fot. AVEZ Esport/Kamil Zieliński

MOLSI: Musimy odejść od tego, że szukamy idealnych graczy i skupić się na tych mniej widocznych

W ostatnim czasie AVEZ Esport znalazło się na ustach wszystkich entuzjastów polskiego Counter-Strike’a. Niepozorna drużyna, na którą nikt nie stawiał, w 2020 roku kilkukrotnie pokazała się już z niezłej strony, a niedawno jako jedyny skład z Polski zapewniła sobie awans na lanowe eliminacje do FLASHPOINT. Jak to się stało, że zespół na papierze słabszy niż Illuminar Gaming, x-kom AGO i inni przedstawiciele krajowej czołówki na razie radzi sobie tak dobrze, jak nikt inny? O to postanowiliśmy zapytać najstarszego stażem członka ekipy, Michała „MOLSIEGO” Łąckiego. Czy kiedykolwiek żałował transferu do AVEZ? Czy Markoś jest lepszy niż hades? I co stresuje go bardziej niż perspektywa występu na amerykańskim lanie? Odpowiedzi m.in. na te pytania poznacie w poniższym wywiadzie.


O ile dobrze liczę, to niedawno minęło pół roku od momentu, gdy zacząłeś grać z AVEZ.

Tak, przez chwilę grałem tam jako zmiennik, a potem we wrześniu podpisałem kontrakt.

Gdy przechodziłeś do organizacji, to ta pod względem osiąganych wyników była w zupełnie innym, gorszym miejscu niż jest dziś. Wchodziłeś do zespołu, który miał sporo różnego rodzaju problemów, a dziś atmosfera wokół was jest niemal idealna.

W starym składzie była wielka presja narzucona przez organizację. Czuć było, że w drużynie nie jest za ciekawie – pojawiały się spięcia, o których nie chcę mówić. Po prostu było tam… Niby dobrze, fajnie się nam ze sobą grało, ale czasami padało zbyt wiele różnych słów. Nie ma się co oszukiwać, tamten skład nie mógł przetrwać, bo mieszkanie razem i fakt, że przez kilka miesięcy widzisz codziennie te same twarze, mogły wyrobić w graczach dużą niechęć do siebie nawzajem. Uważam jednak, że był to fajny okres i niewiele nam zabrakło, żeby cały zespół został w organizacji.

Gdy więc w starym składzie mierzyliście się z tymi wszystkimi problemami, to w pewnym momencie nie pojawiła się w twojej głowie myśl, że dołączenie do AVEZ to był jednak błąd? Nie było wtedy innych opcji?

Zazwyczaj, gdy chcesz np. poderwać dziewczynę, to nie widzisz jej wad, tylko po prostu się o nią starasz. Gdy grasz w drużynie, to jest tak samo. Nie widzisz żadnych minusów zespołu, dopóki się z nim nie zżyjesz. Tak naprawdę na początku wszystko było w porządku. Mieliśmy niezłe wyniki, w ESEA graliśmy przeciwko europejskim zespołom, przyjemnie się grało. Ale atmosfera generalnie była zniszczona, co dawało się wyczuć. Nawet gdybyśmy awansowali do ESL Mistrzostw Polski, to zmiany w składzie i tak by były. W pewnym momencie było zresztą tak, że zaczęliśmy rozmawiać o zmianach, ale każdy robił to prywatnie i każdy chciał wymienić kogoś innego. Było to dziecinne, bo takie sprawy powinno załatwiać się w grupie, ale cóż.

Czy więc żałuję? A czy miałem w tamtym momencie jakikolwiek wybór? Nie zanosiło się na to, bym dołączył gdziekolwiek indziej, bo nie mogłem przebierać w ofertach, trzeba więc było łapać się tego, co jest. W tamtym momencie nie powiedziałbym nie, nawet gdyby kazano mi grać za darmo. Nie uważam jednak, że był to stracony czas. Człowiek uczy się całe życie i to była właśnie jedna z takich lekcji, która na pewno zapadnie mi w pamięci. Zawsze mówi się, że w drużynie musi być atmosfera, a tam atmosfery nie było. O nastroje w zespole trzeba dbać. Nie być zadufanym w sobie, tylko zżyć się z drużyną. Nie chodzi o to, by przyjść, zagrać PCW i wyjść jak z pracy. Tu nie chodzi tylko o samą grę, ale też o różne inne rzeczy. Trzeba się razem śmiać, a nawet wspólnie grać w inne gry, bo to też wpływa na atmosferę.

W obecnym składzie AVEZ faktycznie macie tak głębokie relacje?

W naszej drużynie mamy świetne relacje. Nie ukrywam, że w żadnej innej drużynie, w której grałem, atmosfera nie stała na tak wysokim poziomie. Nikt na nikogo nie najeżdża. Dodatkowo nie ciąży na nas żadna presja, co daje nam sporą wolność. Nie mamy poczucia, że jeśli przegramy jeden czy drugi mecz, to odezwie się do nas zarząd i powie, że coś mu nie pasuje. My mamy po prostu grać i być ze sobą nawzajem.

