Wykorzystano zdjęcia należące do ESL i DreamHacka

10 najlepszych polskich graczy CS:GO w 2019 roku

Rok 2019 pod wieloma względami nie rozpieszczał fanów polskiej sceny Counter-Strike: Global Offensive. Wbrew nadziejom, które żywili kibice, nikomu nie udało się zapełnić luki powstałej w wyniku ostatecznego rozpadu starego Virtus.pro. Nie dokonał tego ani odmłodzony skład VP, ani też Wiktor „TaZ” Wojtas i jego koledzy, ani też nikt inny. Pojawiały się jednak pomniejsze sukcesy, które wydają się być całkiem sporą rybą na tym bezrybiu. A i sami gracze znad Wisły nierzadko prezentowali się dobrze – co prawda nie zawsze przekładało się to na osiągnięcia drużynowe, ale i tak kilka nazwisk wypadałoby wyróżnić. W tym celu zorganizowaliśmy wewnątrz naszej redakcji głosowanie na najlepszych zawodników minionych dwunastu miesięcy, a efekty prezentujemy poniżej.


Ranking na dziesiątym miejscu otwiera Dominik „GruBy” Świderski, który cały rok 2019 spędził pod banderą x-komu AGO (znanego wcześniej jako AGO Esports). I chociaż 24-latek miewał swoje momenty, to nie da się ukryć, że w porównaniu do roku 2018, gdy uwagę zwróciło na niego nawet Virtus.pro, wyraźnie obniżył loty. Być może wpływ na taki stan rzeczy miały też zawirowania wewnątrz zespołu, który po nieudanym występie w wiosennej edycji ESL Mistrzostw Polski został gruntownie przebudowany. Niemniej GruBy swój fotel zachował i mimo wszystko trudno się dziwić. Wszak nadal mówimy tutaj o względnie młodym zawodniku, który niejednokrotnie udowadniał, iż posiada spory potencjał, także do rywalizacji z najlepszymi. Udział w dwóch Majorach CS:GO nie wziął się znikąd.

W tym roku największym bez wątpienia osiągnięciem AGO było wicemistrzostwo World Electronic Sports Games 2018 i sam Świderski miał w nie ogromny wkład. W Chinach był on przecież najlepszym reprezentantem polskiego zespołu, a samą imprezę zakończył z 253 fragami na koncie – pod tym względem ustąpił tylko trzem innym graczom. Warto jednak zauważyć, że na równie udany turniej GruBy czekał aż do października, tj. do turnieju WarmUP w ramach Polskiej Ligi Esportowej. W Poznaniu ponownie miażdżył swoich rywali, zapewniając Jastrzębiom pierwszy i jednocześnie jedyny lanowy triumf w 2019. Ale problem w tym, że 24-letni zawodnik częściej niż nas do tego przyzwyczaił w przeszłości, zawodził – tak było chociażby przy okazji Games Clash Masters 2019 czy też podczas ostatniego sezonu ESEA Mountain Dew League.


Dziewiąta lokata przypadła w udziale jedynemu przedstawicielowi Actiny PACT, czyli Kamilowi „Sobolowi” Sobolewskiemu. Dla 21-latka był to dopiero pierwszy w karierze pełny rok spędzony na regularnej rywalizacji na podwórku nie tylko krajowym, ale i międzynarodowym. Niemniej wcześniej młody gracz był jednym z kandydatów do miejsca w Teamie Kinguin, a także odbył testy w Virtus.pro. O talencie Sobolewskiego wiadomo było już w czasach, gdy był on związany z Illuminar Gaming, ale dopiero wicemistrzostwo Polskiej Ligi Esportowej i późniejszy triumf w ASUS ROG Join The Republic Challenge 2019 pod okiem Piotra „izaka” Skowyrskiego na dobre otworzył mu wiele drzwi, które pozwoliły znaleźć młodemu graczowi bezpieczną przystań.

