STS
fot. Ultraliga

MenQ: Mam nadzieję wzbudzić w deflesie i Rybsonie głód rywalizacji

Ostatnie kilkanaście miesięcy spędził trenując zespoły za naszą zachodnią granicą. Teraz powraca, aby objąć stery w jednej z najmocniejszych drużyn w drugiej dywizji Ultraligi. Marek „MenQ” Dziemian, nowy szkoleniowiec 7more7 Pompa Team Academy, porzucił rywalizację w Prime League razem z EURONICS Gaming na rzecz powrotu do naszego kraju. Co działo się w ESG, dlaczego zdecydował się na powrót i co sądzi na temat swojego nowego projektu? Między innymi o tych kwestiach porozmawialiśmy z samym zainteresowanym.


Daniel Kasprzycki: Ostatnie miesiące spędziłeś trenując zawodników za naszą zachodnią granicą. Co skłoniło cię do objęcia takiego kierunku?

Marek „MenQ” Dziemian: O przeniesieniu się za granicę postanowiłem zaraz po zakończeniu przygody z Szatą Maga. Zaliczyliśmy wówczas całkiem dobry występ na European Masters oraz zajęliśmy trzecie miejsce w zerowym sezonie Ultraligi, gdzie przegraliśmy w półfinale po bardzo wyrównanej grze z Illuminar Gaming. Zdecydowałem wtedy, że to jest idealny moment, żeby pójść za granicę, aby się rozwijać jako szkoleniowiec. Wówczas w Polsce pozycja trenera nie była szczególnie rozwinięta. Zawsze miałem w głowie to, że jestem samoukiem, jeśli chodzi o pracę szkoleniowca. Nigdy nie byłem asystentem trenera i nigdy nie miałem nikogo nad sobą, kto wytłumaczyłby mi różne aspekty. To oczywiście oznaczało, że musiałem poświęcić o wiele więcej czasu niż inni, aby dotrzeć do pewnych wniosków i nauczyć się swojego fachu.

Poszukiwanie drużyny po występie na EU Masters było czymś łatwym?

Niezupełnie. Po odejściu z Szaty Maga ludzie mówili mi, że wystarczy wrzucić na Twittera informację o poszukiwaniu drużyny i na pewno ktoś się odezwie. Ja wiedziałem jednak, że to tak nie wygląda i wybicie się z takiej pozycji nie byłoby łatwe. Stwierdziłem więc, że powinienem zrobić dużo różnych analiz, a następnie pokazać je zagranicznym drużynom, aby te wiedziały, że warto we mnie zainwestować. Pokazanie swojej pasji do tej pracy oraz ogromnych starań jest o wiele bardziej przekonujące niż zwykły post na Twitterze.

Ile organizacji odpowiedziało na twoje wiadomości?

Skończyłem więc współpracę z Szatą Maga i miałem miesiąc przerwy, w którego trakcie robiłem analizy. Zamieniłem czas, który poświęcam na scrimy, na tworzenie analiz meczów. Zrobiłem więc kilka rozbudowanych, wysłałem do co najmniej dwudziestu organizacji – na maila oraz Twittera i może ze dwie z nich się do mnie odezwały. A wydaje mi się, że i tak miałem dużo szczęścia. I co ciekawe, jedna odpisała mi coś w stylu: „fajnie, odezwiemy się”, a drugą było mousesports, które akurat szukało assistant coacha. Noxiak był już wtedy szkoleniowcem mouz, a ja dołączyłem na okres próbny, który trwał nieco ponad miesiąc. Sporo się tam nauczyłem, ale w którymś momencie nasze drogi się rozeszły, nie dogadaliśmy się w pewnych aspektach. Uważam, że mouz nie było w stosunku mnie do końca fair, ale nie ma co rozdrapywać starych ran. Szukałem więc dalej, a po miesiącu przestoju napisało do mnie ESG, w którym był już Noxiak. Dowiedziałem się potem, że to właśnie on mnie polecił, bo wiedział, że mouz nie doszło ze mną do porozumienia i byłem do wzięcia. W ESG zdecydowanie zagościłem na dłużej.

