STS
fot. x-kom AGO

Grashog: Zamysł jest taki, bym wszedł do składu AGO wraz z początkiem nowego roku

x-kom AGO już od kilku lat stara się znaleźć kogoś, kto mógłby zostać pełnoprawnym prowadzącym składu CS:GO. Wszystkie dotychczasowe próby nie przynosiły oczekiwanych rezultatów, ale mimo to kilka tygodni temu ściągnięto kolejnego IGL-a i to tym razem rodem z Bułgarii! Denis „Grashog” Hristov, bo o nim tu mowa, ma w przyszłości odpowiadać za taktyczną sferę […]

x-kom AGO już od kilku lat stara się znaleźć kogoś, kto mógłby zostać pełnoprawnym prowadzącym składu CS:GO. Wszystkie dotychczasowe próby nie przynosiły oczekiwanych rezultatów, ale mimo to kilka tygodni temu ściągnięto kolejnego IGL-a i to tym razem rodem z Bułgarii! Denis „Grashog” Hristov, bo o nim tu mowa, ma w przyszłości odpowiadać za taktyczną sferę poczynań warszawskich Jastrzębi. Wcześniej jednak przy okazji finałów ESL Mistrzostw Polski w Katowicach, na których pojawił się w roli eksperta, udzielił nam długiego wywiadu. Jak to się stało, że zamieszkał w Polsce? Dlaczego początkowo nie chciał grać z Polakami? Którego z 27-latków uważa za ścisłą krajową czołówkę jeżeli chodzi o pracowitość? I dlaczego nadal nie został on na stałe włączony do składu AGO? M.in. o tym, ale również i o wielu innych rzeczach Grashog opowiedział nam w poniższej rozmowie. Zachęcamy do lektury!


Maciej Petryszyn: Zacznijmy naszą rozmowę od kwestii zastanawiającej pewnie wiele osób, które po twoim ogłoszeniu w AGO weszły na twój profil na HLTV i zobaczyły tam bułgarską flagę. Tak więc, Grashog – Bułgar czy Polak?

Denis „Grashog” Hristov: Bułgar w stu procentach. Jeżeli chodzi o pochodzenie, to tak naprawdę nie mam nic wspólnego z Polską. Zarówno mama, jak i tata są Bułgarami. Nie urodziłem się też tutaj, tylko w Sofii. Po prostu tak się wydarzyło, że razem z rodzicami przeprowadziliśmy się do Polski. Kwestia pracy – tata pracuje w ambasadzie i w ten sposób się tutaj znalazłem.

Ile miałeś lat w momencie, gdy twoja rodzina opuściła Bułgarię?

Siedem albo osiem. To było około czternastu lat temu.

Czyli dość późno jak na konieczność wychowywania się w całkowicie nowym miejscu. Chodzi mi o to, że teraz, gdy rozmawiamy, to nie słychać u ciebie akcentu. Jak to się mówi, nie “zaciągasz”.

Na dobrą sprawę każdy etap mojej edukacji kończyłem w Polsce. Czy to podstawówka, czy gimnazjum, czy też liceum. Nawet pierwszy stopień studiów skończyłem tutaj, tak więc zdziwiłbym się, gdyby było inaczej (śmiech).

Ale rozumiem, że u ciebie w domu rozmawia się tylko po bułgarsku?

Tak, w domu rozmawiamy po bułgarsku. Mamy też bułgarską telewizję internetową. Co prawda sam jej nie oglądam, ale leci w tle, więc coś zdarza mi się usłyszeć.

Miałem cię też pytać o kwestię komunikacji w grze, ale chyba podczas rozmowy o języku już to sobie wyjaśniliśmy…

Nie no, czasami zdarzy mi się coś powiedzieć po bułgarsku. Między rundami, gdy są duże emocje lub coś w ten deseń.

Zdarza ci się, że wtrącisz coś do rozmowy niechcący?

Bardziej rzucam to tak do siebie, gdy czuję się zbudowany.

Biorąc pod uwagę twoje pochodzenie, często bywacie w ojczyźnie?

Tak, zdarza się mniej więcej raz na rok, że pojedziemy do Bułgarii np. na wakacje. Chociaż teraz podczas pandemii nikt z nas tam nie wraca, chyba że były jakieś formalności do załatwienia. Ale zazwyczaj jeździliśmy do rodziny czy też po prostu na wakacje.

Bierzesz pod uwagę, że kiedyś może się tak zdarzyć, iż wrócisz tam na stałe?

Raczej nie. Że tak powiem, to tutaj zapuściłem korzenie, tutaj skończyłem edukację… To znaczy, nadal się uczę i teraz jestem na magisterce w Szkole Głównej Handlowej. Tak czy inaczej, raczej zapatruję się na to, by tutaj zostać i robić coś związanego z esportem. A jeżeli nie, to zająć się czymś, co miałoby związek z moimi studiami. A jeżeli już ewentualnie miałbym wyjeżdżać z Polski, to na zachód, a nie na wschód.

A co studiujesz?

W tej chwili HR, a skończyłem globalny biznes, finanse i zarządzanie.

Przejdźmy do CS-a – jak zaczęła się twoja przygoda z grą? Ile w ogóle miałeś lat, gdy zacząłeś grać?