Przy okazji ostatniej edycji Poznań Game Arena rozmawiałem z destru i zapytałem go wtedy, dlaczego po rozpadzie starego składu ty jako jedyny zostałeś. Adam stwierdził, że w AVEZ nie chcieli karać cię za to, co działo się wcześniej, bo nie miałeś to wpływu. Wygląda to tak, jakby organizacja obdarzyła się sporym zaufaniem.

Jeśli chodzi o stary skład, to ja tam po prostu byłem, ale nie wychodziłem przed szereg. A co do zaufania, to faktycznie dało się to odczuć. Gdy nie dostaliśmy się do ESL Mistrzostw Polski i trzy osoby pożegnały się z drużyną, to mi polecono stworzenie nowego zespołu, więc było to znak, że w AVEZ we mnie wierzą. Miałem stworzyć skład pod siebie, ale nie chodziło o to, bym zaproponował jakichkolwiek zawodników. Chodziło o budowę składu z młodzików. Nie czułem się jednak odpowiednią osobą na to miejsce, tym bardziej że jeśli chodzi o te poszukiwania, to trudno było zbudować drużynę tak, by ta była dopasowana pod względem ról.

Koncepcja, byś to ty budował nowy zespół, pojawiła się od razu po rozpadzie starego składu, czy dopiero po jakimś czasie?

To wszystko miało miejsce tego samego dnia, w którym organizacja rozwiązała kontrakty z chłopakami. Wieczorem dostałem telefon od destra, który powiedział, mi, że oni wiedzą, że to nie moja wina i dają mi szansę, bym sam stworzył drużynę bardziej pod siebie. Po jakimś czasie przyszło mi do głowy, by zaproponować skład One More Time i z nim spróbować coś stworzyć.

Co zwróciło twoją uwagę na One More Time? Wiem, że zespół miał kilka ciekawych wyników, grał m.in. eliminacjach do IEM Beijing, ale też osiągnął to nieco innym składem, nie było wtedy jeszcze m.in. nawrota.

To było chyba w okresie, gdy nawrot odszedł z Izako Boars i zaczął z nimi grać, a ja o tym nie wiedziałem. Dowiedziałem się dopiero po czasie. Niemniej już wcześniej miałem styczność z hadesem i Kylarem, bo podczas wakacji odbyłem krótki, miesięczny staż w piratesports, gdzie razem graliśmy. Potem jednak hades odszedł, bo chciał spróbować testów w AGO. A jeśli chodzi o Kylara, to mogę powiedzieć, że w tamtym czasie byłem inaczej do niego nastawiony, niż jestem teraz. Od zawsze kładzie nam się do głów, że zawodnik musi być skillowy aimowo, musi mądrze grać i musi się dobrze komunikować. Szukamy ideałów. Z kolei Kylar bardzo dobrze strzela, przede wszystkim jest mądrym graczem i chociaż ma problemy z komunikacją, to pokazuje, że wcale nie trzeba mieć w zespole ideałów, by grać dobrze. Musimy odejść od tego, że szukamy idealnych graczy i skupić się na tych mniej widocznych, szkolić ich.

Ale w okresie w piratesports Kylar nie zwrócił mojej uwagi. Zrobił to jednak hades. Był on osobą, z którą, proponując One More Time, chciałem współpracować. No i kei – też skillowy aimowo, dużo gada, co dużo dodaje drużynie. Początkowo uważałem go za gracza lepszego pod względem drużynowym od Kylara, ale teraz wydaje mi się, że nie ma co na to patrzeć. Trzeba skupiać się na tym, jaka atmosfera panuje w drużynie i szlifować to, co już jest, bo wszystko da się wyszlifować.

Poza zawodnikami One More Time byli jeszcze jacyś inni gracze, których brałeś pod uwagę przy odbudowie AVEZ?

Już trochę nie pamiętam, bo to było dawno temu i nie do końca jestem w stanie przypomnieć sobie wszystkie nicki. Na pewno chciałem Chewiego. Brałem też pod uwagę TUDSONA i chyba nawet do niego napisałem, ale potem coś tam się pojawiło i ostatecznie odpadł. Zresztą tak naprawdę ich nie testowałem, tylko po prostu zacząłem pytać. Sam destru też proponował mi kilku młodych graczy, których kazał sprawdzić, ale tak naprawdę nie było nawet kiedy. Nie zdążyłem nawet zorganizować jednego dnia w żadnym składzie, by wspólnie zagrać PCW i sprawdzić, jak to wyjdzie. Wszystko stało się tak szybko – nawrot skontaktował się z destrem, dogadali się i wyszło tak, że zacząłem grać z One More Time.

destru wspominał mi, że nawrot od zawsze bardzo chciał z tobą grać. To działało też w drugą stronę – wspólna gra z nawrotem była dla ciebie swego rodzaju argumentem za tym zespołem?

