Wykorzystano zdjęcia należące do: StarLadder.

On tam grał?! – KRIMZ w GODSENT

Historia Counter-Strike’a nie ogranicza się tylko do wersji Global Offensive. Sięga ona o wiele bardziej zamierzchłych czasów, gdy szybki internet był tylko luksusem, a furorę wśród młodych ludzi robiły kafejki internetowe – w sumie daje nam to około dwudziestu lat, w których trakcie działo się wiele. I to tak wiele, że o wielu rzeczach możemy już zwyczajnie nie pamiętać i nie zdawać sobie sprawy, że gracz, którego, zdawałoby się nam, znamy, w przeszłości związany był z ekipą, z którą sami nigdy byśmy go nie powiązali. Wtedy pozostaje nam tylko zakrzyknąć „On tam grał?!”. I właśnie taką nazwę nosić będzie cykl, w którym przez kilka tygodni będziemy przypominać o wpisach w CV niektórych graczy, których niekoniecznie musimy być świadomi.

Wszędzie dobrze…

Pierwsze lata ery Global Offensive były dla Fnatic niezwykle obfite. W tym czasie szwedzki skład kilkukrotnie docierał do wielkiego finału Majora CS:GO, zgarniając aż trzy mistrzowskie statuetki. Do dwóch z nich swoją rękę przyłożył Freddy „KRIMZ” Johansson, który jeszcze w 2014 roku został wraz z Olofem „olofmeisterem” Kajbjerem ściągnięty z LGB eSports w zastępstwie Andreasa „schneidera” Lindberga i Jonatana „Devilwalka” Lundberga. Johansson i jego nowi koledzy bardzo szybko zadomowili się na szczycie – dość powiedzieć, że po raz pierwszy poza podium znaleźli się w listopadzie 2014 roku, czyli ponad pół roku po tym, jak w zespole doszło do rotacji. Wydawało się, że oto mamy nowego hegemona, który na długo zdominuje światowe areny. Dominacja jednak zaczęła kończyć się już pod koniec 2015 roku. Co prawda nadal Fnatic dość regularnie dokładało do gabloty kolejne puchary, ale jednocześnie miało również coraz więcej wpadek – tak jak podczas DreamHack Winter 2014, gdy odpadło już w ćwierćfinale.

Myślę, że dla nas będzie to najtrudniejszy Major – inne drużyny poszły do przodu, a nasza forma ostatnio spadła. Tak naprawdę wszystko może się zdarzyć i każda z drużyn może sięgnąć po zwycięstwo. Mam jednak nadzieję, że to my staniemy na najwyższym stopniu podium, ale tym razem będzie to nadzwyczaj ciężkie – mówił jeszcze przy okazji DreamHack Open Cluj⁠-⁠Napoca 2015 Jesper „JW” Wecksell. Były to jednak tylko pobożne życzenia, bo finalnie jego zespół przegrał już w pierwszej rundzie play-offów, tracąc szansę na powtórzenie wyniku z Kolonii, gdzie sięgnął po tytuł. Posadą za to niepowodzenie zapłacił wieloletni prowadzący, Markus „pronax” Wallsten, który nie zamierzał jednak kończyć kariery. Zamiast tego zapowiedział stworzenie własnego projektu, który początkowo nazywał się TA, a z czasem przerodził się w pełnoprawną organizację, GODSENT. – Głównym celem GODSENT było utworzenie organizacji, która dbałaby o swoich graczy i byłaby marką, z reprezentowania której zawodnicy byliby dumni – mówił kilka lat później Wallsten. Nikt jednak nie spodziewał się tego, co nadeszło w sierpniu 2016 roku.

…ale…

Plotki o możliwym rozłamie w szeregach Fnatic zaczęły pojawiać się już w pierwszej połowie 2016 roku, ale wówczas jeszcze mało kto dawał im wiarę. Po mocnym wejściu w nowy sezon, wyniki co prawda potem nieznacznie się pogorszyły, ale Szwedzi nadal regularnie docierali do strefy medalowej. Niemniej coraz częściej dało się też słyszeć głosy na temat nie najlepszej atmosfery. – Pierwsze zmiany były planowane już po ECS, a jeszcze przed Majorem. Praktycznie cały zespół zdecydował, że JW ma zostać zastąpiony rainem. Właśnie taki był pierwotny plan – wyjawił ówczesny trener ekip, Viktor „Vuggo” Jendeby. Stało się jednak inaczej. 30 lipca Fnatic przegrało w finale ELEAGUE Season 1, ulegając Virtus.pro po raczej jednostronnym meczu. Jak się okazało, to właśnie po tym spotkaniu zapadły decyzje o prawdziwej rewolucji. – Dwie godziny po finale ELEAGUE flusha stwierdził „nie chcę już występować w tej drużynie”. Wszyscy byliśmy zaskoczeni. W tamtym momencie zostałem ja, KRIMZ, Olof i dennis. Wtedy jednak KRIMZ zdecydował się wybrać najłatwiejszą drogę i postanowił do nich dołączyć, ponieważ oni już mieli drużynę i plan na to, jak kontynuować swoje kariery. My natomiast pozostaliśmy w sytuacji „w porządku, teraz potrzebujemy dwóch nowych graczy, nowego IGL-a itp.”. Prostszym dla niego było dołączyć do nich – tłumaczył dalej Vuggo.