To w sumie ciekawa historia, bo zacząłem grać w CS-a tylko i wyłącznie dlatego, że złamałem kostkę grając w piłkę nożną. Graliśmy ze znajomymi na Orliku i coś się wydarzyło, nie pamiętam dokładnie co, ale złamałem lewą kostkę i to tak dość poważnie, bo dwa miesiące nie mogłem wstać z łóżka. Nie mogłem chodzić. I wtedy zacząłem trade’ować skinami, bo widziałem na YouTubie filmy, jak można z jednego dolara zrobić sto dolarów albo kosę itd. I zaciekawiło mnie to, zacząłem trade’ować i przez to, że miałem dzięki temu lepsze skiny, to chciało mi się też grać. A potem jakoś się to potoczyło. Po jakimś czasie fakt, że miałem skiny, już mnie tak nie interesował. Bardziej zajmowało mnie to, że fajnie idzie, że chcę wygrać, że w ogóle można sobie pograć. I tak się nakręciło, więc w pewnym momencie zdecydowałem, że warto byłoby znaleźć drużynę, spróbować pograć drużynowo. To było, gdy miałem już tysiąc godzin, 10 poziom na FACEICIE i wiedziałem, że rozwinąłem się szybciej niż inni. Wtedy miałem 15 lat. Wcześniej też zdarzało mi się pograć, miałem nabite około 200 godzin, bo CS był po prostu popularny. Gdy Virtusi wygrali Majora, to chyba każdemu zdarzyło się wtedy włączyć grę. Ale dopiero na początku liceum zacząłem poważniej iść w tym kierunku.

Kiedy starałem się prześledzić początki twojej kariery, to pierwszym zespołem, który udało mi się znaleźć, było PlanetStrike. Grałeś tam w 2019 roku.

Tak, to była organizacja, która nam wtedy płaciła w takim sensie, że pokrywała wszystkie opłaty np. w lidze ESEA. Grałem tam w międzynarodowym składzie, w którym był m.in. dox. Grał on potem chociażby w Vexed, ludzie mogą kojarzyć tę ekipę, bo w jej składzie Furlan i inni Polacy grali na Majorze. Ale wracając – mieliśmy wtedy międzynarodowy zespół, ale nie było w nim dobrych indywidualnie graczy. Wszyscy mieliśmy zapał do gry, wszyscy chcieliśmy się rozwijać, ale to nie był specjalnie wysoki poziom. Bardziej takie zalążki gry teamowej. Ale dobrze, że przez to przeszedłem, bo dzięki temu udało mi się pograć international. Po angielsku mówię raczej tak samo płynnie, jak po bułgarsku, czyli nieco gorzej niż po polsku, ale nie miałem zbytnio problemów z komunikacją. I pomogło mi to w wielu aspektach. Niemniej to nie było nic poważnego.

Jak w ogóle doszło, do tego, że załapałeś się do składu międzynarodowego, który od razu miał wsparcie organizacji?

Mieliśmy po prostu dobre wyniki w lidze ESEA. Wtedy graliśmy w ESEA Main i byliśmy raczej z czołówki, zapatrywaliśmy się nawet na awans do ESEA Advanced. Zresztą, większość składów, które wtedy grały w lidze, gdyby tylko się postarało, to znalazłoby kogoś, kto byłby w stanie opłacić im uczestnictwo. Pokryć wszystkie koszty, premki ESEA, slota, serwer i takie sprawy – totalnie minimum.

Dlaczego skład międzynarodowy, a nie polski?

Wtedy, a to był mniej więcej 2019 roku, nie znałem w sumie żadnych Polaków. Nie miałem po prostu jak do kogokolwiek zagadać, a ponadto skądinąd słyszałem, że mentalność graczy w Polsce jest raczej słaba jeżeli chodzi o nastawienie czy relacje między zawodnikami w zespole. I chciałem tego uniknąć, chociaż sam nie miałem z tym chyba nigdy kontaktu. Zresztą, po raz pierwszy zdarzyło mi się grać z Polakami bodajże w 2018 roku w zespole z p1terem, który potem był też w Illuminar, CLEANTmiksie itd. Byli tam też MTZ, Master, który w pewnym momencie grał w Pompa Teamie, Prism… Chociaż nie, Prism mnie tam później zastąpił. Ale był Woocashko, w ostatnim sezonie ESL Mistrzostw Polski grał w The Lycans. Niemniej to było bardzo dawno temu i przez chwilę, gdy zdawałem maturę. Graliśmy wtedy w ProSkilled, była taka organizacja. Ale później naturalne było dla mnie, że wolę porozumiewać się po angielsku. W Polsce i tak nikt mnie nie znał. W Bułgarii z kolei był zamknięty ekosystem. W sumie były dwa liczące się zespoły i nikogo ze słabszych, mniej doświadczonych graczy do nich nie wpuszczano. Tak więc tam też nie było za bardzo jak pograć, mimo że na bułgarskiej scenie każdy z każdym się zna. Jeżeli chodzi o CS-a, to tam jest maksymalnie 30-40 osób, wszyscy razem grają na FACEICIE, znają się. Teraz jednak się to zmienia, bo jest i SKADE, w którym są młodzi gracze, i Fiend, i FATE. Wtedy jednak scena była hermetyczna, zamknięta i nie dało się grać z lepszymi zawodnikami.

Miałem cię właśnie pytać o to, czy w momencie, gdy nie byłeś jeszcze znany na polskiej scenie, to czy kojarzono cię chociaż w ojczyźnie.

Tak, bo tam jest tak mało graczy, że wszyscy nawzajem się znają i wołają np., by razem grać FACEITY, gdy nie ma kogoś. Każdy zna każdego. Ale ja wtedy nie miałem żadnych szczególnych osiągnięć czy czegoś w tym rodzaju, by móc się załapać do tych czołowych drużyn. W tamtym momencie istniały chyba BPro i Windigo, które były czołówką w kraju.

Wracając do PlanetStrike – długo tam występowałeś?

