STS
fot. K1ck eSports Club/Aleksandra Dorociak

delord: Wrócić na polską scenę można zawsze, a okazja taka, jak ta, nie zdarza się często

W piątek Fnatic ogłosiło, że nowym trenerem akademii Pomarańczowo-Czarnych, znanej jako Fnatic Rising, został Paweł „delord” Szabla. Mimo że dla 25-latka rok 2020 był pierwszym, w którym mógł spróbować swoich sił w roli szkoleniowca, to liczba osiągnięć w tym sezonie nie umknęła uwadze pracownikom brytyjskiej organizacji. Porozmawialiśmy z delordem zarówno o jego debiutanckim roku na pozycji trenera, jak i o samym dołączeniu do Fnatic oraz współpracy m.in. z Fabianem „FEBIVENEM” Diepstratenem oraz Jacobem „YamatoCannonem” Mebdim.

CZYTAJ TEŻ:
Wygrał w Polsce, teraz powalczy za granicą – delord trenerem akademii Fnatic!

Jarek Piłat: Pierwszy rok w roli trenera już za tobą. Więc na początek dość standardowe pytanie – jakie były twoje oczekiwania i cele na twój pierwszy sezon w nowej roli? Czy udało ci się je spełnić?

Paweł „delord” Szabla: Szczerze mówiąc, to moje oczekiwania mogą się pokrywać z oczekiwaniami graczy. Dopiero w praniu wyszło, że pewne rzeczy dają więcej lub mniej satysfakcji jako trener, natomiast cele były jasne. Fajnie byłoby wygrać Ultraligę, bo w 2019 nie było kolorowo, nie oszukujmy się. Na pewno chciałem wygrać coś w Polsce i pojechać na European Masters i tam też spróbować coś zawojować. Raczej nie zakładaliśmy, że tak dobrze będzie nam szło i że będą takie sukcesy. Ja też nie byłem świadomy tego, jak Shlatan się rozwinął grając za granicą. Byłem też zaskoczony – pozytywnie oczywiście – zaangażowaniem ekipy. W kuluarach czasem mówi się, że ktoś tam jest wypalony, ale u nas każdy był bardzo oddany wspólnej grze.

Zakładałem, że wejdę jako trener i zobaczę, jak to wygląda z tej drugiej perspektywy, a że miałem sporo doświadczenia jako gracz, to też mogłem je wykorzystać, żeby rozwiązać problemy. Oceniam ten rok bardzo pozytywnie. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że zdecydowanie szybciej powinienem szukać swojego stylu coachowania, a szczególnie analizy gier. Tego już się nie robi tak jak kiedyś, że siadało się w piątkę i oglądało, jak na przykład botlane bije się 2 na 2, choć niektóre drużyny wciąż tak robią. Ale bardzo mi się podoba wizja trenowania – która istnieje już w niektórych drużynach w Europie – gdzie jest trener od botlane’u, od środka i od topa na przykład. Sporo się dowiedziałem rozmawiając z innymi trenerami oraz graczami i w przyszłym roku będę chciał poszukać bardziej swojego stylu, trochę poeksperymentować, co działa lepiej, a co nie.

A miałeś momenty w tym roku, w których żałowałeś wejścia w trenerkę i chciałeś powrócić do gry na Rifcie?

Nie, w ogóle. Szczerze mówiąc, ani razu nie miałem takiego momentu, w którym żałowałem, że zabrałem się za trenowanie. Uważam, że mój czas jako gracza się skończył i to było zgodne z moim charakterem, tym co w głowie i co w sercu. To była w pełni świadoma decyzja i nie patrzyłem wstecz, czy była dobra, czy zła. Chciałem podjąć tę decyzję już od jakiegoś czasu, a nie umiem funkcjonować bez rywalizacji, więc dalej zostaję w miejscu, gdzie uważam, że jestem dobry i można wykorzystać w jakiś sposób moje umiejętności.

Czyli nie ma co się spodziewać twojego powrotu do gry, jak w przypadku np. Tabasko, i w stu procentach poświęcasz się trenowaniu?

