Gra lepsza niż wynik – Virtus.pro przegrywa z Fnatic i kończy przygodę z 5. tygodniem ECS

Z jednej strony mamy do czynienia z kolejną porażką Virtus.pro. Z drugiej strony Polacy wielokrotnie pokazywali się z naprawdę dobrej strony, grając z bardziej utytułowanymi rywalami jak równy z równym i dając nadzieje na lepsze jutro. Niemniej na koniec dnia i tak liczą się punkty, a tych VP uzbierało mniej od rywali, przez co już po pierwszym meczu pożegnało się z 5. tygodniem ECS Season 7.

Fnatic 2 : 1 Virtus.pro

(ECS Season 7 – ćwierćfinał)
Dust2 Nuke Vertigo Inferno Overpass Train Mirage
12 6 Vertigo 9 16
6 7
16 11 Inferno 4 14
5 10
16 9 Mirage 6 6
7 0

Pojedynek na wybranym przez Virtusów Vertigo zaczął się od wygranej przez Fnatic pistoletówki. Szwedzka piątka nie poszła jednak za ciosem i pozwoliła rywalom na błyskawiczną odpowiedź. Do pewnego momentu trudno było jednak jednoznacznie określić, kto dominuje na serwerze, bo i określonego dominatora nie było. Zamiast tego obie ekipy raz po raz wymieniały się uprzejmościami, notując krótkie serie zdobytych z rzędu rund. Niemniej Polacy mieli po swojej stronie Michała „snatchiego” Rudzkiego i Michała „OKOLICIOUZA” Głowatego, którzy chwilami wyczyniali niesamowite rzeczy i poprowadzili swój zespół do wyniku 9:6, który padł tuż przed zmianą stron. Niestety przewaga ta już na początku drugiej połowy stała się tylko wspomnieniem, bo Fnatic po raz drugi okazało się lepsze w strzelaniu z pistoletów i doprowadziło do remisu. A potem znowu obie drużyny przeszły w tryb „cios za cios”, utrzymując ze sobą stały kontakt – a wszystko po to, by przypadkiem przeciwnik nie poczuł się zbyt pewnie. Dopiero w końcowej fazie meczu Virtus.pro zniszczyło ekonomię oponentów, notując udaną rundę eco, a następnie przystępując do kontrataku. Zdesperowani Szwedzi nie poradzili sobie natomiast ze zmasowanym atakiem VP, które wspomagane ważnymi fragami Michała „MICHA” Müllera ostatecznie przechyliło szalę zwycięstwa na swoją stronę wynikiem 16:12.

Postawa podopiecznych Jakuba „kubena” Gurczyńskiego na pierwszej mapie dawała nadzieję, że Polacy mogą nawet zamknąć cały mecz w dwóch mapach. Niemniej lekcja pokory przyszła szybko – Fnatic nie zapomniało bowiem, jak się gra na Inferno i od pierwszych minut niepodzielnie dominowało. Nie ma przecież przypadku w tym, że na przestrzeni całej pierwszej połowy finaliści niedawnego Intel Extreme Masters Sydney oddali rywalom zaledwie cztery punkty. Każdy z członków szwedzkiej drużyny prezentował się do tego bardzo dobrze, natomiast po stronie VP wyglądało to o wiele słabiej, bo tam co prawda każdy z graczy też znajdował się na podobnym poziomie, niestety był to poziom dość przeciętny. Dopiero po przejściu do obrony Virtus.pro zdołało nawiązać rywalizację, w czym niewątpliwie pomogła zdobyta pistoletówka. I nagle cały obraz spotkania zmienił się o 180 stopni, zaś Virtusi dosłownie objęli serwer we władanie. Nie da się ukryć, że comeback w wykonaniu rodzimej piątki był fantastyczny i m.in. dzięki ważnym fragom OKOLICIOUZA oraz pewnej grze w obronie polscy zawodnicy w 26. rundzie doprowadzili do upragnionego remisu 13:13. Na tym oczywiście problemy się nie skończyły, ale zawodnicy kubena byli na tyle zdeterminowani, że mając nóż na gardle wygrali starcie z samymi pistoletami i mieli otwartą drogę do dogrywki, niestety w końcowych sekundach czegoś zabrakło i to Szwedzi mogli świętować zwycięstwo w stosunku 16:14.

O losach awansu przesądzić miał więc Mirage, który zaczął się od wygranej przez VP rundy na pistolety. W pewnym momencie polscy gracze prowadzili nawet 3:0, ale były to tylko miłe złego początki, bo Fnatic uzbierało wreszcie odpowiednie fundusze i przystąpiło do gry z pełnym ekwipunkiem. Od tego momentu to Freddy „KRIMZ” Johansson wraz z kolegami stali się stroną przeważającą i dzięki kilku błędom indywidualnym ze strony Virtusów zdobyli aż sześć punktów z rzędu i mimo dość wyrównanej końcówki na przerwę schodzili z bezpiecznym wynikiem 9:6. Dodajmy, że skandynawska ekipa osiągnęła go grając w ataku, co wyraźnie działało na niekorzyść Virtus.pro. Tak naprawdę ostatnią szansą na to, by jeszcze nawiązać jakąkolwiek rywalizację, była druga pistoletówka i bardzo długo wydawało się, że padnie ona właśnie łupem snatchiego i spółki. Niestety rodzimi zawodnicy nie wykorzystali sytuacji 5v3 i mimo korzystnego układu sił pozwolili odebrać sobie bombsite i rozbroić bombę. Jasnym więc było, że jest po wszystkim – Polacy nie mieli już z czego wracać i kilkanaście minut później jeden po drugim opuszczali serwer po porażce 6:16.

Tym samym Virtus.pro odpadło z dalszej rywalizacji, Fnatic natomiast jutro zmierzy się z AVANGAR w meczu półfinałowym 5. tygodnia Esports Championship Series Europe Season 7. Po więcej informacji na temat europejskich rozgrywek zapraszamy do relacji tekstowej.

Tagi: , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Nieudany start Izako Boars w ESEA MDL. Dziki ulegają ekipie ScreaMa

Izako Boars w swoim pierwszym spotkaniu w ramach 31. sezonu ESEA Mountain Dew League zalicza porażkę. Drużyna prowadzona przez Karola "tecka" Kapczyńs...