STS
fot. ESL/Adam Łakomy

phr: Po ESL MP sam zastanawiałem się, czy nie odejść z AGO

Gdy AGO Gaming wchodziło na scenę CS:GO, on tam był. Gdy przechodziło przez proces zmian właścicielskich i rebrandingu, on tam był. Gdy odnosiło swoje największe sukcesy, jak wicemistrzostwo World Electronic Sports Games 2018 czy też ćwierćfinał StarSeries i-League Season 5, on również był przy tym obecny. Tomasz „phr” Wójcik to jeden ze współautorów AGO, jakie […]

Gdy AGO Gaming wchodziło na scenę CS:GO, on tam był. Gdy przechodziło przez proces zmian właścicielskich i rebrandingu, on tam był. Gdy odnosiło swoje największe sukcesy, jak wicemistrzostwo World Electronic Sports Games 2018 czy też ćwierćfinał StarSeries i-League Season 5, on również był przy tym obecny. Tomasz „phr” Wójcik to jeden ze współautorów AGO, jakie znamy obecnie, ale mimo niezaprzeczalnych zasług ostatecznie zabrakło dla niego miejsca w drużynie. Jak wyglądały ostatnie miesiące wewnątrz skład? Dlaczego już wcześniej sam zastanawiał się nad odejściem? I czy naprawdę planuje on stworzyć nowy zespół z Pawłem „byalim” Bielińskim i Mateuszem „TOAO” Zawistowskim? Odpowiedzi na te i inne pytania w poniższym wywiadzie.


W sumie spędziłeś w AGO dwa lata. Jak na polskie warunki do długi okres, jeśli weźmiemy pod uwagę, jak to zwykle wygląda.

No tak, ja, GruBy i Furlan tworzyliśmy rdzeń tego zespołu, bo byliśmy w nim najdłużej, a inni się zmieniali. I faktycznie – patrząc na to, co cały czas dzieje się na polskiej scenie, to jest to nawet bardzo długi okres. Cały czas jednak dawałem z siebie wszystko i zarówno organizacja, jak i inni gracze byli ze mnie zadowoleni, dlatego udało mi się pozostać w AGO tak długo.

Gdy przechodziłeś do organizacji, to brałeś w ogóle pod uwagę, że to może trwać aż dwa lata?

Szczerze? Nie. <śmiech> Chociaż było to spowodowane tym, że jeszcze za czasów INETKOX traktowałem granie bardziej jak pasję połączoną z hobby. I dopiero w AGO zaczęła się prawdziwa praca, mieliśmy tam wszystko zapewnione i była normalna wypłata. Z kolei w INETKOX nie udawało się wyżyć z tego, co dostawaliśmy.

No tak, chyba trudno byłoby nazwać INETKOX pełnoprawną organizacją i bardziej możemy to traktować jako projekt, który miał pomóc wam się wybić. I w sumie, jakby nie patrzeć, udało się to.

Tak, chociaż warto podkreślić, że nie dostałem się do drużyny bezpośrednio z tego projektu, bo początkowo w zespole byli ovvy oraz fuk i dopiero później ja i snatchie weszliśmy za nich. Swoją drogą jest z tym związana pewna ciekawostka – ja w ogóle nie zostałem dopuszczony do projektu, bo miałem za mało rozegranych godzin w CS:GO. Był chyba limit od tysiąca, a miałem osiemset albo dziewięćset godzin.

No ale ostatecznie i tak cię wzięli.

Tak wyszło. Tak naprawdę to snatchie mnie wkręcił i do dziś jestem mu za to wdzięczny, bo to była pierwsza drużyna, w której mogłem się pokazać. I najwyraźniej pokazałem się, skoro dalej jestem obecny na scenie i to na dość wysokim poziomie.

Wróćmy do AGO. Gdy przechodziłeś do organizacji dwa lata temu, to jak to wszystko wyglądało? Obaj wiemy przecież, że od tego czasu wiele się zmieniło, chociażby właściciele.