A co do samej pracy w zagranicznej drużynie. Odświeżające doświadczenie dla trenera?

Tam jest totalnie inna etyka pracy i podejście niż w Polsce. Wydaje mi się, że u nas jest takie luźniejsze podejście, chociaż teraz powoli się to zmienia i wszystko idzie w nieco bardziej profesjonalną stronę. Patrzę tutaj głównie na AGO ROGUE. Za granicą jest także inne podejście samych graczy, traktują esport jak prawdziwą pracę, a nie zajawkę. Chociaż ja mogę mieć w tej kwestii trochę spaczony odbiór, bo byłem w zespole, gdzie miałem doświadczonych graczy i twarde charaktery. Ci zawodnicy nie bali się przedstawić mi swojej perspektywy gry.

Wspominasz o tym, że podejście polskich graczy było raczej luźne. Spotykałeś się z ignorowaniem twoich rad i wskazówek?

Za granicą gracze o wiele częściej wychodzili ze swoimi inicjatywami, pytali się mnie o różne ciekawe zagrania i przede wszystkim wdawali się w dyskusję. W Polsce wyglądało to raczej tak, że przedstawiałem dany aspekt gry, a zawodnicy dawali tylko znać, że wiedzą, o co mi chodzi i zbytnio nie podejmowali dyskusji. W ESG spotykałem się z tym, że zawodnicy ciągnęli temat, przez co byliśmy w stanie dogłębnie przeanalizować dane zagranie i wyciągnąć więcej wniosków, ale trwało to dłużej. Miałem wrażenie, że traktowali to jako pracę, a nie tylko dobrą zabawę. W Niemczech czułem, że oni po prostu chcą być najlepsi, mają swój określony cel. U nas odnosiłem wrażenie, że gracze cały czas mieli z tyłu głowy inny plan na siebie i esport traktowali jako coś chwilowego, pobocznego.

Zmiana otoczenia wpłynęła jakoś na ciebie jako trenera? Jak zmieniło się twoje podejście do wykonywanego zawodu?

Teraz traktuję trenowanie jak pracę. Wiem, że to mój obowiązek i staram się podchodzić do tego mniej emocjonalnie. Kontroluje swoje emocje i mam wrażenie, że łatwiej przychodzi mi zauważanie emocji u moich graczy. Potrafię lepiej łączyć te punkty i wiem, czego potrzebuje zawodnik. Czasami byłem w stanie poznać po głosie, że coś jest nie tak. Wiem teraz, że trzeba więcej rozmawiać z graczami zarówno indywidualnie, jak i drużynowo. Chcę też być swego rodzaju oparciem dla moich podopiecznych, interesować się ich prywatnymi sprawami. Po prostu chcę, aby moi gracze czuli się dobrze w moim otoczeniu. Na pewno poprawiłem też swoją etykę pracy i skupiłem się na samorozwoju. Słucham sporo podcastów sportowych, czytam więcej książek na ten temat i zacząłem dbać o siebie. Mam nadzieję, że w przyszłości okaże się to dobrym krokiem.

Długo byłeś trenerem EURONICS Gaming. To jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek w Niemczech. Pojawiała się jakaś dodatkowa presja związana z reprezentowaniem takiej organizacji?

Na samym początku w ogóle się nie stresowałem i nie odczuwałem żadnej presji. Odbierałem to jako zajawkę, nową szansę, dzięki której mogę się czegoś nauczyć. Byłem bardzo optymistycznie nastawiony do pracy jako trener. Presja i tak pojawiła się w momencie, gdy zaczęły się pierwsze mecze. Zawsze miałem z tyłu głowy to, że mam nad sobą szefa, który przygląda się naszym rezultatom i jeśli tylko coś pójdzie nie tak, to będę pierwszą osobą, z którą będzie rozmawiać. Trener jest przecież pośrednikiem między szefem a graczami i to na nim ciąży odpowiedzialność za wyniki zespołu.

