fot. ESL/Adam Łakomy

SZPERO: Czuję powiew świeżości, bardzo potrzebnej po dość statycznym okresie w mojej karierze

Postaci takiej jak Grzegorz „SZPERO” Dziamałek polskim fanom Counter-Strike’a raczej nie trzeba przedstawiać. Weteran krajowej sceny od jesieni 2019 roku związany jest bezpośrednio z Wisłą All in! Games Kraków, pod skrzydła której 28-latek trafił wraz z kolegami prosto z miksowego Adwokacika. Przed kilkoma miesiącami w Krakowie rozpoczął się nowy rozdział w esportowej historii klubu i po długich testach wyklarował się nowy skład Białej Gwiazdy. Skład, który chce podbić narodowe podwórko, a pierwsza ku temu okazja nadarzy się już w najbliższy weekend.


Tytuł najstarszego gracza bieżącej edycji ESL Mistrzostw Polski należy do ciebie, ale patrząc na twoją dyspozycję, odnoszę wrażenie, że mamy do czynienia z kolejną młodością SZPERA.

Szczerze mówiąc, to ta informacja mnie trochę zasmuciła. Przeważnie na turnieju był ktoś starszy ode mnie, a tu niespodzianka. Z drugiej strony nie przeszkadza mi to szczególnie, bo czuję się młodo! <śmiech>

Co do dyspozycji, to wiek nie ma tutaj aż tak dużego znaczenia. Przede wszystkim liczy się odpowiednie przygotowanie, podejście mentalne i chęć do nieustannej pracy.

Zdecydowanie zgadzam się, że do starości ci jeszcze bardzo daleko. <śmiech> Trzeba jednak powiedzieć, iż profesjonalna scena CS-a stopniowo się odmładza. Zapytam więc wprost – twoje doświadczenie może dać zespołowi więcej niż młodzieńcza fantazja?

Bez wątpienia fakt, że trochę już w tę grę gram, działa na moją korzyść. Jeździłem przecież na różne turnieje, dzięki czemu mam to obycie, którego osoby wchodzące na scenę nie mają skąd posiadać. Warto jednak zauważyć, że jest naprawdę sporo drużyn łączących i młodość, i doświadczenie. I to one moim zdaniem mają największą szansę osiągnąć sukces, bo nawet jeśli zbierze się piątka aimowych “kocurów”, to często w kluczowych momentach brakuje jej zimnej krwi i coś na dłuższą metę zaczyna szwankować.

W takim razie Wisłę można chyba uznać za drużynę kompletną.

Coś w tym jest. Mamy dwóch bardziej doświadczonych graczy, jedqr też ma już trochę ogrania, a całość uzupełnia duet dwóch młodych strzelców – hades i fanatyk.

O nich też chciałem zapytać. Czujesz się swoistym mentorem dla tych młodych chłopaków?

Trudno powiedzieć. Pewnie to ich trzeba byłoby zapytać, jak mnie postrzegają. W moim odczuciu wszyscy jesteśmy na tym samym poziomie w drużynie. Wiadomo, z racji, że jestem kapitanem, to staram się sprawować nad wszystkim pieczę, ale dążę do tego, by każdy czuł się naturalnie w tym środowisku. Na takiego mentora prędzej wskazałbym Loorda.

Jeśli trzeba krzyknąć na swoich kolegów, to mimo wszystko krzykniesz?

Jestem spokojną osobą, więc zamiast krzyków wolę spokojną rozmowę. Preferuję rozwiązywanie problemów polubownie.

To jeszcze kilka słów o jedqrze, bo jego historia jest dość nietypowa – najpierw przejście do Illuminar, a później po krótkim czasie powrót do Wisły. Jak ty z boku reagowałeś na te wydarzenia?

Będąc szczerym – w momencie jego odejścia miałem jakieś dziwne przeczucie, że popełnił błąd. Z perspektywy czasu trzeba faktycznie powiedzieć, że nie była to najlepsza decyzja. Coś w Illuminar nie zagrało, ale jako że sprawa nie dotyczy bezpośrednio mnie, to nie zamierzam wdawać się w jej szczegóły.

