fot. fb/g5taz

TaZ: Nie chcę kończyć kariery w momencie, gdy nie jestem na szczycie

Kilka tygodni temu zespół o nazwie ARCY definitywnie został rozwiązany, ale mimo to Wiktor „TaZ” Wojtas nie powiedział jeszcze dość. Zamiast tego zapowiedział nowy projekt, który tworzyć będzie przy wsparciu swojego wieloletniego klubowego kolegi, Filipa „NEO” Kubskiego. Dla obu członków legendarnej Złotej piątki będzie to też okazja, by znowu móc regularnie walczyć ramię w ramię na serwerze. Czy obaj od samego początku palanowali znowu zacząć ze sobą grać? Jak będzie wyglądać proces budowania składu? I czy TaZ rozmyślał już na temat swojej emerytury i tego, co będzie na niej robić. M.in. o tym, ale także o ostatnich dwóch latach porozmawialiśmy z samym zainteresowanym.


Maciej Petryszyn: Gdy przed kilkoma tygodniami, tuż po tym, jak ogłosiłeś zakończenie projektu ARCY, chwilę rozmawialiśmy, to przyznałeś, że przed udzieleniem wywiadu musisz sobie wszystko dokładnie przemyśleć, przetrawić. Teraz jednak rozmawiamy, więc to oznacza, że poukładałeś sobie już te wydarzenia w głowie?

Wiktor „TaZ” Wojtas: Można powiedzieć, że wszystko, co wydarzyło się za czasów ARCY czy Kinguin, zostawiam za sobą. Tak jak zresztą pisałem w swoim noworocznym oświadczeniu, nie ma co tego rozpamiętywać. Wydaje mi się, że trzeba wziąć z tego to, co najlepsze – całe to doświadczenie, które sprawia, że czegoś się uczymy. Ja na pewno sporo się nauczyłem. Uważam też, że zrobiłem wszystko, co było w mojej mocy, aby ta drużyna mogła skupić się na wygrywaniu.

Zakładam, że gdy odchodziłeś z Virtus.pro i wracałeś do kraju, to miałeś pewne założenia co do tego, co chciałbyś osiągnąć wraz z nowym zespołem. Czy więc przynajmniej część tych założeń udało ci się przez te dwa lata faktycznie osiągnąć?

Moment, gdy zostałem odsunięty od Virtus.pro, to był dla mnie bardzo trudny okres. Natomiast jeśli chodzi o mój cel, to chciałem udowodnić, iż jestem w stanie zbudować drużynę, która będzie rywalizować na scenie międzynarodowej. Sam skład Kinguin był projektem dwuletnim – zakładałem, że potrzebujemy dwóch lat, by zobaczyć, gdzie dojdziemy. Pierwszy rok miał być rokiem rozpoznawczym na scenie – miałem wtedy zespół, miałem chłopaków, których wcześniej oglądałem i widziałem ich potencjał. Zakładałem wtedy, że wygramy ewentualnie jeden jakiś mniejszy międzynarodowy turniej i o dziwo się udało. Ale to było za mało dla organizacji i wszystko zaczęło się sypać. Można oczywiście powiedzieć „ciekawe, jakby się to potoczyło dalej”, ale ja jestem w miarę zadowolony, bo jednak cele, które sobie postawiłem, moje oczekiwania, w pewnym sensie były spełnione. Jednak zawsze celuje się w czołówkę i przez to nie byłem w stanie uciec od rozczarowania, gdy przegrywaliśmy na większych turniejach.

Tak naprawdę twój zespół przez długi czas był twarzą Teamu Kinguin i potem, gdy organizacja zmieniła się w devils.one, nadal tak było. Zakładam więc, że skoro ostatecznie odeszliście, to musiały pojawić się jakieś pola, na których się nie dogadywaliście. Ciekawi mnie jednak, czy te ewentualne zgrzyty zaczęły się jeszcze za czasów Kinguin, czy dopiero po przeobrażeniu projektu w DV1.