Nie czułem takiej presji w Polsce. Ale to wszystko wiąże się z tym, że struktury organizacji są bardziej rozbudowane za granicą i wszyscy biorą swoją pracę na poważnie, nikt tego nie lekceważy.

Pojawiły się pierwsze większe sukcesy w roli trenera, bo w Polsce nieczęsto miałeś okazję świętować wygrane. Pierwsze mistrzostwo kraju i dobry występ w finale ESL Euro Cup jako trener ESG. Rozpatrujesz to w kategorii twojego największego sukcesu dotychczas, czy raczej jest niedosyt ze względu na brak awansu do EU Masters?

Trzeba przyznać, że cały system rozgrywkowy w Niemczech był wtedy naprawdę dziwny. Graliśmy trzy turnieje w tym samym czasie i trudno było się w tym wszystkim odnaleźć. W pewnym momencie nie mieliśmy nawet chwili na odetchnięcie. Nasz tydzień składał się z trzech dni oficjalnych meczów, trzech dni treningów i jednego dnia wolnego. To było naprawdę męczące i gracze mieli dość po zaledwie jednym splicie. Na szczęście później system rozgrywkowy uległ zmianom i powstało Prime League. Wracając jednak do samego mistrzostwa Niemiec – strasznie cieszyłem się z tej wygranej. Na pewno żaden polski trener nie może pochwalić się takim tytułem.

Jak już wspomniałem, w Niemczech były trzy turnieje – mistrzostwa krajowe od ESL, turniej z serii Summoner’s Inn oraz Premier Tour. Nie ukrywam, że chciałem pojechać na EU Masters i to właśnie porażki w ramach tego ostatniego turnieju bolały mnie najbardziej. Często zdarzały nam się tam niefortunne potknięcia, dlatego też uznaję tamten split za średnio udany ze względu na to, że nie dostaliśmy się na EU Masters.

Przed wiosenną odsłoną Prime League skład EURONICS znacząco uległ zmianie. Do ekipy przyszedł między innymi Cinkrof, z którym miałeś okazję współpracować w Pompie. Jak dużo do zespołu wnosił?

Cinkrofa od zawsze kojarzyłem jako gracza aspirującego na bycie liderem zespołu. W tym przypadku nie było inaczej – chciał prowadzić drużynę, dawał nam naprawdę dużo swoich pomysłów. Czasami odnosiłem wrażenie, że tych inicjatyw było aż za dużo (śmiech). Na samym początku, kiedy byliśmy jeszcze na bootcampie, Kuba chciał prowadzić, co wychodziło nam bardzo dobrze, bo rozpoczęliśmy split od bilansu 3-1. Potem wszyscy wróciliśmy do swoich domów i graliśmy online. Straciliśmy ten pęd, trudno było nam się dogadać i wyniki były, jakie były. Próbowaliśmy sporo nowych rzeczy, ale nie potrafiliśmy się odnaleźć, nie byliśmy w stanie znaleźć naszego stylu gry, w którym czulibyśmy się komfortowo.

fot. twitter.com/EuronicsGaming

Wyniki i być może twoja obecna sytuacja wyglądałyby inaczej, gdybyście wtedy spędzili cały split w gaming housie, zamiast korzystać z systemu bootcampów?

Na pewno. Jeśli bylibyśmy bez przerwy w jednym miejscu, to z pewnością wyglądałoby to lepiej. Mimo wszystko, jak pracujesz z graczami w gaming housie, to możesz z nimi porozmawiać w każdym momencie. Natomiast kiedy każdy jest w swoim domu, to nie masz pewności, czy dany zawodnik w ogóle słucha twoich uwag, czy może aktualnie przegląda sobie Twittera. Na żywo da się odczytać, jakie w danym momencie w graczu są emocje, jak odbiera różne informacje, jak reaguje na opinie trenera. Łatwiej jest rozmawiać i wymusić dyskusję.