Tak się złożyło, że my w tamtym okresie prowadziliśmy testy mające na celu wyłonienie nowego składu i nie byliśmy też przekonani, kogo ostatecznie chcielibyśmy dobrać do drużyny. Odezwał się więc jedqr, że jest gotowy spróbować swoich sił jeszcze raz. Na początku sami nie wiedzieliśmy, co o tym myśleć – ale skłanialiśmy się bardziej ku odpowiedzi „nie”, bo jednak to Grzesiek wcześniej nam nie zaufał. Zaważyło jednak to, że jedqr prezentował się na testach dużo lepiej od reszty i po przedyskutowaniu sprawy również z osobami odpowiadającymi za naszą organizację daliśmy mu drugą szansę. Wspólnie chcieliśmy racjonalnie podejść do tematu.

Wygląda na to, że opłaciło się podjąć taką decyzję, patrząc na to, co jedqr wyczyniał podczas fazy zasadniczej ESL MP, zostając najlepszym graczem tej części rozgrywek.

Oj tak… jedqr, jak widać, odnajduje się w naszych szeregach znakomicie. Statystyki mówią za siebie. Oby tak dalej.

Skoro już pogadaliśmy trochę o twoich kolegach, to i wypada powiedzieć co nieco o samym tobie. A przecież jeśli chodzi o twoją karierę, to wydarzyło się coś sporego – rozstałeś się ze snajperką i poświęciłeś się prowadzeniu. Jak czujesz się w nowej roli?

Wydaje mi się, że moją grę powinni oceniać inni. Ja zawsze daję z siebie wszystko w tej chwili. Być może najwięcej w całej karierze.

To ile godzin na Steamie jest? <śmiech>

Tu nawet nie chodzi o godziny, a efektywność pracy. Po wielu latach gry ze snajperką wreszcie doświadczyłem czegoś nowego i mimo mojego doświadczenia pewne kwestie przyswajam na nowo. Po pierwsze, będąc IGL-em, muszę skupiać się bardziej na założeniach drużynowych, być doskonałym obserwatorem tego, co dzieje się na serwerze. Druga sprawa to krycie nowych miejscówek, szczególnie po stronie broniącej – to kolejna rzecz, z którą trzeba po prostu się oswoić. Mówiąc ogólnie, uważam, że radzę sobie całkiem nieźle, ale potrzebuje jeszcze nieco czasu, by być w pełni usatysfakcjonowany w nowej roli.

Rozumiem, że ta konieczność nauczenia się CS-a od nieco innej strony jest dla ciebie motywacją?

Zdecydowanie. Czuję powiew świeżości, bardzo potrzebnej po dość statycznym okresie w mojej karierze. O to, by nie brakło motywacji, troszczy się także Loord i dzięki jego wsparciu wszystko właściwie funkcjonuje i nie można powiedzieć, by ktokolwiek robił coś na siłę. Nawet jeśli wychodzi nam sporo godzin pracy w tygodniu, to nie jesteśmy w żaden sposób nią przemęczeni.

Swoją drogą wielu czołowych graczy po objęciu obowiązku prowadzenia narzeka na brak swobody w grze i często szybko rezygnuje z tej roli. Ty też tęsknisz już za luźniejszym poruszaniem się po mapie z AWP?

Często zdarza się, że chciałbym chwycić za snajperkę i ruszyć na pozycje, które zajmuje teraz hades. Mimo wszystko przyzwyczajam się do nowej rzeczywistości i daje mi to satysfakcję, bo wiem, że jest to dobre dla drużyny i może pociągnąć za sobą korzyści.

fot. Wisła All in! Games Kraków

W ostatnim czasie zastanawiano się nad kwestią, która ciebie jako prowadzącego mogła na pewno zainteresować – a mianowicie nad udziałem trenera w callowaniu. Z racji, że wszystkie rozgrywki przeniosły się do środowiska internetowego, trudniej jest kontrolować to, w jakim stopniu w IGL-owanie angażują się szkoleniowcy. Twoim zdaniem w dalszej perspektywie trenerzy powinni dostać możliwość częstszego wtrącania się niż tylko podczas pauz taktycznych?