Tą okazał się właśnie PACT, który z Sobolem w składzie wygrał pierwszego w swojej historii międzynarodowego lana. Sam zawodnik przy okazji LanTrek 2019 nie wypadł zresztą zbyt dobrze, co było następstwem tego, co towarzyszyło mu przez niemal cały 2019 rok – niemożności ustabilizowania formy. Bywało przecież, że Sobolewski wyglądał naprawdę dobrze. To w dużej mierze dzięki niemu ekipa zatriumfowała w ESEA Advanced, z ciekawej strony prezentował się on też podczas niektórych turniejów eliminacyjnych. Zresztą, mimo wspomnianych wahań i tak był najrówniej prezentującym się członkiem składu, ale rzadko kiedy zbierał pochwały, bo te często padały łupem kogoś innego. Trzeba jednak pamiętać, że mówimy tutaj nadal o młodym i mało doświadczonym strzelcu, niemniej miał on swoje momenty, przez które dziś trudno wyobrazić sobie PACT bez niego.


Na ósmej lokacie znajdziemy pierwszego, ale nie ostatniego przedstawiciela ARCY. Mikołaj „mouz” Karolewski, bo o nim tu mowa, musiał wraz ze swymi kolegami robić dobrą minę do złej gry. Nie było wyjścia, chociaż nie da się ukryć, że problemy ze znalezieniem organizacji na dłużej mocno dały się podopiecznym Mariusza „Loorda” Cybulskiego we znaki. Dla 24-latka nie była to jednak pierwszyzna – wszak przed transferem do Teamu Kinguin w czerwcu 2016 roku nie potrafił on nigdzie na dłużej zagrzać miejsca, opuszczając wraz ze swoimi ówczesnymi składami każdego pracodawcę po góra kilku miesiącach współpracy. Niemniej w TK było inaczej i inaczej miało być też w Aristocracy, ale jak to często bywa, los spłatał figle Karolewskiemu i jego kolegom, skazując ich na ciągłą tułaczkę.

Sam mouz także ma powody do niezadowolenia, bo rok 2019 był dla niego wyraźnie słabszy niż 2018, ale też trudno, by było inaczej – wszak tym razem jego zespół nie sięgnął po żadne międzynarodowe trofeum i na przestrzeni całego roku wygrał tylko dwa znaczące krajowe lany, tj. wiosenne finały ESL Mistrzostw Polski i LOTTO Puchar Zdobywców Pucharów. Impreza ta była także szczytowym osiągnięciem Karolewskiego w ciągu minionych dwunastu miesięcy, za co całkowicie zasłużenie został nagrodzony przez organizatorów tytułem MVP. W międzyczasie bywało jednak różnie. Z jednej strony mieliśmy fatalny występ podczas Good Game League, okraszony eliminacją Aristocracy już w fazie grupowej, z drugiej zaś świetną grę w internetowym LOOT.BET/CS Season 4, podczas którego mouz niemal w pojedynkę eliminował SMASH Esports oraz Unique Team.


Jeżeli mielibyśmy wskazać polski zespół, do którego należała końcówka 2019 roku, bez wątpienia jest nim Illuminar Gaming. Nie dziwi więc fakt, że iHG w naszym zestawieniu doczekało się aż trzech przedstawicieli, a najniżej sklasyfikowanym z nich jest Paweł „reatz” Jańczak. 25-latek dwanaście miesięcy temu został oddelegowany na ławkę rezerwowych Teamu Kinguin i wówczas wydawało się, że jego kariera mocno wyhamuje i na pewien czas faktycznie tak się stało. Przez jakiś czas próbował on swoich sił w miksowym 2k19PL, a potem wziął nawet udział w rozgrywanym w Las Vegas ESEA Rank S Combine 2019, gdzie wspomagał Jamesa „hazeda” Cobba. Niemniej do regularnej gry powrócił dopiero w połowie kwietnia, bo to właśnie wtedy zasilił on szeregi przeprowadzającego małą rewolucję kadrową x-kom teamu.

Tym samym reatz powrócił do żywych i w ciągu kolejnych trzech miesięcy sięgnął po trzy lanowe triumfy. Co jednak szczególnie znaczące, doświadczony gracz był „zamieszany” w zdobycie każdego z nich. Zarówno przy okazji turniejów krajowych, takich jak ESL Mistrzostwa Polski, jak i tych międzynarodowych, jak Games Clash Masters i MEET POINT, Jańczak niezaprzeczalnie błyszczał. Zresztą, wszystkie jego lanowe występy w 2019 roku były co najmniej przyzwoite i jeżeli strzelec gdzieś faktycznie nie domagał, to czasami był to internet. Trudno jednak faktycznie mieć do niego o to pretensje, tym bardziej że wraz z Pawłem „innocentem” Mockiem wyraźnie pomógł x-komowi, a później Illuminar Gaming na dobre zadomowić się w ścisłym krajowym topie, na pewien czas wskakując ze swoim składem nawet na pierwsze miejsce w Rankingu polskich drużyn CS:GO by Cybersport.