Przed wiosennym splitem były duże oczekiwania względem tego składu? Wiele osób uważało was przecież za absolutną czołówkę ligi.

No i na początku tak to wyglądało. Wydaje mi się jednak, że w tej drużynie chyba zabrakło jakiegoś młodego wariata. Mieliśmy piątkę uporządkowanych i nie najmłodszych graczy. Mam wrażenie, że potrzebowaliśmy zawodnika, który niczego się nie boi i gdy tylko widzi małe okienko, to rusza i robi coś odważnego. Liga Legend idzie teraz w tę stronę. Trzeba inwestować w młodych, którzy widzą coś, czego ci starsi gracze nie zauważają i po prostu to robi. Czasami warto mieć takiego wariata, który jako jedyny widzi potencjał w danej zagrywce i wykorzystuje szansę.

Doświadczeni zawodnicy boją się zrobić coś ryzykownego?

Wydaje mi się, że większość starszych graczy ma z tyłu głowy myśl, że dany split może być ostatnim w jego karierze i chce pokazać się najlepiej. To podświadome nakładanie sobie presji. Boją się zaryzykować, bo wiedzą, że jeśli zagrywka nie wyjdzie, to może to przekreślić ich szanse na dalszy rozwój kariery.

Co wydarzyło się, że po pierwszych paru dobrych tygodniach kompletnie opadliście z sił i było coraz gorzej? Chodziło o granie z domu?

To nie było spowodowane tylko brakiem bootcampu, bo nagromadziło się kilka spraw. Jedna z nich to oczywiście granie online, drugą było to, że nie potrafiliśmy odnaleźć pomysłu na naszą grę. Później mieliśmy już efekt domina, z każdym kolejnym dniem irytacja przegrywaniem pogłębiała się i było coraz trudniej podnieść się z kolan.

Byłeś pierwszą osobą, która zauważała te problemy wewnątrz składu. Próbowałeś ratować sytuację, sugerując organizacji, że potrzebujecie kolejnego bootcampu lub spotkań z psychologiem?

Zaczęliśmy sezon od bootcampu, w środku splitu graliśmy z domów i na koniec wiosennej rundy znów zjechaliśmy się do gaming house’u. Było jednak za późno na ratowanie sytuacji i nie udało nam się znaleźć remedium na nasze problemy. Według mnie co chwilę mieliśmy inny problem i łataliśmy tylko kolejne pojawiające się dziury. To nie było tak, że ciągle męczyliśmy się z jedną bolączką. Ciągle próbowaliśmy wprowadzić coś nowego, ale okazywało się, że tym razem inny trybik całej machiny jest wadliwy. Może po prostu mam jeszcze za mało doświadczenia jako trener. Czegoś na pewno mi brakuje, bo nie potrafiłem rozwiązać tych problemów.

Byłeś osamotniony w sztabie szkoleniowym? Próbowałeś zaproponować organizacji ściągnięcie asystenta trenera lub analityka?

Byłem kompletnie sam. W trakcie splitu rozmawiałem z organizacją na temat zatrudnienia dodatkowej osoby, ale w tamtym momencie nie było nikogo dostępnego. Lepsi trenerzy mieli już drużyny, a ktoś wciąż uczący się fachu chyba nie wniósłby wiele do takiej ekipy.

Cinkrof niejednokrotnie narzekał na Noxiaka, który rzekomo nie rozumiał można by pomyśleć podstaw profesjonalnego LoL-a. Byłeś tym zdziwiony?