Nie wyobrażam sobie teraz powrotu do gry w LoL-a. Nie jestem w stanie poświęcić tyle czasu, żeby być tak dobrym, jak inni gracze. Nie dałbym rady.

Wracając jeszcze na moment do rozgrywek w tym roku – świetna wiosna, potem pojawiły się problemy na początku letniej rundy, a koniec końców sięgnęliście po mistrzostwo Ultraligi. Jak udało wam się wrócić do formy, biorąc też pod uwagę, że – jak sam przyznałeś – we znaki dało się zmęczenie?

Przede wszystkim, wiosna była szokiem dla każdego, ale też sezonem niedosytu. Nie byliśmy w stu procentach zadowoleni z siebie, finał EU Masters zagrany poniżej oczekiwań, zresztą zawodnicy też niejednokrotnie wspominali, że na pewno dało się lepiej zagrać i prawdopodobnie mogliśmy też lepiej się do niego przygotować. Na scrimach bardzo często wygrywaliśmy z LDLC i oczywiście uważaliśmy, że są silni, ale byliśmy świadomi, że w tym starciu będziemy faworytami, przynajmniej w naszych głowach. Może to był błąd.

W każdym razie sezon wiosenny był dość długi, potem wjechaliśmy w lato i problem był taki, że do samego końca nie wiedzieliśmy, jak to będzie wyglądało. Niektórzy mieli niby dostać jakieś oferty, inni nie, trzeba było wykonać pewne zmiany w celu utrzymania silnego rosteru i nadarzyła się okazja, żeby wzmocnić skład Mystiquesem. Tylko żeby tego nikt źle nie odebrał – czasami wzmocnienie nie polega na tym, że ktoś jest dużo, dużo, dużo lepszy. Osobiście uważam, że Raxxo jest bardzo dobrym graczem i dawał drużynie coś, czego nie mieliśmy przez jakiś czas w następnym splicie i między innymi z tego powodu gorzej nam szło. Raxxo miał charakter, który dobrze współgrał z charakterem reszty zespołu – mieliśmy dwie silne osobowości w drużynie, które lubiły gdzieś tam się ścierać, a Raxxo był dobrym „wygłuszaczem” tego wszystkiego, taką gąbką, która wchłaniała negatywne emocje. Raxxo jest też bardzo ułożonym chłopakiem, wiele razy w grze, kiedy byliśmy podpaleni i chcieliśmy coś szarpnąć, Raxxo był głosem rozsądku. Dzięki niemu bardzo dużo rzeczy się nam udało na wiosnę i bez niego nie byłoby tak dobrze.

Jeśli chodzi o lato, to na pewno pojawiło się pewne zmęczenie, ale też stres. Do końca nie wiedzieliśmy, czy będziemy grali w takim składzie, czy nie. Udało się to wszystko dogadać, doszedł Mystiques i na początku wszystko nam wychodziło na scrimach. Szło nam naprawdę mega, mega dobrze, wygrywaliśmy w zasadzie z każdym, mieliśmy bardzo fajny, agresywny styl, po czym na oficjalnych meczach coś nam nie wychodziło. Potem zaczęły się pojawiać nerwy, jakieś podirytowanie, szukaliśmy ciągle powodów tych porażek. Po części jest w tym też moja wina, bo trochę przespałem odpowiedni moment, w którym trzeba było sobie zadać pytanie „czy my wygrywamy na scrimach, bo robimy wszystko dobrze, czy dlatego, że jesteśmy lepsi od przeciwników, czy przez to, że oni popełniają błędy i to wykorzystujemy”. Wygrywaliśmy będąc silniejszymi mechanicznie, wychodziły nam proste zagrania, ale jakby nad tym się zastanowić, to bardzo mało było w tym ułożenia, mechanizmów powtarzających się w grze, gdzie gracze nie muszą o tym myśleć za dużo. Zabrakło trochę podstaw i w efekcie potem przydarzały nam się gry, w których nie mamy jakiejś agresywnej postaci, albo nie mamy prio na jakichś liniach, albo np. gdzie przeciwnicy grają dużo wolniej i trzeba kreować zagrania, a nie ma czym. Trochę trzymała nas ta złudna forma z wiosny i nagle przygaśliśmy. Musieliśmy od nowa poszukać swojego stylu.