Z Piotrkiem zawsze trzymaliśmy się razem. Już w 2016 albo 2017, już po odejściu z Teamu Refuse, chciałem razem z nim stworzyć zespół. To było wtedy, gdy dostałem bana na CEVO, wróciłem na scenę i stwierdziłem „zrobię jakiś skład”. Zobaczymy, pogramy miksowo itp.”. Właśnie wtedy odezwałem się do nawrota i zrobiliśmy drużynę z osobami, które dziś pewnie już nie grają. O ile pamiętam, to w składzie byłem ja, nawrot, Skocias, chyba nichu i Ishikawa, taki zawodnik z LoL-a, który też grał w CS-a.

Tak więc już wtedy zaczęliśmy się z nawrotem zżywać ze sobą, mieliśmy dobry kontakt i gdy jeszcze ja grałem w PACT, a on w Izako Boars, to często mówiliśmy sobie, że jak nas wywalą, to robimy coś swojego. W pewnym momencie Piotrek zaszedł mi jednak za skórę. Trochę mnie zabolało, że po odejściu z PACT miałem dołączyć do Izako Boars, ale oni wtedy dostali się do MDL-a i ostatecznie wzięli NEEXA i Patitka. Odejście z PACTU miało ogromny wpływ na to, jak wyglądał mój ubiegły rok, więc nie byłem z tego powodu szczęśliwy. Ale już sobie wszystko wyjaśniliśmy.

Potem pojechałeś wraz z nowym składem na turniej PLE przy okazji PGA, gdzie poszło wam nieźle. I wyglądało na to, a przynajmniej takie wrażenie odniosłem, rozmawiając z destrem, że decyzja co do tego, że wszyscy zostajecie w AVEZ, zapadła dość szybko.

Wtedy na PGA wszystko wyszło bardzo fajnie, już wtedy było widać, że chłopaki chcą coś osiągnąć na tej scenie. Po powrocie z Poznania nadal graliśmy razem, chociaż to wszystko jeszcze raczkowało – reszta zespołu jeszcze przez miesiąc albo dwa nie miała kontraktów i nie było pewności, czy zostaną w AVEZ. Ale pamiętam, że przy okazji jakiejś tam rozmowy przed PGA zapowiedziano nam, że jeśli dobrze zagramy, to przejdziemy do konkretów i będziemy rozmawiać, co dalej ze składem.

Po jakimś czasie jednak sytuacja zaczęła się komplikować, a raczej skomplikował ją hades. Był taki moment, że przecież odszedł nagle z waszej drużyny i zamiast niego testowaliście innych graczy.

Niektóre rzeczy lepiej niech zostaną pomiędzy graczami, a nie wychodzą na światło dzienne. Ale tak, hades odszedł po przegranym meczu z Lyngby Vikings na Vertigo. Odszedł albo to my go wyrzuciliśmy, bo coś się stało – już nawet nie pamiętam, ale to mniej ważne. Wtedy właśnie zaczęliśmy testować różnych graczy, graliśmy m.in. z m4tthim, który teraz jest w Pompa Teamie. Pojawi się też killkapi, ale to raczej w roli stand-ina. Ponadto był pomysł, by nawrot wrócił do grania ze snajperką. Wtedy albo on byłby prowadzącym snajperem, albo ja miałem przejąć od niego IGL-owanie. Byliśmy jednak do tego sceptycznie nastawieni, bo lepiej, by Piotrek skupił się na jednej rzeczy, zwłaszcza że jest mega IGL-em.

fot. AVEZ Esport/Kamil Zieliński

Trudno nie odnieść wrażenia, że ta snajperka w ostatnich miesiącach przysparzała wam sporo problemów. Przecież hades odszedł po raz pierwszy, potem wrócił, potem odszedł drugi raz, tym razem do ARCY. Wy w tym czasie testowaliście różnych graczy na jego miejsce. Widać, że na AWP nie było stabilizacji.

Szczerze mówiąc, kłopot z hadesem był też taki, że on pracował. W pewnym momencie pojawiły się problem z graniem i zaczęło nas to irytować. Pod koniec doszliśmy do porozumienia, że rzuci on pracę, ale potem odszedł do ARCY. Wszystko ogłoszono 3 stycznia, ale my wiedzieliśmy już z tydzień wcześniej, więc już wtedy zaczęliśmy rozglądać się za nowym zawodnikiem. Markoś był dla nas pewniakiem i nawrotowi też się spodobał. Zresztą gdy odszedłem z PACT i trafiłem na testy do Izako Boars, to razem ze mną był na nich właśnie Markoś. Dlatego już kiedyś do niego pisaliśmy, że chcielibyśmy z nim grać, ale wtedy zastanawiał się trochę i powiedział, że zobaczy dopiero PLE, bo wszystko zależeć będzie od tego, jak mu pójdzie z CLEANTmixem. No i ostatecznie wyszło tak, że gramy razem.

