fot. Riot Games/Colin Young-Wolff

Dominacja wiosną teraz bez znaczenia. Cloud9 traci szanse na Worlds po porażce z TSM-em

Sezon 2020 profesjonalnych rozgrywek League of Legends był przełomowy dla Cloud9 z co najmniej dwóch powodów. Po raz pierwszy od roku 2014 drużyna z chmurką w logo zdobyła mistrzostwo League of Legends Championship Series po fantastycznej w jej wykonaniu rundzie wiosennej. To z pewnością wzmogło apetyt wśród fanów C9 na letnią rundę i Worlds. Problem w tym, że na mistrzostwach świata Cloud9 wcale nie wystąpi – minionej nocy podopieczni Boka „Reapereda” Han-gyu przegrali z TSM-em w meczu decydującym o awansie na Worlds, co oznacza, że to Søren „Bjergsen” Bjerg i spółka będą reprezentować Amerykę Północną na MŚ.

Już pierwsze starcie serii pokazało, że Cloud9 nie będzie miało łatwego zadania. Poza zdobyciem wczesnego Smoka Ognia ekipa Jespera „Zvena” Svenningsena nie była w stanie wiele zdziałać i po 35-minutowej potyczce musiała liczyć na lepszy występ po przerwie. Zamiana stron wyszła C9 na dobre, bo wyrównanie przyszło po niespełna pół godziny. Trzecie starcie było najbardziej zacięte – choć z czasem przewaga TSM-u rosła, to jeden przegrany teamfight otworzył rywalom drogę do Barona i zniszczenia inhibitora na midzie. Jednak jeszcze nim na zegarze pojawiło się pół godziny zespół Bjergsena wrócił na zwycięską ścieżkę i pozostał na niej już do końca. Czwarta bitwa na Summoner’s Rifcie już bez większej historii. TSM od początku powiększał swoją przewagę, czy to eliminując rywali, czy to zgarniając neutralne obiekty, czy to niszcząc wrogie wieże. Z czasem Cloud9 nie było w stanie już nic poradzić i w 27. minucie musiało pogodzić się z porażką.

CZYTAJ TEŻ:
Kto uniknie play-inów Worlds? Rogue kontra MAD Lions już dziś w LEC

Ta przegrana oznacza, że po raz pierwszy w historii organizacji nie zobaczymy C9 na mistrzostwach świata League of Legends. Od sezonu 2013, kiedy to Cloud9 stawiało pierwsze kroki, zawsze udawało się mu zapewnić co najmniej miejsce w fazie grupowej, a w ostatnich latach to właśnie C9 było główną nadzieją fanów z Ameryki Północnej na sukces tego regionu. W tym roku jednak entuzjaści LoL-a zza oceanu będą musieli skupić swoją uwagę na innej drużynie.

Gdzie jedni się smucą, inni się radują. Dzięki wygranej w półfinale drabinki przegranych to TSM został trzecim i zarazem ostatnim reprezentantem LCS na Worlds 2020, dołączając do Teamu Liquid i FlyQuest. To powrót podopiecznych organizacji Andy’ego „Reginalda” Dinha na mistrzostwa globu po dwuletniej przerwie – w 2019 i 2018 roku przegrywali oni w finale Regional Qualifier, czyli turnieju ostatniej szansy o udział w Worlds. W tym roku jednak tych zawodów nie było, znacznie zwiększając wagę letnich rozgrywek. Z pewnością ku uciesze m.in. fanów TSM-u.

Kolejny mecz w ramach LCS 2020 Summer Playoffs czeka nas już dziś wieczorem. O miejsce w finale letniej rundy powalczą Team Liquid oraz FlyQuest. Transmisja z tego spotkania będzie dostępna na oficjalnej stronie LoL Esports.

Tagi: , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Imperial odwołuje bootcamp w Europie. Dwóch graczy z pozytywnym wynikiem testu na COVID

Imperial Esports z Brazylii, podobnie jak MIBR, miało spędzić najbliższy czas w Europie. A konkretniej w Serbii, gdzie miało odbyć bootcamp, dzięki kt...