Przez kilka miesięcy. W międzyczasie kilkukrotnie zmienialiśmy graczy.

fot. x-kom AGO

Na fanpage’u organizacji, który co ciekawe wciąż istnieje, natrafiłem w ogóle na jeden post, na którym byłeś oznaczony jako stand-in.

Tak, bo pod koniec 2019 roku skończyłem u nich grę, ponieważ dostałem od baljsa ofertę, by grać z Polakami. To był mój pierwszy zespół – bnox, baljs, demho i Riczi Maszynka. W międzyczasie jednak stand-inowałem jeszcze w PlanetStrike, bo mieliśmy do rozegrania jakiś turniej, który potem zresztą wygraliśmy. To były jakieś małe zawody o 2 tysiące euro czy coś w tym rodzaju. Pod koniec mojego pobytu tam pokonaliśmy nawet zespół, w którym grał trzon Akumy – Psycho, SENSEi itd. Ale poza tym żadnych sukcesów w PlanetStrike nie było. Jak mówiłem, po prostu graliśmy w ESEA Main i szło nam to jak szło. Ale przynajmniej dało mi pewne podstawy jeżeli chodzi o rozumienie gry teamowej.

W tamtym okresie już prowadziłeś?

Nie, wtedy jeszcze nie. Na dobrą sprawę zacząłem dopiero w tym zespole z Polakami. Nie mieliśmy organizacji i nazywaliśmy się BARTOSZE. Czy tam Jeden Bartosz, bo gdy baljs odszedł, to został tylko bnox, czyli jeden Bartosz (śmiech). Tak więc zacząłem wtedy dowodzić poniekąd z musu, bo nie było nikogo innego. Sądziłem, że będę w tym najlepszy ze wszystkich tych osób i powiedziałem “dobra, teraz ja spróbuję”. A w sumie to bnox mi zasugerował, żebym spróbował, więc ostatnio mi powiedział, że to on mnie odkrył. Tak jak każdy kogoś w pewnym momencie odkrył. Ja np. odkryłem fr3nda, chociaż nie wiem, czy mogę tak powiedzieć, bo teoretycznie to Illuminar go odkryło. Najpierw tam dostał szansę, ale nie poszło mu wtedy za dobrze. Niemniej my mu daliśmy kolejną możliwość i okazało się, że jest potężnym graczem.

Jak w ogóle doszło do tego, że z PlanetStrike trafiłeś do polskiego składu? Skąd ci zawodnicy cię kojarzyli?

W sumie wynikało to z tego, że gdy ci gracze byli jeszcze w Pompie, to mieliśmy grać przeciwko nim mecz w ESEA Main. Tam grali wtedy baljs, demho, Master, p1ter i Prism. Ale musieliśmy go przełożyć i z tego powodu dodałem baljsa do znajomych, żeby ustalić z nim nowy termin spotkania. I dlatego też on przy innej okazji zawołał mnie na FACEITA, graliśmy tak od czasu do czasu przez jakiś miesiąc i gdy zaczął się nowy rok, to Prism dostał ofertę od HONORIS. Dlatego też baljs zaproponował, żebym to ja wszedł na jego miejsce.

Od początku wiedzieli, że jesteś polskim Bułgarem?

Tak, raczej wiedzieli. Wiedzieli też, że mówię po polsku, bo ze mną rozmawiali. Dodatkowo p1ter poręczył za mnie, że normalnie można się ze mną komunikować, bo przecież mieliśmy okazję kilka lat wcześniej ze sobą pograć. Ogólnie jednak wyglądało to tak, że po prostu zawołała mnie jedna osoba i tyle. Nikt inny mnie wtedy nie znał, a ja nie znałem nikogo innego.

Jeżeli chodzi o BARTOSZY, to pamiętam, że w rozmowie z moim redakcyjnym kolegą, Marcinem, bardzo chwalił was trener Izako Boars, Hyper. To był ten okres, gdy walczyliście o awans do ESL MP.

To właśnie z Izako Boars przegraliśmy wtedy 0:2.

Tak, ale Hyper stwierdził wtedy, że gracie na tyle dobrze, że z powodzeniem moglibyście rywalizować w ESL MP chociaż nie macie organizacji.

Nie wiedziałem o tym, ale miło mi to słyszeć. Tak w ogóle to już wtedy próbowaliśmy grać poprawnie. Nie chcę nikogo obrażać, ale niektóre polskie zespoły, tzn. miksy czy inne sklejki, prowadzą taktykę tzw. wpierdolu. Po prostu jadą do przodu bez respektu dla nikogo. Czasami to wyjdzie, ale zazwyczaj, gdy grają z kimś lepszym, to nie. My jednak staraliśmy się grać poprawnego CS-a, a przynajmniej tak uważaliśmy. Wtedy prowadził jeszcze baljs, a ja pomagałem od strony przygotowania. I to wychodziło, bo większość z nas miała naprawdę w porządku nastawienie. Już wtedy, gdy wspólnie pracowaliśmy, widziałem, że demho ma duży potencjał. Z kolei baljs jest bardzo pracowitą osobą. Tak naprawdę to bez niego nie mielibyśmy wtedy tych dobrych wyników, nie mielibyśmy szansy, by powalczyć w kwalifikacjach, gdzie inni nas zobaczyli. Gdyby nie on, to ja w ogóle nie grałbym w tym zespole. To osoba, która chce się rozwijać. Powiedziałbym, że jako jedna z niewielu, bo nie znam aż tak dobrze większej liczby graczy. Tak bliżej jeżeli chodzi o etykę pracy i sposób, w jaki grają, pracują i rozwijają się to znam około kilkudziesięciu zawodników, ale baljs to pod tym względem ścisła topka.

