fot. EURONICS Gaming

OKOLICIOUZ: Hejt na kubena jest przesadzony. Kuba robi świetną robotę

Gdy w składzie Virtus.pro na pojedynki w ESL Mistrzostwach Polski pojawiło się nazwisko Michała „OKOLICIOUZA” Głowatego, spora część społeczności musiała upewnić się, że obecność 22-latka pod skrzydłami legendarnej organizacji to nie złudzenie. Nie da się ukryć, że w Polsce kojarzyli go tylko ci najbardziej zwariowani na punkcie Counter-Strike’a. Ale nowicjuszem na scenie absolutnie nie jest. Bogata historia za naszą zachodnią granicą skusiła włodarzy zespołu do postawienia na mieszkającego w Niemczech Polaka. O CS-owej przeszłości, ofertach z naszej ojczyzny, kulisach dołączenia do VP i planach na przyszłość opowiada sam zainteresowany w szczerej rozmowie z naszym portalem.


Adam Suski: Zacznijmy od poukładania pewnych faktów – urodziłeś się w Polsce, ale obecnie mieszkasz w Niemczech. Co sprowadziło cię za zachodnią granicę?

Michał „OKOLICIOUZ” Głowaty: Myślę, że to tak samo jak w przypadku większości ludzi, którzy muszą niestety wyjechać, powodem jest kwestia finansowa. Do tego moi rodzice chcieli dla mnie jak najlepiej pod względem edukacyjnym – zapewnić mi najlepszą możliwą szkołę, wykształcenie.

W jakim wieku pojechałeś do Niemiec?

Miałem wtedy 14 lat, czyli było to niespełna 8 lat temu, w sierpniu.

Obstawiam, że początki były trudne. Jak radziłeś sobie w komunikacji?

Na początku na pewno nie było łatwo – zawsze jest to mimo wszystko nowa kultura, nowi ludzie, nowa mentalność, nowy język. Więc tak, było trochę ciężko, ryzyko było wkalkulowane. Trudno mi jednak teraz to oceniać, bo trochę czasu minęło. Myślę, że po sześciu miesiącach zacząłem jakoś tam „dukać”, a po roku już z tymi ludźmi się komunikować. Powoli to szło naprzód.

Czy przy okazji przeprowadzki do Niemiec myślałeś o tych przenosinach w kontekście gry w CS-a? Brałeś pod uwagę ewentualną karierę na tamtejszej scenie?

W momencie, w którym musieliśmy się przeprowadzić, raczej nie myślałem o grze. Oczywiście gdzieś z tyłu głowy miałem, że niemiecka scena była na tamten moment była nawet lepsza, bo 2011 rok to był koniec CS 1.6 i faktycznie zespoły z Niemiec królowały wtedy. W tamtym okresie były rozgrywki ESL Pro Series, które dziś można byłoby przyrównać prestiżem do ESL One Cologne. Ale szczerze mówiąc nie zastanawiałem się dogłębnie, jak wyglądać będzie tam gra. Nie patrzyłem jeszcze na CS-a tak jak dzisiaj, bo to wszystko było zdecydowanie mniej profesjonalne.

Zostawiając już tą daleką przeszłość, czy ty, powiedzmy przez ostatnie lata, odbierałeś Counter-Strike’a jako jedynie coś dodatkowego w życiu, a może jednak jako podstawowe zajęcie?

W pewnym momencie granie zaczęło się robić dla mnie trochę poważniejsze. I bardzo, bardzo dużo czasu poświęcałem, żeby się rozwijać jako gracz, bo widziałem w tym jakąś swoją szansę. Nie da się ukryć, że w dzisiejszych czasach wybić się jest całkiem łatwo, mamy sporo różnych możliwości takich jak liczne kwalifikacje, są też FACEIT’Y czy FPL-e i tak dalej. Od jakiegoś 2015-2016 roku wkładałem tyle czasu w tę grę, ile mogłem i praktycznie każdą wolną chwilę, jaką miałem. A czasami nawet kosztem szkoły czy innych rzeczy.

Jeśli chodzi o twoje CV na niemieckiej ziemi to jest ono całkiem bogate, ale też rzuca się w oczy liczba zespołów, w których miałeś okazję występować. Mówiąc tak kolokwialnie – nie mogłeś usiedzieć w jednym miejscu? Co powodowało tak liczne zmiany barw?