Po prostu przyszedł moment, gdy Kinguin chciało zmienić swoją filozofię sponsorowania drużyny. Ta filozofia z kolei nie do końca pasowała drużynie i dlatego wszyscy poszli w swoją stronę.

Często się mówi, że „mądry Polak po szkodzie”, czy więc z perspektywy czasu nie sądzisz, że decyzja o odejściu z devils.one mogła być zbyt pochopna? Gdybyście przetrawili te wszystkie rzeczy, które były kością niezgody, wszystko mogłoby się potoczyć dla waszego zespołu zupełnie inaczej i być może lepiej?

Ten temat jest dość prosty, bo wydaje mi się, że wtedy nie było innego rozwiązania. Mówienie o tym, że to była zła decyzja, że powinniśmy byli zostać, też nie jest do końca fair. Taki był nasz wybór, jesteśmy dorośli i trzeba z tym żyć. Nie ma co żałować tego, co się zrobiło.

W pewnym momencie sporo plotkowano, już po waszym odejściu, że jednak rozważacie powrót, że jest taka możliwość. Faktycznie kiedykolwiek na ten temat nawet jakieś luźne rozmowy, czy nie braliście tej opcji pod uwagę?

Nie było takich planów. To były tylko plotki.

A wasze odejście było odejściem całkowicie w nieznane, bez żadnego zabezpieczenia? Czy też otrzymywaliście jakieś sygnały od innych organizacji, że gdy odejdziecie, to ktoś was przygarnie?

Odejście z devils.one było wyłącznie kwestią wiary w drużynę. Wówczas nie było żadnych przesłanek ku temu, że znajdziemy nową organizację, że ktoś się nami zainteresuje. Po prostu bardzo mocno wierzyliśmy w tę drużynę, wierzyłem, że sobie z tym poradzimy.

Tak czy inaczej, odchodząc, mieliście już pewną pozycję – w kraju bardzo wysoką, za granicą z uwagi na pojedyncze sukcesy i twoją osobę też was kojarzono. A jednak patrząc z boku, można było odnieść wrażenie, że organizacje jednak się o was nie zabijają. Nawet fakt, że zdecydowaliście się na dość nieoczywisty mariaż z Codewise, może wskazywać, że tych ofert nie było wcale tak wiele.

Faktycznie jeśli chodzi o naszą drużynę, to nie było zbyt dużego zainteresowania. Co prawda pojawiło się kilka ofert, ale nie było to nic konkretnego. Natomiast Codewise było najbardziej konkretne i przedstawiło najlepsze warunki.

Niemniej pewnie już wtedy te wszystkie zawirowania w sporym stopniu wpłynęły na was jako na zespół.

Nie da się ukryć, że miało to dość znaczący wpływ. Wszystkie te organizacyjne zawirowania na pewno odcisnęły swoje piętno, ale za czasów innych składów, w których grałem, Złotej Piątki i Virtus.pro, kiedy tak naprawdę jeszcze w ogóle nie było pieniędzy, potrafiliśmy sobie z tym poradzić. Nie powinno to więc być żadnym usprawiedliwieniem dla złych rezultatów drużyny.

Zakładam, że tak jak wy liczyliście na to, że w Codewise znajdziecie stabilizację, tak sama organizacja zapewne liczyła na więcej sukcesów. Mówiąc wprost, liczyła, że zaczniecie się jej po prostu spłacać.

Do podpisywania umowy z Codewise podeszliśmy z jasnym przesłaniem, że drużyna dopiero wychodzi z nieciekawego etapu, podczas którego były perturbacje z organizacją, i dlatego będzie potrzebny czas na to, by ją odbudować. Mój plan był roczny, ale pojawiły się komplikacje i skończyliśmy współpracę. Nie ma co jednak tego rozdrapywać, wina leży po dwóch stronach.

Kiedy w ogóle dowiedzieliście się, że to koniec współpracy? Informacja do wiadomości publicznej została przekazana pod koniec listopada, ale mówiono o tym już od dłuższego czasu.

