fot. x-kom AGO/Krystian Pilawa

ESEA Global Challenge na wyciągnięcie ręki. AGO i Sprout wygrywają w play-offach MDL-a

Sześciu Polaków przystąpiło do play-offów ESEA Mountain Dew League Season 33 i jak na razie cała szóstka znajduje się górnej drabince. Stało się to za sprawą wygranych x-komu AGO oraz Sprout, reprezentowanego przez Pawła „dychę” Dychę. W pełni polski skład bezproblemowo rozprawił się z HellRaisers, a wielonarodowościowa piątka pokonała Movistar Riders. Obie formacje od awansu na Global Challenge dzieli już tylko jedna wygrana w UB.

x-kom AGO 2:0 HellRaisers
Inferno 16:5 Train 16:5 Vertigo

Jastrzębie od pierwszych minut spotkania demonstrowały swoją siłę. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że na serwerze przez bardzo długi czas oglądaliśmy tylko jedną drużynę. Dominik „GruBy” Świderski i kompani prowadzili bowiem aż 10:1, ale pod koniec pierwszej połowy nieco spuścili z tonu, przez co przewaga wynosiła „tylko” siedem oczek. Nadzieje HellRaisers na powrót na Inferno niemal bezwarunkowo rozwiała przegrana pistoletówka. Nasi rodacy musieli rzecz jasna jeszcze uważać, by nie dopadło ich zbytnie rozluźnienie, jednak do samego finiszu Polacy nie oddali inicjatywy i zamknęli premierową mapę wynikiem 16:5.

Gdy rywalizacja przeniosła się na Traina, doświadczyliśmy niemal kalki scenariusza z pierwszej lokacji. Znów na serwerze rządziło x-kom AGO, co bez wątpienia mogło cieszyć polskich fanów. Po czterech wygranych przez nadwiślański skład rundach rywal odpowiedział dwoma, ale to by było na tyle. Im dłużej trwał ten mecz, tym bardziej uwidoczniała się przewaga podopiecznych Michała „miNIr0xa” Michałkowa. Wynik 13:2 do przerwy mówił zresztą sam za siebie. Bezradne HellRaisers potrzebowało jakiegoś zrywu, by jeszcze w ogóle myśleć o odwróceniu losów meczu, niemniej takowy nie nastąpił. Zamiast tego AGO dopięło swego i mogło cieszyć się z gładkiego triumfu.

CZYTAJ TEŻ:
Sprout czekają kolejne zmiany? Polacy w centrum zamieszania
Sprout 2:0 Movistar Riders
Inferno 16:7 Mirage 16:10 Nuke

Na kilka godzin przed startem spotkania Sprout z Movistar Riders pojawiły się nieoficjalne doniesienia o potencjalnym odsunięciu od składu m.in. Pawła „dychy” Dychy. Polak faktycznie nie pojawił się od początku gry na serwerze, ale uspokajamy – miało to jedynie związek z problemami z połączeniem internetowym. Niemniej nawet podczas okresu wymuszonej nieobecności naszego rodaka Sprout radziło sobie znakomicie. Dość powiedzieć, że reprezentanci niemieckiej organizacji do przerwy na Inferno prowadzili aż 13:2. Po przejściu do ofensywy pojawiły się wprawdzie delikatne kłopoty, ale te szybko zostały zażegnane i koniec końców Denis „denis” Howell i spółka zakończyli rywalizację na premierowej lokacji wynikiem 16:7.

Nieco więcej trudności Movistar Riders sprawiło swoim rywalom na Mirage’u. Hiszpańsko-brazylijska piątka mimo nie najlepszego startu potrafiła się podnieść, a w wyjściu na prowadzenie pomogła imponująca seria siedmiu kolejnych wygranych. Przed zmianą stron ekipa dychy przegrywała więc ostatecznie jednym punktem, co oczywiście nadal było całkiem niezłą pozycją wyjściową. Zwłaszcza że po przegranej pistoletówce Sprout niemalże rzuciło się na rywala, obejmując bezwzględne panowanie nad serwerem. Drużynie z Polakiem w składzie wychodziło w obronie dosłownie wszystko, więc nie może dziwić, że także i druga mapa wpadła na jej konto, a to oczywiście oznaczało koniec pojedynku.

Po więcej informacji na temat europejskiej dywizji 33. sezonu ESEA Mountain Dew League zapraszamy do naszej relacji, do której przejść można po naciśnięciu na poniższy baner.

Tagi: , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Już nie tylko trio – Call of Duty: Warzone z trybem solo

Tak jak w tamtym roku mocne wejście na rynek battle royale zaliczyło Apex Legends, tak w roku bieżącym dokonało tego Call of Duty: Warzone. Darmowa pr...