STS
fot. twitter @Lolesports

Kto sięgnie po tytuł mistrza LEC? Power Ranking europejskich ekip

Wszyscy czekaliśmy na ten moment, w którym League of Legends European Championship powróci na nasze ekrany. To stanie się już dzisiaj, a rozgrywki zainauguruje spotkanie między MAD Lions oraz G2 Esports. Większość ekip dokonała zmian w swoich składach. Niektóre postawiły na nową, świeżą krew w drużynie. Inne z kolei pozwoliły sobie na eksperymenty. Trudno będzie więc przewidzieć, jak na koniec roku wyglądać będzie tabela i w jaki sposób rozegrane zostaną play-offy. Trudno nie znaczy jednak, że jest to zadanie niemożliwe, zapraszam więc na podróż po Power Rankingu ekip z LEC. Żeby ułatwić sobie zadanie, postanowiłem zacząć od samego dołu…

10. Astralis, czyli najnudniejszy mid-season w LEC

… i nie jesteście pewnie tym zaskoczeni, że znajduje się tu Astralis. Ta formacja cudem uniknęła ostatniej lokaty podczas wiosennego splitu i moim zdaniem, będzie potrzebować kolejnego latem. Jestem niemalże pewny, że Team Vitality podniesie się z dna, które osiągnęło w poprzedniej edycji LEC. Ten wakat prawdopodobnie będzie należeć do duńskiej organizacji, która nie dokonała żadnych zmian w swoim składzie. Zazwyczaj przy tak rozczarowujących wynikach podejmuje się jakieś kroki. W tym przypadku było to przedłużenie kontraktu Carla „MagiFelixa” Boströma i pożegnanie się z Erlendem „nukeduckiem” Våtevikiem. Czy to wystarczy? Jeśli celem jest ponownie osiągnięcie dziewiątej lokaty w tabeli to… może.

CZYTAJ TEŻ:
LEC wraca na salony! Hit na początek letniej rundy

Zdaję sobie sprawę, że zawodnicy będą o wiele lepiej zgrani niż w poprzednim splicie i to może być jedyny benefit tej decyzji. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż ten lineup nie jest wcale oszołamiający. Jeśli okaże się on lepszą drużyną niż napakowane gwiazdami składy, będę bardzo zdziwiony.

9. SK Gaming, czyli role w League of Legends nie istnieją

Nie tak znowu daleko od Astralis postawiłbym właśnie SK Gaming. Gorsze od braku jakichkolwiek zmian jest tylko masa abstrakcyjnych i niezrozumiałych modyfikacji w składzie. Tak to trochę wyglądało z boku podczas mid-seasonu, kiedy organizacja ogłosiła swój nowy lineup. I co się okazało? Kristian „TynX” Hansen ląduje na ławce rezerwowych, a zamiast niego w rolę leśnika wcieli się dotychczasowy wspierający, czyli Erik „Treatz” Wessén. I to nie jest też tak, że Szwed jest złym graczem lub też nie wierzę, że sobie nie poradzi na nowej funkcji. Po prostu w ligach regionalnych jest pełno młodych i głodnych sukcesu dżunglerów, więc takie dziwne posunięcia nie są najzwyczajniej w świecie potrzebne.

W roli supporta zagra natomiast Jesse „Jesiz” Le, czyli dotychczasowy trener zespołu. Jeśli to nie krzyczy do was: „Ta decyzja podejmowana była na kolanie!” to znaczy, że nie czytacie uważnie. Kontrowersyjne ruchy SK Gaming odbiły się echem w świecie europejskiego esportu i spotkały się z niemałą falą krytyki. Bardzo fajnie oglądałoby się, jak zawodnicy udowadniają wszystkim, że się mylili. I jest to możliwe, ale wysoce nieprawdopodobne.

8. EXCEL, czyli smutna historia Patrika i Czekolada

fot. Riot Games/Michał Konkol

W brytyjskiej organizacji też poczyniono parę kontrowersyjnych decyzji. Pierwsza to oczywiście pozbycie się Pawła „Czekolada” Szczepanika, ale o niej już pisano długie eseje. Zamiast niego na środkowej alei zobaczymy Erlenda „nukeducka” Holma. To już jest bardziej pójście na sprawdzonego zawodnika i unikanie kolejnego ryzyka. Nie znaczy to jednak, że rozwiąże to problemy w tej organizacji.