Gdy ARCY po krótkim czasie się rozpadło, to nie było w ogóle tematu powrotu hadesa do waszego składu?

Nie, nie było. Wydaje mi się zresztą, że ogólnie Markoś jest lepszym graczem pod względem drużynowym. Przede wszystkim jest pełniejszym zawodnikiem.

Bo też bardziej doświadczonym.

Oczywiście, to prawda. Ale jest też stabilny psychicznie, co jest bardzo potrzebne. Wyobraź sobie, że grasz z kimś, kto mówi ci, że się stresuje, bo wasz mecz jest na HLTV. Żeby nie było – nie mówię, że hades tak robił. Chodzi ogólnie o psychikę człowieka. Trzeba mieć psychikę ponad skilla, bo to właśnie psychika jest w CS-ie najważniejsza. Gdy czujesz się pewnie, nie masz w głowie żadnej blokady itd., to będziesz osiągać sukces. Dlatego właśnie uważam, że Markoś był dla nas idealnym kandydatem na snajperkę. Ponadto nie było w ogóle tematu hadesa z naszej strony, a i hades się do nas nie odezwał. Możliwe więc, że dalej będzie grać z TaZem, ale o to już trzeba pytać jego.

Przejdźmy więc już do 2020 roku i waszych wyników, jakie osiągaliście podczas dotychczasowych turniejów eliminacyjnych. Co prawda dotychczas nie było takiego awansu na lana, jak teraz przy okazji FLASHPOINT, ale rezultaty i tak były obiecujące. Wiele osób wasza postawa chyba zaskoczyła, a was? Od początku roku czuliście się mocni?

Zaczęliśmy nowy rok z grubej rury. Mieliśmy przerwę od 13 grudnia i 5 stycznia wróciliśmy do treningów. Graliśmy praktycznie codziennie po 10 godzin, nawet na deathmatche wchodziliśmy razem i było czuć, że wszyscy jesteśmy zaangażowani. Postawiliśmy na ciężką pracę, bo przecież niedługo eliminacje do ESL Mistrzostw Polski i chcemy dobrze w nich wypaść. To taki nasz cel minimum, bo dostać się do ESL MP, a wiadomo, jak to często bywa, że się na polskie drużyny przegrywa.

Tak czy inaczej, zazwyczaj podczas wszystkich kwalifikacji docieraliśmy najdalej spośród wszystkich drużyn. Inna kwestia jest taka: z kim my graliśmy? Pierwsze mecze zawsze są najłatwiejsze, zwłaszcza gdy jesteś rozstawiony, a my byliśmy rozstawieni, więc nie trafialiśmy na żadne trudne ekipy. Zazwyczaj były to jakieś zespoły, które nie wiem nawet, czy można nazwać zespołami – gracze z piątym levelem FACEITA i tyle. Wiadomo jednak, że z każdym kolejnym meczem jest coraz trudniej. Tak naprawdę wydaje mi się, że mogliśmy w tych wszystkich kwalifikacjach osiągnąć jeszcze więcej. Osobiście jestem zły, bo mogliśmy dostać się do zamkniętych eliminacji do DreamHack Open Lipsk, ale w głupi sposób przegraliśmy ze SKADE. Z kolei podczas kwalifikacji do DH Open w Anaheim Heroic się po nas przejechało. Ale chyba po prostu nie mieli do nas zbytnio szacunku i sobie po prostu biegali, a trudno się gra z ludźmi, którzy dojeżdżają wszystko, bo wiedzą, że są wyżej postawieni i mogą sobie na to pozwolić, by nas psychicznie zmiażdżyć.

Wydaje mi się, że generalnie mamy bardzo mocne mapy pod BO1 i to mogło nam pomóc. Problem pojawia się dopiero przy okazji BO3, gdy przegrywamy mapy wybrane przez przeciwnika. Ale cała nasza drużyna chce po prostu wygrywać i to jest klucz. Zespół jako całość jest kompletny, czuje się jak monolit i to wszystko czuć. Mamy skład z wielkim potencjałem, byleby tylko nikt nam nikogo nie zabrał.

W międzyczasie były też eliminacje do Minora w Rio, podczas których do pewnego momentu szło wam bardzo dobrze. Potem jednak natrafialiście na ścianę – dochodziliście do pewnego etapu, ale dalej nie potrafiliście się już przebić.

Cały czas nie mamy dopiętego map poolu i często zdarza się tak, że natrafiamy w kwalifikacjach na specyficzne drużyny i wyrzucają one akurat te trzy mapy, które mamy zrobione do perfekcji. W efekcie gramy np. na Inferno, którego nie mamy dopracowanego – np. to, co ze SKADE zagraliśmy na Inferno, to był jakimś kryminał. Obecnie jesteśmy dobrze przygotowani do gry na trzech mapach, na dwóch nie gramy w ogóle, a na dwóch ostatnich coś zrobiliśmy, by mieć cokolwiek.