Z mojej perspektywy to wyglądało tak, że Cinkrof i Noxiak mieli zupełnie inny pogląd na grę. Noxiak jest graczem, który lubi siedzieć na linii i dominować rywali. Dla niego taki styl był bezpieczny i wygodny, dlatego też mniej zwracał uwagę na to, co dzieje się na mapie i jak można ograć rywali za pomocą wizji. Cinkrof natomiast przyszedł z drużyny, w której grał m.in. z Erdote, a to support będący o wiele aktywniejszy na mapie. Jestem pewny, że Cinkrof zwyczajnie chciał obudzić w Noxiaku Erdote, ale w przypadku doświadczonego zawodnika jest to trudne. To zupełnie inny styl i nie da się tego zmienić w ciągu paru tygodni. Nie chcę tutaj mówić o Noxiaku źle, bo nie jestem w stanie ocenić, czy on naprawdę był tak słaby, jak mówił Cinkrof, ale moim zdaniem chodziło głównie o różnicę stylów.

Często spotykasz się z czymś takim, że przychodzisz do drużyny, pierwszy raz spotykasz danego gracza, zaczynacie treningi i zauważasz, że ten gracz nie rozumie gry? Wiadomo, jest mechanicznie utalentowany, gra w challengerze, ale nie pojmuje np. kontrolowania wave’ów, ustawiania się pod ganki?

Tak, takie sytuacje występują. Tu chodzi też o ten charakter. Jeśli dany gracz jest w swojej strefie komfortu i ma 20 kilka lat, to bardzo trudno go przekonać do czegoś nowego. A nawet jeśli taka osoba zdecyduje się na coś nowego, to przyjdzie irytacja, bo nie będzie jej to na początku wychodziło. To jest błędne koło – jeśli chcesz zmienić playstyle, to musisz patrzeć na to długoterminowo. Tego nie da się zrobić w tydzień. To długoterminowy, męczący proces.

Rozważałeś w ogóle pozostanie w ESG po tym niezbyt udanym splicie?

Już w trakcie splitu rozmawialiśmy o ściągnięciu kogoś, kto będzie mi pomagał, bo wiedzieliśmy, że mamy dość charakterną drużynę. Nie było jednak nikogo dostępnego.

Później doszliśmy do wniosku, że może czas na zmianę trenera. Mnie to męczyło, bo ta drużyna potrzebowała coacha z charakterem. W końcu w składzie są dorośli, doświadczeni gracze. Moje silne strony nie były tymi, których potrzebowała ta drużyna. Ona potrzebowała innego typu szkoleniowca. W efekcie po części z mojej inicjatywy, a po części przez to, że jest koronawirus i wszystkie mecze będą grane online, wiedziałem, że nie będę miał wystarczająco dużego wpływu na drużynę.

Przejdźmy do najnowszej historii. Na polskie podwórko wracasz po 1,5-rocznej przerwie, ale do drugiej ligi. Dlaczego niższy szczebel, skoro w Polsce według mnie jest naprawdę mało doświadczonych trenerów nawet w samej Ultralidze?

Gdy zostało ogłoszone, że rozstaję się z ESG, to większość ekip w Ultralidze już miała skład i sztab szkoleniowy. Nie chciałem pisać do drużyn wiadomości w stylu „weźcie mnie, bo jestem lepszy”. To jest jedna sprawa. Druga jest taka, że ja, grając w drugiej lidze, nie czuję się gorszy. Dla mnie letni split to czas, w którym chcę się nieco skupić na sobie, bo przez rok pracy w Niemczech trochę się zaniedbałem. Po trzecie przez koronawirusa jesteśmy zmuszeni pracować online, a to według mnie mniej efektywna forma pracy.

Ostatecznie odezwał się do mnie Nitro z ofertą i planem długoterminowym, co mnie przekonało. Poza tym mam sentyment do polskiej sceny League of Legends, dlatego stwierdziłem, że w ten sposób coś jeszcze do niej wniosę. To czy gram w pierwszej, czy drugiej lidze dla mnie ma małe znaczenie, bo ja nadal będę trenował. Będziemy mniej grać, ale to nadal rywalizacja.

