fot. Riot Games

Rok (nie)spełnionych marzeń

W Polsce niegdyś wszyscy zachwycali się wybitnymi skokami Adama Małysza, co później przeobraziło się w Małyszomanie. Następnie po pierwszym zwycięstwie Roberta Kubicy w Formule 1 w 2008 roku, nasz kraj ogarnęła Kubicomania. A ostatnio kraj nad Wisłą ogarnął m.in. szał na punkcie Roberta Lewandowskiego czy Kamila Stocha. Jednak wśród tych znakomitych osobistości pojawił się ktoś jeszcze, ktoś z zupełnie innego rodzaju sportu, a konkretnie esportu. Mowa o Marcinie „Jankosie” Jankowskim, którego sukcesy odniesione na przestrzeni ostatnich dziesięciu miesięcy nie tylko zelektryzowały młodszą część społeczeństwa, ale także zaciekawiły osoby starsze, które niekoniecznie patrzą na esport, jako na coś pozytywnego.

Patrząc na skalę zainteresowania postacią Jankosa w naszym kraju, można by odnieść wrażenie, że gdzieś już to widzieliśmy i Polskę ogarnęła Jankosomania. Co prawda skala ta jest znacznie mniejsza niż w przypadku tradycyjnych sportów, jednak trzeba zaznaczyć, że Jankowskiego mogliśmy widzieć w telewizji, słyszeć o nim w radiu czy też przeczytać o nim na dużych rodzimych portalach informacyjnych. Nie ma się jednak co dziwić, perspektywa tego, że polski zawodnik może zdobyć tytuł mistrza świata, niezależnie od rodzaju dyscypliny zawsze elektryzuje nasz naród i w specyficzny sposób zachęca do kibicowania mu, niezależnie od tego, że dotychczas mogliśmy o nim nawet nie wiedzieć. Jednak o Królu Pierwszej Krwi, czy też, jak kto woli, Rzeźniku z Poznania, ciężko byłoby nie usłyszeć, bo w chylącym się ku końcowi roku Polak wraz ze swoim zespołem, G2 Esports zaliczył bez wątpienia najlepszy rok w swojej karierze.

Kamień milowy

  • Po raz pierwszy w swojej karierze Jankos wygrywa europejską ligę
  • Dzięki wygraniu LEC Spring Split 2019 Jankos po raz pierwszy wystąpił na MSI

Jankos co prawda szeregi G2 Esports zasilił już w 2018 roku, jednak do pierwszego splitu franczyzowego LEC G2 przystąpiło w odświeżonym składzie, w którym pojawił się m.in. Rasmus „Caps” Winther, a dotychczasowy midlaner, Luka „Perkz” Perković przeniósł się na dolną aleję. To początkowo wzbudziło mieszane odczucia wśród ekspertów, którzy uważali, że tego typu przenosiny nie mają prawa bytu (co zresztą potwierdzało wiele przypadków). Sytuacja zmieniła się już po pierwszym weekendzie, gdzie Samuraje zupełnie zdeklasowali Origen oraz FC Schalke 04. Kolejne tygodnie wyglądały równie dobrze i ekipa Jankosa szybko z ryzykownego eksperymentu stała się faworytem do tytułu mistrza Europy. To z kolei było jednym z marzeń Jankowskiego, który do tej pory ani razu nie wygrał europejskiej ligi, pomimo obecności w niej od 2014 roku.

G2 Esports fazę regularną LEC zakończyło na pierwszej lokacie i przystąpiło do rywalizacji w fazie pucharowej od etapu małego finału, gdzie bez najmniejszych problemów pokonało Origen, co dało awans formacji polaka do wielkiego finału wiosennego splitu. Tam rywalem G2 po raz kolejny było Origen, które wcześniej niespodziewanie pokonało Fnatic. W samym finale nie doszło do żadnej nieprzyjemnej niespodzianki, patrząc z perspektywy polskich kibiców i po trzech gładkich grach po raz pierwszy w swojej pięcioletniej karierze Jankos został Mistrzem Europy, podnosząc puchar w geście triumfu.