Zawsze czegoś nam brakowało. Podczas pierwszych kwalifikacji do Minora graliśmy z Dignitas. Wtedy nic w ogóle nie szło po naszej myśli – wydaje mi się, że czasami lepiej zacząć w terro niż CT, zwłaszcza gdy mierzy się z drużyną swojego pokroju. Następne eliminacje to mecz ze Sprout. To spotkanie było dziwne, bo prowadziliśmy 7:3, a jeszcze przed przerwą zrobiło się 8:7. Szczerze mówiąc, nie spodziewaliśmy się wtedy tak agresywnego zajęcia banana z ich strony. Najbardziej szkoda mi jednak trzecich kwalifikacji, podczas których odpadliśmy z Duńczykami. Przegraliśmy wtedy chyba 13 rund, podczas których przeżył tylko jeden zawodnik – to nas najbardziej zabolało. Ponadto jeden gośćprzy wyniku 16:13 zrobił wtedy 40 fragów, wszystko mu siadało. To wtedy też do zamkniętych kwalifikacji awansowały najsłabsze drużyny, czyli Apeks i Kova.

Te wasze problemy mogą też wynikać z braku doświadczenia i większego ogrania?

Faktycznie to może być kwestia małego doświadczenia, bo np. taki KEi dobrze czuje się na mapach pokroju Train, a z kolej na Inferno sam mówi, że nie czuje się do końca dobrze, bo nie miał okazji tam zbyt często grywać. Jak mówię – nie mamy do końca opracowanych wszystkich map. Trenowaliśmy je, ale nie są jeszcze idealne. Spójrzmy na Mirage’a, z którego słynie polska scena. Mirage katowany jest przez wszystkie polskie zespoły, a u nas tego nie ma. Zawsze banujemy tę mapę jako pierwszą, nie ruszamy jej w ogóle, bo uważam, że każdy nasz przeciwnik ją zna, przegrał na niej po tysiąc FACEITÓW.

W takim razie powinniście skupiać się na Vertigo. Inne polskie drużyny tak robiły i dzięki temu urywały punkty wyżej notowanym od siebie.

Wydaje mi się, że w Europie Vertigo już się przyjęło, ale może to tylko takie wrażenie. Nie widzę jednak już takich narzekań, by usunąć tę mapę z puli. Trzeba pamiętać, że zawsze, gdy wychodzi nowa mapa, to pojawia się płacz. Sam chyba wtedy zapytałem, czy Valve sobie żartuje, dodając Vertigo do puli. Przyznam ci jednak, ze teraz jest to moja ulubiona mapa w CS:GO.

Wracając do kwestii eliminacji – między walką o Minora a FLASHPOINT nie minęło zbyt wiele czasu, a jednak oglądaliśmy już nieco inne AVEZ. Tzn. tym razem nie było żadnych wpadek, żadnej ściany. Poradziliście sobie bardzo dobrze i nie przegraliście ani jednego meczu. Co się zmieniło w tak krótkim okresie, że tym razem udało wam się dopiąć swego?

Pamiętajmy, że w poprzednich eliminacjach z drobnymi wyjątkami grywaliśmy tylko mecze BO1 i na nich z reguły kończyliśmy. Druga sprawa to mapy. W międzyczasie trochę je dopracowaliśmy i chyba w meczu z HellRaisers udało się tak banować, że trafiliśmy na to, co chcieliśmy, w tym m.in. na Overpassa, na którym  potrafimy wygrywać. Spore znaczenie miało też to, że w trakcie eliminacji do FLASHPOINTA jako trener pomagał nam bogdan. Dokładnie przeanalizował on naszych rywali i nie ma co kryć, że to nam mogło pomóc w wygrywaniu kolejnych spotkań BO3. Zresztą to właśnie bogdan jeszcze za czasów piratesports namówił mnie, bym sprawdził tych chłopaków, z którymi dziś gram.

Wydaje się też, że tak naprawdę nie mieliście nic do stracenia. Przecież gdybyście przegrali którekolwiek ze spotkań, to fala krytyki by na was nie spadła. Można powiedzieć, że mieliście idealne warunki do tego, by grać bez jakiejkolwiek presji.

Na pewno, masz rację z tym, że nie było presji, nikt nam jej nie narzucał. Dodatkowo rozgrywaliśmy mecze BO3, w których jesteśmy mocni jeśli. gramy z drużynami, które lubią te same mapy, co my. Mamy wtedy przewagę, bo czujemy się na naszych mapach bardzo pewnie. To chyba w tych eliminacjach zaważyło. No i była też analiza od bogdana, który studiuje psychologię i w trakcie spotkań nas uspokajał.

Miałem pytać o bogdana – czy jego wsparcie ograniczało się tylko do analizy, czy podczas meczów też wspierał was taktycznie?