Mogę śmiało powiedzieć, że w tych początkach, gdy byłem jeszcze mało doświadczony, miałem większy temperament niż teraz, chciałem więcej wygrywać, a nie rozumiałem tego, że to wszystko nie przyjdzie tak szybko, jakby się mogło wydawać. Nie zawsze rozumiałem się z kolegami, mieliśmy inne spojrzenie na to wszystko. Oczywiście z biegiem czasu zrozumiałem, że nie zawsze miałem rację.

Jeśli chodzi o trochę późniejsze wydarzenia, kiedy miałem okazję grać dla PANTHERS czy Berzerk, to, nie żebym szukał wymówek, ale winą obarczyłbym całą niemiecką scenę. Nie wiem, czy Polacy akurat się w tym tak orientują, ale tutaj mamy tak zwaną „karuzelę niemiecką” – sezon trwa zazwyczaj 3 do 4 miesięcy i po nim następuje jedna wielka szufla. Masz zmianę za zmianami i praktycznie nikt nie wie, co będzie dalej. Wszędzie pojawiają się znaki zapytania, przez co nie ma możliwości działania według jakiegoś dalekobieżnego planu z drużyną i pogrania w jednym składzie np. rok. Chyba, że faktycznie dostaniesz takie kontrakty, załóżmy od ALTERNATE aTTaX. Ale tak to jest naprawdę ciężko zagrać dłużej niż jeden sezon tą samą piątką.

Dla przykładu chociażby moja ostatnia drużyna, EURONICS, była całkiem solidna, ale w momencie, gdy ja otrzymałem jakąś lepszą ofertę, oni muszą zmieniać skład. I tak jest praktycznie co sezon. Albo chłopaki chcą grać z jakimiś kolegami, z którymi, załóżmy, wcześniej się pokłócili, a teraz po np. dwóch sezonach chcą ponownie spróbować czegoś razem, albo jest ktoś nowy, dobry i zostaje zwyczajnie wykupiony przez inną drużynę. Zawsze działa to w ten sam sposób. Spokojnie można powiedzieć, że na niemieckiej scenie każdy z tych weteranów grał z każdym, właśnie z uwagi na te zmiany.

Swoje największe sukcesy świętowałeś w barwach PANTHERS, kiedy na początku 2018 byłeś nawet w półfinale ESL Meisterschaft, a wraz z kolegami meldowaliście się także w czołówce 99liga. To był najlepszy czas dla ciebie?

Tak, faktycznie. W Niemczech, niestety, do pewnego czasu mieliśmy tylko lana od ESL, teraz 99damage również zrobiło finały offline. To są w zasadzie jedne takie prestiżowe rozgrywki, reszta to takie trochę turnieje dla zabawy. Wracając do tego ESL Meisterschaft, to pierwszy raz byłem wtedy na lanie i to zdecydowanie był mój największy dotychczasowy sukces. Nawet mimo tego, że nie udało się wtedy dojść do finału, ale trzeba wziąć pod uwagę, że przegraliśmy na końcowego triumfatora całych zmagań i to w dość pechowych okolicznościach, bo 1:2. Pamiętam, że na ostatniej mapie przegraliśmy aż 11 clutchy, kończąc ją wynikiem 10:16. Więc tak jak powiedziałem, wydaje mi się, że to był mój najlepszy sezon.

To jeszcze trochę o początku 2019 roku, gdy trafiłeś pod skrzydła EURONICS. Wspominałeś wprawdzie, że w Niemczech często dochodzi do transferów, scena nie jest stabilna, ale mimo wszystko wraz z nowym rokiem wiązałeś nadzieje, że coś może zaskoczy na jeszcze wyższym poziomie? Nie ulega wątpliwości, że EURONICS jest już całkiem rozpoznawalną marką nawet w Europie.

Tak, EURONICS jest bardzo znane, szczególnie w Niemczech, jedna z największych tamtejszych organizacji esportowych. Jeśli chodzi o stabilność, to tutaj nam się udało, bo z trzema chłopakami z drużyny grałem wcześniej, od sierpnia byliśmy częścią WiseWizards. Także twierdzę, że ten trzon ekipy wytrzymałby nawet na kolejny sezon, nawet teraz moi zespołowi koledzy grają dalej i to jest swego rodzaju wyjątek, bo nie trzyma się to długo w Niemczech. To byłby już nasz trzeci sezon i praktycznie cały rok razem.

fot. 99Damage/Danny „DasiN” Singer

Wspomniałeś także o ALTERNATE, a właśnie barwy tej drużyny reprezentuje inny Polak, który swoją przygodę z CS-em praktycznie wyłącznie spędził w zachodnich drużynach. Mowa oczywiście o Mateuszu „mantuu” Wilczewskim. Miałeś okazję rozmawiać z nim szerzej porozmawiać? Może wymienialiście się uwagami na temat Polski, ojczystej sceny?

