fot. BLAST Pro Series/Adela Sznajder

Astralis, czyli tam i z powrotem

Astralis przez bardzo długi czas uchodziło za najstabilniejszy zespół CS:GO na świecie – i chodzi tutaj zarówno o ciągłość składu, jak i jakość osiąganych przez niego wyników. Zespół potrafił przezwyciężyć nawet poważniejsze kryzysy, jak ten, który dosięgnął go w 2019 roku. Wydawało się więc, że nic nie jest w stanie zatrzymać tej perfekcyjnie naoliwionej maszyny. Po czym przyszedł rok 2020, bez wątpienia trudny dla nas wszystkich, i pokazał, że nawet bogowie Counter-Strike’a mają swoje słabości. I mogą potrzebować odpoczynku.

Rok jak każdy inny?

Jeszcze przed pierwszym w 2020 roku turniejem można było podejrzewać, że przed nami rok jak każdy inny – znowu dominować będą gracze zonica To znaczy, nic nie wskazywało, by miało być inaczej, ale wtedy przyszło BLAST Premier Spring, czyli impreza, która dla Astralis była potężnym falstartem. Dwa mecze, oba przegrane, zaledwie jedna zdobyta mapa. Cóż, początek nowego sezonu daleki był od ideału, ale o niczym to nie świadczyło, bo duńska piątka w rok 2018 też weszła przeciętnie, by potem roznieść całą scenę w drobny mak. – Oczywiście rozmawialiśmy po wszystkim i nie powiedziałbym, że będziemy bardziej skupieni, a po prostu powrócimy do rzeczy, które zwykle u nas działały. Rozmawialiśmy o tym, co zwykle robiliśmy, dlatego zamierzamy do tego wrócić. Takie coś zdarza nam się dość często – czasami nam nie wychodzi, jak miało to miejsce np. podczas ECS. Zdajemy sobie sprawę, że musimy być bardziej skupieni, czasami więc naprawdę dobrze robią nam takie wpadki – uspokajał wówczas dupreeh.

I cóż, potem było już zdecydowanie lepiej, bo podczas Intel Extreme Masters Katowice 2020 ówcześni liderzy rankingu HLTV wypadli już zdecydowanie lepiej. Przez fazę grupową udało im się przejść bez straty choćby jednej mapy i ich przygoda zakończyła się dopiero na półfinale, gdy polegli z późniejszymi triumfatorami z Natus Vincere. Już wtedy jednak we znaki esportowej scenie dawała się nabierająca tempa epidemia COVID-19, która sprawiła, że katowickie zawody ostatecznie odbyły się bez udziału publiczności. Także z jej powodu 11. sezon ESL Pro League odbył się w całości w internecie i to z podziałem na kontynentalne dywizje. Ale to nie przeszkodziło podopiecznym zonica w ponownym dotarciu na najniższy stopień podium. W międzyczasie niespodziewanie ogłoszono też poszerzenie składu, gdyż z organizacją związał się es3tag. Duńczyk miał dołączyć do Astralis w lipcu, gdy wygaśnie jego umowa z dotychczasowym pracodawcą, co wywołało zresztą wiele kontrowersji. Wszystko dlatego, że zaskakujący transfer Hansena przyczynił się do tego, że upadły przenosiny zawodników Heroic do FunPlux Phoenix.

fot. ESL/Adela Sznajder

Co ciekawe, pierwszy w tym roku triumf w wykonaniu duńskiej piątki miał miejsce dopiero w maju. To właśnie wtedy gracze z północy Europy okazali się najlepsi podczas ESL One Road to Rio, pierwszego z szeregu turniejów, które miały zastąpić zwyczajowe eliminacje do Majora CS:GO. Ten bowiem został przełożony, w efekcie czego rozpoczęty na początku roku cykl Minorów nie wystartował. Tak czy inaczej, na drodze Astralis stanęły wówczas m.in. Team Vitality, G2 Esports oraz FaZe Clan, ale żadna z tych ekip nie potrafiła zatrzymać rozpędzonych dominatorów, bo ci 17 maja finiszowali na pierwszej lokacie. A nim to nastąpiło, ponownie rozbudowali zespół, kontraktując siódmego gracza. Tym został ⁠JUGi⁠, który pierwsze miesiące 2020 roku spędził na ławce rezerwowych North. – Wszyscy musimy wziąć pod uwagę zdrowie graczy, ryzyko wypalenia, oraz szukać sposobu na poprawę warunków pracy we wszystkich aspektach – motywował decyzję o siedmioosobowym składzie dyrektor sportowy organizacji, Kasper Hvidt. Ale nikt chyba wówczas nie spodziewał się, że słowa o wypaleniu nie padły bez powodu.