Gdy graliśmy kolejne spotkania, to bardzo często przypominał nam rzeczy, które wcześniej były w jego analizie. Dzięki temu nie zapominaliśmy więc, że np. dani goście na Trainie często rzucają z elki granaty na BS-a. Dzięki temu miałem tę świadomość i tam nie chodziłem, a w trakcie meczu faktycznie działo się tak, jak mówił. Ta analiza bardzo nam pomogła. Generalnie bogdan starał się mówić, kiedy zwalniać grę itd. Wydaje mi się, że bez niego mogłoby być trudniej o awans.

W ogóle, w którym momencie tych eliminacji pojawiła się w waszych głowach myśl „Chłopaki, mamy to, jedziemy do Los Angeles!”? Bo nie uwierzę, że od samego początku zakładaliście, że walczycie o awans.

Jeśli chodzi o mnie, to poczułem, że mamy szansę się zakwalifikować, gdy udało nam się wrócić na Overpassie podczas meczu z Salamander. Potem trafiliśmy na HAVU, a ja mam do tej drużyny takie podejście, jak widzę jej graczy, to najpierw wmawiam sobie, że są oni słabi, a potem biegam po mapie i rozdaję im heady. To takie podejście psychologiczne. No więc wygraliśmy z HAVU, dzięki czemu graliśmy z Winstrike. Mieliśmy w głowach małą przewagę, bo wygraliśmy już z nimi podczas otwartych eliminacji, chociaż teraz wykorzystali przeciwko nam wiedzę, że nie gramy jednej mapy, co było widać po wyniku i stylu, w jakim przegraliśmy na Duście2.

A w finale mierzyliśmy się ze SKADE. Chciałem za wszelką cenę wygrać ten mecz, co mogłeś zobaczyć po moich statystykach – statystycznie był to mój najlepszy mecz podczas tych eliminacji. Wszystko dlatego, że SPELLAN w przeszłości wiele razy wchodził mi w drogę, gdy walczyłem gdzieś o awans. Jeszcze w starym składzie AVEZ graliśmy o wyjazd na MSI MGA i przegraliśmy wtedy z jego drużyną. Przy okazji otwartych eliminacji do DH Open w Lipsku też przegraliśmy ze SKADE. I teraz powiedziałem sobie „No nie, tym razem ten chłop mnie nie zatrzyma”. Byłem podwójnie zmotywowany.

fot. AVEZ Esport/Kamil Zieliński

Które ze wszystkich pięciu rozegranych spotkań było dla was najbardziej problematyczne? Patrząc po samych wynikach, które padały w waszych meczach, to wydaje się, że najwięcej musieliście namęczyć się z HellRaisers.

Wydaje mi się, że pierwszego dnia trochę zabrakło mnie indywidualnie. Przesadziłem wtedy ze swoim podejściem, miałem rozwalony tryb życia, bo ostatni tydzień przed kwalifikacjami graliśmy w innych godzinach niż zwykle. Markoś studiuje i musiał poprawić tam jakieś rzeczy, przez co musiałem się przestawić na inny tryb i skończyło się tak, że chodziłem spać o ósmej rano. Przez to zaniedbałem swoją formą indywidualną, a gdyby nie to, to te spotkania mogłyby być tak naprawdę łatwiejsze.

A wracając do twojego pytania – HAVU w ogóle nie sprawiło nam problemów i nie miało do nas podjazdu. Z kolei z HellRaisers rozgrywaliśmy wyrównany mecz, ale najtrudniejszym przeciwnikiem było Winstrike albo Salamander. Zostałbym chyba jednak przy Salamander, bo goście sadzili takie heady z deagle’i, że byliśmy w szoku. Po spotkaniu powiedzieliśmy im, że gdyby korzystali tylko z tych pistoletów, to by nas zmietli. To chłopaki naszego pokroju. Z innego kraju, ale mniej znani. Życzę im dobrze, bo naprawdę fajnie grali.

Patrząc przez pryzmat nazw, z którymi się mierzyliście, to Salamander jest taką najbardziej anonimową dla przeciętnego kibica. 

Właśnie, ale grali niespodziewanego CS-a. Nikt nie wiedział, czego po nich oczekiwać – tak samo było z nami. Co prawda nie zaszli oni tak daleko, jak my, ale prawda jest taka, że mogli z nami w każdym momencie wygrać. Ale nie postawili kropki nad i, a my wróciliśmy z wyniku 7:13 do 16:13.

Gdy ostatecznie udało wam się pokonać Bułgarów ze SKADE, to świętowaliście jakoś? Wiadomo, że nie razem na miejscu, bo każdy z was jest obecnie u siebie, ale zostaliście np. wspólnie na TS-ie i celebrowaliście tę wygraną?