Przez Virtus.pro w 2019 roku przewinęło się w sumie ośmiu graczy, ale niewielu z nich pokazało, że jeżeli na kimś opierać budowę ekipy, to właśnie na nich. Jednym z takich wyjątków jest Arek „Vegi” Nawojski, który dwanaście miesięcy temu był jeszcze reprezentantem Actiny PACT i nie był nawet pierwszym kandydatem do gry w VP, bo przecież rosyjska organizacja najpierw testowała Sobola. Dopiero później postawiono na 19-latka i chyba nikt tego nie żałował, bo Vegi nierzadko wspierał osamotnionego wcześniej Michała „MICHA” Müllera, wyraźnie zwiększając siłę ognia w zespole. Zanim jednak trafił w szeregi VP, zafundował PACTOWI pierwszy w historii międzynarodowy lanowy triumf, będąc najlepszym obok Rene „TeSeSa” Madsena uczestnikiem rozgrywanego w Finlandii LanTrek 2019. Półtora miesiąca później był już w Virtus.pro.

Trzeba jednak zauważyć, że Nawojski miał przypadłość typową dla zawodników w jego wieku. Z jednej strony potrafił pod wieloma względami nie ustępować MICHOWI, a czasami nawet prezentować się lepiej niż on, ale z drugiej miewał też sporo przestojów w grze i ogólnych wahań formy, co zdecydowanie nie pomagało w znalezieniu stabilizacji także samym Virtusom. Niemniej nam bardziej w pamięci zapadły te dobre występy, jak mecz z G2 Esports podczas cs_summit 5 czy starcie z mousesports w ramach 5. tygodnia ECS Season 5. To właśnie te momenty pokazywały, że w nastolatku tkwi ogromny potencjał. O ile więc w ogólnym rozrachunku Vegi w żadnym wypadku nie był kimś, kto potrafiłby dźwigać zespół przez cały turniej, tak wielokrotnie wygrywał VP pojedyncze mecze, które w końcowym rozrachunku miały ogromne znaczenie.


Piąte miejsce należy do pierwszego i jednocześnie ostatniego snajpera w naszym zestawieniu. Daniel „STOMP” Płomiński w świadomości kibiców na dobre zaistniał dopiero, gdy Piotr „izak” Skowyrski zabrał go ze sobą na ASUS ROG Join The Republic Challenge w 2017 roku. Potem był transfer do Izako Boars, ale przygoda STOMPA z tą formacją trwała zaledwie kilka tygodni – postanowił on bowiem porzucić karierę esportowca na rzecz bardziej tradycyjnych i jednocześnie pewniejszych form zarobku. Na całe szczęście jednak po dziesięciu miesiącach Płomiński powrócił, zachęcony projektem tworzonym wówczas przez x-kom team. I chociaż potem następowały kolejne, mniej lub bardziej poważne zmiany kadrowe, 25-letni dziś gracz zachował swoje miejsce i trudno się dziwić, biorąc pod uwagę, jak ogromny wpływ ma na grę zespołu.

Wpływ ten widoczny był także w 2019 roku i nie będzie przesadą, gdy stwierdzimy, iż w ciągu minionych dwunastu miesięcy nikt nie dawał większej pewności jeśli chodzi o obsadę karabinu snajperskiego AWP. STOMP rzadko kiedy zawodził, a podczas MEET POINTU czy też jesiennych finałów ESL Mistrzostw Polski był praktycznie nie do zatrzymania. Tak naprawdę cieniem na formę wyborowego strzelca Illuminar Gaming kładzie się jedynie DreamHack Open Atlanta 2019 – wtedy 25-latek zawiódł na całej linii, a jego niedyspozycja uniemożliwiła iHG osiągnięcie upragnionego awansu do play-offów. To jedyne, co możemy zarzucić Płomińskiemu, bo w pozostałych przypadkach jeśli potrzebny był ktoś, kto jednym czy dwoma fragami odwróci losy rundy, to można było liczyć właśnie na niego.