A przecież nie jest on już najmłodszy.

Tak, mimo że nie jest najmłodszy i nie jest aż tak znaną osobą jeżeli chodzi o CS-a, chociaż kiedyś grał m.in. w Pompie.

No tak, ludzie, jeżeli w ogóle go kojarzą, to raczej właśnie z Pompy.

Powiedziałbym nawet, że wyłącznie z Pompy. Chociaż teraz zdążył się już trochę pokazać, ale zaczął bardzo późno, bo do CS-a wrócił w wieku 22 czy 23 lat. Wcześniej grał w 1.6 czy nawet na początku w GO, ale potem miał przerwę. Z nim jest zresztą taka sytuacja, że on może pozwolić sobie na to, by poświęcić na tę grę dużo czasu. Poza grą nie ma żadnych istotniejszych obowiązków i myślę, że, mimo iż ma 27 lat, to jeszcze trochę pogra w Polsce na najwyższym poziomie. Mam nadzieję, że uda mu się powalczyć też poza krajem. W tym sezonie ESL MP był on przecież bodajże siódmy pod względem K/D Ratio, a i w ESEA pokazuje się z bardzo dobrej strony. To jest gość, który chce się non stop rozwijać i ciągle myśli o tym, co zrobić, by następnym razem było lepiej. Ja to bardzo szanuję. Naprawdę, jest on chyba jedną z tych osób, które wywarły na mnie największe wrażenie. Zawsze będę o nim mówić w samych superlatywach.

W tamtym czasie, gdy grywaliście jako BARTOSZE, pojawiły się w ogóle jakieś oferty od organizacji? Bo bardzo długo nie mogliście nigdzie zahaczyć.

Rozmawialiśmy z kilkoma organizacjami, ale do niczego nie doszło, bo nie chcieliśmy się wkopać w dłuższy kontrakt bez większych wypłat. Zresztą, dobrze byłoby, gdyby w ogóle była jakaś wypłata, bo pamiętam, że z tym też było ciężko. I to mimo że mieliśmy zamknięte kwalifikacje do ESL MP i dobrze nam w nich poszło. Mieliśmy też slot w ESEA. Wtedy graliśmy już w Advanced, czyli oczko niżej niż Premier i było nawet w porządku. Mieliśmy dobre wyniki, byliśmy w top 10 Polski – chyba na ósmym czy dziesiątym miejscu w rankingu Cybersportu. Nie wiem, dlaczego nie udało nam się wtedy nikogo znaleźć. Ale gdy nie daliśmy rady zakwalifikować się do ESL MP, to baljs dostał ofertę od Pompy, by tam wrócić. No i zaakceptował ją tylko dlatego, że niefortunnie w tamtym okresie demho dostał bana na FACEICIE. Chodziło o kwestię tego soundbuga – wiele osób wtedy wyłapało bany. Jemu też zachciało się usunąć na Overpassie dźwięk pociągu i w efekcie usunął sobie rok z kariery (śmiech). Tak czy inaczej, nie mogliśmy już z nim dłużej grać, bo bardzo wiele rzeczy jest na FACEICIE, a poza tym źle coś takiego wyglądałoby w oczach organizacji. Tym bardziej nikt nie dałby nam szansy. Dlatego więc demho odszedł, podobnie jak baljs. Zostaliśmy więc ja, bnox i Riczi. W takim składzie postanowiliśmy grać dalej i poszukać dwóch nowych.

Wtedy dołączyli do was fr3nd i zaNNN.

Mieliśmy też testy z sanym. Podczas tamtych kwalifikacji zobaczył, że chociaż jesteśmy no name’ami, to gramy dobrze i uznał, że chciałby spróbować z nami pograć. Tak więc pograliśmy trochę, ale ostatecznie nie zgraliśmy się rolami, bo potrzebowaliśmy snajpera. To wszystko jakoś się ze sobą kłóciło i finalnie dołączyli do nas fr3nd i zaNNN. Zaczęliśmy razem grać w ESEA i przygotowywać się do następnych kwalifikacji do mistrzostw Polski. W ESEA szło nam stosunkowo dobrze, a w pewnym momencie wygraliśmy też turniej organizowany przez PACT, pokonaliśmy w finale obecny skład M1. Dostaliśmy za to chyba tysiąc złotych, ale ważniejsze było to, że dostaliśmy możliwość pojechania na bootcamp do gaming house’u PACTU. Tylko że wtedy wykruszył się zaNNN, miał jakieś problemy prywatne, potrzebował przerwy i nie mógł z nami jechać. Dlatego musieliśmy na szybko kogoś znaleźć, by z nim zagrać eliminacje do ESL MP, które miały być za chwilę, a dodatkowo zaczynała się też ESEA i jakieś inne rzeczy. Dlatego też napisaliśmy wtedy do Mikiego. Wtedy był on, jeżeli chodzi o popularność, wyżej niż my.

Miał już za sobą występy w PRIDE i Pompie.