Oko w oko z Fakerem

  • Pierwsze zwycięstwo Jankosa na turnieju międzykontynentalnym
  • Po raz pierwszy MSI wygrywa zespół z Europy
  • Pierwszy raz w historii zespół z Jankosem w składzie pokonał SK Telecom T1

Nagrodą za triumf w wiosennej odsłonie LEC był wyjazd na drugi najważniejszy turniej międzynarodowy, jakim jest Mid-Season Invitational 2019. Tutaj po raz pierwszy „najlepszy w historii Europy” skład miał zmierzyć się z najlepszymi drużynami m.in. z Korei Południowej czy też Chin. Faza grupowa turnieju nie ułożyła się idealnie dla drużyny Jankosa, która do play-offów zakwalifikowała się z trzeciej lokaty, mając na swoim koncie pięć zwycięstw i tyle samo porażek. To jednak był dopiero początek, bo w play-offach pierwszym rywalem G2 było legendarne SK Telecom T1 z Lee „Fakerem” Sang-hyeokiem na czele, którego pokonanie było kolejnym marzeniem leśnika znad Wisły.

Faktycznie, marzenie to się spełniło, bo G2 pokonało SKT, zyskując awans do wielkiego finału MSI, co już samo w sobie było nie lada wyczynem. Należy jednak zaznaczyć, że starcie to było jednym z lepszych BO5, jakie uświadczyliśmy w tym roku – pełna emocji, niespełna pięciogodzinna batalia, w trakcie której zobaczyliśmy prawdziwy geniusz formacji ze Starego Kontynentu. Jeżeli chodzi o sam finał, to ten okazał się w zasadzie formalnością dla Samurajów, którzy rozgromili graczy Teamu Liquid, zdobywając pierwszy raz w historii mistrzostwo MSI dla Europy.

Europa u stóp

  • G2 Esports zapewnia sobie awans na Worlds 2019
  • Jankos zdobywa tytuł MVP letniego splitu
  • Drużyna polaka obroniła tytuł Mistrza Europy

Start letniego splitu był nad wyraz emocjonujący, nie tylko dlatego, że to ten split decydował o tym, kto ze Starego Kontynentu wyjedzie na Worldsy, ale też każdy ciekaw był, czy forma G2 dalej będzie tak dobra i zespół ten obroni tytuł mistrzowski, wciąż prezentując wyższy poziom od pozostałych ekip. Faktycznie, drużyna Polaka wciąż przodowała i z tygodnia na tydzień notowała kolejne zwycięstwa, choć tym razem G2 czuło na swoich plecach oddech Fnatic, które poprawiło się względem wiosennej rundy. Fazę regularną Samuraje ponownie zakończyli na pierwszym miejscu, ale prawdziwe schody pojawiły się w małym finale, gdzie Jankos i jego koledzy stoczyli bardzo zacięty bój przeciwko formacji Martina „Rekklesa” Larssona. Koniec końców to G2 wyszło z tego spotkania zwycięsko, co w dużej mierze było zasługą właśnie leśnika znad Wisły, który był motorem napędowym swojej drużyny, kiedy ta była w kryzysowej sytuacji, przegrywając 0:2. Świetny występ na Gragasie oraz Lee Sinie raz jeszcze pokazał, dlaczego to Jankos jest uważany za najlepszego dżunglera w Europie.

To jednak nie był koniec, bo szybko okazało się, że w wielkim finale rywalem G2 będzie… Fnatic. Od początku było wiadomo, że obie drużyny będą zmotywowane i czekać nas będzie piekielnie zażarte spotkanie. Tak też właśnie było, bo w Atenach doszło do szalonej, ponad pięciogodzinnej bitwy, w której każda z drużyn odkryła karty i dała z siebie wszystko. Tutaj także to Jankos i spółka okazali się lepszym zespołem, jednak w porównaniu z finałem wiosennego splitu, czy nawet pojedynkiem z SKT na MSI, mecz ten był najtrudniejszym, jaki dotychczas rozegrali podopieczni Fabiana „GrabbZa” Lohmanna. Walka z Fnatic była niezwykle wycieńczająca psychicznie i fizycznie, o czym przekonaliśmy się tuż po triumfie G2, gdzie Jankos upadł z napływu emocji. Faktycznie nasz rodak dużo włożył w to spotkanie, jaki i cały sezon, za co zresztą został nagrodzony, zgarniając tytuł MVP, jako pierwszym Polak w historii.