Wiatr zmian

– Od dłuższego czasu występują u mnie objawy stresu i wypalenia. Moi koledzy oraz Astralis próbowali wielu różnych rzeczy, bo pomóc mi przezwyciężyć tę przeszkodę. Niemniej nie udało się i wspólnie z moim lekarzem uznaliśmy, iż potrzebuję przerwy, wobec czego wczoraj złożyłem w organizacji wniosek o urlop zdrowotny. Wykorzystam trzy najbliższe miesiące, by w pełni odpocząć, a następnie powrócę do drużyny. […] Czasami trudno jest stawiać na pierwszym miejscu zdrowie, ale w moim przypadku było to konieczne – ogłosił 19 maja, zaledwie dwa dni po wygraniu Road to Rio, wieloletni prowadzący zespołu, gla1ve. Ale to był dopiero początek, bo nieco ponad tydzień później ukazał się kolejny komunikat, tym razem autorstwa Xyp9xa. – Przez ostatnie miesiące miałem symptomy stresu i wypalenia. Nadszedł czas, by zrobić sobie przerwę, odpocząć i odzyskać motywację, by znów rywalizować pod banderą Astralis. Wszyscy z mojego otoczenia zrobili mnóstwo rzeczy, by nie musiało do tego dojść i najchętniej nadal grałbym, ale to najwyższy czas, bym zajął się swoim zdrowiem, dlatego korzystam z urlopu zdrowotnego. […] Nie wiem, kiedy wrócę do rywalizacji, ale mam nadzieję, że moi fani mnie zrozumieją, bo była to dla mnie bardzo trudna decyzja.

Dwa potężne ciosy zadane ekipie w krótkim odstępie czasu. Dwie pokaźne wyrwy, które powstały w monolicie, jakim było Astralis. W tej sytuacji formacja musiała odkurzyć pozyskanego chwilę wcześniej JUGiego, jednak problemem było znalezienie drugiego zmiennika, bo przecież es3tag do końca czerwca pozostawał związany z Heroic. Wobec tego tymczasowo sięgnięto po Snappiego, który miał rozpocząć swoją przygodę z azjatycką sceną CS-a w barwach TIGER, ale ostatecznie na zasadzie wypożyczenia wylądował właśnie w Astralis. Jednakże efekty były dalekie od oczekiwań, bo przy wsparciu tej dwójki drużyna podczas BLAST Premier Spring Showdown oraz DreamHack Masters Spring 2020 wygrała zaledwie dwie mapy na dziewięć możliwych. Zjazd był widoczny, nic więc dziwnego, że Duńczycy ostatecznie zrezygnowali z występu na drugim turnieju RMR, cs_summit 6, świadomi tego, że udział w nim może im bardziej zaszkodzić niż pomóc. Szybko też pojawiły się plotki, że Snappi nie zagrzeje w składzie miejsca i zamiast tego wyląduje ostatecznie w c0ntact Gaming. Tak się zresztą stało jeszcze przed pierwszym dniem lipca, gdy to do zespołu zawitał wreszcie anonsowany już kilka miesięcy wcześniej es3tag.

fot. Astralis

Wszystko przybrało więc zaskakujący obrót, bo jeszcze w marcu uważano, że Hansen przyjdzie do ekipy tylko jako jej uzupełnienie, a tymczasem cztery miesiące później przychodził jako przynajmniej częściowe remedium na kadrowe problemy. Zresztą, nie był on jedynym nowym nabytkiem, bo włodarze z Kopenhagi zdali sobie sprawę, że z JUGim daleko nie zajadą. Rozpoczęto więc negocjacje z MAD Lions, których obiektem był ⁠Bubzkji, ten zaś zaledwie dzień po tym, gdy pojawiły się pierwsze plotki o jego transferze, mógł już przywdziać charakterystyczny trykot. – Gdy tylko usłyszałem o zainteresowaniu Astralis, od razu podjąłem decyzję: chciałem być częścią tego zespołu, tej organizacji, bo to jest właśnie miejsce, w którym chcę grać! Miałem inne propozycje, ale po rozmowie z zonikiem i Kasperem na temat roli, którą mam pełnić, na temat ambicji drużyny i jej pracy, przekonałem się, że mogę coś tutaj wnieść i stać się lepszym graczem – mówił wówczas młody Duńczyk. Niemniej z perspektywy czasu wiemy, że nie wybrał sobie zbyt dobrego momentu na przenosiny.