Pamiętam jeszcze czasy, gdy trenerzy mogli komunikować się z zawodnikami cały czas – co rzecz jasna później uległo zmianie. Osobiście jestem za tym, by dać im większą swobodę. To trochę dziwne, że człowiek, który jest z tobą przy każdym treningu, nie może przekazywać swoich uwag na bieżąco w dowolnej chwili podczas meczu. Słyszałem zresztą, że taki pomysł przeforsowano na jednym z większych turniejów i mówiąc szczerze, chciałbym zobaczyć takie rozwiązanie przy innych okazjach.

O trenera pytam też nie bez powodu, bo wy na początku przygody w Krakowie nie korzystaliście z jego usług, wszakże sam boskacz mówił, że jest menadżerem, a nie szkoleniowcem. Jak więc doszło do tego, że rozpoczęła się współpraca z Loordem?

Na taką decyzję z początku złożyło się kilka czynników. Przechodząc z Adwokacika do Wisły, mieliśmy taką wizję, by zagrać parę miesięcy bez trenera i sprawdzić, na czym stoimy. Z czasem stwierdziliśmy, że to był błąd i potrzebna jest zewnętrzna pomoc. Wyniki może nie były najgorsze, ale brakowało osoby, która nas zmotywuje czy zaimplementuje nowe rozwiązania taktyczne. Inna sprawa, że byliśmy z Wisłą dogadani w ten sposób, że trenera zatrudnimy najwcześniej po trzech miesiącach – w grę wchodziły bowiem także kwestie budżetowe.

Różnica jest znacząca?

Zdecydowanie. Zwłaszcza że mamy w swoich szeregach naprawdę doświadczonego trenera, specjalistę w swoim fachu. Zaryzykuję stwierdzenie, że z jego pomocą nasz stary skład mógł być nawet najlepszym w Polsce.

Pierwszym zadaniem Loorda w Wiśle było zbudowanie nowego składu, ale zapewne i ty jako kapitan miałeś w tym procesie niemały udział. Jak rozkładał się podział obowiązków w tej kwestii?

Procentowo wyglądało to mniej więcej tak, że ja i Mariusz wykonaliśmy po 40% pracy, a pozostałe 20 dołożył mynio. Każdy z nas był zaangażowany w testy, bo zależało mu na dobru organizacji, a zatem na wyselekcjonowaniu najlepszych z dostępnych graczy.

Wasz staż w obrębie tej piątki nie jest długi, ale patrząc na całą polską scenę, w podobnej sytuacji znalazło się wiele innych zespołów. Jak oceniłbyś wasz progres na tle rywali?

Nie do końca wymierne jest porównywanie się na przykład do Illuminar Gaming, gdzie faktycznie jest nowy skład, ale zbudowany niemal wyłącznie z głośnych nazwisk. Podobnie AGO, które poza F1KIEM ma doświadczonych zawodników na pokładzie. U nas jest za to dwójka nieokiełznanych jeszcze młodzików, a dla takiego fanatyka jest to właściwie pierwsza poważna styczność z CS-em na tym poziomie.

Co do samego progresu, to uważam, że na tak krótki okres współpracy efekty są całkiem przyzwoite. Nie wiem, czy spodziewano się od nas już teraz czegoś więcej, ale zarówno w MDL-u, jak i w ESL Mistrzostwach Polski nasza gra wyglądała nieźle. Jestem zdania, że mogliśmy w trakcie rundy zasadniczej uzbierać więcej punktów, jednak czasem przez brak doświadczenia wypuszczaliśmy wygrane z rąk. Na polskiej scenie jest teraz bardzo równy poziom i nie uważam, byśmy odstawali w jakiś sposób od czołówki.

Właśnie – podczas tego sezonu ligowego wypadliście gorzej niż jesienią w starym składzie. Jesteś mimo wszystko usatysfakcjonowany końcową pozycją?