Siedzieliśmy razem na TeamSpeaku chyba jeszcze do trzeciej nad ranem. Szczerze mówiąc, ja się popłakałem i nawrot chyba też. Nie ma co ukrywać, że kilku z nas się wzruszyło, bo to pierwszy raz, gdy człowiek po tylu latach grania zaczyna wreszcie dostrzegać, że ten cały wysiłek się opłaca. Każdy marzy, by z eliminacji dostać się na lana, a w moim przypadku to marzenie właśnie się spełnia. To była jedna z rzeczy, których zawsze chciałem.

Turniej w Los Angeles zaczyna się już za dwa tygodnie, a przed wami sporo przygotowań. I to pewnie takich nie tylko pod względem samej gry, ale też wiele kwestii formalnych związanych z wylotem itd.

Tak, jutro jedziemy do Warszawy, żeby pozałatwiać niektóre sprawy, a potem od środy zaczynamy tygodniowy bootcamp. Także w Warszawie.

Bogdan będzie tam z wami?

Trudno powiedzieć, bo chyba ma on też studia. Tak naprawdę ten bootcamp jest organizowany na wariackich papierach i niewiele jeszcze wiadomo.

A zabieracie Jędrzeja ze sobą do Stanów Zjednoczonych?

Chyba tak, raczej powinien jechać.

Planujecie w ogóle z nim jakąś dłuższą współpracę?

Tak naprawdę Bogdan był z nami nie tylko przy okazji FLASHPOINTA, bo obecnie jest on po prostu testowany. Jest z nami już od tygodnia, pomaga i analizuje m.in. jakie błędy robimy przy okazji PCW. Często zdarzało się tak, że po sparingach albo nawet na meczach wchodziliśmy jeszcze na serwer, by poprawiać błędy, które robiliśmy.

Skąd w ogóle wziął się pomysł na nawiązanie współpracy z bogdanem? To wasza inicjatywa czy organizacji?

Nasza. Zresztą Bogdan chyba sam się skontaktował z nawrotem i zapytał, czy nie potrzebujemy trenera. Kylar i KEi go znali, więc też go polecili.

Macie dwa tygodnie do wyjazdu, macie tygodniowy bootcamp. Ale, tak czy inaczej, to nie jest zbyt wiele czasu, by faktycznie przygotować cokolwiek specjalnego, a przynajmniej tak mi się wydaje.

Trzeba pamiętać, że my przygotowujemy się cały czas, więc ten bootcamp będzie bardziej po to, by doszlifować to, co już mamy. Przy okazji chcemy dopracować też jeszcze jedną mapę, by nie było takich sytuacji, jak wczoraj podczas meczu z Winstrike, gdy w ogóle nie podeszliśmy do pierwszej mapy. Spójrzmy też na to, jakie drużyny pojadą do Los Angeles. Wiadomo, będzie to lan, ale paradoksalnie może być tam nieco łatwiej niż podczas eliminacji online.

Przed wami więc wyjazd na lana. Na lana zagranicznego, jest więc obawa, że może pojawić się presja. I już nie chodzi mi nawet o presję ze strony samej organizacji, ale o to, że wy sami w waszych głowach możecie wytworzyć sobie jakieś oczekiwania, które wpłyną na was negatywnie.

Jeśli chodzi o mnie, to ja zazwyczaj najlepiej gram właśnie na lanach, więc dla mnie nie ma żadnej związanej z tym presji. Na pewno wyglądam tam lepiej niż w internecie. Zresztą podczas PLE też niby mieliśmy presję, bo nie było pewności, co dalej ze składem, a tak naprawdę niczego takiego nie było. Z tego wszystkiego to najbardziej stresuje mnie lot samolotem do Ameryki przez dwanaście godzin, bo boję się latać. To będzie gorsze niż sama gra w Los Angeles.

A co z młodszymi chłopakami, KEiem i Kylarem? Ty, nawrot czy markoś już gdzieś tam graliście, ale dla nich coś takiego to jest zupełna nowość i cała ta otoczka może splątać im nogi.

Nie boję się o tych chłopaków, są mocni psychicznie. Jako drużyna też mamy motywację, by wygrywać. Każdy daje z siebie sto procent. Zresztą Kylar nie jest taki, jak większość graczy, którzy nie oglądają dem, nie uczą się, a tylko grają DM-y i potem się dziwią, że przegrywają. Kylar natomiast robi te wszystkie rzeczy i o niego nie będę się bać. Z kolei KEi teoretycznie może się nieco zagubić pod presją, ale wątpię, by tak się stało. Jestem pozytywnie nastawiony.

To młode chłopaki, które miały już okazję mierzyć się z bardzo dobrymi zespołami. Wygrywaliśmy z drużynami z tier 1 podczas PCW, a to dodatkowa motywacja, która może pozytywnie na ciebie wpłynąć. Gdy widzisz, że radzisz sobie z takimi rywalami, nawet jeśli to tylko PCW, to masz podstawy, by być dobrej myśli. Takie młodziaki też mogą odbierać to jako dobry znak, że wystarczy grać i nie stresować się. A przecież w razie czego mamy jeszcze bogdana – psychologa.

