5. Kto wygra walkę o smoka, kwartet SK czy odizolowany Mundo?

Na początek coś na rozgrzewkę. Poniżej zobaczycie akcję, która tak samo jak playsem, mogła też zostać określona failsem. Bo trudno powiedzieć, czy było to bardzo dobre i umiejętne zachowanie jednego z zawodników G2 Esports, czy być może nieporadność praktycznie całego składu SK Gaming. To właśnie w drugiej grze serii pomiędzy tymi zespołami doszło do dość kuriozalnego wydarzenia, z którego zwycięsko wyszedł sam jak palec Rudy "SkewMond" Semaan.

W okolicach 25. minuty G2 zdecydowało się na zaatakowanie smoka. Przeciwnicy oczywiście widzieli, co się święci i zdecydowali się podjąć rękawicę. Zwłaszcza że ogólny moment gry był dość równy. I wydawać się mogło, że przedstawiciele SK zrobili poprawną robotę. A przede wszystkim Duncan "Skeanz" Marquet, który ultem Poppy wyrzucił dwójkę oponentów. Na miejscu został już zatem tylko grający Dr Mundo SkewMond. A rywali w sumie aż czwórka! Przewaga liczebna mogłaby sugerować, że to SK przejmie potwora, a może nawet i zgładzi Samuraja. Nic bardziej mylnego. Wicemistrz LEC nie dość, że wygrał walkę na Smite'y z rodzimym wrogiem, to jeszcze zdołał uciec z całego zamieszania bez większych kłopotów.

4. Boukada prawdopodobnie uratował swój zespół przed katastrofą

Następna w kolejce będzie akcja, która być może na pierwszy rzut oka nie jest niczym wspaniałym. Kiedy jednak przyjrzymy się bliżej i na chłodno przeanalizujemy całą sytuację, to wtedy dopiero zauważamy to, jak ważna była z pozoru błaha rzecz w wykonaniu Mehdiego "Boukady" Lahlou. Jeden z najnowszych nabytków szwajcarskiej organizacji może nie zawsze dowoził, ale w tym przypadku najprawdopodobniej wyratował swoją ekipę z ogromnych opałów.

Wszystko miało miejsce w 27. minucie, kiedy to Team BDS robił Barona. Przeciwna drużyna jednak nie chciała oddać fioletowej kreatury bez walki, choć była w naprawdę słabej pozycji. O podkradnięciu bestii nie było mowy, ale wciąż w grze pozostawało ewentualne unicestwienie rywali. I okazja na to była fantastyczna, gdyż Carl Ulsted "Carlsen" Carlsen świetnie obił oponentów z ulta Rumble'a, a do tego na plecy teleportował się już Kamil "Kamiloo" Haudegond. Sterujący Sylasem 20-latek miał znakomitą szansę na to, aby zostać bohaterem swojej drużyny. Skradł on ulta przeciwnego Apheliosa i wystrzelił go w stronę zgrupowanych wrogów. Wszystko mogło się skończyć efektowną wygraną TH, ale Boukada w ostatnim momencie zablokował swoim ciałem lecącego ulta Sylasa. Dzięki temu zamiast całej piątki zginął wyłącznie Yoon "Ice" Sang-hoon. Reszcie natomiast udało się uciec.

3. K'Sante po raz kolejny pokazuje, co potrafi

Dawno nie było pokazu możliwości postaci, którą możemy wpisać w ramy popularnych "200 lat doświadczenia". Ale w końcu jest! Nadarzyła się bowiem okazja na to, aby przypomnieć sobie do czego zdolny jest K'Sante. Duma Nazumah od momentu wyjścia skutecznie polaryzuje społeczność League of Legends. Jedni go kochają, za niesamowite możliwości. Inni z kolei nienawidzą, bo jest to bohater, którego mocy czasem nie da się wytłumaczyć.