W przeciwieństwie do tego, co było w INETKOX, mieliśmy chociażby bootcampy, które załatwiał nam związany wtedy z AGO Jarek Śmietana. Tak czy inaczej, jeździliśmy na takie bootcampy dość często i sami wybieraliśmy sobie ich terminy. Poza tym, jak mówiłem, zapewniano nam pensję i mogliśmy normalnie się z tego utrzymać.

Niemniej z zewnątrz da się zauważyć, że przez okres twojego pobytu w AGO, to zrobiła spory skok jakościowy jako organizacja.

Tak, można powiedzieć, że przez te dwa lata stała się najbardziej profesjonalną organizacją w Polsce. Zresztą mam o niej takie zdanie już od momentu, gdy została przejęta przez Kubę (Szumielewicza – red.) i Bogusława (Leśnodorskiego – red.) – wtedy wszystko wskazywało, że organizacja rozwinie się w odpowiednim kierunku i tak też się stało.

Wy też jako drużyna zanotowaliście mocny start, bo kilka dni po ogłoszeniu waszych transferów sięgnęliście po wicemistrzostwo Polskiej Ligi Esportowej, a potem awansowaliście też do ESL Mistrzostw Polski. Od początku szło wam więc bardzo dobrze, czy braliście więc pod uwagę, że tak gwałtownie przebijecie i zadomowicie się w krajowej czołówce?

Osobiście się tego nie spodziewałem. Tak jak jednak mówiłem – była to moja pierwsza profesjonalna drużyna i… W sumie sam nie wiem, czego się spodziewałem po tym wszystkim. Początkowo byłem przekonany, że nie dam sobie rady, bo wtedy byłem, powiedzmy wprost, nikim, a grałem z GruBym i Furlanem, czyli facetami, którzy byli na dwóch Majorach. Dlatego właśnie były te obawy, ale bardzo szybko mi to przeszło, a chłopaki wiele mnie nauczyli. Jestem im oczywiście za to wdzięczny, bo to oni wynieśli mnie na ten poziom.

Jesteś w stanie wybrać jakiś konkretny moment, który podczas pobytu w AGO najbardziej zapadł ci w pamięci albo taki, który najmilej wspominasz?

Jeśli chodzi stricte o grę i nasze wyniki to zapewne będzie to to, co zaprezentowaliśmy podczas StarLaddera w Kijowie. To jest dla mnie coś naprawdę najważniejszego. Warto też wspomnieć o dwóch awansach na WESG w Chinach – chociaż są tam restrykcje, przez które wiele drużyn nie może brać udziału, to nadal jest to niemały turniej. Zresztą, jeśli chodzi o ludzi, to muszę przyznać, że byliśmy drużyną z najlepszą atmosferą, jaka tylko może być. Jeżeli przełożylibyśmy tę atmosferę na wyniki, to moglibyśmy być jak… Nie wiem, Astralis! <śmiech>

A w drugą stronę – przez te dwa lata mieliście kilka kryzysów. Był więc taki moment, w którym na poważnie zastanawiałeś się, czy nie odejść?

Właściwie to tak i było to całkiem niedawno – tuż po ESL Mistrzostwach Polski. Nie przypominam sobie jednak, bym wcześniej miał takie myśli. Wydaje mi się, że to był pierwszy raz.

Te twoje myśli o odejściu mają związek z tym, że koniec końców nie ma cię już w AGO?

Oczywiście mieliśmy teraz słaby okres. Myślałem jednak, że w związku z tym system naszej gry będzie wyglądać nieco inaczej, ale ostatecznie moja wizja różniła się nieco od tej, którą miało AGO. Dlatego też wspólnie postanowiliśmy, że dla wszystkich stron najlepiej będzie, jeżeli każde z nas pójdzie w swoim kierunku.

Ten wasz pierwszy skład, jeszcze z TOAO i snatchiem, był, takie można było odnieść swego czasu wrażenie, nienaruszalny. Graliście razem około roku i wielu ludzi chwaliło was nawet, że stoicie w opozycji do regularnej polskiej szufli. A potem snatchie odszedł do Virtus.pro i chyba wtedy w AGO skończył się pewien etap.

