fot. ESL

On tam grał?! – GuardiaN w Virtus.pro

Historia Counter-Strike’a nie ogranicza się tylko do wersji Global Offensive. Sięga ona o wiele bardziej zamierzchłych czasów, gdy szybki internet był tylko luksusem, a furorę wśród młodych ludzi robiły kafejki internetowe – w sumie daje nam to około dwudziestu lat, w których trakcie działo się wiele. I to tak wiele, że o wielu rzeczach możemy już zwyczajnie nie pamiętać i nie zdawać sobie sprawy, że gracz, którego, zdawałoby się nam, znamy, w przeszłości związany był z ekipą, z którą sami nigdy byśmy go nie powiązali. Wtedy pozostaje nam tylko zakrzyknąć „On tam grał?!”. I właśnie taką nazwę nosić będzie cykl, w którym przez kilka tygodni będziemy przypominać o wpisach w CV niektórych graczy, których niekoniecznie musimy być świadomi.

O krok od końca kariery

Mimo że Ladislav „GuardiaN” Kovács pochodzi ze Słowacji, to pierwsze poważne kroki w swojej karierze stawiał pod banderą brytyjskiej organizacji. Na początku 2009 roku 17-letni wówczas zawodnik związał się bowiem z Reason Gaming, wraz z którym wziął udział w kilku turniejach Counter-Strike’a: Source. Co więcej, odniósł on nawet pewne sukcesy, wygrywając m.in. dwie edycje Multiplay Insomnia oraz DreamHack Winter 2009. Jak jednak wiemy, Source nigdy nie osiągnął na esportowej scenie popularności wersji 1.6. Wobec tego także przygoda Kovácsa z pro sceną nie nabierała zbytniego rozpędu. Wszystko zmieniło dopiero pojawienie się edycji Global Offensive. Wtedy też Słowak nawiązał współpracę najpierw z serbską organizacją myDGB, z której on i jego ówcześni koledzy, w tym m.in. Tomáš „oskar” Šťastný, przenieśli się do 3DMAX. I chociaż pod banderą fińskiej formacji nie podbił on świata, to udało mu się nawet pojechać na katowickie finały ESL Major Series One Spring 2013.

Spore nadzieje GuardiaN wiązał z TCM-Gaming, do którego trafił później. I trudno się dziwić, bo pod tym tagiem razem z nim grali m.in. Dimitrios „stavros” Smoilis oraz Richard „shox” Papillon. Problem w tym, że ten drugi stale snuł marzenia o powrocie do ojczyzny. – Papillon to mój bardzo dobry przyjaciel. Przez ostatnie lata utrzymywaliśmy regularny kontrakt i dobrze się dogadywaliśmy. Wszystko zależy jednak od shoxiego, który czeka na ofertę z VeryGames. Byłbym zadowolony, gdyby z nami został, bo gra w międzynarodowym składzie to dla mnie nowe doświadczenie – mówił Kovács jeszcze w kwietniu 2013 roku. I chociaż w kolejnych tygodniach ekipa prezentowała się lepiej niż dobrze, wygrywając dwa turnieje kwalifikacyjne oraz jedną imprezę online, to ostatecznie Papillon faktycznie dołączył do VeryGames. Wtedy też w głowie młodego gracza ze Słowacji pojawiły się myśli o odwieszeniu myszki na kołek. – Czas na zakończenie kariery. Ale poczekam jeszcze kilka miesięcy na jakieś dobre oferty i jeżeli żadna się nie pojawi, wtedy odejdę – zapowiedział wówczas. Czy faktycznie nosił się on z zamiarem odejścia od CS-a? Tego nie było okazji sprawdzić, bo już po trzech tygodniach od tego wyznania Słowak zaczął przywdziewać barwy Virtus.pro.