Jak zostało wspomniane już przy okazji mouza, ARCY ma za sobą niezwykle trudne dwanaście miesięcy, ale to właśnie w takich chwilach liderzy powinni brać na swoje barki ciężar odpowiedzialności. Czasami robił to właśnie wspomniany Karolewski, ale częściej w takich sytuacjach bestia budziła się w Karolu „rallenie” Rodowiczu – wszak nie bez powodu 25-latek w przeszłości używał czasami nicku „rallenHulk”. Dziś Rodowicz to absolutna krajowa czołówka jeśli chodzi o wszechstronność i jednocześnie przydatność dla zespołu. Zawodnik, któremu zależy na efektywności, nie efektowności. Ogrom doświadczenia i spokój na serwerze, za którym w 2019 roku szły też liczby. Za podopiecznymi Loorda i tak dość przeciętny jeśli chodzi o osiągnięcia rok, strach więc pomyśleć gdzie byliby oni, gdyby nie właśnie rallen.

Dla niektórych może wydawać się to dziwne, zwłaszcza jeśli skojarzymy fakt, że 25-letni zawodnik zajął w naszym zestawieniu miejsce czwarte, a jeden z jego klubowych kolegów miejsce drugie. Problem polega jednak na tym, że trudno jednoznacznie wycenić całą pracę, jaką rallen wykonywał dla ARCY. To bowiem nie tylko stosunek fragów do zgonów, ale także poruszanie się po mapie, wyczucie gry i inne aspekty dla niektórych niezauważalne. A to właśnie dzięki nim widać, jak bardzo Rodowicz jest ważny dla drużyny TaZa. Nawet jeśli formacji nie szło, to „Hulk” prawie nie zawodził i trudno akurat jego obwiniać o niewielką liczbę złotych medali. Tym bardziej że np. przy okazji wiosennej edycji Polskiej Ligi Esportowej czy też jesiennego sezonu ESL Mistrzostw Polski dawał z siebie naprawdę dużo, ale koledzy nie zawsze przychodzili mu w sukurs.


Za Pawłem „innocentem” Mockiem blisko dwuletnia międzynarodowa przygoda, po której powrócił on na polską scenę. I to powrócił z prawdziwym przytupem, co zapewne jeszcze kilka miesięcy temu nie dla wszystkich było oczywiste. Wszak 26-latek miał za sobą dość średnią przygodę w Sprout, a potem wielomiesięczny okres wegetacji w Tempo Storm. Przez pierwsze miesiące 2019 roku bezskutecznie próbował natomiast znaleźć dla siebie miejsce w miksowym 2k19PL i dopiero kwietniowa oferta od x-kom teamu pozwoliła mu, ponownie jak omawianemu wcześniej reatzowi, przypomnieć o sobie kibicom. A potem pokazać, że nawet dłuższy rozbrat z poważnym graniem nie oznacza jeszcze końca kariery. Nie bez powodu przecież znalazł się on na najniższym stopniu podium naszej listy najlepszych graczy CS:GO 2019 roku.

Posiadający zdecydowanie największe międzynarodowe doświadczenie spośród całego Illuminar, Mocek szybko stał się ważnym punktem najpierw x-komu, a potem Illuminar Gaming. I to na tyle ważnym, że uznano go za jednego z głównych autorów dwóch z trzech tegorocznych triumfów ekipy. Zarówno podczas Games Clash Masters 2019, jak i jesiennych finałów ESL Mistrzostw Polski to właśnie innocent nagradzany był tytułem najbardziej wartościowego zawodnika, notując przy okazji liczby, które w pełni usprawiedliwiały ten wybór. To także on robił wszystko, by przepchać iHG do play-offów DreamHacka Open w Atlancie, ale z dość przeciętnym skutkiem. Ostatnie tygodnie roku to z kolei awans na finałowy turniej WESG i znowu możemy przyjąć, że gdyby nie ważne fragi 26-letniego gracza podczas starć z ARCY czy x-komem AGO, to z biletem do Chin mogło być naprawdę różnie.


