesiącach doświadczony gracz mógł wznieść w górę dwa krajowe i jeden międzynarodowy puchar, podczas gdy jego była drużyna powoli dogorywała, by wraz z końcem roku rozpaść się całkowicie. Niemniej to już temat na inną historię.

Tagi: , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

125 tysięcy na stole. Na`Vi i mouz powalczą o triumf w ICE Challenge 2020

W ostatnią sobotę do gry w ramach ICE Challenge 2020 przystępowało osiem formacji, ale dziś liczą już tylko dwie z nich – Natus Vincere oraz mousespor...