Ponadto skład, który mam, ma spory potencjał. To młodzi gracze i wiem, że jeśli poświęcę im trochę czasu, to mogą być naprawdę dobrzy i za kilka lat, jak oni będą się przebijać do Europy, to mi będzie się cieszyło serducho, że coś im przekazałem, a oni to wykorzystali i osiągnęli tak wiele. Czerpię radość z tego, że poświęcam czas graczom i daję im rady, z których oni korzystają, by coś osiągnąć.

Jaka była twoja pierwsza myśl po otrzymaniu tej oferty?

Nie planowałem pracować w Polsce, jednak z tyłu głowy miałem myśl, że rozważyłbym oferty od niektórych osób z krajowej sceny. Nitro był osobą, z którą współpracowałem. Wiedziałem, że to jest zaufana osoba, że ten gość wywiązuje się z danego słowa. Byli gracze Pompy też pozytywnie wypowiadali się i o Nitro, i o całej organizacji. Mówili, że to jedna z lepszych organizacji, dla których grali. Z tym zresztą sam się zgadzam. Przemawia też do mnie to, że jest to projekt długoterminowy, dlatego sam też zacząłem już poszukiwania jakiegoś młodego, perspektywicznego trenera, którego poduczę, dzięki czemu jeśli dostanę lepszą ofertę w przyszłości, to Pompę będę mógł spokojnie zostawić właśnie z nim. Staram się myśleć do przodu i planuję pewne działania, chcąc przy tym pomóc polskiej scenie.

Czy od momentu, gdy ostatni raz współpracowałeś z Sergiuszem, to ten zmienił się w jakiś sposób?

Ciężko się wypowiadać, bo nasza nowa współpraca dopiero się zaczęła. Z pewnością jest bardziej doświadczony, wie jak wszystko ogarnąć od zaplecza organizacji.

Mówisz, że ten split będzie dla ciebie splitem odpoczynku. A czy nie będzie też splitem odkupienia po nieudanej połowie sezonu? Nie jest tak, że chcesz coś innym udowodnić?

Nie jest tak, że chcę coś komuś udowodnić. Nie jestem osobą medialną, chcę usiąść i zrobić swoje. Wolę więcej robić niż mówić. Ludzie zweryfikują i ocenią efekty.

Gdy pierwszy raz zobaczyłem skład, którym będziesz dysponował, pomyślałem, że ci gracze powinni być w Ultralidze, a nie w drugiej dywizji. Jak wyglądała budowa tej drużyny?

Kiedy dołączyłem do tego projektu, skład był częściowo gotowy. Na początku wiedziałem, że jego podstawą będą Rybson i defles. Pogadałem z nimi, stworzyliśmy sobie w ten sposób ostateczny zarys. Później dobraliśmy trzech pozostałych zawodników.

Były jakieś testy na pozostałe pozycje? Zdziwiłem się, gdy zobaczyłem Colora w tej drużynie, skoro niedawno miał okazję grać w dwóch akademiach LEC.

Nie zagraliśmy w zasadzie żadnego tryoutu. Jako że nie oglądałem zbytnio Ultraligi, to działałem nieco po omacku. Zrobiłem jednak research, żeby sprawdzić, jacy rodzimi zawodnicy są dostępni i zacząłem oglądać ich gry sprzed pół roku czy roku. Na ten moment jestem zadowolony z zespołu, jaki stworzyliśmy. Mam nadzieję, że podjąłem słuszne decyzje.