No właśnie, dlatego cieszyliśmy się, że chciał do nas dołączyć. Już wtedy znał się chyba z bnoxem, chociaż wydaje mi się, że kojarzył każdego poza mną. Ale i my się w końcu poznaliśmy, to bardzo w porządku gość, naprawdę dobrze się nam razem grało. Pojechaliśmy z nim na ten bootcamp do PACTU i stamtąd graliśmy. W międzyczasie wygraliśmy jakiś turniej na Esportalu o kilka tysięcy euro, a i na ESEA graliśmy na porządnym poziomie. Miesiąc czy półtora później zaczęły się kwalifikacje do ESL MP, gdzie udało nam się dostać do mistrzostw po zwycięstwie z HONORIS. I powiedziałbym, że od tego zaczęły się nasze kariery – wygrana z HONORIS, awans do mistrzostw Polski. To wszystko zapoczątkowało. Gdyby nie to, to przecież mielibyśmy trzy-cztery miesiące do czasu następnej edycji w plecy i nie wiadomo, co by się wydarzyło gdyby nie to zwycięstwo 2:0. Do dziś pamiętam moje calle na Inferno. W sumie zacząłem callować od momentu odejścia baljsa i demho. Tak więc po trzech miesiącach uczenia się udało mi się pokonać HONORIS i było to bardzo miłe uczucie.

fot. x-kom AGO

W międzyczasie zaczęliście jednak grać już nie jako BARTOSZE, a jako Team Mefron.

To było tylko przez chwilę. Nasz znajomy caster, Mazur, to prowadził, ale finalnie nie udało nam się dogadać jeżeli chodzi o warunki. W międzyczasie odezwał się do nas Maciej Cypryjański, czyli osoba, która wcześniej pracowała w Illuminar czy Kinguin. To on pomógł nam złapać sponsora, którym było Gaminate. To ich reprezentowaliśmy wtedy w zamkniętych kwalifikacjach, a później też w sezonie zasadniczym.

I ostatecznie udało wam się utrzymać oraz awansować do play-offów.

Raczej był to niespodziewany awans. Ale przynajmniej byliśmy mile zaskoczeni.

Od razu po tym, jak udało wam się osiągnąć ten niezły wynik, pojawiło się zainteresowanie Pompy?

Tak, zwrócili na nas uwagę dzięki temu, że mieliśmy dobre wyniki.

Ich ówczesny skład, w przeciwieństwie do was, rozegrał słaby sezon.

Właśnie i dodatkowo mieli dramy z jednym z zawodników. IsAmU wtedy wykłócał się na socialach i ogólnie chciał się pozbyć problematycznych graczy. Zamiast tego wolał postawić na stabilność i wybrał nas. Ale to też udało się ogarnąć przez Macieja Cypryjańskiego, bo oni się znali i komunikowali między sobą. Maciej dużo nam pomógł i na dobrą sprawę ogarnął nam ten angaż. Tak więc w listopadzie rok temu ogłoszono nas w Pompie.

Poza Pompą ktoś jeszcze był wami po tamtym sezonie zainteresowany?

Tak, ale nie pamiętam dokładnie. Jeżeli się nie mylę, to chyba zainteresowanie okazało wtedy Together, chociaż nie jestem pewny, bo to było dość dawno temu i teraz wszystko mi się już miesza. Tak czy inaczej, było kilka ofert, ale Pompa, jak to Pompa – marka. Musieliśmy wybrać tę ofertę. Tylko wtedy Riczi został zabrany do AVEZ, więc musieliśmy znaleźć piątego. Chcieliśmy kogoś, kto gdzieś już grał, żeby znowu nie zaczynać wszystkiego od zera. Ostatecznie zgodził się koyot i wspólny początek mieliśmy dość dobry.

Niemniej po kilku miesiącach zaczął się powolny rozpad waszej drużyny. Najpierw odszedł bnox, potem koyot i wszystko skończyło się tak, że ostatecznie zostałeś tylko ty. To było zaskakujące, bo przecież przy pierwszych odejściach IsAmU zapowiadał, że Pompa powróci odbudowana.

Owszem, były takie plany. Finalnie został przecież fr3nd. Chłopak był rozchwytywany, miał bardzo dużo ofert, ale wraz z IsAmU się dogadali i miał zostać. Dodatkowo ściągnęliśmy też mouza. Ale w pewnym momencie okazało się, że plan na wszystko drastycznie się zmienił, nie wiem, z jakich powodów. Nie powiedziałbym, że stało się to z dnia na dzień, ale mimo wszystko było raczej nagłe. I tyle, koniec, kończymy zabawę. Potem pojawiło się zainteresowanie HONORIS, które chciało przejąć dwóch graczy i to się wydarzyło, Pompa w tym nie przeszkadzała. Ja miałem jeszcze wtedy kontrakt, więc nikt tak naprawdę nie chciał płacić za mnie wykupu. Potem jednak dogadaliśmy się, by rozwiązać tę umowę, bo nie miało sensu, bym sam tam siedział. I tak nie było już żadnego zespołu.

Jaki miał być pomysł na ten skład? Zaczął przecież grać z wami demho, który wrócił z CLEANTmiksu.

Tak, wrócił do nas demho, a dodatkowo sprowadziłem z Niemiec baljsa i to wszystko zaczęło naprawdę dobrze wyglądać. Wszyscy chcieliśmy iść do przodu. Mieliśmy wszystko – zarówno młodych graczy, jak i kogoś, kto grał już na bardzo wysokim poziomie, czyli mouza. Wszyscy chcieli pracować, rozwijać się. Zapowiadało się to bardzo dobrze, ale ostatecznie nie dano nam możliwości, by dłużej razem pograć.

Po tym, jak odbudowa Pompy nie wypaliła, myślałeś pewnie, co dalej. Jakie miałeś wtedy plany, jeżeli chodzi o twoją dalszą karierę?

Wiedziałem na pewno, że chcę w dalszym ciągu prowadzić. A dodatkowo w tamtym okresie już powoli kontaktowało się ze mną x-kom AGO. Zaczęło się od tego, że w maju, czyli wtedy, gdy zaczynaliśmy w Pompie grać z mouzem, pisałem pracę licencjacką o modelach biznesowych w organizacjach esportowych i byłem na rozmowie u Macieja Opielskiego. W ten sposób się poznaliśmy. Pogadaliśmy nie tylko o mojej pracy, ale też ogólnie o CS-ie i wtedy tak naprawdę narodziło się to zainteresowanie. Jeszcze podczas pobytu w Pompie dostałem też ofertę testów w EsportLAB i później, gdy mój skład zaczął się rozpadać, otrzymałem informację “Niczego innego nie podpisuj, jesteśmy zainteresowani”.