Wydaje mi się, że pozycja wspierającego jest chyba idealna do zostania trenerem w przyszłości, głównie ze względu na kontrolę mapy, którą muszą wykazać się gracze z tej pozycji. Jaka jest twoja opinia w tej kwestii – zgadzasz się z tym stwierdzeniem, czy uważasz, że gracze z innych pozycji wcale nie ustępują supportom?

Nie patrzyłbym aż tak na to. Jedni trenerzy bardziej stawiają na gameplay, inni mniej. Zależy też od graczy, ale ogółem uważam, że nowoczesne trenowanie zawodników nie może polegać na tym, że trener bardzo mocno ingeruje w rozgrywkę. Zawodnicy grają czasem po dwanaście, trzynaście albo i więcej godzin i nie mogę im mówić, żeby zrobili ten czy inny pathing. Wydaje mi się, że najlepsze podejście, to zadawanie pytań i kierowanie ich na odpowiednie ścieżki, podrzucanie pomysłów, korygowanie tego co mówią albo o czym myślą. Ja mogę powiedzieć jakiemuś zawodnikowi, co uważam, ale wolę, żeby on doszedł do tego sam z jakimiś podpowiedziami albo pytaniami, bo dzięki temu będzie im łatwiej w grze. Nigdy nie trenowałem pięciu typowych nowicjuszy, może tam ten styl byłby lepszy, ale myślę, że większość graczy reagowałaby negatywnie, jeżeli trener narzucałby mocno różne style gry.

Problem jest taki, że w grze nie mamy żadnej władzy jako trenerzy. Wszystko to, co się dzieje już w meczu, to jest robota wyniesiona z treningów i przygotowań i nic więcej już nie jesteś w stanie zrobić. W piłce nożnej możesz zrobić zmianę, masz przerwy, możesz gdzieś tam pogadać z zawodnikami. W LoL-u jest gra i kiedy odejdziesz od nich, to już nie wrócisz.

Myślę, że trener nie ma określonej roli (z gry), w sensie bardzo dobrze jeśli ogarnia dużo ról i czempionów, bo łatwiej mu zauważyć pewne rzeczy, ale absolutne podstawy, które na pewno trzeba znać, to wave’y, jak robić slowpushe, jak planować dive’y, jak wykorzystywać priority. To jest podstawa i dla graczy, i dla trenerów. Kiedyś Veggie powiedział, że „LoL to szachy dla debili”. Ostatnio przez ten serial na Netflixie zacząłem znowu oglądać szachy i często widzę podobieństwa do LoL-a, zwłaszcza gdy jacyś arcymistrzowie tłumaczą rozgrywki. Tu opóźniasz jakieś zagranie, tu zagrasz bardziej agresywnie, żeby w ogólnym rozrachunku uzyskać więcej. Im częściej oglądam te analizy szachowe, to przerzucam je na LoL-a i naprawdę jakby spowolnić LoL-a, to są figury szachowe poruszające się po mapie.

Pytanie też, jakim jest się człowiekiem. Wydaje mi się, że trzeba mieć trochę charakteru do bycia trenerem i chyba nie każdy da radę. Niektóre osobowości są bardzo przytłaczające, a ty dla dobra drużyny nie możesz sobie pozwolić, by jedna osoba cię zdominowała, bo potem reszta graczy chłonie jak gąbki – jeden gość cię nie będzie szanował, to potem drugi i trzeci, a czwarty i piąty będą mieli domyślnie w głowie, że to, co gadasz, nie ma znaczenia ani sensu. Ze starszymi graczami najlepiej oczywiście nie gadać głupot, ale to dużo prostsze, jeśli masz jakieś przykłady albo uzasadnienie tego, co mówisz. Ważne też jest, aby być przygotowanym na ewentualne dyskusje, bo te dyskusje zawsze będą i to dobrze. Trenerzy to też są ludzie, którzy popełniają błędy.