Losy pierwszego i drugiego miejsca ważyły się do samego końca, a obaj rywale długo szli ze sobą łeb w łeb. Dopiero rzutem na taśmę i z powodu niewielkiej różnicy punktów tuż za liderem znalazł się Paweł „dycha” Dycha, bez wątpienia największy wygrany 2019 roku, który dwanaście miesięcy temu znany był przecież głównie z uwagi na niezłe występy w nieliczących się na wysokim poziomie Piaście Gliwice Esports czy też Invizy Esport oraz z oskarżeń o cheatowanie. Niemniej w 22-latku dostrzegano talent i dostrzegli go również gracze Teamu Kinguin, którzy z miejsca zaoferowali mu testy w zespole, odrzucając przy tym m.in. wspomnianego wcześniej Sobola. Wówczas nie wszyscy podzielali entuzjazm podopiecznych Loorda, ale koniec końców okazało się, że dycha w ogromny stopniu zwiększył siłę ognia drużyny.

Mimo niewielkiego doświadczenia Dycha bez kompleksów przystąpił do rywalizacji na międzynarodowych serwerach, często będąc najskuteczniejszym członkiem Aristocracy. I chodzi tutaj nie tylko o krajowe turnieje, jak ESL Mistrzostwa Polski czy Polska Liga Esportowa, ale także te międzynarodowe pokroju Games Clash Masters. Niechlubnym wyjątkiem  jest tylko DreamHack Open Summer, podczas którego młody zawodnik bardziej przeszkadzał, niż pomagał swoim kolegom. Ale był to jednostkowy przypadek, który nie może przysłonić faktu, iż pod względem indywidualnym dycha jest dziś jednym z najlepszych w kraju. Główny problem polega na tym, że nie zawsze przekłada się to na grę czysto pod drużynę, niemniej ten mankament można zrzucić na karb małego obycia i przyjąć, iż dycha zdąży nad nim jeszcze trochę popracować.


Gdybyśmy spytali kibiców, kto w największym stopniu jest winien słabej w 2019 roku dyspozycji Virtus.pro, nie mamy wątpliwości, że najmniej osób wymieniłoby Michała „MICHA” Müllera. 23-latek już w pierwszym składzie VP, w którym przyszło mu zagrać, nierzadko starał się brać na siebie odpowiedzialność za fragowanie i za wyniki. Gdy natomiast ponad rok temu rosyjska organizacja postanowiła zbudować nowy zespół, opierając go m.in. na MICHU, ten z miejsca stał się najważniejszym jego elementem. Ile to razy widzieliśmy ten sam obraz – MICHU znacznie wyprzedzający swoich kolegów pod kątem statystyk indywidualnych, próbując tym samym nadrabiać niedobory w grze kolegów. Niemniej i Herkules dupa, kiedy wrogów kupa, bo starania się tylko w kilku przypadkach przekute zostały w rzeczywisty sukces.

Tak było np. przy okazji DreamHacka Open w Atlancie, który Virtusi zakończyli w czołowej czwórce. Trudno też nie odnieść wrażenia, że gdyby w finale V4 Future Sport Festiwal podopieczni Jakuba „kubena” Gurczyńskiego jednak pokonali Tricked Esport, to właśnie MICHU zostałby nagrodzony przez serwis HLTV medalem dla MVP. Oczywiście bywały też momenty, gdy Müller nie domagał i równał do reszty składu, jak np. przy okazji cs_summit 5. Nam w pamięci bardziej utkwiły jednak te momenty, które skłaniały wielu ludzi do próśb, by „Uwolnić MICHA”. Bo większość tych słabszych występów przytrafiła mu się jeszcze w pierwszych miesiącach funkcjonowania trzonu składu, gdy ten dopiero się zgrywał. Potem 23-latek praktycznie już nie zawodził, będąc do bólu skutecznym, ale nierzadko także i efektownym, co w ostateczności przełożyło się na nadany przez nas tytuł najlepszego polskiego gracza CS:GO w 2019 roku.

W artykule wykorzystano zdjęcia należące do DreamHacka (Alex Maxwell) i ESL (Adam Łakomy).

Tagi: , , , , , , , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close
FaZe Clan

Trzy polskie drużyny, trzy miejsca na IEM Katowice 2020

Walka o awans na Intel Extreme Masters Katowice 2020 wchodzi w decydującą fazę. Już dziś ruszają bowiem zamknięte europejskie eliminacje, w których ud...