5. DnDn zapewnia sporą dawkę uśmiechu

I już na dobry start mamy coś, co z pewnością rozbawiło niejednego widza LEC. Zwłaszcza że cała akcja została jeszcze należycie okraszona wesołym komentarzem w wykonaniu Piotra "CzarnegoPiotrusia" Barańskiego. O co jednak konkretnie chodzi? Ano o praktycznie wszystkie grzechy, jakie w minionej kolejce zmagań popełnili gracze SK Gaming. Reprezentanci niemieckiej organizacji dali nie lada "popis" przeciwko G2 Esports.

Kwintesencją całego występu było to, co w 30. minucie zrobił Park "DnDn" Geun-woo. Jeden z najnowszych nabytków SK akurat do tego momentu radził sobie całkiem w porządku w odróżnieniu od jego sojuszników. Ale jak już sytuacja zaczęła przechodzić ze słabej w tragiczną, to chyba cała ta aura udzieliła się koreańskiemu toplanerowi. We wspomnianym momencie G2 zabierało się za zgarnięcie Duszy Smoczycy Hextechowej. I rywale nie mieli na to zbytniej odpowiedzi. DnDn najwidoczniej jednak obrał sobie za punkt honoru, że mimo iż drake musi zostać oddany, to on i tak jeszcze podejmie się desperackiej próby. No i się podjął! Tylko na pewno nie tak jak chciał, bo takiej bramki, jaką strzelił on ultem Yone'a pomiędzy graczy przeciwnej drużyny to dawno nie widzieliśmy.

4. Kamiloo wraca do bazy na pewniaka i zostaje za to skarcony

Pewność siebie, to atrybut, który często uważany jest za spory atut. Osoby, które nie boją się podejmować inicjatywy mają co do zasady większe możliwości. Ale mają też większą szansę, że natrafią na coś negatywnego. Przesadna pewność siebie to już natomiast spory problem, bo wtedy większość sytuacji kończy się dla danej osoby nie najlepiej. I takie sytuacje mają miejsce nie tylko w prawdziwym życiu, ale także i w League of Legends.

A idealnym przykładem tego była akcja z 32. minuty decydującego starcia pomiędzy Teamem Heretics a Teamem BDS. Jej autorem był Kamil "Kamiloo" Haudegond. Aż trudno uwierzyć, że to z młodym midlanerem Heretyków zestawiamy dużą pewność siebie, choć w tym przypadku mówimy tutaj właśnie o przesadzonej jej wartości. Francuski środkowy we wspomnianej chwili poczuł się bezpiecznie w dość słabo oświetlonym miejscu na mapie. Mimo to zdecydował się on na powrót do bazy. No i został za to momentalnie sprowadzony do parteru. Zza ciemnej ściany w mgnieniu oka wyłoniła się niemal cała przeciwna drużyna, która od razu wleciała w gracza TH. Ani się obejrzeliśmy, a Kamiloo był już odesłany na fontannę, tyle że z szarym ekranem.

3. Komitet powitalny właściwie ugościł lekkomyślnego Malranga

Znacie takie sytuacje, w których używacie teleportacji najczęściej do jakiegoś warda, ale po czasie uświadamiacie sobie, że nie jest to najlepsza decyzja? Kiedyś jeszcze tego typu akcjom dało się zapobiec, bo teleportację byliśmy w stanie przerwać. Od dłuższego czasu zaś nie ma już takiej możliwości, więc trzeba się dwa razy zastanowić, zanim się wykorzysta ten Czar Przywoływacza. I najwidoczniej nie do końca przemyślanym wyborem miejscówki popisał się Kim "Malrang" Geun-seong.

Koreański wspierający spory błąd popełnił w 32. minucie pierwszej gry przeciwko GIANTX. A był to moment kluczowy, bo rywale mieli zamiar ubić Barona. Natus Vincere natomiast skutecznie im w tym przeszkadzało, bo udało się ubić chociażby Adama "Jackiesa" Jeřábka. Ale to tyle z dobrych informacji. Po tym bowiem zawodnik NAVI wybrał sobie warda do teleportacji w samym środku zamieszania. Po zauważeniu tego gracze GX przygotowali się na przybycie Malranga i zaraz po jego wylądowaniu sprzedali mu solidne manto. 25-latek próbował jeszcze uciec, ale na nic się te próby zdały. I ta wpadka zapoczątkowała też początek końca ukraińskiej organizacji w grze numer jeden.