Nie jest to nic na tyle ważnego, by o tym rozmawiać <śmiech>.

fot. ESL/Jak Howard

W tym okresie pełnym problemów, ciągłej niepewności itp. nie pojawiały się myśli, by już wtedy zakończyć ten projekt wcześniej i spróbować czegoś innego?

Trudno mi powiedzieć, w jakim stanie była drużyna – czy jej stan był ciężki, czy nie. Jestem osobą, która zawsze walczy do końca i starałem się to za wszelką cenę ułożyć. Wszyscy się staraliśmy, a to, że nam się to po prostu nie udało, to już inna historia. Nie lubię jednak rozmyślać o tym, że były jakieś problemy, że drużyna powinna zostać rozwiązana wcześniej itp. Po prostu próbowaliśmy z tym walczyć, nie udało nam się i już.

Wewnętrzne problemy, z którymi się mierzyliście – jesteś w ogóle w stanie określić ich źródło?

Szczerze ci powiem, że nie wiem, jakie było ich źródło. Możliwe, że miało to związek z problemami z organizacją, możliwe, że chodziło o problemy ze wsparciem, a może pojawiły się oferty z zewnątrz dla niektórych zawodników. Dla mnie liczyło się to, że budziłem się rano i starałem się to wszystko ułożyć, robić, co w mojej mocy, byśmy wygrywali. Oczywiście mam swoje przemyślenia i wnioski, ale nie chcę dzielić się nimi publicznie.

Więc odeszli dycha i MINISE, a po pewnym czasie na stałe dołączyli do was NEO i hades. Ciekawi mnie jednak, co wydarzyło się między tym wszystkim, czy w międzyczasie nie braliście pod uwagę rozwiązania zespołu?

Drużyna borykała się z problemami od dłuższego czasu, były próby ratowania sytuacji, jednak zabrakło chęci. Moje założenie było takie, że Filip będzie nam pomagał jako stand-in, będzie nas wspierał, by załatać dziurę w składzie. Natomiat jeśli chodzi o przyjście hadesa, to już nie było łatanie żadnych luk, ale plan na przyszłość. Od dłuższego czasu wiedziałem, że Olka stać na sporo i jestem bardzo ciekawy, jak rozwinie się jego talent.

Wspomniałeś wcześniej, że być może pojawiły się oferty dla innych graczy, o których nie wiesz. Z kolei niedawno podczas wywiadu z Weszło dycha zdradził, że miał ofertę z Virtus.pro i chciał wziąć ze sobą rallena. Wiedziałeś o tym, czy dowiedziałeś się dopiero po fakcie?

Tak naprawdę dowiedziałem się o tym jakiś czas później. Wiedziałem, że coś jest nie tak, natomiast dopiero po jakimś czasie dowiedziałem się, jak wyglądała sytuacja – że była jakaś niezobowiązująca rozmowa czy jakieś zapytania. Na pewno zrobiło to mocny zamęt w drużynie.

Gdy pojawił się temat transferu, to rozmawiałeś o tym z dychą, rallenem lub kimś z Virtus.pro? Ingerowałeś w te sprawy czy wyłącznie się temu przyglądałeś?

Nie rozmawiałem na ten temat z zawodnikami. Dla mnie w ogóle dziwne było, że taką propozycję rozważali, bo w tamtym czasie byliśmy zdecydowanie lepszą drużyną niż Virtus.pro. Jednak to po prostu decyzja rallena i dychy, a nie moja, dlatego też wyszedłem z założenia, że nie będę nikogo do niczego przekonywał na siłę. To musi wyjść od zawodników – oni muszą chcieć. Jeśli oni nie chcą, to nie ma to sensu.

A jak wyglądała kwestia ściągnięcia NEO – od początku zakładaliście, że będzie z wami dłużej?

To pierwotnie było wyłącznie założenie tymczasowe. Nie planowaliśmy dłuższej gry razem.

Co więc się zmieniło, że ta współpraca trwała dłużej?