Wspomniałeś, że prowadzenie piątki nowicjuszy jest zupełnie inne, niż trenowanie już doświadczonych graczy. Czy kiedyś chciałbyś spróbować swoich sił w prowadzeniu właśnie takich typowych rookies, czy wolisz pracować z bardziej doświadczonymi zawodnikami?

Na razie wolałbym z doświadczonymi, bo – nie ukrywam – nie jestem żadnym samarytaninem. Zależy mi na tym, żeby wygrywać, gdzieś się pokazywać i dalej piąć się w drabince. Trenowanie takiego zespołu nowicjuszy cofnęłoby mnie dość sporo, szczególnie w tym systemie franczyzowym. Na pewno jednak, tak jak mówiłem, z nowymi graczami działałbym inaczej, być może trochę bardziej autorytarnie, ale też pod względem gameplayu – ustaliłbym jakiś plan, zobaczył, co się w ogóle dzieje, jakie braki mają moi podopieczni albo czy ktoś na przykład wykazuje skłonności do bycia liderem. W tym miejscu taka rada dla graczy – dużo prościej jest nauczyć gadatliwego gracza mniej gadać, niż gracza, który nic nie mówi, mówić. Jeżeli miałbym graczy o podobnym skillu, to wybrałbym tego, który trochę więcej mówi, nawet jeśli jego gadanie jest bardziej nieukierunkowane, niż tego cichszego. Słyszałem wiele razy frazesy typu „ale ja mam taki charakter, już taki jestem” itp., ale w pewnych rolach to mówienie jest po prostu potrzebne. Wracając do pytania – na razie trenowanie rookie składu jest tematem odległym, wolałbym graczy starszych, bardziej doświadczonych.

Tak jak miałeś okazję w tym roku, ale nie tylko byli oni doświadczeni, lecz do tego byli twoimi dawnymi kolegami z drużyny. Nie chcę, żeby to źle wybrzmiało jako „pójście na łatwiznę”, ale czy współpraca z graczami, z którymi już wcześniej grałeś, była łatwiejsza? Jak to wpłynęło na relację między wami?

To jest temat dość indywidualny. Znamy się od dawna, więc to, że moja rola się zmieni… Wydaje mi się, że na samym początku zrobiłem dość dobrą robotę, gdy ustaliliśmy zasady współpracy jakieś granice itp. To jest coś, na co sam wpadłem i coś, co moim zdaniem powinno pojawić się wcześniej i coś, co sam chciałbym usłyszeć, gdy byłem jeszcze graczem. Jak już miałem to rozpisane, to czytałem sobie książkę o ludziach, którzy pomagają szefom firm w relacjach z pracownikami, w sensie jak zwalniać ludzi, dawać podwyżki albo ich odmawiać. Był tam rozdział dotyczący bycia nową osobą na kierowniczym stanowisku i znalazłem wskazówkę dotyczącą zebrania ludzi, powiedzenia im, czego się oczekuje, co się lubi, czego nie będziesz tolerował itd. To jest bardzo pomocne, ale żeby mnie ktoś źle nie zrozumiał – to nie rozwiązuje wszystkich problemów i nie gwarantuje wygranej z automatu. Ale to zdecydowanie może zaprocentować i pomóc rozwiązać wiele problemów w przyszłości. Na razie mam tylko doświadczenie z jedną drużyną, zobaczymy w przyszłości, jak się usłyszymy za jakiś czas, to powiem, czy w drugiej też zadziałało (śmiech).

Po części już odpowiedziałeś na to pytanie, ale czy jest coś, czego żałujesz, że nie wiedziałeś wcześniej z perspektywy gracza, co wiesz teraz jako trener, albo czy jest jakaś wskazówka, którą chciałbyś dać sobie samemu sprzed lat?