Ostatecznie jednak zacząłeś grać z Teamem ESCA Gaming, z którym wziąłeś udział w ostatnim sezonie ESL Mistrzostw Polski.

Tam działało to na takiej zasadzie, że oni nas nie trzymali. Nie jest to przecież żadna największa organizacja w Polsce, a mimo wszystko znaleźli się tam tacy gracze, jak darko, morelz czy Bielany. Raczej nie było tam warunków, by podpisali oni dłuższe kontrakty, więc umówiliśmy się, że ESCA będzie nam po prostu pokrywać koszty. Oni mieli swoje sloty m.in. w PLE, my mieliśmy swoje, bo ESL Mistrzostwa Polski wywalczyliśmy jeszcze z Anglikami, z którymi grałem kiedyś w PlanetStrike, Tak więc mieliśmy ich reprezentować, ale jednocześnie nikt nas tam nie trzymał. Tak się dogadaliśmy i dobrze to wychodziło. Nadal zresztą wychodzi, bo chłopaki wciąż grają w PLE, zaraz będą też brać udział w ESEA. Ogólnie jednak nie trenowaliśmy, bo to z założenia był miks. Próbowaliśmy chwilę trenować z Anglikami, bo wtedy jeszcze w planach było stworzenie zespołu przynajmniej na jakiś czas, ale nie wyszło. Ja już wtedy byłem bardziej pewny tego, że uda się wszystko dopiąć z AGO, a oni nie chcieli z kolei znowu szukać kolejnego gracza, tym bardziej że dopiero co demho został zabrany do Anonymo.

Zatrzymajmy się na chwilę przy Brytyjczykach, bo dox i leaf zaczęli z wami ten sezon ESL Mistrzostw Polski. Ostatecznie jednak zagrali dwa czy cztery mecze i odeszli.

Po tym, jak już demho odszedł, to było nam ciężko grać z dwoma stand-inami. Wcześniej mieliśmy stworzoną pewną strukturę zespołu, ale gdy nie było już demho i prawdopodobne było, że zaraz nie będzie mnie, to nie miało to sensu. Bardziej opłacało się wziąć dobrych, doświadczonych graczy z Polski, żeby powalczyć razem z nimi. No i powalczyliśmy, bo w ESL MP znowu graliśmy w play-offach, a i w PLE też chyba nie jest najgorzej. Tak więc to, że przyszli Polacy, wyszło wszystkim na dobre.

Mówisz, że temat AGO po raz pierwszy pojawił się w maju. Ale mimo to długa chwila minęła do momentu, gdy twój transfer został oficjalnie ogłoszony.

Bo początkowo to był tylko znak, że prawdopodobnie będą mną zainteresowani, że mają na mnie jakiś plany. Ale w międzyczasie mogły się wydarzyć różne rzeczy. Pewnie były takie kwestie, które, gdyby miały miejsce, to moja sytuacja byłaby inna. Ale na szczęście wszystko potoczyło się tak, że finalnie udało się dopiąć ten transfer.

W międzyczasie, gdy czekałeś na znak od AGO, kontaktował się z tobą ktoś, kto chciał cię zaangażować?

Było kilka drużyn. Powiedzmy, że były to ekipy z krajowego top 10-15.

Mi obiło się o uszy, że interesowali się tobą w Izako Boars.

Tak, ale to już pod koniec, gdy już naprawdę byłem zaklepany przez AGO. Wtedy ludzie z Izako Boars zapytali mnie, czy mam podpisany kontrakt. A jako że miałem, to nie było tematu. Ale tak, IB było zainteresowane, a wcześniej, chyba mogę powiedzieć, przewijały się też zespoły typu AVEZ czy Dr Pepper.

AGO od dawna szukało prowadzącego. Były różne próby – Sidney, oskarish itd., ale ostatecznie zawsze kończyło się na Furlanie. Z tego powodu nie miałeś wątpliwości, że przejście do AGO jako prowadzący to niekoniecznie musi być coś na dłuższą metę?

Nie wydaje mi się, by tak było, bo z tego, co wiem, to jest to finalna decyzja, że faktycznie biorą prowadzącego, który chce prowadzić i tak już zostanie. Kiedy przyjdzie odpowiedni moment, przejmę dowodzenie. Wydaje mi się, że to dlatego, że ja naprawdę chcę, bo to tak naprawdę jedyna rola, jaką chciałbym pełnić w zespole. To znaczy, wiadomo, każdy chce być gwiazdą zespołu. Ale jakbym mógł być gwiazdą, to bym nią był. Musiałbym jednak uciąć sobie rękę i zamienić na inną (śmiech). Musiałbym być 16-latkiem z FACEITA z potężnym aimem. Ale ja tak naprawdę lubię mieć kontrolę, co mówiłem już wielokrotnie. Lubię decydować o tym, co się dzieje w meczu i myślę, że mam odpowiednie predyspozycje, które pozwolą mi, by dobrze pełnić tę rolę. Musiałbym najpierw porozmawiać z Furlanem, bo wiem, że fakt, iż musi callować i grać w tym samym czasie, trochę mu przeszkadza. Nie znam konkretów, ale wiem, że będzie mu na pewno łatwiej, jeżeli nie będzie musiał tego robić. Niemniej nie mam żadnych obaw. Nie sądzę, bym miał długo siedzieć na ławce czy też być szóstym graczem. Zobaczymy, jaki będzie dokładnie plan na to wszystko.

fot. x-kom AGO

Miałeś już okazję, by omówić z miniroxem na temat wizji taktycznej, jaką ma na ten zespół?