Przyglądając się reakcjom ludzi na wasze ostatnie wyniki, można odnieść wrażenie, że dla wielu jesteście, oczywiście mówiąc z przymrużeniem oka, taką ostatnią nadzieją polskiego Counter-Strike’a. Biorąc pod uwagę to, jak obecnie wyglądają inne polskie drużyny, to też nakłada na was jakieś dodatkowe ciśnienie.

Na pewno po naszym awansie doszło nam kilku fanów, sam to odczułem na Twitterze i na Facebooku. Zawsze było jednak tak, że miałeś zarówno fanów, jak i hejterów. Od tego nie da się uciec. Wydaje mi się zresztą, że jestem osobą, która najbardziej bierze ten hejt do siebie, jestem na niego podatny, gdy widzę tego typu komentarze. To chyba obecnie mój największy problem, dlatego staram się nie czytać tego, co pisze się o nas w internecie, chociaż wczoraj trochę komentarzy przejrzałem. Wiesz, człowiekowi po prostu smutno się robi, gdy coś takiego się widzisz. Ale hejt, jest, był i będzie.

No na razie nie ma, bo są wyniki.

No to musimy wygrywać, to jest jedyny sposób, by tego uniknąć.

To dopiero pierwszy wasz tak znaczący sukces, trudno więc już teraz zaliczać was do grona ekip, które coś znaczą w Europie – do tego jeszcze daleka droga. Twoim zdaniem czego konkretnie potrzebujecie albo czego wam brakuje, by kiedyś faktycznie zasłużyć na takie miano?

Na pewno musimy pograć na kilku turniejach na HLTV. Brakuje nam zaproszeń i ogrania, by presja całkowicie przestała istnieć. Chcielibyśmy zagrać trochę więcej oficjalnych spotkań z drużynami większego pokroju – coś takiego, jak nasz niedawny mecz z Heroic. Jeśli uda nam się faktycznie otrzymać kiedyś jakieś zaproszenie, to fajnie by było, gdyby to nie były zawody typu LOOT.BET o 5 tysięcy dolarów, tylko coś konkretniejszego, by można było podpatrzeć te mocniejsze zespoły.

Lanowe eliminacje do FLASHPOINT będą więc dobrą okazją do rozpoczęcia grindu.

To na pewno będzie fajny turniej, na którym będziemy chcieli powalczyć najbardziej, jak się da. Jednym z naszych celów jest dostanie się na główny turniej FLASHPOINT i wydaje mi się, że jeśli będziemy grać tak, jak podczas ostatnich kwalifikacji, a przy okazji dopracujemy jeszcze jedną mapę, którą mamy już w miarę ograną, to możemy zaprezentować się z naprawdę dobrej strony. Mam wysokie oczekiwania w stosunku do chłopaków, bo widzę, co się dzieje wewnątrz zespołu, i wiem, na co nas stać.

A co jeśli za jakiś czas odezwą się do was inne organizacje, które będą chciały wam kogoś podebrać i to, co aktualnie budujecie, się rozleci? Na scenie panuje obecnie mały bałagan, a wy już coś osiągnęliście i teraz w Los Angeles możecie osiągnąć coś więcej, co na pewno zwróci na was uwagę.

Chłopaki mają własne rozumy i decydują za siebie. Ja na pewno nie przyjąłbym żadnej oferty, gdyby taka się pojawiła, bo uważam, że mamy potencjał, by walczyć w europejskiej czołówce. Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale ja widzę na to szansę. Jeżeli jednak któryś z chłopaków zdecyduje się odejść, to pewnie jego trzeba będzie o to pytać. Ja nigdzie się stąd nie wybieram, bo po prostu zbyt dobrze mi się tu gra, bym w ogóle o czymś takim myślał. Wydaje mi się zresztą, że inni mogą powiedzieć to samo.

Tym bardziej że obecnie nie ma w Polsce drużyny, która prezentowałaby jakiś wysoki poziom. Mieliśmy Illuminar, które zrobiło zmiany i nie wiadomo, kogo weźmie. Mieliśmy ex-Virtus.pro, które odkąd zmieniło skład, chyba nie wyglądało zbyt dobrze i podczas kwalifikacji zwykle odpadało na początku albo w połowie. Ale ja nie myślę teraz o tym, co może być – trzeba patrzeć na to, co jest teraz. Mam po prostu nadzieję, że nikt nam nikogo nie podbierze, bo jak mówiłem, widzę tutaj wielki potencjał i chciałbym, byśmy zostali w tym składzie.

Polub rozmówcę na Facebooku – Michał „MOLSI” Łącki
Śledź autora na Twitterze – Maciej Petryszyn
Tagi: , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Gracze pomagają bezdomnym zwierzakom

Trwa akcja „Daj bezdomniakowi donejta” organizowana przez inSTREAMLY i Karmimy Psiaki. Widzowie streamów, przekazując fundacji popularne na Twitchu do...