Graliśmy nawet razem w PANTHERS, ale przyznam, że między nami nie było jakiejś większej komunikacji. Nie z powodu, że jesteśmy skłóceni czy coś podobnego, ale po prostu nie mieliśmy jakiejś lepszej okazji, by pogadać.

Masz teraz 22 lata i dla zawodników w twoim wieku najczęściej jest to czas, że trzeba podjąć jakieś kluczowe decyzje dotyczące osobistej przyszłości. Mam tu na myśli wybór pomiędzy rozwojem w kierunku esportu albo skupieniem się na czymś zupełnie innym. Ty też mierzyłeś się z takimi myślami?

Jeszcze się nad tym nie zastanawiałem, generalnie rzec biorąc. Mam swoje studia, nie wiem czy znajdę właściwy odpowiednik w polskim nazewnictwie, ale tłumacząc słowo w słowo, uczę się informatyki ekonomicznej i raczej wiążę z tym przyszłość, jeśli nie uda się czegoś osiągnąć w esporcie. Czyli w zasadzie jest to coś związanego z komputerami, może gospodarką czy ekonomią.

Przechodząc dalej, muszę przyznać, że dla większości kibiców w Polsce byłeś postacią dość anonimową przed tym, jak okazało się, że będziesz wspierał Virtus.pro. Na pewno znacznie bardziej kojarzony jesteś w Niemczech. Stąd moje pytanie: czy myślałeś o tym, żeby zbudować swego rodzaju fanbase właśnie w swojej ojczyźnie, biorąc pod uwagę, jak dużym zainteresowaniem cieszy się CS nad Wisłą?

Wydaje mi się, zważywszy nawet na moje doświadczenie w tych sprawach, jest to bardzo ciężkie zadanie bez jakiejś pomocy. Mam tu na myśli chociażby ROG i skład izaka, kiedy ludzie widzieli zawodników w akcji, a potem wchodzili na profile zawodników i byli ciekawi ich dalszych losów. Poza takimi szansami, jeśli nie ma się jakiegoś rozpoznawalnego imienia lub wsparcia takiego, jakie otrzymałem dzięki Virtus.pro, bo właśnie dzięki temu już sporo osób się o mnie dowiedziało, to zbudowanie fanbase’u jest trudne. No chyba że ma się jakiś oryginalny pomysł na siebie.

Jak ty odbierałeś się na to, co działo się na polskiej scenie? Zakładam, że przynajmniej w niewielkim stopniu śledziłeś zmagania w naszym kraju. Jak reagowałeś na te zmiany, które zachodziły w Virtus.pro czy problemy z jakimi się ono mierzyło?

Szczerze mówiąc, nie obserwowałem tego aż tak dokładnie. To znaczy wiedziałem, że po prostu chłopakom nie szło, ale nie analizowałem powodów tego ani z kim przegrywają. Jedynie jeśli grali jakiś ciekawszy mecz, który był ogłoszony na HLTV, to oglądałem sobie ich grę, tak było na przykład przy okazji MDL-a. Polskiej sceny faktycznie jakoś specjalnie nie śledziłem. Także jeżeli spytałbyś mnie teraz, kto na ostatnich Mistrzostwach Polski doszedł na finały lanowe, to bym ci nie potrafił odpowiedzieć.

Jeśli już o polskiej scenie, o ile nie jest to tajemnicą, otrzymałeś wcześniej jakieś oferty z naszego kraju?

Poza Virtus.pro w ostatnich trzech miesiącach nie.

A wcześniej?

To było około 2 lat temu, więc kawał czasu temu. Ale faktycznie było coś takiego z jednej z lepszych organizacji, jednak nie chcę teraz wyjawiać, o kogo dokładnie chodzi. Niemniej, była rozmowa o tym, że po maksimum roku musiałbym przeprowadzić się do Polski, a to w moim przypadku nie wchodziło w grę, bo byłem jeszcze wtedy uczniem, nie mogłem zawiesić studiów. To byłoby trudne do zrealizowania.

