fot. instagram.com/neo_fk

NEO: Nie myślałem o końcu kariery. Czekałem na moment, by wrócić do gry

Filip „NEO” Kubski i Wiktor „TaZ” Wojtas wspólnie przeszli od czasów Counter-Strike’a 1.6 do wersji Global Offensive. Wspólnie tworzyli Złotą Piątkę, wygrywali najważniejsze trofea na scenie, w tym także Majora. Teraz zaś po krótkiej przerwie powracają na scenę ze wspólnym projektem o nazwie HONORIS. Czy Kubski myślał już kiedyś o założeniu własnej organizacji? Kiedy zaczął snuć wraz z TaZem plany wspólnego projektu? Dlaczego ostatecznie jego zespół nie pojawi się na ESL Mistrzostwach Polski? I czy w którymkolwiek momencie rozważał przejście do VALORANTA? O tym i nie tylko porozmawialiśmy z NEO dzień po oficjalnej prezentacji jego nowego zespołu. Zapraszamy!


Maciej Petryszyn: Wczoraj odkryliście w końcu karty, a my po raz pierwszy ujrzeliśmy HONORIS. Nie jesteś nowicjuszem, to pewne, ale mimo to był jakiś stres związany z tym ogłoszeniem?

Filip „NEO” Kubski: Myślę, że stres był bardziej związany z formą ogłoszenia aniżeli z samym ogłoszeniem. Było to w końcu coś nowego. Ale już tak dzień po mogę powiedzieć, że wyszło całkiem fajnie. Wiadomo, że pewne rzeczy związane z moim występem bym poprawił, ale generalnie była to fajna akcja, dobra przygoda i myślę, że też ciekawy start z naszej strony.

Pojawiła się ulga związana z tym, że w końcu mogliście powiedzieć, co rodziło się przez ostatnie tygodnie? Bo nie da się ukryć, że cały temat ciągnął się dość długo.

Tak, trwało to wszystko trochę, ale musieliśmy być pewni składu. Potem trzeba było też poczekać, aż wszyscy zawodnicy staną się wolni. Ale tak, jest ulga, że mamy to w końcu za sobą, że poszła informacja i przede wszystkim, że możemy już brać udział w rozgrywkach. Wiadomo, w tych czasach mowa tylko o rozgrywkach online, ale cieszy sam fakt, że w końcu możemy testować i rozwijać się podczas prawdziwych zawodów, a nie tylko na towarzyskich meczach, bo to jednak coś zupełnie innego.

Wydaje mi się, że w pewnym momencie waszego live’a oglądało nawet coś około 4 tysięcy osób. Biorąc pod uwagę to, jak bardzo w ostatnim czasie śledzono wszelkie doniesienia na wasz temat, to pewnie spodziewaliście się aż tak dużego zainteresowania.

Szczerze mówiąc, to nie podchodziłem do tego w ten sposób i nie nastawiałem się na cokolwiek. Nawet nie sądziłem, że pojawi się taka liczba osób. Może po prostu sporo osób czekało na to, co powiemy, jaka jest nasza wizja tego wszystkiego, itd. Miło, że przyszło tylu zainteresowanych, ale nie rozkminiałem tego, jak to będzie wyglądać. Po prostu podszedłem do tematu „będzie jak będzie”.

Kiedykolwiek wcześniej myślałeś o tym, by założyć własną organizację? Albo, że w ogóle twoja własna organizacja w ogóle powstanie?

Wielokrotnie się nad tym zastanawiałem. Własna organizacja ma zarówno swoje plusy, jak i minusy, ale myślę, że to dobry moment, by w końcu z nią wystartować. Gdyby tak przyjrzeć się naszej historii, to widać, że zalążki takiego ruchu miały miejsce już kiedyś. W 2004 roku razem z Wiktorem założyliśmy drużynę Pentagram Connection, łącząc nasze dwa składy. Potem w okolicach 2006 i 2007 roku przerodziło się to w PGS. Gdyby to wszystko wydarzyło się w dzisiejszych czasach, bylibyśmy właścicielami tej organizacji lub przynajmniej współwłaścicielami, którzy mieliby ludzi zarządzających wszystkim. Wtedy jednak się w ten sposób w ogóle nie myślało i byliśmy tylko zawodnikami. Tak więc fundamenty pod to, co dzieje się dziś, zostały położone już kiedyś. Potem nasze drogi z organizacją się rozeszły i trochę żałowaliśmy, że tak to się potoczyło. Ale tak jak mówiłem – nie była ona nasza. Teraz to wygląda zupełnie inaczej i działa na naszych zasadach, na naszych warunkach. Miejmy więc nadzieję, że tak jak i wtedy, wszystko będzie się dobrze rozwijać.