Virtus.pro, którego skład prezentował się w tamtym momencie następująco:

  • Mihail „Dosia” Stolyarov
  • Sergey „Fox” Stolyarov
  • Emil „kucher” Akhundov
  • Kiril „ANGE1” Karasiow
  • Ladislav „GuardiaN” Kovács

Dobry początek, szybki koniec

Niemniej przenosiny początkowo nie były permanentne. Pod koniec maja 2013 roku GuardiaN został dokooptowany do drużyny Virtusów tylko na czas trzeciego etapu eliminacji do ESL Major Series One Summer 2013. Zajął on wówczas miejsce Daurena „AdreNa” Kystaubayeva, który zmagał się z problemami sprzętowymi i nie było do końca pewne, kiedy znowu będzie zdolny do gry. Wydawało się jednak, że Kazach na dniach dołączy do przebywających na zgrupowaniu w Kijowie kolegów i na tym temat zastępstwa się zakończy. Tym bardziej że Virtus.pro z Kovácsem w składzie finalnie odpadło z rozgrywek w trzeciej rundzie, pechowo przegrywając 14:16 z VeryGames. – Odpadamy z turnieju, ale mogę powiedzieć, że gra z tymi facetami była świetnym doświadczeniem. Udało nam się pokonać kilka czołowych zespołów i polegliśmy dopiero z VeryGames. Następnym razem będzie o wiele lepiej – pisał 22-letni gracz. No bo „następny raz” rzeczywiście się pojawił i rzeczywiście był też lepszy. Przy okazji FACEIT Cup May 2013 podopieczni rosyjskiej oranizacji swojego pogromcę znaleźli dopiero w finale, uznając wyższość mocarnego Ninjas in Pyjamas. Dwa dni później GuardiaN był już pełnoprawnym członkiem drużyny.

To nie jest dla mnie zbyt radosny dzień. Dziś postanowiłem opuścić Virtus.pro. Przykro mi, że nie mogłem tu zostać, ale jednocześnie chciałbym podziękować VP, całemu sztabowi i naszym kibicom, którzy pomogli mi osiągnąć rzeczy, których najbardziej pragnąłem. Chcę też podziękować moim kolegom z zespołu, którzy zrozumieli moją decyzję i poparli ją. Chcę przeprosić wszystkich tych, których zawiodłem, ale jestem pewny, że chłopaki nadal będą grać dobrze. Życzę powodzenia GuardiaNowi, który będzie odpowiednim następcą – ogłosił 2 czerwca 2013 roku AdreN. Nie było jednak czasu na rzewne pożegnania i powitania, bo Virtusi kontynuowali walkę o finały letniej edycji ESL Major Series One i jednocześnie przygotowywali się do lanowego debiutu z nowym nabytkiem, którym miał być DreamHack Summer 2013. I o ile w tym pierwszym przypadku słowacki zawodnik wypadł przeciętnie, tak w Jönköping był on jedną z wyróżniających się postaci, przyczyniając się do awansu składu do półfinału, w którym VP ponownie napotkało opór ze strony NiP-u. Zgodnie z oczekiwaniami świeża krew wniosła do drużyny nową siłę ognia, która później pozwoliła stanąć na najniższym stopniu podium StarLadder StarSeries VI oraz zdobyć wicemistrzostwo ESL Major Series One Summer 2013. Podczas tej drugiej imprezy młody snajper pokazał się z bardzo dobrej strony, notując m.in. taką akcję:

Zapowiadało się więc, że GuardiaNa w Virtus.pro czeka długi i owocny w sukcesy czas, stało się jednak inaczej. 18 lipca 2013 roku, niespełna półtora miesiąca po tym, jak słowacki zawodnik dołączył do zespołu, działalność sekcji CS:GO została zawieszona za sprawą odejścia czterech pozostałych graczy. – Zawodnicy z CIS odpuścili Virtus.pro, łamiąc dane wcześniej słowo dla kilku dodatkowych dolarów pensji oraz mglistych perspektyw związanych z nową drużyną: Astana Dragons. Pozostał tylko GuardiaN i wówczas rozważaliśmy całkowitą likwidację sekcji mimo tak dużego wysiłku oraz pieniędzy, jakie włożyliśmy w jej działalność. Zaczęliśmy tracić chęć do dalszego działania – przyznał po kilku latach założyciel organizacji, Anton Cherepennikov. Co ciekawe, finalnie okazało się, że byli reprezentanci VP podjęli fatalną w skutkach decyzję, gdyż projekt o nazwie Astana Dragons przetrwał tylko kilka miesięcy i pod koniec roku gracze zaczęli wyrażać chęć powrotu pod skrzydła poprzedniego pracodawcy. Wówczas było już jednak za późno, bo Virtus.pro zwróciło swoją uwagę w kierunku trzech polskich weteranów, którzy mieli wraz z GuardiaNem stworzyć nowe Virtus.pro. I nowe Virtus.pro faktycznie powstało, chociaż ostatecznie bez udziału Słowaka.