Tak, ale na razie oni starają się odbudować to, co było wcześniej, żeby mieć już podstawy i móc się dobrze prezentować na najbliższych turniejach, chociażby na V4, które już za kilka dni. Dopiero w momencie, gdy wszystko będzie już na takim poziomie, na jakim było wcześniej, zaczniemy pewnie myśleć, jak można coś zmienić. Albo, gdy już będę wchodził do składu, czy ja w ogóle chcę coś zmienić. Raczej będzie to działać właśnie na takiej zasadzie.

Skoro o tym mowa, to kiedy docelowo masz wskoczyć do składu? Bo od ogłoszenia twojego transferu trochę już minęło, a mimo to nadal nie ma cię w podstawowej piątce.

Minął miesiąc, ale w tej chwili jest taki problem, że odbywają się kolejne turnieje. Z kolei kRaSnaL i mhL są w zespole, grają i trenują o wiele dłużej niż ja. Taki kRaSnaL grał przecież już miesiąc czy dwa przed tym, gdy go ogłosili. Tak więc oni mają już dużo rzeczy ogarniętych i nie byłoby logiczne, żebym już teraz na szybko próbował tam wejść i grać w momencie, gdy przed drużyną ważny i duży turniej lanowy. Lepiej, żeby to oni go rozegrali. A już po tych zawodach, gdy będzie trochę luźniej jeżeli chodzi o oficjalne mecze, to może pojawi się okazja, bym i ja zagrał. Aczkolwiek ogólny zamysł jest taki, bym wszedł do zespołu wraz z początkiem nowego roku.

Będzie was wtedy sześciu i w przeszłości AGO stawiało już na sześcioosobowe składy. Po twoim wejściu ma to właśnie wyglądać w ten sposób, że pojawi się jakaś rotacja?

Raczej nie mogę o tym za bardzo mówić. To jest kwestia planu, jaki jest na tę drużynę na nowy rok. Ale nie mogę nic więcej powiedzieć.

A jeżeli chodzi o ruchy kadrowe, zmiany, to może się u was jeszcze coś wydarzyć?

Nie, nie będzie już raczej żadnych nowych zawodników

Tak czy inaczej, na razie nie gracz w AGO, ale zamiast tego nadal występowałeś w Teamie ESCA w mistrzostwach Polski.

Umówiliśmy się w ten sposób, że pomogę im do końca sezonu. Zresztą i tak wykorzystaliśmy limit zmian, bo przecież wcześniej byli ci Anglicy. Dlatego też nie mogliśmy sprowadzić więcej osób i przez to azizz, który gra teraz z nimi w PLE i ESEA, nie mógł dołączyć. Dlatego to musiałem być albo ja, albo p1ter, a jednak lepiej, żebym to był ja.

Jak sam powiedziałeś, byliście miksem, ale przez długi czas byliście wysoko w fazie zasadniczej i na dobrą sprawę mieliście nawet szansę na awans na finały w Katowicach.

Czy tak naprawdę mieliśmy szansę? Szczerze mówiąc, trudno wygrać mecz best of three przeciwko ułożonemu zespołowi, który gra ze sobą już 2-3 miesiące, kiedy my przychodzimy na dobrą sprawę z niczym. Mieliśmy tylko jakieś zagrywki, które chłopaki sobie ustalili, bo ja nie byłem przy tym nawet obecny. Moje miksowe callowanie to też jest inny rodzaj prowadzenia. Co innego, gdy callujesz sklejką, a co innego, gdy masz do dyspozycji wypracowaną strukturę i możesz pozwolić sobie na więcej. Gdyby każdy z nas miał dobry dzień i gdyby PACT był bardzo wybity z rytmu, to może byłaby faktycznie szansa na wygraną. Ale tak wygląda gra w miksie. Jeżeli źle wejdziesz w mecz, to jest trudno, a my przegraliśmy chyba każdy pistol, każdego pierwszego fulla. Trudno coś zrobić w takiej sytuacji, ale ogólnie szło nam dobrze dzięki temu, jakich graczy mieliśmy.

W pewnym momencie byliście nawet na pierwszym miejscu w tabeli.

Owszem, ale wtedy też szczęśliwie ułożył się dla nas harmonogram. W sumie, gdybyśmy cały sezon rozegrali w polskim składzie, to byłoby inaczej. Może wtedy na początku nie potracilibyśmy punktów, bo wtedy np. z Tarczyńskim zdobyliśmy tylko jedno oczko, co nie powinno mieć miejsca. Później też z kimś, nie pamiętam z kim, straciliśmy punkty. Ale niestety nie było opcji, żeby taki skład grał od początku. A szkoda, bo dobrze nam się ze sobą grało. Każdy był w porządku, nikt nie miał nikomu niczego za złe, gdy coś nie wychodziło. Ja callowałem najwięcej, ale ogólnie każdy dawał pomysły od siebie. Bo to przecież miks – każdy może robić to, co chce.

Niemniej sezon ESL MP już się kończy. Z kolei w PLE i ESEA gra azizz, a ty jeszcze trochę poczekasz na wejście do AGO. Co zatem z tobą w kolejnych tygodniach?