Po pewnym czasie zauważyłem sporą różnicę, jak chodzi o jakość gry. 13 czy 14 lat wspólnej gry sprawiło, że świetnie się rozumiemy zarówno na serwerze, jak i poza nim. Gra z Filipem sprawia mi też całe mnóstwo przyjemności. Dzięki temu wszystkiemu wiem, że ta gra razem może dać dużo więcej i to nie tylko od strony wyników, ale także od strony zabawy. NEO to dla mnie partner na dobre i złe. Grając z nim, wiem, że on trzyma moje plecy. Wiem, że mam wsparcie u Filipa.

Były jakieś długie dyskusje, które miały na celu przekonanie go do powrotu z „emerytury”?

Przekonanie go do tego było dość łatwe i to zarówno z jego strony, jak i z mojej. Mieliśmy bardzo podobne odczucia, przynajmniej ja to tak odebrałem. Najlepiej byłoby jednak oczywiście zapytać o to Filipa, bo on może najwięcej powiedzieć.

W oświadczeniu wspomnieliście, że musieliście „przepracować” pewne rzeczy. O co dokładnie chodzi?

To wszystko jest związane z moim odejściem z Virtus.pro. Mi bardzo trudno było się pozbierać w tamtym okresie i musiałem sobie to wszystko poukładać.

A fakt, że wasz nowy projekt nie będzie funkcjonował pod nazwą ARCY, świadczy o tym, że to, przynajmniej dla Ciebie, takie symboliczne zakończenie jakiegoś etapu życia?

Chcemy stworzyć z Filipem projekt o bardzo wysokiej jakości zarówno sportowej jak i organizacyjnej. Będąc tyle lat na scenie mieliśmy okazję zobaczyć i doświadczyć naprawdę dużo – zarówno dobrego jak i nie. Chcemy by to, nad czym teraz pracujemy, było suma naszych najlepszych doswiadczeń.

Szumne zapowiedzi.

Oczekujcie!

Rozważaliście zaangażowanie jeszcze innych osób w ten projekt? Na przykład pashę?

No comment.

A ze strony Filipa?

Nie mogę zdradzić tej tajemnicy.

Pytam o Jarka nie bez powodu. Ostatnio coraz częściej pojawiają się głosy, między innymi z uwagi na ponowne połączenie sił przez byłych graczy NiP-u, że fajnie byłoby zobaczyć reunion Złotej Piątku lub Virtus.pro z najlepszych lat.

Oczywiście, ludzie chcieliby zobaczyć stare Virtus.pro. Sporo jest takich komentarzy, to fakt, ale nie wiem, czy to jest możliwe.

A ty chciałbyś czegoś takiego?

Niech to będzie tajemnica.

Wróćmy do tematu hadesa. Jak wygląda aktualnie jego sytuacja, bo AVEZ ma już pełny skład. Można założyć, że, oprócz Ciebie i NEO, Olek na pewno będzie członkiem waszej nowej drużyny?

Chcemy od początku wdrażać wartości fair play i dbać o etykę zarówno wobec naszych kolegów, zawodników, ale także potencjalnych partnerów i sponsorów – dlatego na tym etapie nie mogę jeszcze udzielić konkretnej odpowiedzi.

A jesteś w stanie zdradzić chociaż to, jak wygląda jego sytuacja kontraktowa?

Wszystko pod kontrolą.

Co na ten moment możesz powiedzieć o projekcie? Zdecydowaliście już, jaka będzie jego formuła?

Na chwilę obecną powiem tylko, że projekt jest w budowie.

Jak wygląda kwestia sponsorów lub partnerów projektu? Pojawiły się firmy, które chciałyby was wesprzeć?

Rozmowy trwają. Dbamy jednak o poufność ustaleń biznesowych i komfort nasz i potencjalnych partnerów.

fot. fb/g5taz

Można się spodziewać, że graczy wybierać będziecie w formie tryoutów czy w jakiś inny sposób, np. tworząc drużyny, jak to ma miejsce w ARRMY od piratesports.