Myślę, że w wielu drużynach, w których grałem, tworzyła się niepotrzebna atmosfera rywalizacji wewnątrz drużyny. Oczywiście z tego co pamiętam, bo to zamierzchłe czasy i nie będę tu przywoływał konkretnych sytuacji albo drużyn. Ale czasem miałem odczucie, jakbyśmy nie pracowali na jedno konto, tylko każdy sobie rzepkę skrobał. To jest coś, co chciałbym zmienić i spróbować w środku drużyny. Jeśli jest się w drużynie z zawodnikami, to trzeba pamiętać, że poza samą grą i poświęcaniem czasu warto się starać, bo pójdziesz do następnej drużyny i nikt ci tego doświadczenia nie zabierze. Teraz zawsze wychodzę z takiego założenia, że nawet jeśli ktoś tkwi w drużynie, w której jest ciężko, to niech chociaż postara się dla siebie samego. Nawet jeśli nie lubi z kimś grać albo łączy go z kimś innym tylko zawodowy kontakt, a prywatnie się nie lubią, bo takich sytuacji też jest sporo na całym świecie.

Dosyć ważną rzeczą jest mimo wszystko dogadywanie się w środku zespołu i poczucie, że każdy może na każdego liczyć i że może zaufać kolegom Jeśli nie ma zaufania, to potem są tylko schody do piekła – nie ma zaufania, to nie ma chęci, ciężko się rozmawia, ciężko się rozwiązuje problemy, których pojawia się coraz więcej i które potrafią urosnąć od kropli deszczu do butli pięciolitrowej. I to też jest trochę rola trenera, by to zaufanie utrzymać, bo w momencie, gdy gracze nie znają się na początku i niektórzy może są wstydliwi, to trener jest po to, by rozładować tego typu momenty i myślę, że w tym akurat jestem całkiem niezły.

Chciałem cię zapytać jeszcze o twoje doświadczenia z poprzednimi trenerami, bo pracowałeś z Hatchym, z Veggiem i z Sharkzem też. Czy ich doświadczenie wpłynęło na ciebie już jako trenera, czy może wolałeś pójść zupełnie inną, swoją drogą?

Od każdego trenera trochę wyciągnąłem, natomiast problem jest taki, że każdy trener ma swój styl i sposób bycia. Tego, co miał Veggie, nie miał Hatchy i na odwrót. Ale oczywiście od każdego się czegoś nauczyłem, czy to pozytywnego, czy czegoś, co zrobiłbym nieco inaczej i gdzieś tam powstaje ta miksturka.

Myślę też, że bardzo ważne, wręcz ogromnie ważne jest z perspektywy trenera, jest, żeby nie podchodzić zbyt emocjonalnie. Mogę dać taką radę, aby być trochę „odklejonym” od drużyny – nie możemy się wdawać w agresywne dyskusje, bo to nie jest dobre i sprawia, że drużyna jest trochę zdezorientowana. Nawet jeżeli tylko dwie osoby się kłócą, to całej reszcie się zapalają wykrzykniki albo pytajniki nad głową, ale nie są to wkurwione buźki. Trzeba to załagodzić i sprawić, żeby ta dwójka się ogarnęła, a tych trzech pozostało w sferze stabilności emocjonalnej. Ty jako trener nie możesz podchodzić bardzo emocjonalnie do dyskusji albo wymiany zdań. To zdarzyło mi się w tym roku jako trenerowi, ale też było wiele momentów, w których zachowałem spokój.

Miałeś okazję grać w międzynarodowych drużynach, a jak podchodzisz do prowadzenia międzynarodowej piątki? Tu już wchodzimy na inny poziom – u trenera ta komunikacja musi stać jeszcze wyżej.