Powrót do normalności

Ale nie uprzedzajmy faktów. Oficjalny debiut es3taga i Bubzkjiego w barwach Astralis nastąpił 18 sierpnia przy okazji ESL One Cologne 2020: Online. Był to zresztą debiut nie najgorszy, bo podopieczni zonica 2:0 ograli Fnatic, a kilka dni później takim samym wynikiem rozprawili się także z Teamem Vitality, wychodząc ze swojej grupy z pierwszego miejsca. I chociaż w pierwszej rundzie play-offów przeszkodą nie do przejścia okazali się Ninjas in Pyjamas, to progres względem krótkiego okresu z JUGim i Snappim był widoczny. Potrzebny był tylko czas na zgranie nowej piątki, ale ta tego czasu nie miała. – Jestem niesamowicie podekscytowany powrotem na serwer. Trudno powiedzieć, w jakiej formie będę w spotkaniu z Complexity, ale w ostatnim czasie odbyliśmy kilka naprawdę dobrych sesji treningowych. Integracja dwóch nowych zawodników przebiega dobrze, wręcz nie mogę się już doczekać gry z moimi dawnymi kolegami, jak również z es3tagiem i Bubzkjim. Obaj spisywali się bardzo dobrze – ogłosił na początku września gla1ve, kończąc tym samym swój czteromiesięczny urlop.

W tej sytuacji było pewne, że jeden z ostatnich nabytków będzie musiał pogodzić się z rolą rezerwowego i finalnie padło na Bubzkjiego. Teoretycznie mogło to dziwić, bo przecież były gracz MAD Lions był młodszy od swojego konkurenta, a w meczach, w których grali obaj, wypadł minimalnie lepiej. Ale raczej nikt tej decyzji potem nie żałował, bo es3tag z fantastycznej strony pokazał się w 12. sezonie ESL Pro League. 25-latek niespodziewanie wyrósł na jedną z najważniejszych postaci ekipy i w ogromnym stopniu przyczynił się do powrotu Astralis na fotel lidera rankingu HLTV oraz do zdobycia mistrzowskiego tytułu Pro Ligi. – Słowa nie mogą opisać mojego szczęścia. Mistrzowie! – pisał krótko po wygranym 3:2 finale z NAVI. Dzień później jednak swój powrót do gry ogłosił Xyp9x, stało się więc jasne, że czas Hansena w drużynie dobiega końca. Gdy pod koniec października on i jego koledzy stawali na najniższym stopniu podium DreamHack Open Fall 2020, es3tag oficjalnie był już zawodnikiem Cloud9, które tworzyło nowy projekt i chciało, by Duńczyk był jego częścią, oferując mu trzyletni kontrakt o wartości 2,1 miliona dolarów. – Chciałem zatrzymać Patricka u nas, ale tak jak i w innych dyscyplinach istnieją pewne obszary poza sportem, na które nie mam wpływu – nie krył smutku trener duńskiego zespołu.

fot. ESL

Tak więc w listopadzie Astralis zatoczyło koło, powracając do piątki, która tworzyła żelazny skład przez ostatnie kilka lat. Ba, nawet prowadzącym ponownie został gla1ve, którego podczas jego absencji zastępował w tej roli Magisk. Zupełnie tak, jakby ostatnie miesiące 2020 roku nie miały miejsca. Bynajmniej jednak tak nie było, bo drużyna bez wątpienia przeszła przez największy w swojej historii kryzys, którego następstwem było nie tylko pogorszenie wyników, ale i ogólne zmęczenie grą. Oczywiście Duńczycy nie byli jedyni, bo przeniesienie rywalizacji do sieci oraz trwająca pandemia sprawiły, że wielu zawodników brało krótsze lub dłuższe przerwy od gry, by zregenerować się psychicznie w tym trudnym dla wszystich okresie. Astralis wyszło jednak z tego wszystkiego zwycięsko, a na początku grudnia wygrało DreamHack Masters Winter 2020 – był to pierwszy sukces starego składu od blisko siedmiu miesięcy. I tak jak minione już problemy pokazały, że nawet tacy dominatorzy jak Duńczycy, to nadal ludzie, tak ten triumfalny powrót udowodnił, że nie ma rzeczy niemożliwych. Zwłaszcza gdy nazywasz się Astralis.

Śledź autora na Twitterze – Maciej Petryszyn

Tagi: ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Illuminar o krok od powrotu do ESEA MDL

Być albo nie być! Dziś przed Illuminar Gaming ostatni mecz w ramach baraży o ESEA Mountain Dew League – to właśnie on przesądzi o tym, czy mistrzowie...