Nie ma w tobie obaw, że w momencie, gdy Ty i Wiktor będziecie łączyć funkcje graczy i działaczy w organizacji, to któraś z tych gałęzi w może w jakimś stopniu ucierpieć? Że z powodu nadmiaru obowiązków jedną z nich po prostu zaniedbacie?

Jeśli mam być szczery, to nie. Tak jak wspomnieliśmy podczas wczorajszego live’a, przede wszystkim skupiamy się na grze, bo mamy zespół nie tylko osób grających, ale też i zarządzających organizacją. Ludzi, można powiedzieć, mądrzejszych od nas w tych istotnych kwestiach. Miejmy nadzieję, że z czasem i my nauczymy się pewnych rzeczy, wyciągniemy z tego wszystkiego wnioski. Przede wszystkim jednak będziemy grać i to jest podstawą tego, byśmy nie zaniedbali gry. We wszystkich kwestiach organizacyjnych mamy wsparcie, byśmy nie musieli dzielić czasu na jedno i drugie.

Gdy w styczniu tego roku ARCY zakończyło swoją działalność, od razu pojawiła się koncepcja „Robimy coś swojego”, czy dojrzała ona dopiero z czasem?

Taka myśl pojawiła się nawet trochę wcześniej. Najpierw Wiktor po dwóch latach w końcu się do mnie odezwał, przyjechał do Poznania, umówiliśmy się na kawę, posiedzieliśmy, przedyskutowaliśmy wszystko i już wtedy zaczęliśmy myśleć o czymś takim. Co prawda ARCY wtedy jeszcze istniało, ale już miały miejsce pewne wydarzenia. Odszedł MINISE, potem odszedł kolejny zawodnik. Generalnie nastroje w samym zespole nie były najlepsze. Oni grali ze sobą już kilka lat i wydaje mi się, że każdy z nich potrzebował po prostu świeżości. To wszystko doprowadziło do tego, że dziś jesteśmy tu gdzie jesteśmy, co mnie bardzo cieszy.

Sam Wiktor wspomniał, że ty i on musieliście przepracować sobie pewne rzeczy związane m.in. z jego odejściem z Virtus.pro. Jak więc rozumiem, po tym, jak TaZ został usunięty ze składu, pojawiła się między wami jakaś zadra?

Z mojej strony nie. Wyszła jednak taka, a nie inna sytuacja, która była dość skomplikowana. Graliśmy razem przez wiele lat, każdy zresztą zna historię Virtus.pro. Decyzja o odsunięciu TaZa nie należała do mnie, raczej zostałem postawiony przed faktem dokonanym. Dopiero później sobie uświadomiłem, że mogłem odejść razem z nim lub chociaż bardziej postawić na swoim. Ale stało się tak, jak się stało. W tamtych czasach, jak wiadomo, mieliśmy nie najlepsze wyniki. Ja nie miałem więc żalu, a raczej było mi szkoda tego, że tak się to potoczyło. Myślę, że to bardziej ze strony Wiktora pojawiła się między nami przerwa i nie miałem mu tego za złe. W pełni rozumiałem sytuację. Cieszę się jednak, że kontakt w końcu wrócił i zaczęliśmy znowu razem grać.

Pytałem już o to Wiktora, ale trochę wymigiwał się od odpowiedzi, więc zapytam i ciebie. Gdy pojawiła się już koncepcja budowy własnego projektu, to czy w którymkolwiek momencie braliście pod uwagę, by poza wami dwoma zaangażować w niego też Jarka „pashę”, który przecież także nigdzie obecnie nie gra na stałe, a z którym ty też przez jakiś czas występowałeś miksowo?

To również jest bardzo skomplikowany temat. Projekt HONORIS to prawdopodobnie nasz ostatni zespół, w którym będziemy pełnić rolę czynnych zawodników. Patrzymy na niego przez pryzmat przekazywania wiedzy, którą zdobyliśmy przez wszystkie lata. Chodziło o wzięcie młodych zawodników, których możemy nauczyć tego, co sami wiemy, czego sami zdążyliśmy się nauczyć. Nie wiem, jak to wszystko się potoczy, ale może kiedyś w nasze buty wejdą kolejni zawodnicy, a ci, których już wyszkoliliśmy, będą mieć dzięki nam już pewne doświadczenie. Nie wiem zatem, czy było tu miejsce na trzech wyjadaczy. Bo Jarek jakby nie patrzeć też jest bardzo doświadczonym zawodnikiem. Nie wiem jednak, czy nie zabrakłoby nam wówczas firepowera.