Pozytywnie. Z angielskim nie mam dużego problemu, wiadomo, że trzeba będzie poduczyć się albo przypomnieć sobie jakieś słówka specjalistyczne, ale ogólnie nie jest to żaden problem dla mnie. Na pewno jest to wyzwanie, na początku trochę się stresowałem i nie wiedziałem, czy przyjąć propozycję, ale nie boję się tego. Jestem gotów podjąć to wyzwanie i… zobaczymy jak to wyjdzie. Może się okaże, że jednak będę słaby, że jednak siła tego polskiego języka jest za mocna i trzeba będzie wracać do kraju. Ale wrócić można zawsze, a taka okazja nie zdarza się często, więc trzeba iść za ciosem. Jeśli ten rok był taki dobry, to może i przyszły będzie jeszcze lepszy pod względem realizacji siebie, odkrywania własnego stylu i ulepszania go.

Jakby nie patrzeć, Fnatic to marka sama w sobie. Jak zapatrujesz się na reprezentowanie tej drużyny, czy czujesz ekscytację związaną z tym, jakąś presję, może też dumę, czy raczej podchodzisz do tego z zimną krwią?

Presji jako takiej nie ma, bo jednak to akademia, więc na spokojnie, mamy czas. Poza tym drużyna jest zbudowana w zasadzie od zera. Są gracze, których chciałem mieć w teamie i udało się ich ściągnąć. Nie jestem jakoś turbo zestresowany – po prostu nowe wyzwanie, nowy rok, nowe możliwości. To jest dla mnie najlepszy możliwy moment, nic mnie w Polsce nie trzyma, nie mam dzieci, uczelni, kredytów, mam w sumie Pablo Sabre, ale jest osoba, która będzie się tym zajmowała w Polsce, a ja będę mógł się skupić na tym, co kocham robić, a cała reszta nie ucierpi. Może trochę stream ucierpi, przynajmniej na początku, ale odzyska za to YouTube. Jak to Gucio kiedyś mówił – „NORWESCY LUDZIE”, to ja zaraz nagrywam filmik na YouTubie „NIEMIECCY LUDZIE” (śmiech). Myślę, że będzie fajnie, nie mogę się doczekać, jak zaczniemy coś działać, a zaczniemy działać już za parę dni, bo wtedy ruszają scrimy.

A jak oceniasz skład, który będziesz prowadził? Głównie interesuje mnie FEBIVEN, bo w końcu w ostatnich latach grał w LEC-u, w LCS-ie, a teraz nagle dołącza do akademii. Czy trochę odczuwa pewien regres, czy jest nie mniej podekscytowany, mogąc znowu reprezentować barwy Fnatic?

Mogły być takie słuchy, albo ktoś mógłby się zastanawiać, czy to nie jest za duży regres dla niego i czy nie będzie czuł się dziwnie. Ale po rozmowach z nim uważam, że ma bardzo dobre nastawienie i wie, czego potrzebuje jako gracz, a czego nie. Jest bardzo świadomym człowiekiem, który może nam pomóc w znaczącym stopniu. Domyślam się, że zarówno FEBIVEN, jak i np. rhuckz to są ambitni gracze, więc cieszę się, że mam okazję pracować z ludźmi, którzy będą dyskutować i z którymi będę mógł rozkminiać różne tematy. Jestem takim typem człowieka, że ze mną bardzo dużo rzeczy da się załatwić, jestem bardzo taki „players-focused”. Uważam, że będą problemy, oczywiście, że będą, w każdej drużynie są, nie byłem jeszcze świadkiem bezstresowej i w stu procentach bezkonfliktowej ekipy, więc to kwestia czasu, aż się pojawią jakieś problemy, ale myślę, że nie będą to problemy na zasadzie „gracz x nie będzie chciał grać z graczem y, bo coś tam”. To jest fajne, że wszyscy jesteśmy profesjonalistami i na takiej zasadzie będziemy podchodzić do pracy.

Czy Fnatic zapowiadało już, że gdy wystartuje LEC, to zmiany w głównym składzie mogą być częstsze niż wcześniej, skoro teraz będziecie wszyscy trenować w Berlinie i będzie łatwiejszy dostęp do graczy akademii?