Skupmy się więc na ostatnich wydarzeniach. Kiedy rozpoczęły się rozmowy z Virtus.pro i jak one wyglądały?

Rozmowy z VP zaczęły się jakoś w ubiegłą sobotę, czyli jakieś półtora tygodnia temu.

To bardzo niedawno.

Zdecydowanie. Wstałem tamtego dnia do pracy i dostałem wiadomość od MICHA, że będzie się coś działo i czy nie miałbym ochoty spróbować. Ja bez dłuższego zastanowienia zgodziłem się, bo granie dla Virtus.pro było moim celem, marzeniem od zawsze. Bez większego namysłu odpisałem mu: powiedz mi tylko o której godzinie, to będę.

A z MICHEM lub kimś innym z obecnego składu znałeś się już wcześniej?

Przed tym znałem się tylko z samym MICHEM.

Jak wygląda taki proces wyboru do drużyny? Czy to zawodnicy siadają z trenerem i mówią: hm, ten zawodnik by nam odpowiadał, ten nie, tamten byłby spoko, a ten nie bardzo? Na jakich zasadach przebiega taka selekcja na piątego gracza do zespołu?

Ja mogę powiedzieć to tylko na moim osobistym przykładzie. Wszedłem do chłopaków na TS-a i właściwie to kuben zadawał mi, pewnie po konsultacji z zawodnikami, masę pytań, a ja na nie po prostu odpowiadałem. I wydaje mi się, że potem było to porównywane z ich kryteriami. Załóżmy, że mieli trzech potencjalnych graczy i patrzyli, czy potrzebują kogoś grającego w takim, a nie innym stylu, czy agresywnego, czy pasywnego zawodnika. Do tego najpewniej analizowali także moje odpowiedzi na pytania. Ale trudno mi ocenić pod jakim konkretnie względem zostałem wybrany. Spodziewam się, że każdy oddaje swój głos i stara się uzasadnić swoją decyzję. Przynajmniej tak było w naszym przypadku, gdy to ja i moi zespołowi partnerzy musieliśmy zmienić gracza.

Wiedziałeś już wtedy, że jeśli otrzymasz propozycję współpracy, to zastąpisz właśnie byaliego?

Wywnioskowałem to dopiero po tym jak zagraliśmy pierwsze PCW, bo byaliego nie było na TS-ie, więc faktycznie to musiał być on.

Czyli raczej nie miałeś okazji zamienić z nim słowa?

Nie, z białym nie rozmawiałem, a trochę szkoda, bo ludzie teraz myślą, że wrze pomiędzy nami. Tak jak graliśmy na siebie w PPL-u, tak osoby z zewnątrz zaczęły próbować zrobić z tego jakiś „duel śmierci” i liczyli kto więcej razy zabił drugiego. Osobiście, ciężko żebym coś do byaliego miał, bo przecież to nie ja oddaliłem go od drużyny. Dlatego mam nadzieję, że Paweł również nie chowa do mnie jakiejś urazy.

Jeśli mówimy już o Virtus.pro, to nie da się ukryć, że drużyna przeżywa trudny okres i miejsce, w którym się znajduje, jest bardzo dalekie, od tego, czego oczekiwaliby kibice. Nie czułeś strachu przed dołączeniem do tego zespołu, biorąc też pod uwagę, że w Polsce często wspomina się dawne sukcesy tej organizacji, przez co oczekiwania są diametralnie większe niż w przypadku pozostałych polskich ekip? 

Wiedziałem, że oczekiwania na pewno będą większe, ale za wszelką cenę chciałem spróbować tego wyzwania, zwłaszcza w momencie, gdy chłopaki powiedzieli mi, że faktycznie mogę wskoczyć do składu. Czy odczuwałem presję? Może troszeczkę, głównie dlatego, że zajmuję miejsce po białym, który razem ze Snaxem byli najdłużej w tej drużynie. Ale to faktycznie tylko trochę, bo znam swoją wartość, wiem, co potrafię i ufam, że mogę wnieść wiele do tego zespołu. Czas pokaże, czy faktycznie coś razem zdziałamy. Jestem dobrej myśli.

Z informacji, które krążyły gdzieś po internecie, wywnioskowałem, że w Virtus.pro przejąłeś rolę in-game leadera. Czy faktycznie tak jest?

