AGO
fot. StarLadder

MaPet Show: Co się sTOAO?

  • Grudzień 2018 – Virtus.pro ogłasza nowy skład CS:GO, który ma pomóc formacji w wyjściu z potężnego kryzysu
  • Marzec 2019 – w nowym składzie Virtus.pro dochodzi do pierwszej zmiany, będącej następstwem rozczarowujących rezultatów

Zaledwie trzy miesiące wystarczyły, by w Virtus.pro zapaliły się pierwsze światła alarmowe. I trudno się dziwić, bo nie dość, że ekipa nie sprostała wygórowanym oczekiwaniom złaknionych sukcesów kibiców, to na dodatek radziła sobie po prostu poniżej przeciętnej. Można było co prawdą tłumaczyć Polaków, że to nowy skład, że potrzebują czasu itp. Jak długo jednak można nie zauważyć, że ekipa złożona z czterech uczestników Majorów nie jest w stanie przebić się nawet przez otwarty etap eliminacji? Ktoś jednak w końcu powiedział dość, fundując Mateuszowi „TOAO” Zawistowskiemu bilet w jedną stronę.

To ogromne rozczarowanie, zwłaszcza że TOAO miał być tym, który rozrusza skostniałą taktycznie drużynę. Który po okresie problemów ze znalezieniem kogoś, kto prowadziłby dlatego, że chce, a nie dlatego, że musi, pchnie VP do przodu, pomagając przekuć skilla w wyniki. Tak miało być, ale nie było. Według danych HLTV od momentu sformowania nowy skład Virtusów wygrał zaledwie 11 z 28 możliwych spotkań – a trzeba pamiętać, że popularny serwis nie uwzględnia meczów rozgrywanych we wcześniejszych fazach turniejów kwalifikacyjnych. Jakby się jednak na to nie patrzeć, trudno nadal tłumaczyć to wszystko tym, że zespół jest nowy. Nowy był też Team Vitality, a w momencie, gdy Francuzi grają na kolejnych międzynarodowych imprezach i zdążyli zaliczyć już nawet Majora, Polacy zajmują miejsce w połowie stawki ESEA Mountain Dew League.

Dobrze więc nie było i żadne próby zaklinania rzeczywistości tego nie zmienią – ekipa miała tylko przebłyski, a to zdecydowanie za mało. I to właśnie dlatego poleciała głowa TOAO. Czy Janusz „Snax” Pogorzelski będzie lepszym prowadzącym? Cóż, pierwsza próba 25-latka zakończyła się tym, że popadł on w wyraźny konflikt z częścią drużyny i po krótkim czasie odszedł do mousesports. To było jednak jeszcze w ubiegłym roku i od tego czasu wiele się zmieniło. Nie ma już choćby zespołowej starszyzny, która wydawała się w największym stopniu blokować zapędy Pogorzelskiego. Być może teraz, mając u boku tylko osoby mniej więcej swojego wieku, pójdzie mu lepiej. Tym bardziej że samo strzelanie nie wychodzi Snaxowi już tak dobrze jak kiedyś, więc i powierzenie mu dodatkowych obowiązków nie będzie wcale tak wielką stratą siły ognia. Wiele w tej materii zmienia zwłaszcza obecności Michała „snatchiego” Rudzkiego – VP w końcu ma nominalnego snajpera, skupionego tylko na korzystaniu z AWP. Wcześniej żaden z wyborowych strzelców ekipy, włącznie z nowym IGL-em, nie miał tego komfortu.

A skoro już jesteśmy przy sile ognia… Ta teoretycznie powinna się nawet zwiększyć wraz z przyjściem Kamila „Sobola” Sobolewskiego. „Teoretycznie” to jednak słowo klucz, bo chociaż 21-latek swego czasu przymierzany był nawet do Teamu Kinguin, to tak na dobre nie wiadomo jeszcze, czego konkretnie możemy się po nim spodziewać. Świadomi są tego również w VP i na razie tylko wypożyczyli młodego Polaka, co gwarantuje mu swoistą sytuację win-win. Albo się sprawdzi, albo nie i organizacja odda go z powrotem do Actina PACT, gdzie na pewno zostanie przyjęty z otwartymi ramionami. Najbardziej przegrane w tej sytuacji będzie samo Virtus.pro, które będzie zmuszone kontynuować poszukiwania nowego zawodnika. A kto? Trudno stwierdzić, ale próba z Sobolem może wskazywać, że działacze formacji nie są skorzy, by ponownie wyłożyć na stół grube pliki banknotów, jak miało to miejsce w przypadku snatchiego czy Michała „MICHA” Müllera. Wobec tego odpada raczej ponowna próba marszu po Dominika „GruBego” Świderskiego. Wiele osób na pewno chętnie spojrzy w stronę Pawła „innocenta” Mocka, chociaż akurat w tym wypadku jest pewien problem – były członek Kinguin i PENTY po raz ostatni udział w poważnym turnieju wziął dawno temu i trudno ocenić, w jakiej jest obecnie formie. Kto więc zostaje? Inni młodzi, których ostatnio na naszym podwórku pojawiło się kilku. Mamy przecież m.in. Krzysztofa „Goofy’ego” Górskiego czy Filipa „TUDSONA” Tudeva – to tylko przykłady, ale o ich zakontraktowanie na pewno byłoby łatwiej niż w przypadku któregokolwiek gracza AGO Esports i devils.one.

Na podstawie powyższych przemyśleń może się wydawać, że popieram dzisiejszą decyzję Virtus.pro. I na dobrą sprawę tak właśnie jest.Przed drużyną przecież lanowy debiut i nie można było dłużej liczyć, że coś nagle magicznie się odmieni albo coś samoistnie zaskoczy. Nikt przecież nie będzie czekać w nieskończoność, bo czas ucieka i VP raczej chciałby być już w nieco innym miejscu ,niż faktycznie się znajduje. Tak czy inaczej, cieszy jedna rzecz – włodarze rosyjskiej organizacji wyciągnęli wnioski z przeszłości, gdy nazbyt długo zwlekali z roszadami w starej ekipie. Teraz postanowiono wyprzedzić ewentualne kolejne problemy, by znowu nie było za późno.

Śledź autora na Twitterze – Maciej Petryszyn

Tagi: , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

devils.one nieznacznie lepsze od LDLC na początek GG.BET Invitational

Choć pierwszy mecz GG.BET Sydney Invitational długo nie przebiegał po myśli zawodników devils.one, to koniec końców zdołali oni zapewnić sobie cenne z...