15 sierpnia 2016 roku doszło do wielkiej wymiany, w której wyniku Robin „flusha” Rönnquist, JW oraz KRIMZ, zdawałoby się nienaruszalny trzon drużyny, przeniósł się do GODSENT. W odwrotnym kierunku powędrowali natomiast Simon „twist” Eliasson i Jonas „Lekr0” Olofsson, a kadrę uzupełnił John „wenton” Eriksson. O ile wspólne odejście Rönnquista i Wecksella, którzy grali ze sobą przez wiele lat, było zrozumiałe, tak niespodzianką był fakt, że do tego grona dołączył także i Johansson, który uważany był za bardzo dobrego przyjaciela olofmeistera. – Przede wszystkim KRIMZ to naprawdę neutralny gość i dogaduje się ze wszystkimi, dlatego myślę, że jego decyzja o pozostaniu z nami była wypadkową tych rzeczy. Jest on bardzo dobrym przyjacielem zarówno moim, jak i JW, a ponadto wydaje mi się, że fakt, iż mieliśmy już ustalony skład oraz plan, uczynił wszystko łatwiejszym, zwłaszcza że nasza trójka odnosiła już sukcesy – tłumaczył taki obrót zdarzeń flusha. Nieco bardziej wylewny był sam zainteresowany, który wprost przyznał, że w zespole źle się działo. – Zaczęło się od małych spięć w zespole, nieporozumień, aż wreszcie wszyscy zaczęli siebie nieco nienawidzić. To złamało naszą drużynę. Postanowiłem zatem dołączyć do GODSENT, bo mieli skład z odpowiednim prowadzącym – mówił KRIMZ.

Skład GODSENT prezentował się wówczas następująco:

  • Markus „pronax” Wallsten
  • Andreas „znajder” Lindberg
  • Jesper „JW” Wecksell
  • Robin „flusha” Rönnquist
  • Freddy „KRIMZ” Johansson
  • Alexander „rdl” Redl – trener

W takim zestawieniu drużyna jeszcze tego samego dnia rozpoczęła walkę o dziką kartę ESL Pro League. Walkę przegraną, bo na drodze Szwedów ponownie stanęli Polacy z Virtus.pro. Potem było różnie. Raz szło dobrze, jak podczas otwartych eliminacji do ELEAGUE Season 2, innym razem przeciętnie, jak przy okazji eliminacyjnego turnieju do ESL One New York 2016. Także lanowy debiut Szwedów nie wypadł specjalnie okazale, bo z StarLadder i-League StarSeries Season 2 pożegnali się już w fazie grupowej, zaczynając co prawda od zwycięstwa z Teamem Dignitas, ale potem uznając wyższość najpierw HellRaisers, a potem wspomnianych Duńczyków. Sam KRIMZ robił co mógł i pod względem statystyk indywidualnych ustępował tylko flushy, ale nie przełożyło się to na końcowy rezultat. Jednym słowem – było bez szału. Z jednej strony gładki triumf w szwedzkich eliminacjach do WESG 2016, z drugiej kolejne w większości nieudane próby awansu gdziekolwiek. Jedynie w przypadku ECS Development League i ESEA Premier wyglądało to nie najgorzej, ale akurat w tym wypadku KRIMZ nie zdążył zebrać owoców tych występów, bo… odszedł.