Ta sytuacja jest mi na dobrą sprawę na rękę. Z jednej strony mam okazję, by uczyć się od bardziej doświadczonych od siebie graczy, a nigdy nie miałem takiej możliwości. Dopiero po przyjściu mouza do Pompy mogłem grać z kimś, kto naprawdę przewyższał mnie jeżeli chodzi o wiedzę, ogranie itd. Tak więc teraz mogę po prostu wszystko wchłaniać. A dodatkowo mam studia, które prawdopodobnie przerwę na rok po tym, jak już skończę pierwszy semestr, czyli właśnie w okolicach nowego roku. Dzięki tej przerwie mogę się skupić na innych rzeczach. Ale to też nie jest tak, bo na każdym treningu AGO oczywiście jestem. No, teraz przez dwa dni trochę je opuszczam, uciekam od treningów, ale nadrobię to. Robię te same rzeczy, które robią oni jeżeli chodzi o trening offline, czyli granaty, taktyki itd. Jestem więc gotowy, by w każdej chwili wejść do gry, gdyby pojawiła się taka okazja i raczej się pojawi.

Ale przez jakiś czas będziesz miał okazję, by odpocząć trochę od gry competitive.

Można tak powiedzieć, ale gdy odbywają się oficjalne mecze, to ja i tak biorę w nich udział na takiej zasadzie, że je oglądam. Jeżeli regulamin mi na to pozwala, to na żywo, bo ktoś mi streamuje, np. trener. A jeżeli nie ma takiej możliwości, to śledzę na streamie z delayem, ale też słyszę TeamSpeaka drużyny. Tak więc na dobrą sprawę jestem uczestnikiem tych spotkań i widzę, w jaki sposób chłopaki rozwiązują problemy, jak się do tych meczów przygotowują, jak się nastawiają. I po części pewnie coś mi z tego przychodzi, chociaż wiadomo, że to nie jest to samo, jak gdybym to ja grał.

Jak w ogóle twoje wrażenia z pierwszych tygodni w organizacji? Jakby nie patrzeć, jeżeli chodzi o kwestię standardów to AGO to najwyższa półka w kraju.

Zdecydowanie się nie zawiodłem. To bardzo profesjonalna organizacja, chyba najbardziej profesjonalna w Polsce. Mają swoje biuro, gaming house – taki wielki dom. To wszystko jest bardzo dobrze zorganizowane. Na pierwszym spotkaniu z nowym składem odbyliśmy rozmowę na temat tego, co chcemy osiągnąć, jak to ma wyglądać, w jaki sposób to osiągniemy itd. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony, ale z drugiej strony spodziewałem się tego. To jest dokładnie to, czego spodziewałem się po AGO, czyli wysoki poziom.

Był już chrzest w nowym zespole?

Zależy jak definiujesz chrzest, ale… Coś tam było (śmiech).

Masz już jakieś odczucia jeżeli chodzi o nowych kolegów? Co prawda grałeś chwilę z mouzem, ale teraz trafiasz pomiędzy kilku graczy ze ścisłego krajowego topu, takich jak mhL czy Furlan.

Jest dobrze, ale też nie mam z nimi za dużo do czynienia. Bardziej współpracuję z miniroxem i to on jest osobą, która mnie najbardziej zaskoczyła. Zaskoczyło mnie to, jak dużo pracy wykonują zarówno minirox jako trener, jak i Maden jako preformance coach. Chłopaki wykonują niesamowitą robotę. Ale pewnie ma to też związek z tym, że nigdy nie miałem tak naprawdę trenera, więc nie wiedziałem do końca, czego się spodziewać. Niemniej jeżeli chodzi o największą pozytywną niespodziankę, to był to właśnie sztab trenerski.

O ile pamiętam, to mieliście w Pompie szkoleniowca z Serbii.

Tam działało to bardziej na takiej zasadzie, że był on graczem, który przychodził i mówił nam, co widzi z perspektywy spectatora. Nie do końca więc był on trenerem, bardziej szóstą parą oczu.

Wracając do AGO – biorąc pod uwagę wspomniane standardy, masz trochę poczucie, jakbyś pracował teraz w klubie sportowym?

Czasami da się do odczuć. Mamy terminarz, mamy wiele rzeczy, którymi musimy się zająć (spogląda na telefon). Widzę, że w tej chwili Maden wypisuje nam rzeczy, jakieś ogłoszenia i sprawy do ogarnięcia, więc zaraz, jak tylko skończymy, to się tym wszystkim zajmę.

Tak więc za kilka tygodni powinien nadejść moment, gdy faktycznie wskoczysz do składu. Masz świadomość, że presja będzie wtedy ogromna? AGO to przecież najwyżej notowana drużyna w Polsce, mają Pro Ligę. Będzie się od was oczekiwało, że z miejsca odpalicie. Z taką presją na pewno jeszcze się nie mierzyłeś.

To prawda, ale co mogę zrobić? Jest taka presja? No to jest. Nie mogę się skulić w rogu i zacząć się trząść. Po to gram, żeby mierzyć się z czymś takim, także jako prowadzący. Ktoś niedawno pisał, nie pamiętam, kto, Boombl4 albo nexa, że jeszcze trzy lata temu grał FACEITA z domu, a teraz musi prowadzić zespół w finale Majora. I właśnie po to ja to robię. Żeby była ta presja. I spoko, niech będzie. Presja mi niestraszna.

Obserwuj rozmówcę na Facebooku – Denis „Grashog” Hristov
Śledź autora na Twitterze – Maciej Petryszyn
Tagi: , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Nowa impreza na esportowej mapie Polski. Zapowiedziano Gdańsk Games!

Na esportowej mapie polski pojawiła się zupełnie nowa impreza. Mowa tutaj o Gdańsk Games, które odbędzie się pod koniec tego roku na mogącej pomieścić...