fot. ESL/Adam Łakomy

Z nieba do piekła – Virtus.pro przegrywa z Windigo. Finał Moche XL Esports bez Polaków

Niestety nie zobaczymy Virtus.pro w wielkim finale Moche XL Esports 2019. Polska formacja, mimo naprawdę niezłej postawy i sporej liczby przebłysków, musiała ostatecznie uznać wyższość Windigo Gaming, które na Mirage’u okazało się być poza zasięgiem.

Windigo Gamingo 2 : 1 Virtus.pro

(Moche XL Esports – półinał)
Inferno Vertigo Nuke Overpass Dust2 Train Mirage
(0) 15 7 Nuke 8 19 (4)
8 7
16 10 Overpass 5 14
6 9
16 12 Mirage 3 5
4 2

Pierwsze minuty meczu na Nuke’u były dla Virtus.pro całkiem udane. Polacy stracili co prawda pierwszą pistoletówkę, ale nie przeszkodziło im to w utrzymywaniu kontaktu z rywalami. Windigo bowiem nie potrafiło uciec na więcej niż dwa czy trzy oczka, co po stronie broniącej jest konieczne, jeżeli myśli się o zwycięstwie. Niemniej Bułgarzy nie radzili sobie tak dobrze, jak powinni i jeszcze przed przerwą roztrwonili swoją wątłą przewagę, pozwalając Virtusom wyjść na prowadzenie 8:7. Ta nieudana pierwsza połowa była dla podopiecznych Aleksandra „Shockwave’a” Netreby niczym kubeł zimnej wody, bo po przejściu do ataku ci wyraźnie odżyli. I zanotowali piorunującą serię aż siedmiu wygranych z rzędu rund, a po chwili zdobyli także punkt mapowy. Wówczas sytuacja polskiej piątki nie wyglądała już tak dobrze, ale ta nie miała zamiaru się poddawać. Mimo wyniku 10:15 wicemistrzowie Polski podjęli jeszcze jedną próbę comebacku, ta zaś przyniosła wymierne efekty. Windigo najwyraźniej nie spodziewało się, że Janusz „Snax” Pogorzelski czy też Michał „snatchie” Rudzki będą jeszcze w stanie im zagrozić, ale to właśnie ta dwójka zanotowała kilka ważnych akcji, dzięki którym VP ostatecznie doprowadziło do dogrywki! W niej natomiast Polacy przejechali się po oponentach niczym walec, nie dając im najmniejszych nadziei na korzystny wynik i ogrywając ich finalnie 19:15.

Problemy pojawiły się ponownie na Overpassie, bo Bułgarzy po utracie pierwszej mapy nie mieli zamiaru pozwolić sobie na kolejną porażkę. Co więcej, w drugim starciu bardzo długo to oni miażdżyli Virtusów, spychając ich na absolutny margines. To właśnie w tym okresie zespół prowadzony przez Kamena „bubble’a” Kostadinova wypracował sobie aż ośmiopunktową przewagę, które oznaczało, że niezależnie od późniejszych wydarzeń to właśnie on zejdzie na przerwę jako lider. I dobrze się złożyło, bo jeszcze przed zmianą stron gracze Virtus.pro zwarli swoje szyki obronne i przystąpili do odrabiania strat. Wychodziło im to zresztą bardzo dobrze, na co dowodem niech będzie ace zdobyty przez Michała „MICHA” Müllera. Koniec końców po piętnastu rundach Polacy tracili do swoich rywali pięć oczek, chociaż mogło być jeszcze lepiej – VP miało jedną z potyczek już na widelcu, ale w sytuacji 4v2 nazbyt skupiło się na dolnym bombsicie, pozostawiając niekryty bombsite górny, co było fatalne w skutkach. Jeszcze bardziej fatalna była przegrana druga pistoletówka, przez którą sprawy jeszcze bardziej się skomplikowały. Jak jednak polska piątka udowodniła zarówno wczoraj, jak i dziś, comeback są jej niestraszne. Mimo gorszej ekonomii rodzimy skład z każdą kolejną minutą coraz bardziej zbliżał się do drużyny przeciwnej i w końcu doprowadził do remisu 14:14. Wówczas kolejna dogrywka wydawała się naprawdę realną opcją, ale tym razem w kluczowym momencie zabrakło szczęścia, dzięki czemu to Windigo zatriumfowało 16:14.

Wtedy można jeszcze było mieć nadzieje, że Virtusi ostatecznie przechylą szalę zwycięstwa na swoją stronę na Mirage’u, tym bardziej, że jest to ich druga najlepsza mapa. Niemniej na serwerze nie było tego w ogóle widać, bo zawodnicy Jakuba „kubena” Gurczyńskiego byli kompletnie bezsilni. I to dosłownie – nie wychodziło im absolutnie nic i najczęściej jedyne, na co mogli liczyć, to było podłożenie bomby. To teoretycznie pozwalało utrzymać finanse VP na nie tak wcale tragicznym poziomie, ale co z tego, skoro nie przekładało się to na wynik? Dość powiedzieć, że najwięcej fragów spośród Polaków w pierwszej połowie ustrzelił Michał „OKOLICIOUZ” Głowaty, co nie było zbyt dobrym prognostykiem. Wszak dotychczas 22-latek pełnił raczej rolę supporta, zaś teraz musiał łatać dziury powstałe w wyniku niedyspozycji swoich kolegów. Nie dziwi więc fakt, że tuż przed przerwą rodzimy skład przegrywał aż 3:12 i tylko runda na pistolety mogła jeszcze przedłużyć jego marzenia o awansie. I ta faktycznie padła łupem snatchiego i spółki, ale finalnie okazało się, że nie miało to większego znaczenia. Windigo cierpliwie bowiem poczekało, zebrało pieniądze, a potem powróciło z kontruderzeniem, które chwilę później zapewniło tej właśnie ekipie zwycięstwo. Virtus.pro już nie wróciło, bo i nie miało z czego – końcowy wynik to aż 16:5 na korzyść Bułgarów.

Dzięki dzisiejszej wygranej Windigo Gaming awansowało do wielkiego finału Moche XL Esports 2019, w którym już o godzinie 19:30 zmierzy się z FURIĄ Esports lub też Teamem GamerLegion. Spotkanie to wraz z angielskim komentarzem obejrzeć będzie można na oficjalnym kanale RTP Arena na Twitchu. Po więcej informacji na temat zawodów zapraszamy do naszej relacji.

Tagi: , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

TaZ: Dziś trudno byłoby odtworzyć styl Virtus.pro

Krótko po zwycięstwie w ESL Mistrzostwach Polski gracze Aristocracy udali się do Szwecji, by tam wziąć udział w DreamHack Open Summer 2019. Tak krótka...