Co warto zaznaczyć w tym miejscu, to że nasz projekt nie powstał w wyniku natchnienia jakimś innym projektem, który aktualnie działa w Polsce. To bardziej wyjście moje i Filipa naprzeciw temu, co razem zaobserwowaliśmy, a z czym nie chcemy mieć za bardzo styczności. Mam tu na myśli troszkę zdrowsze podejście do gry i fun. Nie chcemy, żeby ludzie, którzy z nami grają, robili to na siłę. Najważniejszym motorem napędowym, który tworzy zawodnika, i który musi mu towarzyszyć przez jego całą karierę, jest chęć rozwijania się i wygrywania. Dla mnie i dla Filipa to jest główne natchnienie – chcemy stworzyć podwaliny pod przyszłość młodych zawodników, bazując na głodzie wygrywania i pracy z uśmiechem na twarzy. Oczywiście też odpowiednio wynagradzając zawodników za ich pracę i osiągnięcia.

Czyli chcecie wyłapać nowych, młodych zawodników.

Tak, założenie od razu było takie, że chcemy budować drużynę na młodych graczach, że jesteśmy gotowi poświęcić trochę czasu na ich rozwój. Chcemy mieć w drużynie gości, którzy kładą się spać głodni i wstają głodni. Głodni sukcesów i wygrywania. Bez tego nie ma mowy ani o wygrywaniu, ani o pieniądzach czy sukcesach.

Z Filipem będziecie nad wszystkim pracować razem czy istnieje jakiś podział obowiązków?

Sztywnego podziału obowiązków nie ma. W naszej relacji z Filipem fajne jest to, że mamy swobodę np. jeśli chodzi o zmienianie się rolami w CS-ie czy przekazywanie sobie dowodzenia. Z tego powodu nie chcemy stawiać sobie barier na samym początku. Najważniejsze jest to, żeby znaleźć komfort. I to nie tylko nasz, ale także tych młodych graczy. Na tym się skupiamy – szukamy tego komfortu i później zaczniemy myśleć o wdrażaniu dalszych kroków naszego planu. Nie planujemy wprowadzenia podziału ról między mną a Filipem. To partnerstwo oparte na prostej zasadzie – robimy wszystko razem, w zgodzie.

Projekt będzie wyłącznie drużyną czy dacie społeczności coś więcej?

Pewnie domyślasz się, że to wszystko zmierza w stronę drużyny i na chwilę obecną tyle mogę Ci powiedzieć. <śmiech>

Założyliście sobie jakieś ramy czasowe dotyczące na przykład tego, kiedy powstanie pełnoprawna drużyna?

Taka pełnoprawna drużyna ze mną i Filipem powstanie dość szybko, natomiast na same wyniki i ocenę dyspozycji drużyny dopiero przyjdzie czas. Pierwsze trzy miesiące będą miesiącami rozeznania i skupienia na budowaniu tej drużyny. To także ciągła praca i rozwój. Na tym pierwszym etapie to my wybierzemy graczy, którzy będą z nami współpracować. Próbujemy podjąć teraz najlepsze decyzje, ale tylko w grze sprawdzimy dopasowanie zawodników i będziemy mogli wspierać ich rozwój – indywidualny i drużynowy. Podejrzewam, że w ciągu sześciu miesięcy drużyna zacznie działać na pełnych obrotach.

Czy planujecie zbudować jakiś sztab szkoleniowy lub po prostu zatrudnić trenera do drużyny?

Jeżeli chodzi o trenera, to na pierwszym etapie go nie będzie. Tę fazę mamy zaplanowaną troszkę inaczej.

Czyli nie wykluczacie zatrudnienia trenera w przyszłości?

Nie, istnieje możliwość zatrudnienia go, ale dopiero później.

Wiesz, aktualnie wolni są chociażby Loord i kuben.

Mam nadzieję, że niebawem znajdą nowe drużyny.

Po rozpadzie ARCY pisałeś, że nie zamierzasz kończyć z CS-em. Rozumiem zatem, że dalej czujesz głód wygrywania i adrenaliny?

Mój głód gry w ogóle nie słabnie. Mam głód nie tylko gry, ale i pracy. Chcę nadal poświęcać swój czas na rozwój nie tylko naszej drużyny, ale całej sceny.