Myślę, że na to wszystko złożyło się wiele czynników. Na pewno były takie rozważania, bo o Jarku nie mogę powiedzieć złego słowa. Zawsze ciężko pracował, przecież bardzo dobrze gra, ale ma też pewne zespoły, jest teraz zaangażowany w wiele projektów. Nie wiem, czy byłby w stanie poradzić sobie dodatkowo z wielogodzinnymi treningami. To pewnie on sam musiałby na to pytanie odpowiedzieć. Ostatecznie postawiliśmy na STOMPA, który jest naszym snajperem, ale pewnie Jarek właśnie w tej roli najchętniej znalazłby się w zespole.

Gdy pojawiły się pierwsze informacje, że tworzycie własny skład, to wtedy nie było to jeszcze do końca określane mianem organizacji. Raczej nazywano to projektem, co było dość szerokim pojęciem. Czy pojawiły się więc jakieś oferty albo przynajmniej zapytania ze strony innych organizacji, które może chciałby nawiązać z wami współpracę lub nawet robić ten projekt razem z wami?

Były pewne opcje, pojawiło się kilka ofert, ale nie ma co się wdawać w szczegóły. Ale potwierdzam, że było kilka możliwości, niektóre wiązałby się nawet z wyjazdem z Europy. Niemniej tak jak wczoraj mówiłem, chcieliśmy zrobić to na naszych zasadach i mieć pełną kontrolę nad wszystkim. Nie oddawać jej nikomu. Dlatego HONORIS należy do nas. Mamy swój plan, ale oczywiście nie skreślamy z góry żadnej opcji rozwoju organizacji.Jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje, wszystko jest do rozważenia.

Mówisz „wyjazd z Europy”, ale dokąd? Azja?

Tak. Po tych wszystkich latach mamy jednak kontakty na całym świecie. Kiedyś CS był w Azji bardziej popularny i to wszystko nam pozostało. Wiadomo, w dzisiejszych czasach rzeczy rozgrywane są online, ale szkoda, że CS:GO w Azji nie rozwinęło się tak, jak CS 1.6. Kiedyś więcej jeździło się do Korei czy też samych Chin, a dziś jest tego mniej.

Powstał więc twór o nazwie HONORIS. Genezę owej nazwy tłumaczyliście wczoraj, ale ciekawi mnie, czy był jakieś inne pomysły, które ostatecznie z jakiegoś powodu odpadły.

Szczerze to nie my nad tym siedzieliśmy. Jak wspominaliśmy, mamy super zespół, ludzi od zadań specjalnych. Ale HONORIS to była jedna z pierwszych i jednocześnie ostatnich propozycji, które padły. Od razu nam to siadło, więc nie było na ten temat specjalnie wielkich rozkmin.

Jeżeli chodzi o kwestię loga, barw i całego wizerunku, to w pełni zajmowali się tym wasi ludzie, czy też zaangażowaliście też kogoś z zewnątrz, by wam z tym pomógł?

To w całości działania naszej ekipy. Mamy w tej kwestii pewną szarą eminencję, której w stu procentach ufamy. Nie chodzi nawet o to, że z nią nie dyskutujemy, bo dyskusje zawsze się pojawiają, ale mamy tę świadomość, że my tu jesteśmy przede wszystkim od grania, a obszarami tego typu powinni zajmować się inni.

fot. ESL/Helena Kristiansson

Gdy kilka tygodni temu rozmawiałem z Wiktorem, powiedział, że “założenie od razu było takie, że chcemy budować drużynę na młodych graczach”. Spójrzmy jednak na wasz skład: STOMP – 25 lat. Prism – 22 lata. Nie są to oczywiście starzy gracze, ale trudno też mówić o nich jako o graczach bardzo młodych. A odnoszę wrażenie, że oczekiwania ludzi w stosunku do waszego projektu były nieco inne, że liczono na to, że wyłuskacie jakichś ciekawych nastolatków.

Myślę, że wtedy moglibyśmy bardziej mówić o akademii, a nie o pierwszym zespole, który planuje rywalizować z najlepszymi, bo taki jest nasz plan. Chcemy po prostu wejść na scenę i grać jak równy z równym. Jednak ci bardzo młodzi zawodnicy, tacy powiedzmy 16-letni albo 18-letni, nie mają w ogóle doświadczenia i myślę, że czas, który musielibyśmy wówczas spędzić nad nauką gry drużynowej czy też rozgrywki na wyższym poziomie, byłby dłuższy. Nie wiem, czy moglibyśmy sobie na to pozwolić, bo też nie jesteśmy z Wiktorem najmłodsi. Nie wiadomo, jak długo by to trwało i przez wzięcie tak młodych graczy mogłoby nam nie starczyć czasu na odpowiedni rozwój.