Połączenie Petra „denyka” Haramacha z Patrikiem „Patrikiem” Jírů też ma sens na papierze. Problem pojawia się jednak w dżungli, w której wciąż grać będzie Daniel „Dan” Hockley. Moim zdaniem to właśnie leśnik był najsłabszym ogniwem tej formacji i nie zdaje sobie ona z tego sprawy. Szkoda, ponieważ połączenie: Patrik, nukeduck i Felix „Kryze” Hellström brzmi jak potencjał na play-offy.

7. FC Schalke 04 Esports, czyli jak wyhodować talent i pozbyć się go w jeden księżyc

Byłem ogromnym fanem niemieckiej organizacji od czasów Miracle Run. To co wyprawiali wtedy Felix „Abbedagge” Braun i Erberk „Gilius” Demir było wręcz niesamowite. W poprzednim splicie też poszło im przecież całkiem nieźle, ale o tym już trochę mniej się rozmawia. Zadłużony klub nie miała jednak litości dla tego składu. Kluczowy dla działania tej machiny Abbedagge został sprzedany za bajońskie sumy, a Gilius wylądował na ławce rezerwowych. Zamiast nich zobaczymy wielką niewiadomą w postaci Iliasa „NUCLEARINTA” Bizrikena oraz Thomasa „Kireia” Yuena.

Niby wciąż będzie Sergen „Broken Blade” Çelik oraz Matúš „Neon” Jakubčík, ale w tym wszystkim nasuwa się jedno ważne pytanie: co dalej? Schalke prawdopodobnie przygotowuje się do sprzedania swojego miejsca w LEC, dlatego te wątpliwe ruchy przestają już dziwić. Bardzo ciekawi mnie, jak NUCLEARINT wyglądać będzie na tle innych midlanerów i co Kirei pokaże po powrocie do ligi. W porównaniu jednak do innych lineupów jest to średnia drużyna.

6. Fnatic, czyli najgłośniejszy role swap od czasów Perkza

fot. Riot Games/Michał Konkol

Pomarańczowo-Czarni także zaskoczyli wszystkich w trakcie mid-seasonu. Odważna decyzja, by postawić na Gabriëla „Bwipo” Rau w roli leśnika odbiła się głośnym echem. W trakcie ogłoszenia tego ruchu powstało parę memów i dram związanych m.in. z Osakrem „Selfmade’em” Boderkiem. Na górnej alei przygarnięto Adama „Adama” Maanane i… wygląda to w miarę dobrze. Jedynym znakiem zapytania jest nowy dżungler, ale wielu graczy wspominało już, że może to być idealne miejsce dla Belga. I całkiem to przekonujące.

Nie sądzę jednak, żeby ten zespół podbił LEC. Adam jest świetnym graczem, Yasin „Nisqy” Dinçer też niejednokrotnie pokazał nam swoją klasę, a dolna aleja obsadzona jest talentami. Coś mi jednak podpowiada, że to będzie kolejny powolny start w wykonaniu Fnatic. Zawodnicy z pewnością złapią tempo i pokażą wszystkim co potrafią, jednak nie wydaje mi się, żeby stało się to od samego początku splitu. Play-offy są realnym celem i prawdopodobnie mogą celować też znacznie wyżej. Tymczasem, z racji tylu niewiadomych, postawię tę ekipę na miejscu szóstym.

5. Misfits Gaming, czyli jak nie zmieniać praktycznie nic

Bo i po co! Króliki rozpędziły się pod koniec splitu i pomimo średniego początku otarły się o awans do fazy play-off. Duet Oskara „Vandera” Bogdana i Kaspra „Kobbe’go” Kobberupa brzmi jak marzenie i sprawdza się także dobrze. Do tego dorzućmy trochę świeżej krwi na górnej części mapy i mamy całkiem solidny skład. Zmiany tutaj (w przeciwieństwie do Astralis) nie były potrzebne.

Zamiast tego widzieliśmy kilka roszad w sztabie szkoleniowym. To świetna informacja świadcząca o tym, że Króliki nie śpią i są świadome tego, co się dzieje. W organizacji znalazło się też miejsce dla kolejnego Polaka. Kamil „Haijma” Żmudzki będzie występował w roli analityka tej ekipy. Nic tylko kibicować i wierzyć, że tym razem Misfits ruszy pełną parą z początkiem lata.

4. Team Vitality, czyli nowi złoczyńcy w twojej okolicy

fot. Riot Games/Michał Konkol

Ach, jak bardzo chciałbym móc postawić ich wyżej! Team Vitality dokonał najśmielszych zmian i najgorętszych transferów podczas tego mid-seasonu. Muszę jednak wziąć pod uwagę to, że drużyna złożona z tak wybuchowych temperamentów może mieć problemy poza rozpadliną przywoływaczy. Dodatkowo będzie to pierwszy split w takim składzie.