Można tak powiedzieć, chociaż trzeba przyznać, że ludzie patrzą na kwestię zmian w zespole przez pryzmat tego, jak to kiedyś wyglądało w Virtus.pro. Oni w ogóle nie zmieniali składu przez kilka lat i chociaż czasami miewali dołki, to zawsze potrafili z nich wyjść. W końcu jednak coś w nich pękło i nie udało im się. A my przecież też niczego nie zmienialiśmy przez dość długi okres. Pamiętam nawet, że na Reddicie czytałem, iż jesteśmy jedynym albo jednym z dwóch zespołów, który od dawna nie wymienił żadnego z graczy. Niemniej ja uważam, że jeżeli coś się w drużynie nie klei i nadchodzi taki moment, że trudno będzie z tego wszystkiego razem wyjść, to lepiej jest jednak rozważyć jakieś roszady.

Odejście TOAO też było następstwem tego, że przestało się między wami kleić?

Powiedzmy. To jednak była też kwestia wyników, bo w ogóle ich nie mieliśmy. Później zaczęły się też jakieś małe kłótnie wewnątrz zespołu i trzeba było podjąć pewne kroki.

Niemniej patrząc z perspektywy czasu, można odnieść wrażenie, że ten ruch na zdrowie wam nie wyszedł. Do samego końca mieliście przecież problem z tym prowadzącym.

Tak, mieliśmy. Właściwie w składzie ze SZPEREM i kaperem praktycznie każdy próbował swoich sił jako prowadzący. Wszystko jednak skończyło się tak, że przez dłuższy okres prowadził Furlan, a w ostatnim czasie aż do teraz zajmował się tym SZPERO.

Z tego, co sam Furlan mówił, to chyba nie czuł się on zbyt dobrze z tym prowadzeniem.

Fakt, że prowadził, bardzo wpływał na Furlana i gorzej mu się przez to strzelało. Dlatego też w pewnym momencie postanowiłem go odciążyć i dać mu przerwę. Sam wtedy zasugerowałem, że mogę być IGL-em. Co prawda po raz ostatni prowadziłem dawno temu, ale uważałem, że jeżeli dzięki temu Damian wróciłby do zabijania, co robił zawsze, gdy nie dowodził, to wyjdzie nam to na dobre i będzie lepiej.

Pamiętam, że gdy SZPERO był jeszcze w Kinguin, to też głośno mówił, że nie pasuje mu ta rola i wolałby, by zajął się tym ktoś inny. A tymczasem u was znowu spadł na niego ten obowiązek.

Właściwie Grzesiek sam się do tego zgłosił i zaczął dowodzić zaraz po mnie. Z tego, co mówił, to nie miał z tym problemu, ale chyba też przeszkadzało mu to w strzelaniu. Niemniej inni się trochę odblokowali, dzięki czemu wyniki były lepsze. Nie mówię, że były dobre, ale były troszeczkę lepsze także dzięki temu, że za IGL-owanie wziął się ktoś, kto miał już na tym polu doświadczenie.

W takim razie może to odejście TOAO faktycznie było trochę przedwczesne? To znaczy, rozumiem, że się między wami nie kleiło, ale nie mieliście go tak naprawdę kim zastąpić.

Niby można tak powiedzieć, ale uważałem, że osoby z takim doświadczeniem, jak my, powinny być na tyle ogarnięte, by potrafić w jakimś sensie dowodzić. Wiadomo, że niektórzy będą pod tym względem lepsi, a niektórzy gorsi – ale na tym etapie kariery każdy z nas powinien na tyle rozumieć grę, by w coś to przekuć. Najwyraźniej jednak byłem w błędzie, bo nasze wyniki okropnie się pogorszyły.