Nieszczególnie. Jak już wspomniałem, niektóre gry mogły potoczyć się inaczej. Zwłaszcza duży niedosyt pozostał po dwumeczach z Illuminar oraz Izako Boars. Oczywiście najważniejsze było zakwalifikowanie się do czołowej szóstki i udział w play-offach, co udało się zrealizować. Teraz dopiero zacznie się prawdziwa gra, a czwarte miejsce po fazie zasadniczej nie wyklucza przecież zdobycia mistrzostwa.

Ciekawie prezentuje się drabinka tych play-offów. Zaczynacie od piątkowego meczu z AVEZ. Jakiego spotkania oczekujesz?

Nadmieniłem już wcześniej, że w zasadzie każdy zespół na tych finałach prezentuje podobny poziom. Na papierze delikatną przewagę mają wprawdzie Illluminar i x-kom AGO, ale w parach ćwierćfinałowych mogą zadecydować detale. AVEZ jest trudnym rywalem, ale prezentującym bardzo zbliżone do nas umiejętności. Wobec tego trudno wskazać mi faworyta. Jesteśmy w trakcie przygotowań do tego meczu, mamy z czego wyciągać wnioski, bo w części zasadniczej tego sezonu podzieliliśmy się z Ośmiornicami punktami. Teraz liczymy oczywiście na wygraną.

W dalszej perspektywie jest mecz z iHG w półfinale, a więc rewanż za pojedynek z jesieni na tym samym etapie.

Oj tak, tak… Mamy chrapkę na ten rewanż, bo w grudniu byliśmy naprawdę blisko wyeliminowania Illuminar z turnieju, a ostatecznie nasi pogromcy sięgnęli po mistrzowski tytuł. Do tego każdy, kto oglądał nasz dwumecz sprzed kilkunastu dni, wie, jak to wyglądało. Fajnie byłoby więc móc sprawdzić się w konfrontacji z iHG raz jeszcze.

Myślicie już tak realnie o tym półfinale, czy staracie się podążać krok po kroku – najpierw jest piątek, a dopiero potem sobota.

Nie chcemy za bardzo wybiegać myślami w przyszłość. Zajmujemy się teraz tylko meczem z AVEZ, a jeśli wygramy, to będziemy mieli kolejne 24 godziny na przygotowanie, dlatego podchodzimy do tego na spokojnie i zobaczymy, jak daleko takie podejście może nas zaprowadzić.

Sytuacja epidemiologiczna na świecie sprawiła, że dużo trudniej zorganizować trening z jednego miejsca. Jest już jakiś konkretny plan na bootcamp w niedalekiej przyszłości?

Niedawno zaczęliśmy pierwsze rozmowy na ten temat z włodarzami Wisły. Naszym problemem jest jednak fakt, że hades mieszka w Anglii, co generuje problem w postaci obowiązkowej kwaratanny po powrocie do kraju. Jak tylko wszystko wróci do normalności, na pewno wybierzemy się na jakiś bootcamp.

W jednej z rozmów z portalem Weszło Esport na pytanie, czy pojawisz się na Majorze odpowiedziałeś żartobliwie, że tak… ale w roli eksperta. Coś w twoim podejściu do tematu zmieniło się od tego czasu?

<śmiech> Nie ma co ukrywać, że dostanie się na Majora to jedno z najtrudniejszych osiągnięć w świecie CS:GO. Faktycznie, jako ekspert, o ile tylko dostanę taką możliwość, to jeszcze się pojawię. Ale czy jako gracz? Zrobię wszystko, co w mojej mocy. Tyle mogę zagwarantować…


Śledź rozmówcę na Twitterze – Grzegorz „SZPERO” Dziamałek
Śledź autora wywiadu na Twitterze – Adam Suski
Tagi: , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Następny sezon drugiego rozdziału Fortnite ponownie przełożony

Dużymi krokami zbliżamy się do końca drugiego sezonu w drugim rozdziale Fortnite. Była to bardzo długa seria ze względu na przedłużenie jej do 4 czerw...

>