Połączenie Selfmade’a oraz Adama „LIDERA” Ilyasova to już brzmi jak solidny fundament dla drużyny. Dorzucenie do tego Enzo „SLT” oraz Juša „Crownshota” Marušicia mogłoby być posądzone o nadmierne fantazjowanie. A jednak, ta ekipa wygląda na duże zagrożenie dla najlepszych składów w LEC. Miejmy nadzieje, że nie rozczaruje.

3. G2 Esports, czyli starzy królowie LEC

Oprócz bardzo słabych play-offów Samurajowie nie wyglądali wiosną aż tak źle. Fazę zasadniczą skończyli w końcu z rezultatem 14-4 i wszystko wskazywało na to, że znowu sięgną po trofeum. Moim zdaniem trochę się przeliczyli i zlekceważyli swoich rywali. To koszt zbyt długiego przesiadywania na tronie.

Ekipa Marcina „Jankosa” Jankowskiego nie siedziała jednak bezczynnie w ostatnie parę tygodni. Do organizacji dołączył Sng „Nelson” Yi-Wei, który zostanie trenerem strategicznym G2 Esports. Wyobraźcie sobie też to, że teraz będziemy mieli zmotywowany i głodny rewanżu zespół złożony m.in z Rasmusa „Capsa” Winthera czy też Martina „Rekklesa” Larssona. To tytani pracy i zawodnicy klasy światowej. Chciałem na początku dać im pierwsze miejsce, ale…

2. MAD Lions, czyli zmęczone Lwy bogatsze o doświadczenie

fot. Riot Games/Michał Konkol

… w stawce jest też drużyna Matyáša „Carzzy’ego” Orsága. Wiem, co sobie teraz myślicie i zaraz się do tego odniosę. MAD pokazało niesamowite show podczas wiosennych play-offów oraz Mid-Season Invitational. Javier „Elyoya” Batalla oraz Marek „Humanoid” Brázda są teraz bezsprzecznie w czołówce najlepszych graczy w LEC. Martwi mnie jednak napięty terminarz, z jakim Lwy musiały się zmierzyć. Pamiętacie może G2 Esports w swoim najlepszym sezonie? Zawodnicy wrócili z MSI przemęczeni i zaliczali tragiczne występy. Dla młodej ekipy może to się okazać bardzo dużą przeszkodą na początku splitu.

Nie mam jednak wątpliwości, że wciąż będą jedną z najsilniejszych grup w tej lidze. Wykazują się kreatywnością i szybkim myśleniem, co podczas obecnie panującej mety jest na wagę złota. Wciąż też uważam, że ich najsilniejszym formatem jest BO5, do którego dojdzie dopiero podczas play-offów.

1. Rogue, czyli to może być ten split

fot. Riot Games/Michał Konkol

Ten zespół moim zdaniem posiada wszystko, co jest mu potrzebne do osiągnięcia wymarzonego mistrzostwa. Z trudem oglądało się Rogue przegrywające w finale, ale nie da się ukryć, że tego dnia Lwy były zdecydowanie silniejszą ekipą. Brak zmian w składzie zupełnie nie dziwi, ponieważ ten nie potrzebował żadnych poprawek. Podczas sezonu regularnego Łotrzyki szarżowały przez LEC, nie dając szans nikomu oprócz G2.

To może być ten split. Drużyna składa się z doświadczonego i utalentowanego weterana (Andrei „Odoamne” Pascu), świetnego i myślącego leśnika (Kacper „Inspired” Słoma) oraz jednego z lepszych mechanicznie midlanerów w Europie (Emil „Larssen” Larsson). Do sięgnięcia po tytuł brakowało tej ekipie jednej wygranej gry. Zawodnicy nieco zachwiali się pod presją i zgubili swoje tempo gry podczas finału. Teraz jednak, bogatsi o to doświadczenie, mogą wygrać cały turniej.

LEC wraca na nasze ekrany już dzisiaj o godzinie 17:30. Spotkania wraz z polskim komentarzem oglądać można na kanałach Polsat Games w telewizji, na Twitchu oraz YouTube. Angielskojęzyczna transmisja będzie za to dostępna na kanale ligi, również na Twitchu oraz YouTube. Po więcej informacji dotyczących LEC 2021 Summer Split zapraszamy do naszej relacji tekstowej:

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Miej na nich oko. Pięciu graczy LEC, którzy mogą zaskoczyć

W końcu, po dłużącej się w nieskończoność przerwie, wraca League of Legends European Championship! Od pewnego już czasu każdy kolejny split oznacza na...