Jeśli zaś chodzi o Colora, to jest to gracz, który czeka na swoją okazję, by się wybić. Pokazał się dobrze w rozgrywkach, ale dla niego Pompa to czas, kiedy on może się jeszcze podszkolić, ja mogę go czegoś nauczyć i wtedy będzie mógł się wybić. Wierzę też oczywiście w resztę drużyny. Dla przykładu defles mówi, że kończy z esportem i skupi się na streamowaniu, a ja mam nadzieję, że uda mi się jeszcze w nim i w Rybsonie wzbudzić głód rywalizacji. Mam wrażenie, że obaj mają sentyment do rywalizacji i chcą jeszcze poczuć dreszczyk emocji. Wierzę, że współpracując z drużyną, gdy oni będą obserwować, jak rozwijają się Oran i Maquk, to nabiorą jeszcze więcej tego głodu. Jeśli dostaniemy się do głównej Ultraligi, to przyjdzie jeszcze czas, kiedy ci młodzi podbiją polską scenę LoL-a. Wracając jeszcze do samego Rybsona, to uważam, że on ma duży potencjał.

Zgadzam się. Być może po splicie spędzonym w Grecji emocje u niego już opadły i, kto wie, może teraz wróci i wybije się ponownie.

Właśnie. Trzeba zrobić krok w tył, żeby potem wykonać dwa do przodu.

Pompa jakby na ostatnią chwilę zakontraktowała byłych graczy devils.one. W związku z tym macie w planach jakieś wspólne treningi? Będzie jakaś współpraca między tobą i Zeturalem?

Wydaje mi się, że Nitro i Zetural już na to odpowiadali. Osobiście ostatnio sam pytałem Zeturala o radę w kwestii asystenta trenera, który mógłby mi pomagać. Kontakt bezpośredni mamy. Współpraca i scrimy? Jasne, już nawet o tym rozmawialiśmy, ale wydarzy się to raczej w lipcu, a nie w czerwcu. Bliższa współpraca na temat meczów czy championów będzie pewnie miała miejsce bliżej play-offów.

Jak chodzi o same rozgrywki drugiej dywizji Ultraligi, to zakładam, że celujecie w pierwsze miejsce?

Tak, tu nie ma co owijać w bawełnę. Gramy wyłącznie o to, by dostać się do Ultraligi. Porażka w jednej lub dwóch grach nic nie będzie dla mnie znaczyła, bo my na pewno będziemy sporo testować i kombinować w fazie zasadniczej. Odpowiednio odpalimy się na play-offy, taką ja mam wizję. Prawda jest taka, że ostatecznie będziemy rozliczani wyłącznie z końcowego rezultatu. To, czy zrobimy 14-0 czy 7-7 nie ma żadnego znaczenia. Na razie skupimy się, aby dostać się do play-offów.

Co stanie się z wami, jeśli faktycznie dostaniecie się do Ultraligi? Jeden podmiot nie może posiadać dwóch ekip na tym samym poziomie.

Nie rozmawialiśmy jakoś wiążąco na ten temat, bo nie wiemy, co będzie za pół roku. Do startu kolejnego sezonu Ultraligi będzie mnóstwo czasu i wiele może się zmienić. Może się okazać, że niektórzy gracze głównego składu Pompy pójdą za granicę i wtedy uzupełnimy główny skład graczami z drugiego zespołu. Jest wiele opcji.

Na koniec, czy w drugiej dywizji jest jakiś gracz lub jakaś drużyna, która może wam zagrozić?

Nie patrzę na przeciwników, skupiam się na swojej drużynie i swoich graczach. Treningi zaczynamy od podstaw, żeby zweryfikować, nad czym musimy pracować i czego nam brakuje. Nie ma różnicy przeciwko komu będziemy grać, moi podopieczni mają zrobić swoje.


Śledź autora wywiadu na Twitterze – Daniel Kasprzycki
Śledź rozmówcę na Twitterze – Marek „MenQ” Dziemian
Tagi: , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close
Ultraliga, Sezon 2

Druga dywizja Ultraligi na start! Co czeka nas podczas inauguracyjnej kolejki?

Już dziś ruszają rozgrywki drugiej dywizji Ultraligi, projektu, który ma wnieść świeżość do polskiego światka półprofesjonalnego League of Legends. Do...