Właśnie dlatego trafił do nas STOMP, który jest tak mniej więcej „pomiędzy”. Nie jest ani młody, ani też stary, chociaż jak na warunki esportowe jest już raczej w górnej grupie wiekowej. Ale przez to ta kompozycja zespołu jest bardziej wypośrodkowana. Jak mówiłem wcześniej, nauczymy ich tego, co wiemy i może kiedyś w nasze miejsce wejdą jakieś świeżaki, o których wspomniałeś. Wtedy będzie na to więcej czasu. Pożyjemy, zobaczymy. To nie jest jednak tak, że przy braniu zawodników do składu patrzyliśmy na wiek. Przyglądaliśmy się umiejętnościom, bo niektórzy gracze potrafią być młodzi i dojrzali, ale i na odwrót – starszy człowiek niekoniecznie będzie się dojrzale zachowywał. Także sama cyferka przy wieku jest sprawą drugorzędną.

Jeżeli chodzi o proces wyłaniania składu za pomocą testów, to w ostatnim czasie było na naszej scenie kilka takich projektów. Najgłośniejszym z nich jest chyba to, co w tamtym roku robiło AGO, ale wówczas wszystko było szeroko zakrojone, a graczy sprawdzał cały sztab ludzi. Wy natomiast robicie to nieco bardziej staromodnie – można powiedzieć, że na instynkt, a nie za pomocą statystyk i wykresów.

Nie da się ukryć, że AGO ma ogromne zaplecze. Jakby nie patrzeć są tam profesjonaliści ze świata sportu i starają się przenieść pewne rzeczy na esport. Trzeba trochę poczekać i zobaczyć, jakie to przyniesie w rzeczywistości wyniki. My jednak znamy takie, a nie inne zasady. Kilkukrotnie udawało nam się, bazując właśnie na instynkcie czy doświadczeniu, budować zespoły, które potem odnosiły sukces. Dlatego tak samo zrobiliśmy i tym razem, a jakie będą tego efekty? Trzeba poczekać.

Wiktor wspomniał, że nie testowaliście wcale tak wielu graczy – to nie były testy na wielką skalę. Wynikało to z tego, że szybko znaleźliście tę idealną piątkę czy też od początku założenia były takie, że to będzie tylko kilka wybranych nazwisk, a nie cały wagon zawodników?

Trochę tego, a trochę tego. Tak naprawdę na scenie mamy bardzo dużo talentów, wielu zawodników, którzy mają potencjał. Dlatego też badaliśmy to wszystko krok po kroku. Tak naprawdę, aby dowiedzieć się, jaki jest ten czy inny gracz, trzeba trochę więcej czasu. Dlatego może trwało to wszystko tak długo i przetestowaliśmy mniejszą liczbę zawodników niż takie AGO. W przypadku budowania Virtus.pro rozgrywaliśmy testy z większą liczbą graczy, ale finalna gra razem i tak polegała bardziej na wyczuciu osobowości, na znalezieniu odpowiedniego balansu w zespole. Na odkryciu ludzi, którzy wkomponują się w to wszystko. Tutaj poczuliśmy to w miarę szybko. Później jednak musieliśmy dokonać jakichś tam zmian i dlatego ten skład ostatecznie wygląda tak, a nie inaczej. Był hades, potem wszedł za niego STOMP, a w międzyczasie pojawił się też gab. Sprawdzaliśmy też kilku innych zawodników na luźnych FACEITACH.

Poza gabem i hadesem kto jeszcze przewinął się przez wasze testy, ale ostatecznie nie znalazł się w składzie?

Nie sądzę, by te nicki były aż tak istotne. W sensie nie przykuły one naszej większej uwagi. Część z tych osób na FACEITACH testował sam Wiktor, na kilku i ja miałem okazję się pojawić. Może TaZ będzie miał w zanadrzu kilka innych ksywek, ale ja kojarzę jakoś bardziej tych zawodników, o których już wspomniałem.

Jak w ogóle wyglądał dobór graczy do testowania? Sami kojarzyliście pewne nicki, którym warto się przyjrzeć, czy też zawsze było tak, jak mówiliście wczoraj – że kogoś wam podrzucił hades, kogoś innego Prism itp.?

W dzisiejszych czasach sytuacja jest dużo bardziej skomplikowana. Wielu zawodników ma kontrakty, grają już w jakichś zespołach, akademiach albo przynajmniej są na ławce. Jest tego multum i trudno znaleźć zawodnika wolnego, a niektóre organizacje oczekują kwot wykupu – tak właśnie wykupiliśmy hadesa z AVEZ. Szukaliśmy więc zawodników, którzy byli dostępni. Kilku z nich pytaliśmy o ich obecną sytuację. W międzyczasie było też polish shuffle, więc te składy się zmieniały na bieżąco. Niektórzy zawodnicy byli przez chwilę wolni, ale mieli już jakieś plany, byli z kimś związani. Trzeba było kombinować więcej niż kiedyś. Hades bardzo nam pomógł, bo jest lepiej rozeznany na polskiej scenie niż my, zna więcej ksywek. I tak krok po kroku – pojawił się jeden nick, potem wspólnie rozmawialiśmy o kimś innym. Mieliśmy też coraz większą bazę danych dzięki kolejnym młodym graczom. Aż w końcu wszystko doprowadziło do obecnego składu.