Był też taki okres, że byliście na fali wznoszącej i wielu kibiców mówiło nawet, że jesteście najlepszą drużyną w Polsce. Stawiano was wyżej niż Virtus.pro z NEO i pashą. Wy w internecie próbowaliście tonować nastroje, ale jak to wyglądało naprawdę? Był taki moment, że pomyśleliście “Ach, jesteśmy teraz najlepsi, nie ma tu nikogo lepszego”.

Myślę, że nie było czegoś takiego. Czasami tylko wchodziliśmy na ranking HLTV, żeby zobaczyć, o ile miejsc awansowaliśmy albo spadliśmy. I bardziej według tego ewentualnie ktoś mógł pomyśleć “O, jesteśmy top 1 Polski, fajnie”. Chociaż ostatecznie i tak próbowaliśmy to udowodnić na polskich turniejach w stylu PLE czy ESL MP, chcieliśmy je wygrać. Niemniej wydaje mi się, że nie było żadnego wywyższania się z tego powodu.

Ten mecz Virtusami na StarLadderze był chyba kluczowy w kontekście tematu “AGO top 1 w Polsce czy nie”.

Tak. Wcześniej wygrywaliśmy z nimi w internecie, ale to było pierwsze spotkanie na lanie, które rozegraliśmy i które wygraliśmy. Wtedy też ucichli ci ludzie, którzy mówili, że nie jesteśmy najlepsi, bo wygrywamy tylko online.

Ale rozumiem, że sodówki nie było?

Nie, nie było. <śmiech>

fot. ESL/Adam Łakomy

Skoro wspomniałeś o rankingu HLTV, to może do tego nawiąże. W poprzednich latach mieliśmy tam też inne polskie składy, które były wysoko i często były w tym top 20 przez jakiś czas, a potem nie wytrzymywały presji, coś się psuło i potem była tylko równia pochyła. Taki syndrom był chociażby u Kinguin i u was on wystąpił.

Tak było, ale z tego, co zauważyłem, to nie było nigdy tak, by którakolwiek drużyna była stabilna i wygrywała np. dwa turnieje w ciągu trzech miesięcy. Zawsze było raczej tak, że wygrywało się jeden turniej i dostawało się liczbę punktów, która umożliwiała utrzymanie w tym top 20 przez kolejne dwa-trzy miesiące. W naszym wypadku też tak było. Zagraliśmy dobrze w Kijowie, później dostawaliśmy zaproszenia na trzy czy cztery DreamHacki Open, podczas których nie wychodziliśmy z grupy albo odpadaliśmy zaraz po wyjściu z niej. Liczba punktów więc malała i, tak jak powiedziałeś, była równia pochyła, bo nie mieliśmy innych dobrych wyników. Był tylko ten jeden złoty strzał.

Swego czasu wiele osób wypominało wam też, że gracie wszystko, co tylko się da. Że jak znajdziesz jakiś turniej na HLTV, to na dziewięćdziesiąt procent będzie w nim grać AGO.

Trochę tak było. Zresztą świadczy o tym liczba map, które rozegraliśmy, bo z tego, co pamiętam, to przez cały rok byliśmy pod tym względem pierwsi i mieliśmy chyba ze sto map przewagi na drugim miejscem. Ja jednak zawsze traktowałem te mecze jako trening. Nie wszystkie ekipy podchodzą do spotkań treningowych na poważnie i lubią robić agresywne akcje, których na pewno by nie zrobiły na oficjalnym meczu. Nie twierdzę jednak, że trochę nie przesadziliśmy, bo później pojawiło się zmęczenie. Ogólnie jednak podczas takich spotkań trenuje się i zdobywa doświadczenie dwa razy szybciej niż na zwykłych meczach treningowych.

Pytam o to, bo ostatnio na ESL Mistrzostwach Polski rozmawiałem z kilkoma zawodnikami, chyba nawet ze SZPEREM, i często padał temat zmęczenia. Gracze narzekali, że grają wiele spotkań oficjalnych i mają mniej czasu na treningi oraz przede wszystkim na odpoczynek. Może właśnie to trochę zniszczyło was jako zespół?