Nieco ponad dwa miesiące po tym, jak trafił do GODSENT, Johansson postanowił opuścić ekipę. Próba stworzenia dawnego Fnatic gdzie indziej spaliła więc na panewce. – Nie wydaje mi się, by było cokolwiek, co mogliśmy zrobić lepiej, by odtworzyć pierwotny skład Fnatic. Jeśli już to sądzę, że od początku naszym największym błędem była właśnie chęć powrotu tego starego składu. To był zespół, który został utworzony z nieodpowiednich pobudek i dlatego też nigdy na dobre nie zadziałał. Sądzę, że z naszej strony była to pewnego rodzaju pazerność, przez którą nie widzieliśmy rzeczy we właściwy sposób – tłumaczył kilka lat później pronax. Fakty są jednak takie, że z KRIMZEM w składzie organizacja nie osiągnęła żadnego znaczącego sukcesu i prezentowała się znacznie poniżej tego, co można byłoby oczekiwać od ekipy złożonej z graczy mających na koncie triumfy na Majorze. – W GODSENT nam nie wyszło, ale szczęśliwie dla mnie, mogłem wrócić do Fnatic. Mogę znowu być z Olofem i Dennisem. Jest z nami też twist, więc to prawie jak stary skład LGB. Jestem naprawdę ciekawy, co uda nam się razem osiągnąć – mówił Johansson po zmianie barw klubowych. Bo tak, wrócił do Fnatic.

…w domu najlepiej

W tej sytuacji ponownie miejsce pobytu musiał zmienić też Lekr0, który kolejną okazję na zaistnienie we Fnatic miał dostać dopiero rok później. – Po dokonaniu oceny zmian w składzie, które miały miejsce tego lata, obie organizacje wspólnie uznały, że powrót KRIMZA i Lekr0 do ich poprzednich drużyn będzie najlepszym rozwiązaniem w kontekście sukcesu obu zespołów – napisali w komunikacie włodarze brytyjskiej organizacji. W ich wypadku ruch ten miał jeszcze jeden plus, bo wraz z ponownym pojawieniem się KRIMZA Fnatic odzyskało status legendy Majora, który w momencie przejścia trzech zawodników trafił na chwilę w ręce GODSENT. – Nie chcę, by to zabrzmiało źle, ale jeśli chodzi o czas, w którym KRIMZ grał w GODSENT, to naprawdę nie chcę o nim myśleć. To nie był dobry okres dla żadnego z nas i naprawdę nie jest to niczyja wina. Po prostu coś nie zaskoczyło i tak się czasami dzieje, gdy przyglądasz się zespołowi na papierze i nie próbujesz go wcześniej wypróbować. KRIMZ nie współgrał z niektórymi zawodnikami i dla wszystkich zaangażowanych w to osób nie było to dobre doświadczenie. Wraz z Lekr0 jesteśmy jak nowy zespół. Przede wszystkim jesteśmy bardziej jak zespół – przyznał JW kilka tygodni później podczas DreamHack Winter 2016, na którym on i jego koledzy dotarli aż do strefy medalowej.

Johansson natomiast ponownie przywdział charakterystyczny trykot, chociaż początki jego drugiej przygody z Fnatic nie były najlepsze. Co prawda na początku kolejnego roku jego ekipa niespodziewanie znalazła się wśród najlepszej czwórki ELEAGUE Major Atlanta 2017, ale krótko po zakończeniu tej imprezy w składzie doszło do kolejnych przetasowań. Po raz kolejny bowiem Fnatic i GODSENT postanowiły zamienić się zawodnikami – w lutym 2017 do tej drugiej organizacji zawitali Simon „twist” Eliasson i Joakim „disco doplan” Gidetun. Z kolei podobną do KRIMZA drogę przemierzyli flusha oraz JW, którzy ostatecznie nie stworzyli nowej światowej potęgi. Ba, podczas amerykańskiego Majora, na którym KRIMZ i spółka bili się o czołowe lokaty, oni odpadli już w pierwszej fazie, przegrywając po dogrywce z North. Dawnej magii nie udało się już jednak otworzyć i mimo ponownego spotkania czterech graczy, którzy dwukrotnie sięgali po mistrzostwo najważniejszego na scenie turnieju, wyników nie było. Były za to kolejne roszady w następnych miesiącach 2017 roku

W barwach GODSENT KRIMZ osiągnął następujące sukcesy:

  • 1. miejsce podczas szwedzkich eliminacji do WESG 2016
  • 3. miejsce podczas Gfinity CS:GO Invitational

Śledź autora na Twitterze – Maciej Petryszyn

Tagi: , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Ogromna popularność VALORANTA. W FPS-a gra kilka milionów osób dziennie!

7 kwietnia oficjalnie ruszyła zamknięta beta VALORANTA. Klucze dropić można było poprzez oglądanie streamów na Twitchu – najpierw tylko tych wybranych...

>