Razem z YamatoCannonem oraz Tolkim chcemy sprawić, żeby akademia i główny skład miały coś z tego, że my wszyscy jesteśmy dla siebie dostępni. Z tego też powodu wszyscy będziemy w Berlinie, w styczniu czeka nas przeprowadzka do domu Fnatic i będziemy mieli naprawdę fajne opcje i możliwości. Kwestia tego, jak to wykorzystamy i jak do tego będziemy podchodzili. Myślę, że każdy coś z tego wyniesie. Trochę za wcześnie, aby mówić o rotacjach – i główny skład, i akademia potrzebują czasu, żeby wejść w rytm. Jest jeszcze grudzień, więc tak szczerze to nawet nie wiem, czy główny skład zaczął już coś trenować. My zaczniemy niedługo. Tak więc za wcześnie, by coś powiedzieć, ale myślę, że plan organizacji dotyczący przeniesienia akademii do Berlina, żeby wszyscy byli blisko siebie, miał na celu wspólny rozwój. Jest to temat przyszłościowy.

Czy już miałeś okazję zamienić kilka słów z YamatoCannonem? Może też po polsku, bo nie jest tajemnicą, że po polsku także umie się komunikować. Czego masz nadzieję nauczyć się u jego boku?

Po polsku nie mieliśmy okazji porozmawiać, tak szczerze to pierwszą rzeczą, jaką powiedział do mnie Yamato, jak rozmawialiśmy razem na TeamSpeaku, to to, że mam fajny awatar Tibii (śmiech). Generalnie bardzo spoko gość, naprawdę, jeszcze tak bardzo dobrze prywatnie go nie znam, ale naprawdę bardzo fajnie mi się z nim gadało. Pytałem go o jakieś rady i już widzę, że będzie się nam fajnie układało. On też jest taki „players-focused”, także myślę, że czeka nas wspaniała współpraca. Nie boję się, nie mam żadnej blokady mentalnej, nigdy nie bałem się pytać innych o rady, jeżeli czegoś nie wiem. A skoro jestem w akademii i mam możliwość porozmawiać z zawodnikami z głównego składu albo z trenerami, to jak najbardziej będę to wykorzystywał w pracy. To jest moja przewaga, czemu miałbym jej nie użyć? Jeśli będą jakieś problemy, jeśli czegoś może nie będę rozumiał jako trener albo nie będę wiedział, jak pomóc chłopakom – na sto procent będę korzystał z tej wiedzy, którą mamy całościowo jako drużyna i jako organizacja.

A co sądzisz o drugim członku sztabu szkoleniowego, Tolkim?

Mogę na sto procent powiedzieć, że gość jest mega, mega potężny, jeśli chodzi o analizy i o statystyki, potrafi robić cuda z Riot API, z tego co wiem. Głównie chodzi o to, że Fnatic ma w planach totalnie nowe metody treningowe i na nich będziemy się skupiali. Też miałem z nim okazję porozmawiać, bardzo przyjazna osoba. Ani przez moment nie czułem, jak rozmawiałem z jakąkolwiek osobą z Fnatic, że ktoś jest do mnie uprzedzony albo coś takiego. Wręcz przeciwnie – było ciepło, panowała bardzo przyjemna atmosfera, każdy cieszy się, że tu jest i że będziemy działali razem. Oczywiście wszystko wyjdzie w praniu, jestem za stary i za długo już w tym siedzę, żeby nie myśleć, że pewne rzeczy mogą nie wypalić z założeń, ale ja będę się starał z całych moich sił, żeby wszystko było poprawnie wykonane – przynajmniej z mojej strony.

Czyli atmosfera jak najbardziej na plus?

Atmosfera jest jak najbardziej na plus, oczywiście w większości drużyn na początku jest dobra, także zobaczymy jak to będzie później, gdy pojawią się pierwsze problemy, pierwsze porażki i wtedy będziemy kombinować (śmiech).

Wyniki najlepiej obrazują, że miniony rok był dla ciebie sukcesem. Jakie wobec tego stawiasz sobie cele na przyszły rok, wiedząc po tym roku, co działa a co nie? Czy np. mierzysz odważnie w mistrzostwo European Masters?