W tym okresie, gdy próbowaliście wyłonić skład, odbywały się też jakieś testy trenerów albo przynajmniej myśleliście o pewnych nazwiskach? Czy też może od razu pojawiła się koncepcja „Nie, wychowamy sobie kogoś sami”?

Od samego początku razem z Wiktorem doszliśmy do wniosku, że zespoły, w których graliśmy, budowaliśmy bez trenera. Daliśmy radę zrobić to na starych zasadach, chociaż wiadomo, że meta się zmienia i dziś praktycznie już każdy zespół posiada szkoleniowca. Ale tak, jak mówię – od samego początku uznaliśmy, że chcemy to zrobić w ten właśnie sposób.

Wspominałeś o tym, że w naszym kraju jest sporo talentów. Uważasz, że mamy równie utalentowanych młodych graczy, co Szwecja lub Dania?

Myślę, że tak. Nie wiem, dlaczego miałoby być inaczej, może po prostu są inne warunki. Skandynawia jest mocno esportowa od samego początku esportu. Pytanie, czy jest to związane z ich stylem bycia – Skandynawowie są bardziej zamknięci w sobie, więc może właśnie dlatego więcej czasu spędzają przy grach. Ciężko stwierdzić. Ale uważam, że nie odbiegamy w tej kwestii od wspomnianych krajów. Problemem mogą być natomiast zaplecze, szkolenie, czy ewentualnie później mentalność, kiedy w większości zespołów dochodzi do zmian. Budowanie zespołu to nie jest szybki proces, jest wiele zmiennych, wiele trzeba przejść razem, to po prostu trwa, a można odnieść wrażenie, że ludzie od razu chcą osiągać sukcesy, co często kończy się kolejnymi zmianami i szukaniem problemu wszędzie, tylko nie u siebie.

Można powiedzieć, że trochę rozpieszczaliście kibiców, kiedy Virtus.pro było na szczycie, a teraz trzeba przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości.

Trochę się pozmieniało. Szkoda, że wygląda to tak, a nie inaczej. Miejmy nadzieję, że kiedyś wrócimy silniejsi jako naród.

Wracając do HONORIS, nie masz obaw co do funkcjonowania na takich zasadach, że jesteście ty i TaZ, osoby decyzyjne dla tej organizacji, i są też pozostali gracze, przez co członkowie składu nie są sobie równi.

Wiadomo, że obawy pojawiają się z wielu różnych stron, ale jakby nie patrzeć Virtus.pro, które zbudowaliśmy na podobnych zasadach, funkcjonowało tak do momentu, kiedy był ten jakby lekki podział, kiedy to z Wiktorem bardziej zarządzaliśmy tym wszystkim. A zaczęło się dużo bardziej sypać i bardziej rozpadać, gdy w większym stopniu postawiliśmy na demokratyczne podejmowanie decyzji i wszyscy byliśmy na tym samym poziomie decyzyjności.

Wydaje mi się, że dopóki będziemy zgodni z Wiktorem, większe problemy nie powinny się pojawiać. Jest to nasz projekt i myślę, że zawodnicy, których wybraliśmy, rozumieją zasady. Akceptując nasze zaproszenie do zespołu, zaakceptowali te warunki i są z tym ok.

A czy pozostali członkowie drużyny, czyli Prism, reiko i STOMP, mają udziały w organizacji?

Na chwilę obecną mamy podział 50/50 z Wiktorem. To wstępny etap budowania organizacji, a w przyszłości pojawi się jeszcze wiele płaszczyzn, na których będziemy funkcjonować. Kto wie, może wtedy wszystko się jeszcze rozwinie.

Co natomiast z kontraktami tej trójki? Do kiedy one obowiązują?

Szczerze? Nie jestem pewien. Nie ja się tym zajmowałem.

TaZ wczoraj podczas live’a wspomniał, że chciałby, żebyś w tej nowej drużynie miał na serwerze większą swobodę. W ciągu tych ostatnich lat, kiedy częściej byłeś graczem wspierającym lub prowadzącym, też czułeś taką potrzebę?