To się akurat nie zgadza. Snax prowadzi dalej i wydaje mi się, że robi to bardzo dobrze. A wydaje mi się, że informacje wyszły z tego, dlatego że na przykład prowadziłem w eliminacjach do drużyny izaka na ROG-u, czy też gdy grałem z kolegami jakieś kwalifikacje do ESL MP i tam też zdarzało mi się przejąć pałeczkę. Możliwe, że to wyszło właśnie z tego.

To w sumie delikatne zaskoczenie, bo też część osób twierdziła, że sprowadzenie ciebie do VP może pomóc ściągnąć obowiązek prowadzenia z ramion Snaxa, który, jak pokazywała przeszłość, miał problemy w tej roli i narzekał na brak swobody, jakieś ograniczenie. Czyli jednak nie taki był plan.

Ciężko mi się do tego odnieść, ale powiedziałem chłopakom, że jestem otwarty na wszystko i jeżeli kiedyś stwierdzą, że chcieliby mnie spróbować w roli IGL-a, to nie odmówię i chętnie spróbuję.

fot. ESL/Stephanie Lieske

Co możesz natomiast powiedzieć po tym bardzo krótkim czasie w drużynie odnośnie waszej współpracy z kubenem? Nie da się ukryć, że w ostatnim czasie spadło na niego sporo krytyki ze strony polskiej społeczności, więc ciekawi mnie twoje zdanie na temat jego wkładu w pracę zespołu i w jaki sposób pomaga wam w przygotowaniach.

Nawet dość często zadawano mi to pytanie na moich prywatnych streamach. Wydaje mi się, że ten hejt na kubena jest przesadzony. Tak jak to wygląda w piłce nożnej – trener nie wybiegnie na murawę za graczy, może co najwyżej coś powiedzieć, wprowadzić jakąś różnicę. Kuba robi u nas świetną robotę i zdecydowanie nie powinien być pierwszą osobą do biczowania za nasze porażki. Moim zdaniem jest to niezrozumiałe.

Ostatnio miałeś okazję do debiutu w ESL Mistrzostwach Polski, ale dla twojego zespołu też był to mecz szczególny, bo tym samym VP po około pięciu latach wróciło na krajowe podwórko. Oczywiście, decyzja o udziale w rodzimych rozgrywkach zapadła jeszcze przed twoim przyjściem, niemniej pewnie z rozmów z kolegami mogłeś dowiedzieć się, co było powodem tego powrotu. A biorąc pod uwagę, że macie raczej więcej do stracenia niż zyskania, było to dość ryzykowne posunięcie.

W rozmowach ze mną chłopaki nie tłumaczyli, dlaczego podjęto taką decyzję. Aczkolwiek jestem niemal pewny, że chcą przez to wszystkim udowodnić, że jeszcze tutaj są i nie chcą pożegnać się z tytułem jednych z najlepszych w Polsce. To właśnie w tym upatrywałbym powód, dla którego VP chce mierzyć się z resztą polskich zespołów.

Jak wyglądają teraz wasze treningi. Ile czasu poświęcacie na zaznajamianie się z taktykami, a ile na samą grę – sparingi, PCW?

Wydaje mi się, że tak jak większość profesjonalnych drużyn gramy około 8 godzin dziennie, może trochę więcej, zależy też od tego, ile ktoś trenuje indywidualnie. Ale z pewnością mogę przyznać, że nie mniej niż właśnie te 8-9 godzin.

To jaki jest plan na wyjście z kryzysu i jaki jest w nim twój udział?

Jedyne, co pomoże nam wyjść z dołka, to zacząć wygrywać, odnosić jakieś sukcesy. A to, moim zdaniem, przyjdzie tylko z odrobiną czasu, który trzeba w to zainwestować.

No właśnie, to stwierdzenie, że potrzeba czasu i wkrótce wszystko zaskoczy to dość wyświechtane sformułowanie, które słyszymy dość często z ust zawodników. Mam wrażenie, że kibice w Polsce oczekują teraz jednak jakiś konkretów. Jak możesz się do tego odnieść?

Ciężko jest oczekiwać konkretów, bo chłopaki dopiero co zmienili jedną osobę, a teraz drugą. Skład powstał pod koniec grudnia czy na początku stycznia, a te cztery miesiące to dla mnie osobiście jest nic. Mogę to porównać do niemieckiej sceny, co prawda kaliber jest całkiem inny, ale jednak kilkanaście tygodni gry razem nie pozwoli ci dostać się przykładowo na Minora i spełniać oczekiwań po tak krótkim czasie. Zwłaszcza że drużyna jest po dwóch zmianach.