Akurat te turnieje online miały na to mały wpływ. Takim gwoździem do trumny był okres przed eliminacjami do Majora, gdy przyjechaliśmy do Warszawy i graliśmy jakiś turniej, by trochę potrenować. Skończyło się na tym, że przez trzy tygodnie siedzieliśmy na bootcampie i przez cały ten czas nie mieliśmy ani jednego dnia wolnego. Przepracowaliśmy się i weszło zmęczenie, znużenie sobą nawzajem i skończyło się to tak, jak było widać. Tym bardziej że nasze wyniki ogólnie nie były zbyt dobre i to na pewno miało duży wpływ na nasze samopoczucie. Śmialiśmy się nawet, że naszą ulubioną mapą jest de_presja.

Wcześniej rozmawialiśmy o tym pierwszym składzie z TOAO i snatchiem, a teraz przejdźmy do składu ostatniego, w którym byli już SZPERO i kaper. Razem z nimi mieliście dobre momenty, jak chociażby wicemistrzostwo na WESG, ale, tak czy inaczej, oczekiwania względem was, zwłaszcza na osobę SZPERA, były chyba jednak większe.

Każdy, w tym my, spodziewał się, że będzie lepiej, ale, jak to już gdzieś mówiłem, uważam, że nie dobraliśmy się do siebie pod względem stylu gry. Na ten przykład snatchie był bardzo agresywnym snajperem i nasz styl też zazwyczaj był agresywny. Z kolei SZPERO jest bardziej pasywny i przez to, że w pewnym momencie przejął prowadzenie, to wszyscy musieliśmy przestawić się z naszego agresywnego stylu na taki bardziej spokojny, który nie do końca nam wszystkim pasował. A może po prostu nie zdążyliśmy się do niego przyzwyczaić. Tak czy inaczej, tak jak mówiłeś, było jednak WESG, był też turniej w Bangkoku, gdzie bardzo dobrze zagraliśmy, bo pokonaliśmy TYLOO i zremisowaliśmy z Renegades.

Czyli pogarszające się wyniki i ten kryzys, którego apogeum były nieudane finały ESL Mistrzostw Polski, były efektem właśnie tego niedobrania się?

Po części tak. Zaznaczam jednak, że nie chodzi o to, że ktoś personalnie nam nie odpowiadał, bo, jak mówię, atmosfera była cały czas zajebista. Nawet teraz, gdy graliśmy prawdopodobnie dwa ostatnie mecze w tym składzie, to cały czas atmosfera była tak sama – wszyscy śmiali się, żartowali. Nie było tej “depresji”. Chodzi po prostu o złe dobranie się pod kątem preferowanego stylu.

Chciałbym też coś zweryfikować, bo nie wiem, w jakim stopniu to była prawda, a w jakim tylko wymyślone przez kogoś plotki. O potencjalnych zmianach w waszym składzie mówiło się jeszcze przed finałami ESL MP. Faktycznie było coś na rzecz?

Szczerze mówiąc, nic mi o tym nie wiadomo. Podejrzewam, że było to tylko takie gadanie. W Polsce jest tak, że ktoś wejdzie na PPL-a albo odpali czyjegoś streama i potem rozpowiada, że np. jedqr wchodzi za kapera, bo takie plotki też się pojawiały. I wtedy nagle wszyscy w to wierzą, a youtuberzy zaczynają nagrywać o tym filmy. Prawdopodobnie to też było coś na tej właśnie zasadzie.

Wiesz, takie rzeczy się klikają.

Wiadomo. Potem jeszcze jakiś clickbaicik wrzucić w tytuł i jest pięćdziesiąt tysięcy wyświetleń.

Dobra, idźmy więc dalej i przejdźmy do 27 czerwca, czyli do dnia, gdy oficjalnie poinformowano, że ty, SZPERO i kaper odchodzicie. My dowiedzieliśmy się o tym wczoraj, a kiedy poinformowano o tym was?