Worldsy, Worldsy i po Worldsach…

  • Trzeci występ Jankosa na mistrzostwach świata
  • Po raz pierwszy Polak awansował do wielkiego finału
  • Jankos zostaje wicemistrzem świata

Po dwóch rewelacyjnych splitach G2 znalazło się wśród faworytów tegorocznych mistrzostw świata, a niektórzy byli pewni tego, że rok ten należy do Europy. Dochodziło nawet do komicznych sytuacji, w których osoby nieprzekonane co do triumfu G2 były określane mianem szalonych, a także zwykłych trolli. W taki oto sposób kibice wzajemnie się nakręcali, pompując balonik. Faktycznie przez fazę grupową drużyna Jankowskiego przeszła niemalże bezbłędnie. No właśnie – „niemalże”, bo w końcowym etapie fazy grupowej „nasi” zaliczyli nie jedno, a dwa potknięcia w starciach z Griffin. Finalnie sprawiło to, że G2 znalazło się na drugim miejscu w swoim zbiorze, jednak nie było to tak istotne, bo w końcu ekipa ta znalazła się w fazie pucharowej.

Decydujący etap Worldsów G2 zaczęło z wysokiego C, szybko ogrywając niespodziankę mistrzostw, DAMWON Gaming. Znacznie ciekawiej prezentowało się półfinałowe starcie, gdzie zespół Jankosa miał zmierzyć się z SKT, które z kolei gotowe było na rewanż za MSI, o czym mówili sami gracze. To jednak musiało poczekać, bo mistrzowie LEC mieli inny plan, którym był awans do finału, co zresztą się udało, bo G2 zaprezentowało kawał dobrego LoL-a. W decydującym meczu na przedstawicieli Starego Kontynentu czekało FunPlus Phoenix. Chińska drużyna sprawiła nie lada niespodziankę zarówno graczom G2, jak i samym widzom, bo jak się okazało, Gao „Tian” Tian-Liang i spółka byli doskonale przygotowani na styl gry swoich rywali, całkowicie ich ogrywając i ostatecznie odbierając Jankosowi jego największe marzenie, jakim było zwycięstwo w mistrzostwach świata.

Porażka G2 była sensacją i czymś z pogranicza abstrakcji i fikcji, a co dopiero przy wyniku 0:3, do którego doszło. Sytuacja ta zszokowała niemalże każdego, balonik pękł, ukazując raz jeszcze piękno Ligi Legend, czyli jej nieprzewidywalność i to, jak bolesna może być kara za niedocenienie przeciwnika. Jednak jak mawia stare polskie przysłowie, co się odwlecze, to nie uciecze.

Przed nami kolejny sezon League of Legends, od kilkunastu dni drużyny na całym świecie przygotowują się do kolejnego roku. Wśród nich niewątpliwie jest G2, które wzbogacone doświadczeniami z tego sezonu może stać się perfekcyjnym zespołem, gotowym nawet na nieprzewidywalne chińskie drużyny. Czy Jankos zostanie mistrzem świata w 2020 roku? Tego nie wiemy, ale jedno jest pewne – w nadchodzącym sezonie Król Pierwszej Krwi na pewno dostarczy nam wiele radości, dumy i przede wszystkim niezapomnianych esportowych emocji.

W artykule wykorzystano zdjęcia należące do Riot Games.

Tagi: , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Twitch pozwany na sumę 3 miliardów dolarów!

Mimo zakusów ze strony YouTube'a i Mixera Twitch to nadal lider jeśli chodzi o serwisy streamingowe. Ale nawet lider musi mierzyć się z pojawiającym s...