Ja z resztą zagrałem dwa czy trzy PCW przed pierwszym spotkaniem z Izako Boars, a moim zdaniem mogliśmy je nawet wygrać. Trudno jest od razu wskoczyć na ten szczebel, by widzieli nas kibice. Współpracuję z ekipą nieco ponad tydzień i myślę, że przed kolejnymi meczami w MDL-u będzie już znacznie lepiej, aczkolwiek to jeszcze nadal nie będzie to, czego oczekują od nas kibice. Wszystko potrzebuje swojego czasu i jak to się mawia – nie od razu Rzym zbudowano.

Z drugiej strony są przykłady na światowej scenie, że niektóre składy dawały radę zaskoczyć w krótkim czasie. Sam niedawno przygotowywałem tekst o podobnej tematyce i tam jako przykład umieściłem odświeżone mousesports.

Oczywiście, wszystko się da, ale tutaj można łatwo kontrargumentować, że mouz ma bardzo doświadczonego IGL-a. Jest trochę różnica pomiędzy karriganem a Snaxem. Janusz się jeszcze uczy tej roli, nie jest typowym prowadzącym i na pewno ma trochę inny styl liderowania.

Co do gry taktycznej, to raczej Kuba z nami pracuje, a Snax stara się z nim nieco popracować, a potem calluje to w grze. To jest taka mała, ale zasadnicza różnica. karrigan ma olbrzymie doświadczenie, a Snax musi je jeszcze zbierać. Naturalnie, już trochę nabrał wprawy, ale nie można tych dwóch panów porównywać, rzecz jasna.

Jeśli chodzi o ogłoszenie twojej współpracy z VP, to w nim wyczytać mogliśmy, że będziesz pomagał drużynie w nachodzących turniejach i kwalifikacjach. Co to oznacza w praktyce i na ile na pewno zostajesz w składzie?

Tej informacji nie mogę zdradzić.

Jasne. W takim razie nieco z innej beczki – które rozgrywki traktujecie teraz priorytetowo?

Priorytet mają u nas ESL Mistrzostwa Polski, MDL również jest ważny i zdaje się że w tym sezonie można dostać się na finały lanowe.

No i przede wszystkim wywalczyć awans do ESL Pro League.

Zgadza się. Więc myślę, że te dwie ligi są dla nas najważniejsze, aczkolwiek będziemy grać także wszystkie kwalifikacje, szczególnie te do Minorów i to wcale nie ma u nas niższej rangi. Każde rozgrywki są ważne i chcemy w najlepszym przypadku wszystko wygrać. Nie będzie łatwo, ale nad tym pracujemy.

Zbliżając się już ku końcowi… Przejście do VP to dla ciebie życiowa szansa, największe dotychczasowe wyzwanie, a może jedno i drugie?

Po części życiowa szansa, ale i wyzwanie zarazem. Myślę, że mam sporo do udowodnienia, zwłaszcza, że w Polsce jestem mniej znany. Po części też osiągnięty swój cel, bo od początku gry w CS-a, jeszcze nie będąc nawet profesjonalnym zawodnikiem, starałem się oglądać chłopaków, zawsze myślałem, że mega fajnie byłoby zagrać w Złotej Piątce. Oczywiście nie jest to ta oryginalna Złota Piątka, która była kiedyś, ale dalej ten skład ma swoją renomę i swoje imię. Dlatego jestem dumny, że mogę reprezentować właśnie tę organizację.

To jeszcze czego życzyć tobie i drużynie na nadchodzące tygodnie?

Szczęścia i wytrwałości.

To właśnie tego życzę, dzięki serdeczne za rozmowę.

Dziękuję również. I jeżeli macie chwilę to zapraszam na mojego streama czy Facebooka lub Twittera. Jestem na obu tak samo aktywny, więc zachęcam do śledzenia, a może dowiecie się więcej na mój temat.

Śledź autora wywiadu na Twitterze – RobinEsport

Tagi: , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Najważniejszy pierwszy kwadrans. Early game Jankosa pod lupą

Już tylko godziny dzielą nas od startu głównego turnieju Mid-Season Invitational 2019. Zawody te są nie tylko okazją dla drużyn na reprezentowanie swo...