Oficjalnie dowiedzieliśmy się o tym dwa dni temu. Każdy był jednak na to gotowy już wcześniej, bo nie ma co się oszukiwać – te zmiany wisiały w powietrzu właściwie od ESL Mistrzostw Polski. Nikt z nas nie był więc zaskoczony tą decyzją. Po prostu się stało.

A jak wyglądało wasze pożegnanie z organizacją?

Podziękowano nam na indywidualnych spotkaniach, podczas których podpisaliśmy też pisma zwalniające nas ze wszystkich obowiązków od 1 lipca. Potem pożegnaliśmy się z każdym pracownikiem AGO i, z tego, co wiem, prezes planuje też jakąś kolację pożegnalną za tydzień. Ale miejsca nie zdradzę, bo nie chcę dodatkowych gości. <śmiech>

Wiedziałeś wtedy już o planach fuzji AGO z x-komem?

Nie. Mogę nawet powiedzieć, że też, tak jak każdy, byłem w ogromnym szoku. Nigdy bym nie powiedział, że coś takiego będzie mieć miejsce. Niewykluczone, że GruBy i Furlan wiedzieli o tym wcześniej, bo nie wiadomo, od kiedy były planowane zmiany u nas, ale, tak jak mówię, ja o tym nie wiedziałem.

W sumie to się nie dziwię, bo wiele wskazuje na to, że gracze dowiedzieli się o tym jako ostatni.

Jak tak czytam teksty na tych wszystkich portalach, to też odnoszę takie wrażenie. Czytałem zresztą, że gracze x-komu mieli dowiedzieć się o 11, podczas gdy informacja miała zostać ogłoszona o 12, także jest to dosyć mocno nie w porządku w stosunku do zawodników.

W związku z tą fuzją pojawił się komunikat o tym, że trwać będzie wielka selekcja do nowego składu. Rozumiem więc, że skoro nie wtajemniczono cię w sam fakt fuzji, to tematu twojego udziału w owej selekcji też nie było?

Nie, nie było niczego takiego. Zresztą, jak wspomniałem, po ESL Mistrzostwach Polski sam zastanawiałem się, czy nie odejść, bo granie nie sprawiało mi już przyjemności. Nie powiem, że od dłuższego czasu, ale na pewno od kwalifikacji do Majora. Wobec tego, tak czy owak, skończyłoby się to w ten sam sposób.

Jakbyś miał spojrzeć na całą tę sytuację z boku, jako członek sceny, to jak zapatrujesz się na ten pomysł, by połączyć dwa niezłe jak na nasze standardy skład i zrobić z tego jedną drużynę. Twoim zdaniem ma to szanse powodzenia?

To zależy. My przecież nie dobraliśmy się wcześniej pod względem stylów gry i nie wyszło nam. Jednak jeżeli teraz spośród wszystkich kandydatów ułożą najlepszy skład, to ma to szanse na powodzenie. Tak naprawdę wszystko zależeć będzie od podejścia tych osób, które się dostaną. Jest to zresztą podobna sytuacja do tej, w której znaleźli się GruBy i Furlan, gdy nasza trójka z INETKOX do nich dołączyła. My przecież też nie byliśmy za bardzo znani. Było dwóch doświadczonych i trzech nowych, a jednak wyszło z tego coś fajnego. Byliśmy w tym top szesnaście świata, mieliśmy kilka dobrych występów itd.

A co dalej z tobą?

Aktualnie wakacje. Można powiedzieć, że zasłużone, bo od dwóch lat nigdzie nie latałem, by odpocząć, tylko siedziałem cały czas w domu, nie licząc jakichś małych wyjazdów. Przyznam, że brakowało mi tego, więc mam zamiar teraz wykorzystać te dwa miesiące, bo przerwa dla graczy kończy się gdzieś w połowie sierpnia. I wtedy zobaczymy. Planuję też w tym okresie odpalić streama i nieco bardziej udzielać się w mediach społecznościowych.

Ale co dalej z phr-em graczem? Masz zamiar szukać organizacji czy stworzyć jakiś nowy skład?

