fot. ESL

Raz, dwa, trzy – Brazylijczycy atakują Berlin

StarLadder Major Berlin 2019 będzie wyjątkowy dla sympatyków brazylijskiej sceny. Po raz pierwszy na imprezie najwyższej rangi wystąpią łącznie trzy formacje z Kraju Kawy, co jest świadectwem drogi, którą przeszła cała scena oraz jej ogólnego rozwoju.

Brazylijską scenę pod wieloma względami porównałbym do polskiej i zrobię to poprzez pewne analogie. Przez wiele lat prym na niej wiodła jedna drużyna (Luminosity/SK/MIBR – Virtus.pro), która osiągała sukcesy na arenie międzynarodowej i jej pozycja była niezagrożona. Każdy zawodnik marzył o tym, by na pewnym etapie swojej kariery móc reprezentować jej barwy – w przypadku nadejścia oferty bez większego zastanowienia byłby w stanie zmienić przynależność klubową. Oczywiście zdarzało się, że druga rodzima siła (Immortals – Team Kinguin) potrafiła pokonać dominatora w kraju w pojedynczej serii, ale ogólnie rzecz biorąc hierarchia była znana wszystkim. W pewnym momencie panująca piątka popadła w kryzys, który zaowocował mniejszymi lub też większymi roszadami personalnymi. Nawarstwiające się problemy najsilniejszego zespołu pozwoliły na zajęcie tronu przez inną formację.

Choć ekipie Gabriela „FalleNa” Toledo daleko teraz do formy z 2016 czy 2017 roku, to cała scena zrobiła dwa kroki do przodu. Na amerykańskim Minorze zagrało aż pięć w pełni brazylijskich składów, z czego dwa wywalczyły przepustkę na główną imprezę. W czerwcu w czołowej dziesiątce światowego rankingu znajdowały się z kolei dwie latynoskie formacje, co właściwie nie miało miejsca od prawie dwóch lat. Scena stała się bardziej wyrównana, a co raz to kolejne drużyny opuszczają ograniczoną na wielu płaszczyznach ojczyznę na rzecz trenowania w Stanach Zjednoczonych, dzięki czemu mogą grać w lepszych warunkach i rywalizować chociażby w ESEA Mountain Dew League.

Przechodząc już do ekip, które w najbliższym czasie będą stacjonować w Berlinie, zdecydowanie najmniejsze szanse na sukces przypisuje się INTZ eSports. Nic w tym dziwnego, gdyż forma Vito „kNg” Giuseppe i spółki jest sporą niewiadomą. Okej, drużyna zdołała zakwalifikować się na Majora, ale w ostatnich miesiącach praktycznie nie widywaliśmy jej na większych zawodach. Poza tym INTZ wydaje się zbyt uzależnione od swojego lidera, jakim jest rzecz jasna kNg. Pozostała czwórka może i reprezentuje porównywalny poziom, ale nie daje odpowiedniego wsparcia Giuseppe, dla którego berlińskie zmagania mogą być ostatnim aktem prawie rocznej przygody w INTZ. 26-latek miał już w przeszłości okazję zaprezentować się na najważniejszym turnieju danego półrocza (PGL Major Kraków 2017) i wraz ze swoim Immortals dotarł wówczas do wielkiego finału. Teraz gwiazdor nie może co prawda liczyć na podobny sukces, ale z pewnością będzie zmotywowany, by pokazać się z jak najlepszej strony pod kątem indywidualnym, a może nawet wprowadzić swoich kolegów do drugiej fazy.

A skoro już mowa o drugiej fazie, to wielką niespodzianką byłaby nieobecność FURII na tym etapie rozgrywek. Podopieczni Nicholasa „guerriego” Nogueiry w lutym byli sklasyfikowani w trzeciej dziesiątce rankingu, a w czerwcu zajmowali już piątą lokatę. Wicemistrzowie Esports Championship Series Season 7, wobec kłopotów MIBR-u, stali się w dodatku numerem jeden w kraju. Jeśli któraś brazylijska piątka ma zdobyć status legendy, to najprędzej zrobi to właśnie FURIA. Sportowo Andrei „arT” Piovezan i kompani są do tego zdolni, ale… Fakt, że MIBR w Berlinie skorzysta z usług swojego trenera sprawia, że oczy całej społeczności będą zwrócone na dziewiątą siłę świata. Mimo wszystko FURIA nie ma jeszcze ogromnego doświadczenia na dużych turniejach, stąd jej reprezentanci mogą nie wytrzymać presji.

Na sam koniec pozostał MIBR, ach ten MIBR… Po raz pierwszy od dawna od FalleNa i spółki nie wymaga się wielkich rzeczy, a to z uwagi na sytuację kadrową formacji. W lipcu straciła ona swoje główne żądło w osobie Marcelo „coldzery” Davida, którego z konieczności zastąpi Wilton „zews” Prado. Czego można spodziewać się po MIBR-ze? Absolutnie wszystkiego – zarówno pożegnania się z rywalizacją z bilansem 0-3, jak i sensacyjnego awansu do Fazy Nowych Mistrzów. Podczas Intel Extreme Masters Chicago formacja udowodniła, że nawet w składzie z trenerem nie jest typowym chłopcem do bicia, zaś potrafi postawić się najlepszym. Sam zews może i wyraźnie odstaje od reszty, ale za to wspiera FalleNa w dowodzeniu zespołem, co przekłada się na lepsze statystyki snajpera. Niemniej jednak, z całą sympatią do formacji zarządzanej przez Immortals, nie widzę możliwości, by ta miała zachować status legendy.

Myślę, że trzy brazylijskie drużyny na Majorach staną się swego rodzaju standardem. MIBR z kNg raczej stanie na nogi, FURIA najprawdopodobniej nie zaliczy drastycznego zjazdu, a odświeżone składy INTZ czy Luminosity Gaming powinny liczyć się na regionalnych Minorach. Jest dobrze, ale może być jeszcze lepiej. Pula utalentowanych graczy w Kraju Kawy jest wystarczająca do tego, by zbudować kilka składów na miarę TOP50 na świecie.

 Śledź autora tekstu na Twitterze – Tomek Jóźwik

Tagi: , , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

San Francisco Shock nowym liderem czwartego etapu Overwatch League

Czwarty etap Overwatch League coraz bliżej finiszu. Za nami czwarty tydzień zmagań, który przyniósł nam zmianę na fotelu lidera – ten od teraz zajmuje...