STS
fot. ESL/Adela Sznajder

ALEX na ratunek Cloud9 [KOMENTARZ]

28 lutego 2020 roku w okolicach południa w sali prasowej katowickiego Spodka zgromadziła się zaledwie garstka dziennikarzy. Tłoczniej zrobiło się dopiero kilka godzin później, gdy w prawie pustej arenie ruszał pierwszy ćwierćfinał Intel Extreme Masters w CS:GO. Wtedy nie było już jednak okazji na zadanie kilku pytań reprezentantom Teamu Vitality. Zawiedzione po słabym występie w stolicy Górnego Śląska Pszczółki nie miały wprawdzie zbyt wiele do powiedzenia, a z konferencji prasowej zapamiętałem właściwie tylko jedną wypowiedź. W jaki sposób siódma wówczas siła świata zamierzała pracować nad powrotem do formy? – Odpadliśmy dwa dni temu, więc nie mieliśmy jeszcze okazji, aby się nad tym zastanowić. Musimy wrócić do domu i na spokojnie przyjrzeć się temu, co poszło nie tak – z kamienną miną tłumaczył Alex „ALEX” McMeekin.

CZYTAJ TEŻ:
Rewolucja na rynku transferowym. Cloud9 ujawnia szczegóły współpracy z ALEXEM

Czy 24-latek blefował? A może decyzję o opuszczeniu aktywnego składu Vitality rzeczywiście podjął w ciągu kilkunastu, kilkudziesięciu następnych godzin? Gdzieś z tyłu głowy długo nad tym myślałem, szczególnie że los zaśmiał się Brytyjczykowi w twarz. ALEX swój wybór tłumaczył przecież natłokiem rozgrywek lanowych, na które jakoś trzeba dotrzeć. Krótko mówiąc, McMeekina wykończyło ciągłe życie na walizkach. Nie muszę przypominać, że IEM Katowice to nadal ostatni poważny turniej, który udało się w całości rozegrać w środowisku offline…

Na przełomie lutego i marca w Europie dopiero poznawaliśmy się z koronawirusem i mało kto mógł spodziewać się, że esport na długie miesiące przeniesie się do internetu. Koniec końców tak właśnie się jednak stało, a ALEX wylądował na lodzie – bez podróży, ale i bez drużyny. A pandemia nie jest pomocną okolicznością podczas poszukiwań nowego domu, tym bardziej że Vitality rzekomo życzyło sobie za rezerwowego gracza ponad pół miliona dolarów. Uczciwie należy przyznać, iż mimo to o zainteresowaniu uznanych marek McMeekinem mówiło się od dawna – wymieniano FaZe Clan, wskazywano FunPlus Phoenix, szeptano także o Cloud9. Ceniony prowadzący postawił na ostatnią wymienioną opcję, co absolutnie nie może dziwić. – Jeśli miałbym wolną rękę, prawdopodobnie wybrałbym zespół grający we Flashpoincie, ponieważ te rozgrywki nie wiążą się z tyloma podróżami. Dwa razy do roku przyjeżdżasz na trzy tygodnie do Ameryki Północnej i możesz ustalić swój kalendarz – zapowiadał jeszcze w maju zawodnik, który nie miał wszakże zamiaru wracać do gry tylko po to, by po opanowaniu wirusa po kilku miesiącach znów się wypalić.

Z kilku powodów wierzę, że ALEX i C9 to dobrana para. Po pierwsze, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że organizacja Jacka Etienne ponownie celuje w absolutne wyżyny esportowej sceny CS:GO. A z zewnątrz wydaje się, że obecnie McMeekin jest zdecydowanie najlepszą opcją, jeśli chodzi o dostępnych na rynku kapitanów. Po drugie, Brytyjczyk z reguły nie kręci nosem, gdy musi spełnić swoje obowiązki poza serwerem – niecałe trzy lata temu jeszcze w barwach Teamu LDLC brał na siebie niemalże całą odpowiedzialność za obecność drużyny w przestrzeni publicznej podczas turnieju w Poznaniu, a podejrzewam, że i w Vitality mógł rozwinąć się pod tym względem. Mam ogromną nadzieję, że Henry „HenryG” Greer – były komentator, teraz główny menedżer C9 – będzie kładł nacisk na tworzenie wraz z zespołem oryginalnych treści, a ALEX pasuje do tego modelu jak znalazł. I wreszcie po trzecie – angaż Brytyjczyka bynajmniej nie zmusza formacji do ulokowania się na stałe na konkretnym kontynencie: – Nic nie trzyma mnie w Europie, nie miałbym nic przeciwko przeprowadzce do Ameryki Północnej. Kariery graczy są krótkie – mógłbym grać w Ameryce przez cztery lata, a jeśli przestałoby mi to sprawiać przyjemność, wróciłbym do domu. Z punktu widzenia kariery musisz robić wszystko, żeby wiązać koniec z końcem – zapewniał już jakiś czas temu najnowszy nabytek Chmurek.

Transfer ALEXA bez dwóch zdań jest zatem inwestycją długoterminową, których w ostatnich latach w dywizji CS:GO C9 było jak na lekarstwo. Ściągając Brytyjczyka, organizacja potwierdza, iż nie będzie już akceptować bylejakizmu i wysyła w świat jasny sygnał: uważajcie, wracamy. Wracamy tam, gdzie jest nasze miejsce.

***

CZYTAJ TEŻ:
Przyszłość dywizji CS:GO Cloud9 w rękach Henry’egoG oraz kassada

Alex „ALEX” McMeekin to pierwszy gracz odnowionego Cloud9, ale nie pierwszy członek zespołu. Oprócz wspomnianego już Henry’egoG za wyniki formacji odpowiadał będzie także Aleksandar „kassad” Trifunović, były szkoleniowiec choćby Renegades i 100 Thieves. W ESL Pro League Season 12 barw organizacji broni jeszcze jej poprzedni skład z Aranem „Soniciem” Groesbeekiem na czele. Największym sukcesem C9 na podwórku CS:GO pozostaje triumf na ELEAGUE Major Boston 2018. 

Tagi: , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Chwilowy opór nie wystarczył. AGO przegrywa z Na`Vi w ESL Pro League

Niespodzianki nie było – x-kom AGO nie dało rady Natus Vincere. Co prawda polska piątka miała swoje momenty, ale tylko na momentach się skończyło, Na`...