Duży wpływ na moją decyzję miało to, że zacząłem znów grać z Filipem. Dało mi to dodatkowe paliwo i masę frajdy z samej rozgrywki, przez co decyzja o tym, że chcę kontynuować swoją karierę, była dużo łatwiejsza. Ja też należę do tych osób, które bardzo trudno zniechęcić. Kocham grać w Counter-Strike’a, kocham tę grę. Nie chcę kończyć kariery w momencie, gdy nie jestem na szczycie, a uważam, że wiek jest tylko liczbą i jeszcze niejednemu udowodnimy, jak mocny może być polski Counter-Strike i jak mocny może być NEO czy TaZ.

Czyli rozumiem, że gdyby nie to, że ponownie zeszliście się z Filipem, mógłbyś już rzucić rękawicę?

Nie wiem, co by się wydarzyło, gdybyśmy nie zaczęli grać z Filipem nawet w roli stand-ina, natomiast wiem, jak jest. Wiem, że gra toczy się dalej, jesteśmy głodni sukcesów i znajdziemy chłopaków, którzy też czują ten głód, którzy mają talent. I zabawa będzie trwała.

Jesteś w stanie powiedzieć, czy to jest Twój ostatni projekt, w którym bierzesz udział? W sensie czy już poświęcasz się w całości temu, czy jeszcze bierzesz pod uwagę możliwość powrotu do roli typowego gracza – nie kogoś, kto organizuje projekt, nie kogoś, kto współdziała w organizacji, tylko jest graczem i walczy tylko o wyniki, nie martwiąc się o inne rzeczy.

Ogólna wizja całego projektu jest taka, że my się skupiamy na graniu. Różnica jest taka, że my będziemy decydowali o tym, jak to wszystko będzie wyglądało. Nie będziemy działać pod presją organizacji czy sytuacji finansowej. Będziemy poddawani tylko presji naszych własnych oczekiwań i głodu wygrywania. To będzie nami kierowało i nic innego. To jest właśnie piękne, że będziemy w stanie w stu procentach skupić się na grze. Ten projekt nie działa tak, że nie będziemy mogli oddać się grze, to wszystko działa odwrotnie. Właśnie dzięki temu, że stworzymy ten projekt, będzie nam łatwiej wreszcie skupić się na grze.

Nawiązując do tego, co mówiłeś, że wszystko zależy od was i wy podejmujecie decyzje – ilu ludzi w ogóle stoi za tym wszystkim poza tobą i Filipem?

Mamy bardzo mocny sztab, który będzie odpowiadał za stronę biznesową oraz za stronę kreatywną projektu i w żaden sposób nie będzie to wpływało na nasze zaangażowanie w grę. Wiemy, że mamy osoby, na których możemy w stu procentach polegać.

Wracając jeszcze do twojego głodu gry – ciekawi mnie, czy zastanawiałeś się nad tym, co będzie później? W końcu nadejdzie moment, w którym odwiesisz myszkę na kołek i dasz sobie spokój z graniem.

Na pewno będę streamował, to jest w planach, nie wiem, czy zostanę streamerem, o tym będzie musiała zadecydować szersza publika. Natomiast chcę zostać w esporcie, nie wiem jeszcze, gdzie dokładnie. Ostatecznie mogę wcielić się w rolę komentatora, mam w tym doświadczenie i nie byłoby to dla mnie problemem. Chciałbym jednak lepiej wykorzystać swoje doświadczenie. Teraz myślę o grze, w przyszłości będę chciał działać szerzej. Myślę o tworzeniu nowych projektów, które będą w stanie rozwijać młodzież, pomagać wszystkim dzieciakom będącym w sytuacji, w której ja sam byłem, gdy zaczynałem swoją przygodę z esportem.

Śledź rozmówcę na Twitterze – Wiktor „TaZ” Wojtas
Śledź autora na Twitterze – Maciej Petryszyn
Tagi: , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

PGS: Berlin przełożony ze względu na koronawirusa

Rozprzestrzeniająca się epidemia koronawirusa coraz bardziej wpływa na zmagania esportowe rozgrywane na całym świecie. Ze względu na malejące bezpiecz...

>