Szczerze mówiąc, wolałbym dołączyć do czegoś gotowego. Wolałbym, by trafiła się jakaś dobra oferta ze strony organizacji czy zawodników, od jakiegoś zespołu, który będzie szukać jednego zawodnika. Ale jeżeli powstałby np. adwokacik 2.0 i dostanę zaproszenie, to wtedy też chyba nie powiem nie.

Coś sugerujesz?

Kto wie, jest taka szansa. <śmiech>

Pytam o to, bo czytałem na Esportmanii wywiad z Patrykiem Jończykiem, który twierdził, że kleicie coś razem z byalim i TOAO.

A to ciekawe, bo ja nic o tym nie wiem. Ale powiedzmy, że kleimy razem np. pierogi albo coś podobnego.

Tak czy inaczej, w związku z tymi ostatnimi problemami i falą krytyki, która na was spadła, nie odczuwasz jakiegoś braku motywacji do dalszej gry?

Brak motywacji był, gdy grałem jeszcze w AGO, bo cały czas nic nam się nie udawało. Brakowało jakiegoś dodatkowego bodźca. A teraz po prostu mam nadzieję, że odpocznę chociaż miesiąc i wróci motywacja. I wtedy też ja wrócę ze zdwojoną siłą.

Przed chwilą były dwa miesiące, teraz mówisz miesiąc. Za chwilę się okaże, że będziesz odpoczywał tydzień.

Niewykluczone, że może tak być. Zazwyczaj, gdy mieliśmy jeden czy dwa dni wolnego, to nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Podejrzewam więc, że jakbym teraz dostał jakąś propozycję, to mogłoby się to skończyć nawet po jednym dniu.

Po takich wytężonych dwóch latach trudno pewnie będzie się teraz przestawić na tryb “nicnierobienia”. 

Pewnie będzie trudno, ale mam zamiar wykorzystać ten czas i wziąć się trochę za siebie i za swoje zdrowie. Bo nie ma co ukrywać, ale trochę to olewałem w ostatnim czasie i teraz trzeba nadrabiać.

Podsumowując – dwa lata temu byłeś nastolatkiem, który dopiero stawiał swoje pierwsze kroki na zawodowej scenie, teraz zaś jesteś doświadczonym graczem, który grał na międzynarodowych lanach, mierzył się z MIBR, Astralis czy FaZe. Jak więc to wszystko wpłynęło na Tomasza Wójcika jako osobę?

Jeśli chodzi o charakter, to staram się być cały czas takim samym człowiekiem. Nie zmieniłem się i mam nadzieję, że się nie zmienię. Niemniej granie i podróżowanie pomogło mi znaleźć nową pasję, jaką jest fotografia. Nie będę tutaj czarował, bo to amatorskie hobby i fotografuję za pomocą telefonu, ale bardzo lubię to robić. Z każdej podróży zbieram też wiele rzeczy, mam np. kolekcję magnesów i wszystkich badge’y z turniejów, które wiszą na ścianie. Można więc powiedzieć, że wyniosłem z tego wszystkiego dużo dobrego.

Czyli tak – teraz wakacje zasłużony odpoczynek, a potem wracasz i znowu widzimy cię na serwerze.

Właśnie tak. Ale w jakim składzie? Niewykluczone, że będzie to nawet międzynarodowy zespół, bo nie ukrywam, że jeżeli dostałbym taką propozycję, to na pewno też bym ją rozważył. Tak czy inaczej, myślę, że “Pieczar” wróci ze zdwojoną siłą.

Pozostaje mi więc życzyć ci powodzenia.

Dziękuję bardzo, przyda się na pewno.

Obserwuj zawodnika na Facebooku – Tomasz „phr” Wójcik
Śledź autora na Twitterze – Maciej Petryszyn
Tagi: , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

SZPERO: Chcę stworzyć własny zespół, z którym będę walczył o najlepsze lokaty

Dziś mamy 1 lipca, co oznacza, że przygoda Grzegorza "SZPERO" Dziamałka z AGO Esports oficjalnie dobiegła końca. 28-letni snajper członkiem zespołu by...