To taki odwieczny dylemat wewnętrzny. Wiktor wspomniał, że f0rest, który od początku CS:GO był starplayerem, był snajperem, nie musiał zmieniać swojego stylu gry. Ja od początku CS:GO, od wczesnych początków Virtus.pro zacząłem prowadzić i raz wkraczając na tę ścieżkę, trudno jest z niej wrócić. Później zmienialiśmy dowodzenie na Wiktora, który na przykład mianował mnie snajperem i wygraliśmy turniej w Dubaju, czy dobrze zagraliśmy na EPICENTER, gdy on prowadził, a ja miałem inną rolę. Wydaje mi się, że przez to, że mamy młodszych zawodników, to jest sporo zadań, o których nie wszyscy automatycznie będą myśleć i to swego rodzaju brzemię, które się nosi, mając takie doświadczenie, że wiesz, że taką pracę trzeba wykonać, a nie wszyscy zawsze o tym pomyślą. Mam z tyłu głowy, że tak czy inaczej, to ja będę musiał tę pracę wykonać. Miło, że Wiktor wierzy, że odnajdę ten luz w grze. Jak to wyjdzie w praktyce? Trzeba poczekać i zobaczyć, bo granie treningów to coś innego niż granie oficjalnych spotkań.

Nie powiem – jak wczoraj Wiktor mówił właśnie o tym, to zaraz przed oczami miałem ciebie z czasów CS-a 1.6. I chyba nie byłem w tym sam, bo takich komentarzy widziałem więcej.

Piękna sprawa, ale wychowałem się na CS-ie 1.6, który był na innym silniku i fizyka gry była całkiem inna. Trudno będzie powtórzyć to, co się udało zrobić w 1.6, ale jest to gra drużynowa i starplayerzy pojawiają się dzięki odpowiedniemu wsparciu swoich kompanów oraz dzięki dobrej kompozycji. W naszym przypadku trzeba poczekać, aż to wszystko się ostatecznie ukształtuje, bo zespół zaczyna trenować razem, wszyscy się rozwijają, każdy pracuje nad sobą w aspekcie, który uważa, że jest ważny dla całej drużyny i wypadkową tego jest właśnie zespół.

fot. fb/g5taz

Kto właściwie tworzy zaplecze HONORIS? Ile osób, których nie widać, pracuje na sukces organizacji poza zawodnikami?

Można powiedzieć, że w sumie są to cztery osoby. Zajmują się m.in. komunikacją i innymi sprawami. Największe zadanie, czyli uruchomienie organizacji, już za nami, teraz krok po kroku będziemy rozwijać kolejne płaszczyzny. Na chwilę obecną nie planujemy zwiększać tej liczby osób, dzielimy odpowiednio zadania. Nie wykluczamy jednak, że za jakiś czas będziemy potrzebować kolejną parę rąk do pracy.

O projekcie mówicie, że jest długofalowym. Spodziewać się można zatem, że nawet jeśli ty czy Wiktor zdecydujecie się zakończyć bądź zawiesić karierę, HONORIS nadal będzie działało.

Taki jest plan. Wkładamy w to nie tylko serce, ale i fundusze, dlatego w pełni skupiamy się na tym projekcie.

To dobry moment, żeby to wyjaśnić: HONORIS działa nie tylko dzięki sponsorom i inwestorom, ale także dzięki twojemu i Wiktora wkładowi finansowemu?

Tak, dlatego to dla nas tak ważny projekt.

Kolejni partnerzy waszej drużyny są już w drodze?

Na ten moment Red Bull jest naszym jedynym partnerem. Niebawem odkryjemy kolejne karty, trzeba jeszcze trochę poczekać i śledzić nasze media społecznościowe.

Wiadomo, w jakich czasach obecnie żyjemy. Mam na myśli pandemię. Ta sytuacja w jakimś stopniu pokrzyżowała wam plany związane z organizacją? W czymś przeszkodziła?

Pod kątem funkcjonowania drużyny uniemożliwiła nam zrobienie bootcampu, na który liczyliśmy, a który w przypadku nowego zespołu, między innymi przez możliwość spotkania się, bliższego poznania i łatwiejszego przebrnięcia przez wszystkie podstawy, jest bardzo istotny. W tym przypadku zostaliśmy ograniczeni do spotkań i treningów internetowych, co jest mocno uciążliwe w kwestii gry zespołowej. Poza tym raczej w niczym nam to nie przeszkodziło. Oczywiście szkoda, że nie ma lanów, na turniejach offline fajniej się gra. Miejmy nadzieję, że z czasem to wróci.

Władze powoli luzują jednak obostrzenia, czy to sprawia, że ponownie zaczynacie myśleć o bootcampie?

Na chwilę obecną nie mamy takich planów, jest chyba za wcześnie.