Oczekiwanie bez happy endu

Można powiedzieć, że to GuardiaN uratował Virtus.pro. Mimo że pozostał w zespole sam, odrzucił ofertę Natus Vincere i zamierzał czekać do czasu, aż dokooptujemy do niego nowy skład. Jego wytrwałość i lojalność były godne szacunku. Dlatego zamiast rozwiązywać drużynę, postanowiliśmy zaprosić trzy legendy z Polski i znaleźć jeszcze jednego zawodnika – przyznał Cherepennikov. Owymi legendami byli Wiktor „TaZ” Wojtas, Filip „NEO” Kubski oraz Jarosław „pashaBiceps” Jarząbkowski, którzy zmagali się wówczas z wieloma problemami i rozważali swoją przyszłość na scenie esportowej. TaZ i NEO brali pod uwagę spróbowanie swoich sił w League of Legends, pasha natomiast zastanawiał się nad podjęciem zwykłej pracy, by móc utrzymać swoją rodzinę. I chociaż teoretycznie oferta od VP była dla graczy znad Wisły wybawieniem, to w praktyce pojawiły się kolejne perturbacje. Wojtas i Kubski koniecznie chcieli, by organizacja zaangażowała także Jarosława „Snaxa” Pogorzelskiego i Pawła „byaliego” Bielińskiego, z którym występowali od jakiegoś czasu, Cherepennikov był zdeterminowany, by zatrzymać GuardiaNa, z kolei ówczesny generalny dyrektor, Alexey Kolesnikov, optował za powrotem poprzedniego składu.

Wszystko zmieniła rozmowa, którą TaZ odbył z założycielem Virtus.pro. – Anton, wiem, że sam byłeś profesjonalnym graczem Counter-Strike’a, ale ja nie tylko grałem przez wiele lat. Ja wygrywałem. Zaufaj mi, wiem, jak się wygrywa i będę to robić nadal, jeżeli mi zaufasz. Potrzebuję krajowego, mówiącego w jednym języku zespołu, za który będę mógł poręczyć – miał wówczas powiedzieć członek Złotej Piątki. W końcu klamka zapadła, a VP postanowiło zatrudnić pięciu Polaków. Okazało się więc, że trzy miesiące, które Kovács spędził na oczekiwaniu na rozwój sytuacji, finalnie nie dały mu nic. Jak po latach wyznał Cherepennikov, że Słowak zareagował spokojnie, odpowiadając, że jeżeli tamci ludzie nie chcą z nim grać, to on pójdzie do Na`Vi i sprawi, że Polacy w przyszłości go popamiętają. I faktycznie jeszcze w grudniu 2013 roku GuardiaN został zaprezentowany jako nowy członek Natus Vincere, dołączając do ekipy wraz z powracającym z Astana Dragons Ioannem „Edwardem” Sukharievem. Dwójka ta zajęła miejsca należące dotychczas do Antona „kibakena” Kolesnikova i Arsenija „ceha9” Trynozhenki, na wiele lat stając się motorem napędowym ukraińskiej organizacji.

W barwach Virtus.pro GuardiaN osiągnął następujące sukcesy:

  • 2. miejsce podczas FACEIT Cup May 2013
  • 2. miejsce podczas ESL Major Series One Summer 2013
  • 3. miejsce podczas StarLadder StarSeries VI
  • 3-4. miejsce podczas DreamHack Summer 2013

Śledź autora na Twitterze – Maciej Petryszyn

Tagi: , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Gładka przeprawa Invicty w Polish Masters, Izako Boars rzutem na taśmę ogrywa PACT

Polish Masters 2020 oficjalnie wystartowało! Za nami pierwsze mecze najważniejszych w Polsce rozgrywek Rainbow Six: Siege – cześć z nich miała bardzo...