Tym razem siłę K'Sante pokazał Carlsen i to już we wczesnym etapie decydującej gry pomiędzy Heretics a BDS. W 9. minucie na górną alejkę do czarnoskórego herosa przybył wrogi botlane. Nie był to jednak gank, a po prostu klasyczny laneswap. Mimo to władający Neeko Polat "Parus" Furkan Çiçek niemal od początku starał się podszczypywać wrogiego toplanera. Ten jednak szybko położył kres jego wygłupom. Wykorzystał moment, w którym Turek podszedł zbyt blisko i zaczął natarcie. Nie minęło kilka sekund, a wspierający BDS oglądał już szary ekran. Duńczyk z kolei niewiele sobie z całej akcji zrobił, nawet pomimo tego, że w międzyczasie stale był okładany przez Ice'a.

2. Pan nie czmycha, panie Larssen

Ostatnie dwa klipy będą dotyczyć ostatniego meczu fazy zasadniczej LEC. Było to starcie Natus Vincere z GIANTX. Teraz wiemy już, że ukraińska organizacja mimo starań zakończyła swoją debiutancką przygodę z najwyższym poziomem naszego regionu z zerem z przodu. Reprezentantom NAVI nie udało się bowiem wygrać ani jednej gry podczas czterech rozegranych meczów. A ewentualnym próbom ugrania jakiejkolwiek potyczki nie pomagały sytuacje, jak chociażby ta poniżej.

W 17. minucie drugiej gry Emil "Larssen" Larsson twardo bronił postawionej przez siebie wieży Azira. Wykurzyć go z tego miejsca starał się natomiast Adam "Jackies" Jeřábek. Grający Yone'em Czech zainicjował walkę, próbując ubić przeciwnego środkowego. Szwedzki środkowy jednak zdołał uniknąć ulta rywala, a potem też przeflashował jeszcze jego podrzut. Wtedy też Jackies został zmuszony odpuścić. I zdawać się mogło, że na tym zakończy się cała sprzeczka. Wtedy jednak wkroczył on – Yoon "Jun" Se-jun. Potężny koreański support nie miał zamiaru odpuścić przeciwnemu zawodnikowi i rzucił się za nim w pogoń. Udało mu się go dogonić, w czym pomógł przede wszystkim ult Nautilusa, którym dysponował. Larssen z kolei miał tak mało życia, że nawet pod naporem stosunkowo mało bijącego wspierającego i tak musiał się ugiąć. A Jun mógł pochwalić się eliminacją.

1. Jun wydostaje się z sytuacji, z której nie dało się wyjść

Nie była to natomiast jedyna akcja, za którą warto pochwalić Juna. Ten dosłownie kilka minut później popisał się kolejny raz fantastycznym zagraniem. Choć znowu – trudno powiedzieć, czy była to w pełni jego zasługa, czy może delikatna niekompetencja rywali. Ale efekt był taki, że 25-letni wspierający GIANTX zdołał uciec przed całą piątką oponentów, mimo że był na miejscu praktycznie sam.

Ale do rzeczy, w 20. minucie Jun zapuścił się trochę za daleko na środkowej alejce. Wpadł tym samym w sidła wroga, który go w pewnym stopniu zaskoczył. Od razu został poczęstowany sporą dawką efektów kontroli tłumu, płynących głównie z arsenału Sejuani. Koreańczyk salwował się ucieczką, nawet korzystając ze swojego Błysku. Mimo to został trafiony ultem Francisco "Thaygera" Mazo Sáncheza. Łańcuch CC przedłużył momentalnie Kim "Malrang" Geun-seong, który zauroczył swojego rodaka umiejętnością specjalną Rakana, a potem go jeszcze podrzucił. Warto zaznaczyć, że w międzyczasie Jun ciągle był okładany przez pozostałych zawodników NAVI. I co dalej? Ano to, że gracz GX odpłacił się swoim ultem, a zaraz po tym przyciągnął się do pobliskiej ściany. I... to wystarczyło, aby po prostu uciec z całego ambarasu. Do teraz aż ciężko w to uwierzyć, ale tak. Tylko tyle i aż tyle.


Faza zasadnicza LEC za nami, teraz pora na play-offy. Te rozpoczną się 5 września, czyli w przyszły piątek. Nadchodzące mecze będziecie mogli oglądać na oficjalnej polskiej transmisji u Damiana "Nervariena" Ziai na Twitchu albo w serwisie YouTube. Po więcej informacji na temat bieżącej edycji LEC zapraszamy do naszej relacji tekstowej, w której znajdziecie się po kliknięciu poniższego banera:

LEC