W swojej karierze miałeś okazję grać dla bardzo wielu organizacji. Czym HONORIS różni się od innych drużyn esportowych pod względem czy to modelu działania, czy jakichś innych aspektów?

Virtus.pro w pewnym momencie było już korporacją, FaZe było ze Stanów Zjednoczonych, przez co występowały problemy w komunikacji, we Frag eXecutors, które było polskie, nie byliśmy właścicielami, więc nie mieliśmy wpływu na wszystko tak, jak byśmy chcieli. Wydaje się właśnie, że to jest największa różnica. Mamy na to wszystko wpływ i będziemy robili tak, jak chcemy – jest to coś nowego nie tylko dla nas, ale i dla całego świata. Wiktor wspomniał o zawodnikach z League of Legends, którzy byli w takiej sytuacji, oni mają już jakieś doświadczenie w tym temacie. My dopiero wczoraj oficjalnie ruszyliśmy z wszystkim i myślę, że na takie pytanie łatwiej będzie odpowiedzieć już po jakimś czasie funkcjonowania.

Podobne rozwiązanie własnościowe, czyli gracze jako właściciele organizacji, było też zastosowane lub nadal jest w Astralis i bodajże w NiP-ie.

Z tego co wiem, to tam gracze są mniejszościowymi udziałowcami, ale nie właścicielami, to nas różni od tamtych modeli.

Czyli można powiedzieć, że trochę sami badacie ten teren, bo wzorców, przynajmniej w CS-ie, wcale tak dużo nie było.

Tak, myślę, że jest to całkiem coś nowego.

Niedawno pojawiły się informacje na temat waszej gry w ESL Mistrzostwach Polski, a konkretniej odnośnie od tego, że rzekomo odrzuciliście zaproszenie. Trochę wydawałeś się potem zirytowany na streamie tymi doniesieniami. Jak to naprawdę wyglądało?

Myślę, że moja irytacja wynikała bardziej z nierzetelności dziennikarskiej w dzisiejszych czasach. Wiele informacji nie jest weryfikowane, a potem się je powiela. Przykład z pierwszej ręki – ostatnio dostałem telefon od osoby, która pytała mnie, czy zarządzam gaming housem w Poznaniu i czy można się umówić na jakiś konkretny termin. Tymczasem ja w tym GH pojawiłem się może ze dwa razy i po prostu pomagałem, doradzałem przy samym projektowaniu tego miejsca. W żadnym wypadku nie jest to mój gaming house i w chwili obecnej nie jestem z nim w żaden sposób związany. Tymczasem informacja ta pojawiła się w wielu esportowych mediach, pisano, że to mój gaming house itp. Jeśli zaś chodzi o ESL Mistrzostwa Polski, to nie byliśmy po prostu w tamtej chwili gotowi, by wystartować. Chcieliśmy poczekać z prezentacją, by być w stu procentach gotowymi tak, jak jesteśmy teraz.

Przeglądając wczoraj social media, natknąłem się na komentarz, nie pamiętam już niestety czyj, którego autor przyznał, że szanuje was, bo nie poszliście na łatwiznę i nie przenieśliście się do VALORANTA. To obecnie popularny trend na esportowej scenie, jak więc było z wami? W którymkolwiek momencie pojawiła się u ciebie lub Wiktora myśl „A może by tak spróbować?”?

Wydaje mi się, że pewne myśli się pojawiły. Bardzo podoba mi się to, jak gra się w VALORANTA, a strzelanie jest podobne do tego z CS-a. Zostaliśmy jednak wychowani na zasadach Counter-Strike’a – rzucamy granaty, a nie spelle. To oczywiście ciekawy produkt i niewykluczone, że kiedyś sobie w niego pogramy, ale na chwilę obecną jesteśmy zaangażowani w projekt CS-owy i gramy w CS-a. Byliśmy w trakcie budowy zespołu i większej rozkminy na temat przerzucenia się na VALORANTA nie było.

Kilka tygodni temu TaZ przyznał, że nie chce kończyć kariery, nie będąc na szczycie. A jak to wygląda w twoim przypadku – twoje ambicje sięgają tak wysoka jak Wiktora?

Wiktor zawsze stawia sobie ambitne cele i plany. Możliwe, że ja jestem w większym stopniu realistą i wiem, że będzie to bardzo trudne do wykonania zadanie. Byłoby idealnie, gdyby tak się stało i będziemy z całych sił walczyć, pracować, dążyć do tego, by faktycznie się to wydarzyło. Ja jednak żyję chwilą obecną, nie zastanawiam się, nie rozkminiam tego, jaki będzie mój koniec, czy będę chciał odejść tak, a nie inaczej. Pożyjemy zobaczymy.