Ogółem EU Masters jest… dość specyficznym turniejem. Jak spojrzymy na historię, to czasami się okazuje, że drużyna, która miażdżyła totalnie, ma nagle gorszy czas. Te zmagania po prostu pokazują drużyny zupełnie inaczej, niż wcześniej zakładano – albo w pozytywny, albo w negatywny sposób. Na tym turnieju może się wszystko stać, możesz mieć najsilniejszy na papierze skład w Europie (oczywiście w lidze regionalnej), a możesz sobie nie poradzić w EUM.

Cel – na pewno byłoby fajnie wygrać w końcu EU Masters, to jedyny turniej, którego nie wygrałem jeszcze z tych ważniejszych, bo w Polsce w sumie wygrałem już wszystko. Dobrze byłoby dołączyć do grona Polaków, którzy zdołali tego dokonać, bo do tego czasu udało się to Selfmade’owi, Woolite’owi, Czekoladowi i Trymbiemu. Chcę też polepszyć swój styl trenerski, pchnąć go we właściwym kierunku, poznać fajnych ludzi, zajaranych tym samym, co ja. Chciałbym też zobaczyć, jak to wygląda w LEC-u od kuchni, a YamatoCannon i Tolki mają fajny plan na to, co będziemy robili. Myślałem wcześniej, że akademie może nie są dobrym wyborem, bo nie ma z tego nic dobrego, ale Fnatic fajnie do tego podchodzi, szczególnie właśnie Yamato i Tolki. Stąd też ściągnięcie całego składu do Berlina.

Jaka jest najważniejsza lekcja albo wniosek po tym roku, który sam będziesz miał w głowie w następnym sezonie, albo który chciałbyś przekazać aspirującym trenerom?

Na pewno się nie poddawać. Trochę trudno to wytłumaczyć, ale ja z perspektywy gracza zawsze lubiłem trenera, który ma mocną osobowość i który jest w stanie wziąć na klatę pewne rzeczy albo od którego czuć, że wie, co jest grane i wiesz, że jesteś w stanie mu w pełni zaufać i powierzyć mu jakieś rzeczy. Taką osobą chciałbym być dla swoich graczy. Poza tym, że zawsze trenujesz i pilnujesz swoich podopiecznych, to też jest bardzo satysfakcjonujące, jeśli to, co robimy na treningach, faktycznie wychodzi w grze i widzimy efekty naszej ciężkiej pracy. Ale trzeba być gotowym na porażki, bo tych będzie wiele. Popełni się wiele błędów i trzeba być świadomym tego, że to jest normalne. Bez popełniania błędów nie można się doskonalić.

Mam jedną, bardzo ważną, filozofię – nie chcę, żeby moi gracze po prostu grali w grę. Ja chcę, żeby próbowali wygrać. Jeśli widzę, że próbują wygrać, jest wszystko ok. Jeżeli widzę, że boimy się podejmować decyzje albo nie wykorzystujemy naszych naturalnych narzędzi i ogólnie nie jesteśmy proaktywni, to dla mnie jest tak, jakbyśmy nie wyszli na serwer. Statystycznie drużyny, które dobrze grają w early game, to są najczęściej drużyny wygrywające. Przypomnijmy sobie na przykład FPX, które miało przepotężny early game, dużo schodzenia, dużo przeróżnych dive’ów i koniec końców Worldsy padły ich łupem. Czasami wygrywa drużyna, która potrafi podjąć decyzję w pół sekundy, ale trzeba ją podjąć, a nie podejmiesz jej, grając non stop pod wieżą.

Śledź rozmówcę na Twitterze – Paweł „delord” Szabla

Śledź autora na Twitterze – Jarek „JaroThe3rd” Piłat

Tagi: , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Team Queso wygrywa finały Clash Royale League 2020

W ten weekend rozegrane zostały finały Clash Royale League 2020. W wydarzeniu wzięło udział osiem najlepszych drużyn wyłonionych we wcześniejszych tur...