2. Kryminał w wykonaniu Carzzy'ego

Matyáš "Carzzy" Orság – znacie takiego gościa? Czeski strzelec ma najprawdopodobniej tyle samo zwolenników, co przeciwników. Jedni uwielbiają go za jego nieprzewidywalność i szaleństwo. Drudzy zaś nienawidzą, i to dokładnie z tego samego powodu. I rzeczywiście, obecny strzelec Teamu Vitality jest wariatem, co czasem pozwoli mu zrobić coś fantastycznego, a czasem sprawi, że robi on rzeczy po prostu niezrozumiałe. Tym razem mamy złe wieści dla entuzjastów 23-latka. Carzzy w minionym meczu przeciwko Movistar KOI zrobił coś, w co uwierzyć nie potrafili nawet komentatorzy. O co dokładnie chodziło?

Chodziło o jego zachowanie z 16. minuty drugiej gry z mistrzami LEC. W tamtym momencie rzucił on wyzwanie przeciwnemu marksmanowi – Davidowi "Supie" Martínezowi Garcíi. Panowie podjęli się pojedynku 1 na 1. Ale tylko do pewnej chwili, bo gdy sytuacja zaczęła robić się coraz bardziej gorąca, to do gry włączyli się sojusznicy obu stron. W efekcie Czech był zmuszony do użycia ulta Xayah, którym umiejętnie ominął umiejętność specjalną Brauma. To było zatem godne pochwały. Sekundę później jednak Orság był już martwy. A to za sprawą tego, że hiszpański ADC MKOI rzucił w jego stronę bumerang Sivir, co wystarczyło, aby ubić wrogiego strzelca. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Carzzy dysponował zarówno Błyskiem, jak i Barierą. A nie skorzystał z żadnego z tych czarów. Czemu? Tego nie wie nikt.

1. Pewność siebie (i Baron) Naak Nako zagrały na jego niekorzyść

Dostaliście już dzisiaj jeden przykład na to, jak przesadna pewność siebie potrafi być zgubna. Zobaczyliście już też jak nieumiejętne skorzystanie z teleportacji może zaprzepaścić wszelkie szanse na sukces. A co jeśli powiemy wam, że w minionym tygodniu LEC wydarzyła się akcja, która była połączeniem obu tego typu zagrywek? Jej autorem był pan z dzisiejszej okładki, czyli Kaan "Naak Nako" Okan.

Turecki toplaner jest znany ze sporej agresji, choć akurat zazwyczaj zna on swoje limity. Ale nie w opisywanym przypadku. Wszystko miało miejsce w pierwszej potyczce między Teamem Vitality a Movistar KOI. W 26. minucie mistrzowie LEC mieli drobne problemy, bo dość mocno obity został Javier "Elyoya" Prades Batalla. Po wykurzeniu hiszpańskiego dżunglera VIT zdecydowało się zacząć Barona. W międzyczasie może nie tyle, ile z teleportacji, ale z hexbramy zdecydował się skorzystać Naak Nako. Ten przeniósł się na drugą stronę, wysuwając się bardzo mocno do przodu. I była to decyzja zgubna, bo rywale wcale przecież nie mieli zamiaru odpuszczać i wciąż byli w okolicy. Okolicy, która dla Vitality była czarną dziurą, gdyż na tym terenie nie było zbyt dużo wizji. Tak więc Naak Nako wpakował się prosto w paszczę lwa (wszak w Movistar KOI drzemie jeszcze duch MAD Lions).

Ale mimo iż Okan został mocno poturbowany przez rywali, to nie zdołali go oni zabić. Co nie zmienia faktu, że 20-latek i tak koniec końców upadł. Jak do tego doszło? Ano tak, że w ostatnim momencie flashnął on za ścianę z powrotem do leża Nashora. I tutaj leży pies pogrzebany. Jako że sojusznicy Naaka w związku z takim obrotem spraw zaczęli się wycofywać, to toplaner stanął na froncie atakującego wciąż Barona. I to właśnie zmutowana bestia zadała mu ostateczny cios. Zawodnicy Movistar KOI mogą być zatem wdzięczni przerośniętej kreaturze (ciekawe ile jej za to zapłacili?).


Faza zasadnicza LEC za nami, teraz pora na play-offy. Te rozpoczną się 5 września, czyli w przyszły piątek. Nadchodzące mecze będziecie mogli oglądać na oficjalnej polskiej transmisji u Damiana "Nervariena" Ziai na Twitchu albo w serwisie YouTube. Po więcej informacji na temat bieżącej edycji LEC zapraszamy do naszej relacji tekstowej, w której znajdziecie się po kliknięciu poniższego banera:

LEC