Gdy jednak w tamtym roku opuszczałeś FaZe, to pojawiły się myśli, że to może już czas odwiesić myszkę i zająć się czymś innym?

Tego typu myśli pojawiały się już od bardzo dawna. Na przykład zaraz po pojawieniu się CS:GO zastanawiałem się, czy nie zakończyć kariery. Wcześniej podobnie było, gdy występowaliśmy w 1.6 i były inne czasy, z grania nie było żadnych pieniędzy. Teraz? Szczerze mówiąc, nie zastanawiałem się nad tym. Czekałem raczej na moment, by wrócić. W pewnym momencie zastanawiałem się jednak, czy nie powinienem skupić się np. na streamowaniu i zostać przy tym. Ale chęć rywalizacji cały czas we mnie siedzi. Lubię brać udział w meczach, mieć drużynę, odbywać treningi. I mieć pewien cel, codzienną rutynę. Przychodzić, zbierać się z zespołem i pracować nad wspólną formą. Nie przeszło mi to. A tak jak zawsze mówiłem – dopóki jest to moja zajawka, to będę w tym siedział. I chyba dalej się tego trzymam, bo to nadal moja pasja.

Gdy jednak weźmiecie teraz udział w #HomeSweetHome lub w innych rozgrywkach i przyjdą porażki, bo wiadomo, że nie wszystko musi od początku zaskoczyć, to zdajesz sobie sprawę, z jakimi komentarzami na temat waszego projektu będziecie musieli się mierzyć?

Tak, mam tę świadomość. Myślę, że po tej przerwie i po pobycie w FaZe jestem jeszcze bardziej dojrzałym zawodnikiem. Jeszcze jakiś czas temu przejmowałem się komentarzami. Trzeba przyznać, że od początku CS:GO, wraz z rozwojem skinów i zakładów, ten hejt jest po prostu przeogromny. Ludzie płaczą nie ze względu na przegraną zespołu, tylko przez stracone pieniądze lub skiny. W końcu jednak uświadomiłem sobie, że nie jest to coś, czym warto się przejmować. Jeżeli przegramy mecz – cóż, zdarza się. Wiadomo, początki mogą być trudne. Konkurencja jest teraz przeogromna. Jeżeli ja zagram słabo albo my jako zespół zagramy słabo i będę wiedział, że to dlatego, że daliśmy ciała, to może będę na siebie zły, ale branie pod uwagę wszystkich komentarzy mam już raczej za sobą. Będziemy dawać z siebie wszystko i tyle. A komentarzy nigdy się niestety nie uniknie.

Nawiązując jeszcze do tego, że, jak sam wspomniałeś, masz bardziej realistyczne podejście. Przed wami jeszcze nieco ponad 6 miesięcy 2020 roku. Teraz jesteście na początku drogi jako HONORIS, a gdzie twoim zdaniem będziecie pod koniec grudnia? Albo gdzie chciałbyś, żebyście byli?

Chciałbym, żeby HONORIS było w topce i będziemy do tego dążyć. Ale co przyniesie przyszłość? Przewidywanie przyszłości to jest astrologia. Kto wie, może za kilka dni wyjdzie Source 2 i będziemy musieli na nowo uczyć się strzelać. A może nic się nie zmieni. Może VALORANT zmobilizuje Valve do poprawienia VAC-a? Kto wie. Pożyjemy zobaczymy, chciałbym jednak, by za pół roku HONORIS znajdowało się w topce, przynajmniej tej polskiej.

A jeśli chodzi o ciebie – jakie jest twoje największe esportowe marzenie, które chciałbyś spełnić podczas tej swojej ostatniej zawodniczej przygody?

Trudno powiedzieć. Na ten moment nie mamy nawet żadnych turniejów lanowych, a marzenia o rozgrywkach online nie są aż tak kuszące.

Ale lockdown w końcu się kiedyś skończy.

Pewnie, że tak. Moim marzeniem na pewno nie jest dostać się na Majora, a zająć na Majorze jakieś czołowe miejsce. Jestem realistą, ale zawsze będę uderzał w tak wysokie szczyty, jak tylko się da. Na chwilę obecną nie stawiam sobie celów. Chciałbym po prostu, byśmy każdego kolejnego dnia byli lepszą drużyną niż byliśmy wczoraj.

Obserwuj zawodnika na Facebooku – Filip „NEO” Kubski

Śledź autora na Twitterze – Maciej Petryszyn

Tagi: , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Patitek i NEEX chcą stworzyć wspólny skład w VALORANTA

Polska scena CS:GO zaczyna odczuwać skutki pojawienia się zamkniętej bety VALORANTA. Dwóch profesjonalnych zawodników z naszego krajowego podwórka, Pa...

>